niedziela, 13 października 2013

Rozdział dwunasty

Ostatni dzień w szkole przed przerwą świąteczną upłynął nam na klasowej wigilii. Złączyliśmy ławki na kształt podkowy i porozkładaliśmy prowizoryczne potrawy typu paluszki czy ciastka z czekoladą. Z zewnątrz przez okna do sali wdzierała się przeraźliwa jasność, którą emanowała świeżo spadła warstwa śniegu. Przy kolędach cicho odtwarzanych z klasowego komputera rozmawialiśmy,a gdy wszyscy już dotarli, zaczęliśmy dzielić się opłatkiem.

Znajomi życzyli mi zdrowia, szczęścia, lepszych ocen i obowiązkowo dobrze zdanej matury. Nie wiedziałam jednak, że najtrudniejsze będzie spotkanie twarzą w twarz z Tomkiem. Aż wstyd przyznać, ale chyba celowo się unikaliśmy. Kiedy część zasiadała już do stołów, na środku klasy została już zaledwie garstka i chcąc nie chcąc, musiało do tego dojść. Postanowiłam szybko odbębnić życzenia i siąść obok Majki, nie chcąc przedłużać niezręcznej chwili.

Przełknęłam nerwowo ślinę, kiedy Tomek stanął przede mną, wpatrując się w trzymany opłatek. Kącik ust drgał mi ze zdenerwowania, bo żadne z nas nie wiedziało jak zacząć. Nabierałam powietrza, kiedy on odezwał się:
-Zdrowia, szczęścia i przyjaciół, którym będziesz mogła zaufać.
Kiedy dotarł do mnie sens tego zdania, spojrzałam w jego jasne oczy i nim zdążyłam pomyśleć, wymamrotałam jakieś nieskładne życzenia i po ułamaniu opłatka siadłam przy stole. Majka musiała zauważyć moją niewyraźną minę, bo spytała:
-Wszystko w porządku?
Kiwnęłam głową i zaczęłam podgryzać stojące przede mną w plastikowym kubku paluszki. Robiłam to jednak machinalnie, bo czułam się okropnie. Brzuch aż bolał mnie z nerwów, bo to co usłyszałam od Tomka było wyraźnym zarzutem, aluzją, że jego nie potraktowałam jako przyjaciela i nie obdarzyłam zaufaniem. Może wchodziłam w zbyt głębokie interpretacje jego słów, ale od chwili, gdy nie chciałam się przed nim otworzyć, nasze relacje... praktycznie nie istniały. Widziałam jak żartuje z innymi dziewczynami, czasami stał i gadał z Majką, a gdy ja pojawiałam się na horyzoncie automatycznie się ulatniał. Czułam się podle, bo widziałam, że nie dzieje się tak przypadkiem. Mimo, że Majka mówiła mi o tym, iż odmówiła mu kilka razy wyjawieniem mojej tajemnicy, do niej nie miał pretensji.
Dobra, sama sobie jestem winna.

Gdy wybrzmiał ostatni dzwonek, ociągając się ruszyłam do szatni ulokowanej w podziemnej części budynku. Na korytarzu rozbrzmiewały głosy szczęśliwych uczniów, którzy wreszcie uwolnią się od masy zadań domowych i sprawdzianów, oraz widoku nielubianych nauczycieli. Prawie wszyscy nieśli różnokolorowe torebki z prezentami - u nas w klasie również kupowaliśmy sobie coś fajnego, wcześniej losując kto komu coś daje. Ku mojej małej radości w przydziale przypadła mi jedna z koleżanek, a ja sama usłyszałam, że prezent kupuje mi również jedna z dziewczyn. Niby fakt kto kogo wylosował miał być utrzymywany w tajemnicy, ale naprawdę nigdy tak nie było, więc każdy wiedział do kogo kierować ewentualne życzenia lub kogo nakierować na dobrą drogę, żeby później nie być rozczarowanym z powodu jakiegoś badziewia. Karolina, z którą raczej niewiele miałam wspólnego, kupiła mi parę drobiazgów i mini-poradnik o śmiesznym tytule : ,,Jak przetrwać maturę''. Ja sama ufundowałam koleżance książkę jej ulubionego autora i czekoladę z orzechami, co trochę uszczupliło moje i tak małe fundusze. Nie miałam zamiaru jednak na niej oszczędzać i zrobić tym sposobem przykrość, a poza tym mieć wyrzuty sumienia z powodu swojego skąpstwa. Po prostu każde zarobione pieniądze były dla mnie tak ważne, bo tak trudno było mi je zdobyć, jakoś godząc szkołę z pracą, że kilka razy zastanawiałam się, zanim skłoniłam się do sięgnięcia po portfel.

Zapięłam ciepłą kurtkę, zarzucając sobie czarną szkolną torbę na ramię i zaczęłam zawijać wokół szyi biały szalik w czarne renifery. Wychodząc slalomem między ubierającymi się przed szatniami ludźmi, które przypominały raczej klatki niż pomieszczenia, wciągnęłam na dłonie rękawiczki z tym samym wzorem co szalik, a na uszy założyłam białe nauszniki. Pchnęłam drzwi i momentalnie poczułam uderzenie chłodnego powietrza, było troszkę na minusie. Ślizgając się na świeżym, nieposypanym śniegu ruszyłam w stronę przystanku, gdy kawałek dalej wśród innych uczniów wracających nieśpiesznie do domu zobaczyłam znajomą kurtkę. Przez chwilę w piersiach zabrakło mi tchu, jakby ktoś porządnie uderzył mnie w plecy.
,,Weź się w garść Lena''.
Gdy odzyskałam już zdolność oddychania, ruszyłam szybciej między grupami uczniów, a gdy przeszłam do truchtu, zaczęłam się modlić, żebym nie skręciła sobie zaraz kostki. Nie spuszczałam jednak wzroku z postaci, a z każdą minutą odległość między nami zmniejszała się.

Minęłam przystanek, na który zaraz miał przyjechać mój autobus. Na kolejny musiałabym czekać jakieś 15 minut, ale nie bardzo mnie to interesowało. Po prostu czułam, że nie mogę nadal tkwić w tej dziwnej sytuacji, nie zniosę tego. Kiedyś musiałabym stawić czoła swojemu problemowi, a w mojej głowie nagle pojawił się impuls, który mnie do tego zmotywował.

Postać była już jakieś pięć metrów ode mnie, przechodziła przez skrzyżowanie. Widząc, że zielone światło zaraz zamieni się w czerwień, co sprawi, że już go nie dogonię, przyspieszyłam. Torba obijała mi się o biodro, kiedy biegłam już jak najszybciej mogłam, a trzymana w lewej ręce torebka z prezentem, który dostałam do Karoliny z ledwością wciąż stanowiła całość. Nie byłam pewna, czy energicznie nią machając nie pogubiłam kilku rzeczy, miałam nadzieję, że tak nie było, bo już bym ich nie zobaczyła. Ludzik na sygnalizatorze zaczął migać, a w chwili, kiedy pojawił się na nim po raz ostatni, byłam już na pasach. Przebiegłam przez nie na świeżo zapalonym czerwonym, będąc już jakieś dwa metry od osoby, za którą biegłam.

Nie wiem jak sobie wyobrażałam moment, kiedy zauważy, że jestem obok, ale na pewno nie, że odbędzie się to tak, jak się odbyło. Kiedy zwalniałam pośliznęłam się kolejny raz na lodzie ukrytym pod warstwą śniegu, ale nie złapałam równowagi. Zamachałam energicznie rękoma i krzyknęłam coś, nawet nie wiem co, a potem przygrzmociłam tyłkiem o twarde podłoże. Bolało.
Siedząc na śniegu miałam nadzieję, że osobnik w znajomej kurtce nie obróci się, bo gdyby zrobił to i tylko spojrzał, nie pomagając, oprócz czterech liter bolałoby mnie i serce. Niestety mój okrzyk musiał być... dość głośny. Ewentualnie sam upadek. Nim się obejrzałam, zobaczyłam przód znajomej kurtki i twarz jej właściciela.
Tomek spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co ty tu robisz?
-Siedzę. - odpowiedziałam mało inteligentnie.
-Nie sądzisz, że środek chodnika to raczej nie odpowiednie miejsce na odpoczynek? - zapytał, z rękoma w kieszeniach.
-Następnym razem pomyślę o Twojej sugestii.- mruknęłam, po czym kucnęłam i zaczęłam zbierać rozsypane cukierki, które wypadły mi z torebki z prezentem. Czułam, że policzki mi płoną, a on, zamiast oddalić się, nadal przy mnie stał i nic nie robił. Kiedy jakiś koleś nadepnął na leżący na śniegu batonik, warknęłam:
-Dzięki wielkie.
Wściekła podniosłam się lekko, czując jak boli mnie tylna część ciała i kolano, którym uderzyłam w krawężnik. Poprawiłam kurtkę, która trochę mi się przekrzywiła i spojrzałam na Tomka. Nadal stał milczący i tylko na mnie patrzył. Kiedy zirytowana nadal dokuczającym mi bólem, miałam się odezwać, wyciągnął ręce z kieszeni i skierował je ku mojej głowie, a ja zaskoczona poczułam chwilę później, że poprawił mi nauszniki.
-Boli cię coś?
-Urażona duma. - odpowiedziałam, bo mój upadek widziało wielu.
-A coś oprócz niej? - drążył. - Nieźle huknęłaś.
-Czuję to właśnie. - skrzywiłam się, prostując i zginając bolące kolano.
-Czekaj, może coś sobie złamałaś. - powiedział, pokazując mi, żebym przestała.
-Sądzę, że ten szaleńczy bieg zakończy się lekkim zabarwieniem skóry na fioletowo, niczym więcej. - odpowiedziałam mu, patrząc na niego chwilę,a potem wbijając wzrok we własne stopy.
Milczeliśmy, a ja doszłam do wniosku, że jak tak dalej pójdzie, zanim wrócę powolutku obolała na przystanek ucieknie mi i trzeci autobus. Zebrałam się w sobie, bojąc się, że stojący przede mną chłopak zaraz odejdzie, a ja już go nie dogonię.
-Słuchaj... przepraszam. Przepraszam cię za wszystko. Za to, że cię zraniłam, bo nie chciałam z tobą szczerze pogadać, ale... To nie jest łatwe. Nie chciałam, żebyś się obrażał, bo bardzo cię lubię i nic się w tej sferze nie zmieniło.
Kiedy zrobił krok do tyłu, złapałam go za ramię.
-Nie po to leciałam tu jak głupia i się poobijałam, żeby teraz z Tobą nie porozmawiać.
Poczułam, jak rozluźnia mięśnie.
-Ok, możesz puścić.- powiedział, a ja schowałam rękę w kieszeni.
-Zależy mi na Tobie i Twojej przyjaźni. Za bardzo, żeby dzielić się z Tobą moimi problemami, bo naprawdę nie muszę cię nimi obarczać. Kiedy powiedziałam o wszystkim Majce, miałam wyrzuty sumienia, bo tylko narobiłam jej kłopotów. - powiedziałam.- Może moje argumenty są głupie, ale proszę, nie zachowuj się tak. Nie udawaj, że nic między nami nie ma.
-A jest coś?- zapytał, przyglądając mi się przenikliwie. Zebrałam całą siłę, jaką miałam, aby nie spuszczać z niego wzroku.
-Wydawało mi się...- umilkłam, a po chwili dodałam. - Chciałabym, żeby było.
Kiedy nic się nie odezwał, w oczach zakręciły mi się łzy.
-Proszę, nie rób tego znowu. Kiedyś pewnie będę w stanie ci o tym opowiedzieć, ale po prostu nie jestem jeszcze gotowa. Wszystko wali mi się na głowę. W szkole idzie mi kiepsko, bo w weekendy pracuję, żeby pomóc bratu w opłaceniu czynszu. Jestem zmęczona i zła, nic mi nie wychodzi. Idą święta, a ja spędzę je pewnie jak inny, normalny, beznadziejny dzień. Jakby to nie było nic szczególnego. Nie chcę wzbudzić w Tobie litości czy wyrzutów sumienia. Po prostu... nigdy nie chciałam, żeby nasze relacje wyglądały tak.- machnęłam ręką, wciąż z trudem powstrzymując łzy. - Żebyś mnie unikał, w ogóle się nie odzywał... Tak jakby w ogóle mnie nie było.
-Więc czego ode mnie teraz chcesz? - zapytał, nadal głosem wypranym z emocji. Przełknęłam ślinę i odpowiedziałam:
-Wyjdę na idiotkę, ale... czy mógłbyś mnie przytulić?
Nim się zorientowałam, jego ramiona objęły mnie. Czułam jego spokojny, ciepły oddech nad prawym uchem.
-Lenka, trzymaj się z dala od Adriana. - usłyszałam. Zdziwiona odsunęłam się od niego.
-O co ci chodzi? Skąd wiesz...
-Mój brat gra z nim w kosza. Zwyczajnie uważaj na tego kolesia. Może wydawać się słodki, ale to tylko pozory.
Zmarszczyłam brwi.
-Pomógł nam, gdy nie mieliśmy gdzie się podziać.- wzięłam Adriana w obronę.
-Nie mówię, że nie ma pozytywnych cech, ale lepiej się do niego nie przywiązuj. Zapytaj brata, on powie ci to samo.
Przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę, gdy poczułam w niej lekki ból. Musiało być to widoczne na mojej twarzy, bo Tomek porzucił temat. Poczułam, jak kładzie ręce na moich ramionach.
-Wszystko w porządku?
-Troszkę mnie boli, tyle.
-Jeżeli spuchnie, musisz pójść z tym do lekarza.
Musiałam wyglądać jak kupka nieszczęścia, bo zabrał mi z ręki prezent i powiedział:
-Odprowadzę cię na przystanek. Albo do domu nawet, jeśli chcesz.
Spojrzał na mnie czekając na słowa odmowy.
-Ok. Może... wpadniesz na herbatę?
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
*
Ok,wiem, że jestem autorką tego opowiadania, to ja wymyśliłam ten rozdział i w ogóle... Ale nie mogę teraz pozostać obiektywna i o to, jaka jest moja reakcja na ten rozdział <klik>.
To by było tyle subiektywnych odczuć z mojej strony. ;)

W Oleśnicy było super, nawet lepiej niż super. Wszędzie blisko, siatkarze na wyciągnięcie ręki... I fajne zdjęcia, zostało mi jeszcze trochę do obróbki. Jeżeli ktoś nie czyta wakacyjnej, to wrzucę wam tutaj próbkę tego, co widziałam na żywo.
Wronka raz, Wronka dwa, Wojtek, trenujące Skrzaty: odsłona pierwsza i druga. Więcej na moim tumblrze lub w odautorskim na wakacyjnej, bo tam chyba coś jeszcze zalinkowałam. Tak w ogóle zapraszam na post X. ;)

Ewentualnie jak chcecie zobaczyć Skrzatów czekających na swój mecz na trybunach, to zapraszam tutaj. Jak klikniecie na te zdjęcia, to niektóre będą bardziej wyraźne, inne mniej, ale i tak mi się podobają. :)

A wczoraj oficjalnie zaczęła się dla mnie Plus Liga. Trochę ubolewałam nad faktem, że nie będzie transmisji w tv, ale tyle meczów było, że jakoś mnie to nie dziwi.

Trzydniowy weekend to najlepszy weekend. ♥


27 komentarzy:

  1. Rozdział jest cudowny i mówię, a właściwie piszę to z pełnym przekonaniem. Mimo, że w dużej części dotyczy wigilii klasowej, którą już dawno przestałam lubić, tak samo z resztą jak normalną, domową. Ale jest śnieg, a śnieg ja bardzo lubię, tak bardzo, że chciałabym go już teraz, mimo że jak się przewrócisz to boli, a kiedy jest ślisko i leży śnieg to jest to bardzo łatwe. :p
    Cieszę się, że Lena w końcu znalazła bodziec, który pchnął ją do działania i do poważnej rozmowy z Tomkiem, mimo że wciąż nie powiedziała mu prawdy. Ale rozumiem ją, to nie jest coś o czym opowiada się od razu. Mimo to mam nadzieję, że między nimi będzie w końcu dobrze, bo oboje na to zasługują. Ciekawa jestem, o co chodzi z tym Adrianem i przed czym Lenę próbuje ostrzec Tomek. Ale wolałabym, żeby nie musiała się o tym przekonywać.
    Trzydniowy weekend zawsze lepszy niż dwudniowy. :d
    Pozdrawiam.
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie klasowa wigilia jest o tyle fajna, że nie wiesz co ktoś ci kupił, a poza tym, nie ma lekcji. Bo tak pod względem przygotowania czy potraw raczej jest kiepsko. ;) A że normalna wigilia polega na jedzeniu, a przez cały wieczór, jeżeli nie jesz, nie masz co robić, to może i też jest czasem nudno, ale ja osobiście lubię święta. :) Ta choinka z zapalonymi lampkami w ciemnym pokoju albo oczekiwanie na prezenty... :)
      W tamtym roku grzmotłam raz i porządnie idąc do szkoły. Nie polecam. ;)
      A już tydzień wolnego to szczyt marzeń. ♥
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Moja reakcja po przeczytaniu rozdziału była bardzo podobna, bo wyszedł ci fantastycznie! :)
    Do świąt zostało jeszcze co prawda ponad dwa miesiące, ale dzięki twojemu opowiadaniu już teraz poczułam ich atmosferę i nagle zaczęłam tęsknić za przystrojoną choinką, białym puchem pokrywającym chodniki i całą tą otoczką potęgującą świąteczny nastrój.
    Nie mogłam doczekać się pojednania Lenki i Tomka. Cieszę się, że wreszcie zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać. Boże Narodzenie jednak robi swoje :)
    Zastanawiam się o co chodzi Tomkowi z tym Adrianem. Coś mi mówi, że planujesz tutaj nieźle namieszać! ;)
    Mój długi weekend będzie jeszcze bardziej wydłużony, bo moja klasa jedzie na wycieczkę na którą ja niestety się nie wybieram. Pewnie i tak jedynym plusem wolnych dni będzie możliwość dłuższego snu, bo resztę czasu spędzę nad książkami.
    Dzięki, że przypomniałaś o nowym rozdziale na wakacyjnej, bo zupełnie wyleciało mi to z głowy. W najbliższym czasie postaram się wpaść i skomentować.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę powiedzieć, że do tej pory ten rozdział jest moim ulubionym, wybierając z tego opowiadania. :)
      Może zatęskniłabym za śniegiem, gdyby nie to, że dopiero jazdy zaczynam i chyba wolałabym jeździć na razie po suchej drodze. ;)
      Ach, ten klimat świąt, czego on nie robi z ludźmi... ;)
      Gdzie tam... ;) Mam plan wobec Adriana i po prostu nadal go wykonuję, punkt po punkcie. ;)
      A wiesz, że moja klasa też miała jechać? Wybierali się do Budapesztu, a ja z powodu prawka nie mogłam jechać, bo to masa forsy, a jej nie wyczarujesz. Ale za mało osób się zgłosiło i jednak zostają, więc normalnie będą lekcje. Znaczy nie wszystkie, bo część będzie wolna z racji Festiwalu Nauki, który jest co roku organizowany m.in. we Wrocławiu, w naszym mieście i kilku innych. Zapowiadają się fajne wykłady, np. z medycyny sądowej. ♥
      Mój weekend też spędzam nad książkami, bo nie chcę marnować czasu i nadrabiać zaległości. Piąteczka! Dlatego właśnie na rękę byłby mi ich wyjazd, bo miałabym więcej czasu na naukę.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Prawdopodobnie jestem jedyną osobą, która tu jest i czuje w sobie wielką ochotę regularnego komentowania a czas nie pozwala.... Ahh! No trudno!

    Jestem ze trzy rozdziały wstecz z komentowaniem, więc w końcu mając blisko 40 minut czasu nadrobię wszystko w tym oto jednym (zapewne bardzo obszernym) komentarzu.

    Rozdział 10!!
    Jupijajej! Majka zna prawdę. A ja w końcu zyskuję większe zaufanie do tej postaci! Ciężko mi jest ufać ludziom i twoja bohaterka nie stanowi wyjątku.
    Chciałabym, żeby Lena mogła powiedzieć, że uciekli z domu, bo rodzice nie dawali jej kieszonkowego. To byłoby proste, a jednocześnie najlepsze dla jej kondycji psychicznej. Bo umówmy się, że jest różnica między tym, co wydarzyło się w rzeczywistości, a takim zwykłym brakiem kieszonkowego.
    I jak można uwierzyć, że poważny facet pakuje się w takie rzeczy jak gang narkotykowy (nie wiem jak to nazwać, a biorąc realia naszego kraju nabijać chce mi się ze słowa "gang"). No, ale "cicha woda brzegi rwie". Kompletnie nie umiem wyobrazić sobie co czuła Lena. Nie tylko przez przeżycie ojca przestępcy, ale także poprzez plotki i przechodzenie przez to kolejny raz. Bo ojciec wrócił i znowu może wszystko zniszczyć.
    Majka super się zachowała! Jest!!
    Skończę na tym co do tamtego rozdziału!

    Naprawdę nie chcę do tego wracać, bo zachowanie Leny w stosunku do Tomka było niezbyt dobre. Może jestem dziwna, ale zawsze mam jakieś większe zaufanie wobec chłopaków. Z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że są oni jednak bardziej godni zaufania...

    No i dzisiejszy też tylko w kilku słowach (staram się zminimalizować rozmiar komentarza). Normalnie chyba zakocham się w Tomku (nie, wcale nie). Jest taki 'awww'! Dobrze, że się pogodzili.

    No, to by było na tyle!

    A moja mina tak też zapewne wyglądała po tym rozdziale.
    Ejj! Ja generalnie jutro nie mam wolnego. Znaczy w teorii cała szkoła ma, ale są zajęcia dla klas biologicznych, grup dawców szpiku, katolickich kółek i wszystkich innych organizacji. Co w sumie daje mi cztery do pięciu godzin w szkole... No, ale to był mój osobisty wybór, którego nie mam zamiaru żałować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że tam jesteś i czytasz, naprawdę nie przeszkadza mi, jeżeli komentujesz co kilka rozdziałów. :)

      Mój komentarz za to będzie króciutki, bo to już niedziela wieczór, miałam wielkie plany, a część z nich nadal niewykonana, muszę zabrać się do roboty.
      Obie mamy problemy z obdarzaniem ludzi zaufaniem, bo to nie sztuka rozpowiedzieć swoje problemy, a potem dziwić się, że znają je wszyscy. Dlatego nie dziwię się reakcji Leny i tego, że tak się z tym kryje, bo chyba nie ma czym się chwalić.
      Może faktycznie faceci są godniejsi zaufania? Wystarczy popatrzyć na ich przyjaźnie, w których nie ma zazdrości, która często panuje między chłopakami. Tylko czysta nić zrozumienia. Poza tym nie komplikują sobie życia zbyt skomplikowanym myśleniem i podają proste rady. ;)
      Też lubię Tomka. Szczególnie w tym rozdziale. ;)
      Pewnie, że nie ma co żałować. Robisz to dla siebie. :)

      Usuń
  4. Święta, coraz bliżej święta. Ty mi to robisz specjalnie. Zaraz przypomina mi się zapach pierników, makowców. O choince zapomniałam :/ Dobrze, że Lena wreście pogadała z Tomkiem. Już nie mówię ile czasu na to czekałam. Ty wiesz jak poprawić humor. Nawet jeśli człowiek śpi 3 h i musi iść na poprawiny. Szkoda, że miała mały wypadek z niezłym hukiem, ale ważne, że ze sobą porozmawiali i prawie wszystko mu powiedziała. Lepiej późno niż wcale. Mówiłam chyba po raz enty, że ten cały Adrian mi się nie podoba. Tomek ma racje.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie świąt od początku nie planowałam, ale skoro postanowiłam przyspieszyć akcję, to musiałam je tutaj wprowadzić. ;)
      Dużo osób było złe na Lenę, że z nim nie pogadała, ale miałam to od dawna w planach. ;) Też mi lepiej, że już się nie unikają.
      Baaardzo nie lubisz Adriana. Może Tomek jest po prostu zazdrosny? ;)
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Bardzo, bardzo, bardzo. Tomek może jest zazdrosny, ale i tak ten cały Adrian mi się nie podoba. Zazdrosny czy nie to fajnie, że się już nie unikają i razem mogą sobie porozmawiać. Ten Adrian jakiś dziwny jest. Mi on w tym opowiadaniu nie pasuje. Co do świąt :) Jak ja nie nawidzę wigilii klasowych zapomniałam to wcześniej :) Ja tam czekam aż może napiszesz o sylwestrze :) Muszę sobie coś na tą moją sklerozę kupić bo niedługo zapomnę jak się nazywam :)

      Usuń
    3. Biedny Adrian, co by nie zrobił, twojej sympatii nie zagarnie. ;)
      Wigilia klasowa ma swoje plusy i minusy, pisałam chyba gdzieś wyżej. Nie ma lekcji i dostaje się prezenty, więc ten aspekt jest świetny, a potem... jest troszkę drętwo, ale to normalna rzecz. Ewentualnie chłopacy zaczynają odstawiać jakieś dziwne rzeczy, to się można pośmiać. ;)
      Eeee, tak źle na pewno nie będzie. ;)

      Usuń
    4. No niestety jakoś tak wyszło. Prawda jest taka, że nawet jakby się starał to i tak raczej go nie polubie chyba, że przekona mnie jak Majka. Wątpię w to. Najważniejszy plus wigilii klasowej to, że nie ma lekcji inne się nie liczą. Prezenty nie dla mnie bo i tak każdy wie co dostanie tylko nie ja, a jak już dostanę to jakieś badziewie zagracające miejsce na półce. Każdy wie, że nie lubię czegoś to i tak mi to kupuje. U mnie chłopacy byli w klasach podstawówki i gimnazjum więc z dziwnych rzeczy pamiętam podpalanie paluszków. W technikum miałam 36 dziewczyn w klasie więc wszystko było udawane w ten dzień żeby czasem nas wychowawca nie wyzywał.

      Usuń
    5. Z prezentami faktycznie bywa różnie. Przeważnie są nietrafione.
      U nas chłopacy tylko śpiewają dziwne piosenki, albo bawią się w dziwne zabawy grupowe. Ostatnio na Wigilii były krzesełka, czyli jedno krzesło mniej niż biorących udział i jak muzyka staje, to musisz na którymś usiąść. Fajnie, że się tak zachowują, bo przynajmniej drętwo nie jest. ;)
      Nasza wychowawczyni chyba zdaje sobie sprawę, że wiemy kto komu kupuje prezent i sobie nawet to ustawiamy czasami, wymieniając się losami, ale nic nie mówi. ;)

      Usuń
    6. Jedyne co mi się spodobało to kubek z moim imieniem (do dzisiaj go mam tylko trochę za mały jest i latam co chwilę robić sobie następną herbatę) i zegarek, który gdzieś się zagubił w akcji. Muszę go znaleźć. U nas takie zabawy by nie przeszły. Prędzej by wybuchła III Wojna Światowa. Jak się ma wychowawcę w wieku swojej babci to niestety tak jest. Zaraz mi się godziny wychowawcze przypominają. Dzieci wiecie, że matura coraz bliżej. U nas normalnie był tekst typu "skończył ci się tusz to ci kupię pod choinkę"
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    7. To i tak nieźle z tym kubkiem, bo rok temu ciocia na urodziny kupiła mi taki kubek z wzorem w misie i miseczkę do tego. Ekhem... ;)
      Nasza wychowawczyni niby jest spoko, jeżeli chodzi o wiek, ale nie potrafi zapanować nad klasą ani nas nie rozumie. Nasze wychowawcze przeważnie polegają na tym, że nudzimy się przez te 45 minut ;)

      Usuń
    8. No u mnie nie było godziny wychowawcze bez słowa MATURA wypowiedziane min. 1000 razy

      Usuń
    9. U nas nie ma polskiego bez tego słowa. Nasza nauczycielka już kazała nam zrobić bibliografię do prezentacji, chociaż żadnych dzieł jeszcze nie przerobiłam i nie wiem, z czego będę korzystać, więc to co teraz wybrałam, niekoniecznie mi się przyda. ;)

      Usuń
    10. Ja miałam akurat taki temat, że bibliografię miałam praktycznie z neta. Oczywiście moja Pani od Polskiego (wychowawczyni) mi trochę ją popoprawiała i jakoś udało mi się zdać ustną :)

      Usuń
  5. Od razu na wstępie mówię iż przepraszam że szmat czasu nie dawałam znaku życia, ale... zapominałam o tym wszystkim. :D Tak wiem zakręcona jestem. :)
    Dużo rzeczy się działo widzę! Prze ten rozdział zachciało mi się świąt. :) Ale nieciekawą sytuację ma bohaterka, dobrze że się pogodziła z Tomkiem. :)
    PlusLiga, PlusLigą ja niestety nie pooglądałam sobie. Zresztą wiesz dlaczego. :)
    Pozdrowienia! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie to, że tutaj piszę, uwierz mi, że też nie dawałabym znaku życia. Czasami mam ochotę to wszystko walnąć, schować głowę pod kołdrę i spać. ;)
      Wiedziałam, że żyjesz, dzięki fejsowi :D
      Mi może nie tyle świąt, co zimy pod względem tego, że mam wtedy osiemnastkę ;)
      Ja meczu Skry z Lotosem też nie widziałam, bo nie było transmisji. W ogóle czasu nie mam i tylko się modlę, żeby jak będzie mecz na pewno na Polsacie 24 października, żeby mi wtedy instruktor jazdy nie załatwił, bo się zastrzelę. :D
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  6. No mówiłam, że ten Adrian mi śmierdzi? Z nim jest coś nie tego, jak nawet sam pan Tomasz tak mówi.
    Czyżby Lena coś z Tomkiem? Byłabym na tak *-*
    I ogólnie się zastawiam dalszych losów bohaterów. :)
    Także do następnego. Pozdrawiam, Karolina :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odpowiem na żadne z pytań. ;)
      Ej, on mógł śmierdzieć w poprzednim rozdziale, bo po treningu kosza był, ale jestem pewna, że wie co to perfumy :D

      Usuń
  7. Jestem, przed zbliżającą się niedzielą, czyli kolejnym rozdziałem.
    Już przechodzę do sedna sprawy.
    U mnie w klasie, jak na razie nie mieliśmy takiej "prawdziwej" wigilii klasowej. Zawsze kończyło się na łamaniu opłatkiem. Ale i tak jest fajnie. Oj, ale zachciało mi się już świąt i tej całej atmosfery. *v*
    Jedno podstawowe pytanie, czy była kiedykolwiek taka klasa, która podczas Mikołajek nie dowiedziała się kto kogo wylosował? Bo ja szczerze w to wątpię. ;D W zeszłym roku próbowałam z koleżanką zataić kogo wylosowałyśmy i plus jeszcze wychowawczyni, która nie pisnęła słówkiem na ten temat. Jednak nasze próby zatajenia losów poszły w las za sprawą namowy całej klasy. I wyszło tak, jak zawsze. Czyli każdy wiedział kto kogo ma. ;)
    Jasne, wszystko w porządku, a te paluszki nie podgryzała przypadkiem ze zdenerwowania? Zrobiła błąd, ale na szczęście wszystko się poukładało. Tzn. Nie do końca, bo przecież Lena nie powiedziała mu wszystkiego. I to jakie trudności musiała przezwyciężyć! ;D Bieg po lodzie przykrytym białym śniegiem jest naprawdę trudne i wiem to z własnego doświadczenia! Nie ma to, jak biec na przystanek, żeby dostać się do zasypanej szkoły. Kiedy czytałam, czułam ten ból na tyłku. To tak wiarygodnie i realistycznie ujęłaś. A rozmowa Leny i Tomka strasznie mnie rozbawiła.
    A jednak się pomyliłam co do Adriana... -,-' Tzn, jeszcze nie wiem o nim nic złego, ale wyczuwam kolejne problemy (Odpukać w niemalowane) Leny. Coś Ty wymyśliła dziewczyno?! Najpierw diler narkotyków, a teraz co? Następny z tej całej szajki? Pozostaje mi tylko czekać.
    Już miałam Cię ochrzanić, że pewnie wytrzasnęłaś jakieś zdjęcie , a tu proszę jaka niespodzianka! Naprawdę, potwierdzam genialnie Ci wyszedł ten rozdział.
    Zdjęcia fajne, fajne... ;) Wronka jeszcze fajniejszy. *v*
    A szybko ten weekend zleciał. ;) A ja z utęsknieniem czekałam na środę i się doczekałam. ;)
    Co do meczów... Kiedyś, przed Twoim turniejem w Oleśnicy, napisałam, że ja muszę się zadowolić tylko meczami piłki ręcznej. I byłam na meczu Vive z Mielcem. Nie wiem, czy się orientujesz, ale mam nadzieję, że tak. ;) Było świetnie. Siedziałam zaraz koło klubu kibica Vive. Było świetnie! Zgarnęłam 6 autografów. Najbardziej jestem dumna z podpisu Karola Bieleckiego, bo jedyna z autobusu wraz z siostrą do niego podeszłyśmy i prosto z mostu: "Można autograf?" Wenta mi uciekł. ;c Ale następnym razem go złapię! ;D
    Nawet się załapałam w relacji strony Vive. ;D
    Miałam nawet taką przygodę z kolegą. W trakcie przerwy podeszliśmy do band i przyglądaliśmy się trenującym graczom. Po lewej był Mielec, a po prawej Kielce. Popatrzyłam się na ułamek w prawo, zwróciłam wzrok na drugą stronę boiska, a tu... Michał Jurecki. *o* Twarzą w twarz! Nogi o mało co się pode mną nie ugięły. Zdążyłam tylko mruknąć "O Matko..." A on się tylko wyszczerzył i wrócił do rozgrzewki. Kuba-imię kolegi- nie chciał mi później dać spokoju i cały czas się ze mnie śmiał, więc się do niego nie odzywałam, ale na końcu poszliśmy po autografy. I tak się skończyła moja historia z meczu. Nie powiem, bo było to dla mnie dosyć duże przeżycie, mimo że to już drugi raz na meczu z Kielcami. ;>
    Dobra już się nie rozpisuję. Kończę i idę czytać wakacyjną, bo widzę, że jest nowy rozdział. ;)
    Pozdrawiam! ; >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps.
      O! Widzę, że nowe zdjęcie główne i nowy tytuł (?). ;)

      Usuń
    2. Nadeszła pora na zamiany. ;) Jakiś czast temu mówiłam, że zmienię szablon tu i na wakacyjnej, ale dopiero ostatnio miałam czas i porządne zdjęcia ;) A nowy tytuł tak mi się podoba, bo kto jak kto, ale Lena z Michałem teraz kasę muszą liczyć, choć woleliby tak się tym nie przejmować. W ogóle z Counting Stars jest tak, że jak mi się bardzo podobała, to nigdzie jej nie puszczali, a jak jechałam tydzień temu do Wrocławia, to słyszałam ją aż trzy razy. Moja mp4 też się zmówiła i cały czas mi ją odtwarza na losowym. :D
      U nas na wigilii klasowej zawsze mamy barszcz z torebki i uszka zrobione przez czyjąś mamę + opłatek. I jakieś słodycze i chrupki, także to tylko namiastka prawdziwej. ;)
      U mnie w klasie były osoby, które nie miały zielonego pojęcia od kogo dostały prezent, więc czasami zostaje to tajemnicą. ;) Ja osobiście zawsze się modlę, żeby nie wylosować wychowawczyni, bo nie wiedziałabym, co jej kupić. ;)
      Zeszłej zimy sama ostro rąbnęłam przed samiutką szkołą, nie polecam. ;) Nim się zorientowałam, już leżałam na śniegu śmiejąc się tak, że mi koleżanki musiały pomagać się podnieść :D
      To, że Tomek go nie lubi, nie znaczy, że z Adrianem musi być coś nie tak. ;)
      Ja przeważnie czekam na piątek, godzinę 14, bo wtedy kończę lekcje :>
      Choć ręcznej raczej nie oglądam, bo grając w nią w gimnazjum raczej nabyłam trochę niemiłych wspomnień, to wiem o czym mówisz, bo zawsze jakieś tam informacje do mnie na temat różnych dziedzin sportu trafiają. Kto mógłby nie znać Bieleckiego! ;) Według mnie to wspaniały człowiek, bo po tym, co mu się kiedyś stało, nadal gra, nie wiem, czy każdy byłby do tego zdolny. Jureckiego też znam, tak samo jak Lijewskich. ;) Także jakieś tam pojęcie mam. ;) Musiało być świetnie, ja sama wiem, jak to było na tych dwóch meczach, na których byłam, nie da się tego porównać z oglądaniem ich w telewizji. :)
      Haha. Tak mi z tym Jureckim przypomniałaś moją koleżankę w Oleśnicy. Stała przy bandzie i robiła zdjęcia, jak Karol Kłos robił rozgrzewkę i w pewnej chwili był od niej z pół metra. :D Też była w szoku. ;)
      Ja zawsze po meczu czy czymś innym mam straszny słowotok, lepiej, żeby się nie pojawić wtedy na mojej drodze, bo zanudzę. :D
      Pozdrawiam :)



      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Mogę stwierdzić to samo, w końcu która z nas zaczyna pierwsza pisać rozdziały na wakacyjną? Gdyby nie twoje fragmenty, to nie wiedziałabym, jak się do tego zabrać. I motywacji bym takiej nie miała. ;)
      Kurczę, gdybym miała trzeciego bloga, to pewnie idąc za ciosem i tam bym szablon zmieniła :D

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń