niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział osiemnasty

Minęłam starszego pana w piżamie, który bardzo powoli przemieszczał się po korytarzu w asyscie pielęgniarki i skierowałam swoje kroki w kierunku dyżurki. Nienawidziłam szpitali. Nie rozumiałam dlaczego, ale po prostu nie cieszyłam się na myśl o tym miejscu. Szpital może być miejscem szczęśliwym, choćby dla rodziny kobiety, która dopiero co urodziła w nim dziecko, ale przeważnie kojarzy się z cierpieniem. Nieraz trafiają tu ludzie w ciężkim stanie, po wypadkach, którzy ledwo uszli z życiem. Są i ci, których nerki przestały pracować i teraz w swój grafik muszą wpisywać kilkugodzinne dializy. To w tym miejscu znajdują się też ludzie, którzy podjęli walkę z rakiem. Zdecydowanie więcej minusów niż plusów.
Podeszłam do jednej z kobiet, która sądząc po wyglądzie również była pielęgniarką. Podniosła na mnie wzrok znad papierów na biurku, które przeglądała.
-Szukam Tomka Zielińskiego. Mogłaby mi pani powiedzieć, gdzie go znajdę?
-Leży w sali numer 7. - odpowiedziała mi, lekko się uśmiechając. W jej uśmiechu było coś pokrzepiającego, dzięki czemu moje zdenerwowanie nie sięgnęło jeszcze zenitu.
-Dziękuję. - odwróciłam się i rozejrzałam, a potem ruszyłam w stronę sali z siódemką na drzwiach.
Wędrówka ciągnęła się nieskończenie. Choć pokonanie tej odległości zajęło mi z pewnością jakieś dwie minuty, czułam się, jakbym szła jakieś pół godziny. Nie wiedziałam, co ujrzę, kiedy tam wejdę i jak się zachowam. Oraz jak zachowa się Tomek, który pewnie nadal nie chciał się ze mną widzieć.

Powoli weszłam do środka, już z progu widząc, że w pomieszczeniu znajdują się trzy łóżka. Na tym najbliżej drzwi leżał jakiś może 30. letni mężczyzna i drzemał. Łóżko drugie było puste, najwidoczniej osoba, która je zajmowała gdzieś wyszła, bo półka obok niego była po brzegi zastawiona jedzeniem i książkami. Na nogach jak z waty podeszłam do trzeciego łóżka i poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w brzuch.

Na początku go nie poznałam. Znikła niesforna blond grzywa, która zawsze praktycznie zasłaniała mu oczy i w czym tak bardzo przypominał mi Michała. Od czoła do jakichś kilku centymetrów od momentu, w którym zaczynała się linia włosów, aż raził mnie po oczach biały plaster. Siedział z podkulonymi nogami z laptopem na kolanach i właśnie wtedy mnie zobaczył. Momentalnie brakło mi słów, w głowie miałam pustkę. Zanim zdążyłam coś powiedzieć uśmiechnął się krzywo:
-Zastanawiałem się właśnie, czy tu dotrzesz. Maciek był pewien, że mu nie uwierzysz.
-Nie wydaje mi się, że ktokolwiek kłamałby w takich sprawach. - odpowiedziałam cicho, stojąc przy jego łóżku z rękoma w kieszeniach, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Z pomocą przyszedł mi Tomek. Odkłądając laptopa na półkę, powiedział:
-Ściągnij kurtkę i siadaj. - poklepał pościel na łóżku. Podążyłam za jego radą i usiadłam, czując się bardzo niezręcznie.
-Jak... jak to się stało? - zapytałam, jednocześnie wiedząc, że nie jestem pewna, czy chcę usłyszeć odpowiedź. Kiedy jechałam do szpitala w mojej głowie pewne elementy zaczęły układać się w jedną całość i wydawało mi się, że moje podejrzenia niestety mogą być słuszne.
-Upadłem i przydzwoniłem głową o krawężnik. - nadal krzywo się uśmiechając, wzruszył ramionami. - Sama wiesz, jakie te oblodzone chodniki mogą być niebezpieczne.
-Wydaje mi się, że nawet taka sierota jak ja nie byłaby w stanie czegoś takiego dokonać, po prostu wpadając w poślizg. - mruknęłam, patrząc w jego szare oczy. Faktycznie, kiedyś przywitałam się z podłożem i to na jego oczach, ale w jego wyglądzie wyczuwałam czyjąś ingerencję. - Wyglądasz jakbyś skakał na główkę z jakiejś przychodnikowej barierki.
Rysy jego twarzy wyostrzyły się, nic nie odpowiedział.
-Kiedy wychodzisz? - zapytałam, chcąc przerwać niezręczną, duszącą wręcz ciszę.
-Mieli mnie wypisać już dzisiaj, ale zdecydowali przetrzymać jeszcze dzień. Normalnie wyszedłbym już wcześniej, ale bali się, że może mi wariować głowa. Na szczęście tylko lekki wstrząs, nic więcej.
-Kiedy tu szłam, bałam się, że jesteś w dużo gorszym stanie. Maciek nie powiedział mi, co się stało, a nie było cię tak długo... - zaczęłam wyrzucać z siebie swoje ponure przemyślenia poczynione podczas jazdy szpitalną windą.
-Wiem, dziwnie się złożyło, ale po prostu cały tydzień przeleżałem w łóżku, bo dopadła mnie grypa. A potem ledwo wyszedłem z domu... I musiałem przedłużyć swój urlop wypoczynkowy. - na jego twarzy znów zagościł ten krzywy, na wpół smutny uśmiech. -Powinienem był coś ci powiedzieć, albo chociaż Majce. Zachowałem się jak dupek. Dzwoniłaś, pisałaś, a ja cię olewałem. Znowu. Historia zatacza koło, czyż nie?
-Mam nadzieję, że w tym przypadku nie sprawdzi się zasada ,,do trzech razy sztuka''. - skwitowałam krótko.
-Martwiłam się o ciebie i nadal się martwię. Niezależnie od tego, co się między nami wydarzyło, jesteś moim przyjacielem. Przepraszam, że byłam taka okropna, kiedy ostatnio rozmawialiśmy. Wiem, że ty i Michał chcecie mnie chronić. - powiedziałam do Tomka, który uciekł spojrzeniem w bok. - Powinnam była wiedzieć, że nie robisz tego, bo po prostu twierdzisz, że Adrian do mnie nie pasuje. Nie jesteś typem człowieka, który oczerniałby kogoś, bo tak mu się podoba.
Podniosłam się z łóżka i ubrałam kurtkę.
-Idziesz już? - zapytał, świdrując mnie spojrzeniem swoich szarych oczów.
-Muszę coś jeszcze załatwić. - odpowiedziałam. - Gdybyś czegoś potrzebował, pisz.
-Do zobaczenia w szkole. - pożegnał się, posyłając mi normalny, ciepły uśmiech.
Wyszłam z pokoju i będąc już na korytarzu przyspieszyłam. Czułam, że krew szybciej krąży w moich żyłach, pchana do przodu złością, która nagle zaczęła mnie rozsadzać. Nie chciałam pokazać tego przy Tomku, teraz jednak nie musiałam już się z niczym kryć. Przeszłam przez ulicę przed szpitalem i stanęłam na przystanku, w oczekiwaniu na najbliższy autobus, próbując opanować myśli.
Wreszcie autobus nadjechał, już z daleka widziałam jego charakterystyczną sylwetkę. Stanęłam przy oknie i spoglądałam na mijane przez nas dzielnice, aż zobaczyłam tę, do której zmierzałam. Wyskoczyłam na chłodne powietrze i na skróty zaczęłam brnąć od przystanku do budynku przez nieubity śnieg.

Moja furia nie miała granic. Byłam tak zła, że nie myślałam racjonalnie. Nim się obejrzałam, stałam już pod blokiem Adriana i co chwilę wciskałam przycisk domofonu. Nie miałam zamiaru odejść bez rozmowy. Tomek cały czas nie przyznawał się, że ktoś zrobił mu krzywdę, ale wyczytałam to w jego oczach, szczególnie, kiedy unikał mojego spojrzenia. Nie byłam głupia, wiedziałam też, że jest osobą, która raczej nie ma wrogów, dlatego też w mojej głowie paliła się ostrzegawcza lampka.
Nieustający dźwięk musiał być naprawdę dokuczający, bo nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk podnoszenia słuchawki:
-Słucham?
-Adrian, to ja. Otwórz.
Odpowiedzią była cisza.
-Ja nie żartuję, otwieraj. Będę tu stać, dopóki mnie nie wpuścisz.
Usłyszałam głośne westchnienie, a potem klatka schodowa stanęła dla mnie otworem. Nerwowo dreptałam w miejscu, w oczekiwaniu aż winda, którą jechałam zatrzyma się na odpowiednim piętrze. Drzwi nie zdążyły otworzyć się do końca,  a ja już byłam pod jego drzwiami. Zapukałam nerwowo.
Przez chwilę miałam wrażenie, że sobie ze mnie kpi. Wydawało mi się, że mnie nie wpuści, ale wreszcie usłyszałam, że przekręca klucz w zamku. Ciemne drzwi tak dobrze znanego mi mieszkania, które przez pewien czas stanowiło dla mnie i Michała dom zastępczy, otworzyły się powoli, a ja stanęłam oko w oko ze swoim chłopakiem.
-No ładnie. - skwitowałam, widząc w jakim jest stanie. - To Tomek cię tak załatwił, czy może wyręczył go w tym jego brat, Paweł?
-Czyli już wiesz. - westchnął. - Wejdź, nie będziemy rozmawiać na korytarzu.
Nie spuszczałam wzroku z jego twarzy. Siniak wokół jego prawego oka od razu upewnił mnie, że moje podejrzenia były słuszne. Co prawda mógłby dostać od kogoś innego, ale nie wierzyłam w aż taki zbieg okoliczności.
-Napijesz się herbaty, kawy...? - zapytał, kiedy już oboje staliśmy w przedpokoju.
-Nie, przyszłam tu tylko na chwilę. - odpowiedziałam chłodno. - Mógłbyś już przejść do konkretów. Może opowiesz mi, dlaczego część Twojej twarzy tymczasowo zmieniła kolor?
Posłał mi wściekłe spojrzenie.
-Byłaś u niego, prawda? Pewnie poskarżył się, jaki to byłem wobec niego niegrzeczny, zapominając dodać, że to on rzucał się wokół mnie jak pchła?
-Wyobraź sobie, że ten ON nie powiedział ani jednego słowa, żeby cię wydać. - tym argumentem zatkałam Adrianowi usta.
-W takim razie skąd wiedziałaś? - zapytał po chwili.
-Logika. Unikałeś mnie od kilku dni, słyszałam, że na treningi i do pracy też nie chodziłeś. Zaszyłeś się w domu, odcinając od świata, jakby chcąc coś ukryć. Ludzie nie traktowali by cię normalnie, widząc cię ze śliwą pod okiem, nie?
Nie odezwał się.
-Wiesz, nie interesuje mnie, czy faktycznie to on zaczął. Nawet jeśli, to jesteś starszy i mądrzejszy i chyba powinieneś zachować się wobec niego inaczej, nie? Powiedz mi, gdybym to ja powiedziała coś, co by ci się nie spodobało, też byś mnie uderzył?
-Nie rób ze mnie damskiego boksera Lena, przecież wiesz, że bym tego nie zrobił. - westchnął z nutą złości w głosie.
-Nie, właśnie, że nie wiem. Myślałam, że cię znam. Teraz widzę, jak bardzo się pomyliłam. Powinnam była posłuchać Michała i Tomka, kiedy odradzali mi związek z Tobą.
Przez długi czas mierzyliśmy się spojrzeniami.
-Czyli to koniec?
-Definitywnie. - powiedziałam, a potem odwróciłam się i otworzyłam drzwi. Będąc na korytarzu rzuciłam jeszcze przez ramię - I nie, nie możemy być przyjaciółmi.
Jadąc windą w dół czułam się, jakbym tam na górze zostawiła jakiś ogromny ciężar, który ze sobą dźwigałam. I gdzieś tam w głębi żałowałam, że Paweł był na tyle delikatny, że podbił Adrianowi oko, bo sama na jego miejscu załatwiłabym to o wiele, wiele mniej spokojnie.

Powoli, nie spiesząc się, dotarłam wreszcie do domu. Rzuciłam klucze na ladę w kuchni, budząc tym dźwiękiem Michała, który drzemał na kanapie przy włączonym telewizorze. Spojrzał na mnie nieprzytomnie.
-Która to godzina?
-Spokojnie, mamy dzisiaj czwartek i dopiero dochodzi 17. - odpowiedziałam, uśmiechając się na jego widok.
-Boże, a ciemno, jakby była już noc. - westchnął, przecierając oczy.
Nalałam sobie wody do kubka i ruszyłam do pokoju, zatrzymując się w progu.
-Michał?
-Tak? - mruknął, leżąc na kanapie z zamkniętymi oczami, powoli odpływając.
-Zerwałam z Adrianem.
-Wiedziałem, że jesteś mądrą dziewczyną. - mrugnął do mnie, uśmiechając się.  - Nie mogę tylko uwierzyć, że przyjaźniłem się z tym pacanem. Od dzisiaj udawajmy, że taka osoba nie istnieje, ok?
-Z ogromną chęcią.

Adrian był już zamkniętym rozdziałem w moim życiu i byłam tego stuprocentowo pewna.

*
Nie, nie byłabym aż tak okropna, żeby wepchnąć Tomka pod samochód poza tym wypadek samochodowy zaliczył przecież Maciek w moim pierwszym opowiadaniu, nie będę się powtarzać.  ;) Wiele z was dobrze czuło, dlaczego znalazł się w szpitalu, chyba dałam wam ku temu wyraźne wskazówki. Albo po prostu wybrałam dość oklepany schemat. 

Mogę się założyć, że połowa  z Was skacze z radości z powodu rozpadu związku Adrian- Lena. ;)
No cóż, pora się żegnać z Leną i spółką. Kolejny rozdział to już epilog. 

Będzie mi ich brakowało, no. ;)

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział siedemnasty

-Wydawało mi się, że chciałeś ze mną pogadać, a nie pomilczeć. - odezwałam się, kiedy z powodu mrozu zaczęły już szczypać mnie policzki, a stojący przede mną chłopak nadal nic nie powiedział.
-Nie chcę wtrącać się w Twoje życie, ale...
-Ale to zrobisz.- westchnęłam.
-Paweł mi wszystko powiedział. -powiedział, a ja przypomniałam sobie, że ma na myśli swojego starszego brata, który przyjaźnił się z Adrianem.
-Mógłbyś wyrażać się jaśniej?- ponagliłam go, przystępując z nogi na nogę. Denerwowałam się tą rozmową, bo spojrzenie jego oczu bynajmniej nie było ciepłe i przyjazne.
-Wiem, że jesteś nową zdobyczą Adriana.
-Nie wydaje mi się, żebym była czyjąś własnością.- mruknęłam. Nie podobało mi się to, jak mnie nazwał i czułam, że powoli wzrasta we mnie złość.
-Lena, mówiłem ci, co o nim myślę. To nie jest osoba odpowiednia dla ciebie.
-Boże, przybij sobie piątkę z moim bratem, oboje strasznie przynudzacie.
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- zapytał z wyrzutem. Nabrałam powietrza w płuca z oburzenia.
-Hej, co to jest? Spowiedź?
-Nie. Po prostu wydawało mi się, że jesteśmy przyjaciółmi. - warknął, akcentując ,,wydawało''. Jego słowa zmroziły krew w moich żyłach. - Znowu coś przede mną ukrywasz. Stawiasz mnie na równi z Majką, dlaczego więc jak zwykle ona wie wszystko, a mnie robisz w konia?
-Nie chciałam ci nic mówić, bo wiedziałam, jak na to zareagujesz.
-Czemu nie posłuchasz mnie i swojego brata?
-Bo mam własny rozum i potrafię podejmować decyzje o swoim życiu samodzielnie. Nie jestem dzieciakiem, którego trzeba prowadzić pod rękę i mówić mu, co ma robić.
-Uparta jak zawsze. - pokręcił głową. - Nie wydaje ci się... że obaj chcemy dla ciebie dobrze? Znamy Adriana troszkę i dłużej. To typ kolesia, który jak dobrze pójdzie, będzie z tobą z dwa miesiące, a potem znajdzie sobie nową, a ty załamiesz się jak inne dziewczyny, które porzucił.
-Przestań pieprzyć.- minęłam go i ruszyłam przed siebie, bo miałam już po dziurki w nosie tej rozmowy. Tomek najwidoczniej miał zamiar doprowadzić to wszystko do końca. Cały czas słyszałam jego szybkie kroki.
-Lena, on złamie ci serce. Już kiedyś chodził z dużo młodszą dziewczyną. Kiedy ją zostawił zwariowała. Przeszła załamanie nerwowe i próbowała popełnić samobójstwo, myśląc, że do niej wróci. - usłyszałam kawałek ode mnie. Przyspieszyłam kroku.
-Pewnie, czyli myślisz, że ja także się tak zachowam?- odpowiedziałam kipiąc złością. To, że jakaś dziewczyna była słaba psychicznie nie znaczy, że ja również podzielę jej los. Z drugiej strony nie słyszałam o niej ani słowa od Adriana i pojawiły się we mnie maleńkie wątpliwości.
-To Michał poprosił mnie, żebym z Tobą porozmawiał.
Zatrzymałam się gwałtownie, a praktycznie biegnący za mną chłopak zaskoczony zderzył się ze mną.
-No fajnie, czyli to bratu zawdzięczam to nękanie? Cwany, łatwiej mu było zrzucić to na ciebie, niż się ze mną męczyć?- zdenerwowałam się nie na żarty.
-Wiedział, że jego nie posłuchasz. Cały czas kłóci się z Adrianem, nie zachowują się już jak najlepsi kumple. Jest zły, że dopuścił do tego, że się do ciebie zbliżył. I że Adrian nie potrafił trzymać rąk z dala od ciebie.
-Słuchaj, nie chcę się z Tobą pokłócić, a ta rozmowa prowadzi tylko i wyłącznie do kłótni. Zostaw mnie w spokoju, ok?
Jego srebrne oczy spojrzały na mnie smutno spod blond grzywki.

Odwróciłam się na pięcie i odeszłam, ale kiedy nie słyszałam już jego kroków i wiedziałam, że za mną nie idzie, zakręciły mi się łzy w oczach. Dlaczego nigdy nie mogę być w pełni szczęśliwa? Czemu zawsze, kiedy wszystko się układa, coś musi zacząć się walić?
Całe popołudnie spędziłam w domu, płacząc w poduszkę i zajadając się czekoladą, która jednak nie bardzo mi pomogła. Wyłączyłam telefon, bo nie miałam ochotę na rozmowę z kimkolwiek. Nie rozumiałam dlaczego wszyscy tak bardzo chcieli stanąć mi na drodze do szczęścia z Adrianem. Położyłam się spać, chcąc jak najszybciej zakończyć ten beznadziejny dzień, z nadzieją, że następny będzie lepszy. Przewracałam się z boku na bok jakąś godzinę, a później w nocy miałam zły sen, z Adrianem w roli głównej. Stał przede mną, na wyciągnięcie ręki, z rękoma w kieszeniach, a ja choć bardzo chciałam do niego podejść, nie byłam w stanie. Im więcej kroków zrobiłam i im szybciej szłam, tym bardziej się ode mnie oddalał. Obudziłam się zmęczona i niewyspana, jakbym naprawdę spędziła noc na gonieniu sylwetki chłopaka.

W szkole okazało się, że Tomek jednak mnie posłuchał. Znów zachowywał się, jakbym nie istniała. W ostateczności spoglądał na mnie, ale równie dobrze mogłabym być jakąkolwiek dziewczyną ze szkoły, której nie zna. Mimo, iż tego chciałam, bolał mnie smutek i żal, który widziałam za każdym razem na jego twarzy.
Pewnego dnia nie zobaczyłam jego blondwłosej grzywy na szkolnym korytarzu. Nie było go jakiś tydzień. Martwiłam się o niego i zwyczajnie chciałam dowiedzieć się, co z nim, czy nie potrzebuje lekcji, żeby nadrobić zaległości. Majka zapytana o powód jego nieobecności wzruszyła ramionami.
-Pewnie grypa go złapała, nie odzywał się do mnie. Nawet na smsa nie odpisał.
-Nie wydaje ci się to dziwne? Na mnie jest zły, ale do ciebie przecież normalnie się odzywa.- zmarszczyłam brwi i zamknęłam trzymany w rękach zeszyt z matmy. Od ostatniej rozmowy z przyjacielem nie byłam w stanie skupić swoich myśli na szkole. Wykręcałam się też od spotkań z Adrianem, mówiąc, że mam zbyt dużo nauki lub źle się czuję. Po prostu nie wiedziałam, co mam robić- znowu znalazłam się między młotem a kowadłem. Z jednej strony Michał i Tomek, z drugiej Adrian. Czułam się jakbym zabrnęła w ślepą uliczkę i wpatrywała się w mur, modląc się, żeby nagle magicznym sposobem pojawiły się w nim drzwi.

Później odzywać się do mnie przestał i Adrian. Dzwoniłam do niego kilka razy, targana wyrzutami sumienia, że cały czas go tak spławiałam, on jednak najpierw powiedział, że nie ma czasu, a potem zwyczajnie przestał odbierać. Myślałam, że może chce mnie w ten sposób ukarać za to, że tak się nim nie interesowałam.
Jednym słowem, czułam się jeszcze gorzej, niż wtedy, kiedy straciłam kontakt z samym Tomkiem.

Nieobecność chłopaka w szkole się przedłużała, a z każdym kolejnym dniem byłam bardziej zdenerwowana. Nie było go już półtora tygodnia i nikt nie wiedział dlaczego. Byłam nawet u niego w domu, ale nikt mi nie otworzył.
Spędzałam kolejną nudną, długą przerwę, obierając mandarynkę, kiedy nagle na horyzoncie zobaczyłam znajomą sylwetkę. Zerwałam się z ławki, podrzucając wcześniej owoc Majce, która z chęcią się nim zaopiekowała i zaczepiłam znikającego już za rogiem korytarza chłopaka.
-Maciek.- klepnęłam go w ramię, a on spojrzał na mnie niewidzącym spojrzeniem. Dopiero po chwili dotarło do niego, kim jestem.
-Jezu, Lena. Nie strasz mnie.
Od dawna z nim nie rozmawiałam. W sumie... to już od początku roku szkolnego, kiedy poszłam z nim raz na kawę, a potem stwierdziłam, że przebywanie w jego towarzystwie jest dobre, ale tylko od czasu do czasu. Nie dawałam mu nadziei, więc zerwałam z nim kontakt i czasem mówił mi cześć, ale prawda była taka, że rzadko go widywałam.
-Chciałam z Tobą pogadać.
-Nie żeby coś, ale jakoś podejrzewam na jaki temat. Nie wydaje mi się, żebyś chętnie ze mną gadała.- zmierzył mnie twardym spojrzeniem, a ja poczułam, że czerwienią mi się policzki.
-Przepraszam, ja...- westchnęłam, a potem doszłam do wniosku, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.- Przepraszam. Wiem, że głupio wyszło, ale musimy pogadać. Masz czas?
-Chwilę.- odparł po chwili.
-Chodzi o Tomka. Nie odzywa się do mnie, nie ma go już od pewnego czasu i zwyczajnie się o niego martwię. Jest moim przyjacielem, a nawet nie wiem, co się z nim dzieje. Pomyślałam, że może ty wiesz, gdzie teraz jest. -powiedziałam z wahaniem, modląc się, żeby stojący obok mnie skejt mi pomógł.
-Oj Lena, Lena. - westchnął z rękoma w kieszeniach. Przez chwilę nie odzywał się, jakby walcząc ze sobą, a ja już straciłam nadzieję, że cokolwiek mi powie. Wtedy jednak spojrzał na mnie uważnie. -Jest na Borowskiej.
W myślach zaczęłam przerzucać nazwy znanych mi ulic, ale nie mogłam skojarzyć o którą chodzi. Widząc moją niewyraźną minę, dodał:
-Lena, to jest szpital. Tomek leży w szpitalu.
Z płuc uszło mi całe powietrze.
-Ty sobie żartujesz, prawda?
Niestety odpowiedzią na moje pytanie była jego kwaśna mina. Potem odwrócił się na pięcie i wmieszał w tłum licealistów, zostawiając mnie samą na środku korytarza z mętlikiem w głowie.
Niewiele myśląc wróciłam pod klasę, a potem zabrałam plecak i ruszyłam do szatni. Ubierałam płaszcz, gdy zadzwonił dzwonek.
-Hej, co jest?- zatroskana twarz Majki pojawiła się między wieszakami.
-Muszę coś sprawdzić. Powiedz, że poszłam do dentysty.- powiedziałam,a potem minęłam ją i pobiegłam na przystanek.
*
Autobus zatrzymał się niedaleko ogromnego budynku. Nowoczesny szpital był naprawdę wielki i choć wiele o nim słyszałam, to na żywo widziałam go może z raz albo dwa. Obok błękitnego budynku, przed którym rozciągał się równie duży parking, stał też inny. Jak się dowiedziałam, był to Wydział Farmacji z Analityką Medyczną wrocławskiej uczelni medycznej. 
Weszłam do środka przez rozsuwane drzwi, mijając mężczyznę w piżamie, który stał przed budynkiem w kapciach i byle jak narzuconej kurtce i palił papierosa. Cóż, budynek był wielki, a ja nawet nie wiedziałam, czego szukam. Byłam tu po raz pierwszy i nie miałam pojęcia, jak odnaleźć Tomka. Oczywiście, jeżeli nie był to okropny żart jego kumpla. Równie dobrze mogli się teraz obaj zaśmiewać z tego, że uwierzyłam w tę bzdurę. Z drugiej strony, wolałabym, żeby mnie wyśmiali, niż żeby Tomek faktycznie trafił do szpitala.
W wielkim holu pełno było ludzi w białych fartuchach. Patrząc na ich twarze, od razu zrozumiałam, że są to stażyści. Podeszłam do jednej z dziewczyn, która stała samotnie przy automacie do kawy.
-Przepraszam. Mogłaby mi pani powiedzieć, jak znaleźć tutaj kogoś? Dowiedziałam się, że jest tu mój przyjaciel i chciałabym go odwiedzić.
-Pewnie. Choć, pokażę ci, gdzie udzielą ci informacji.- uśmiechnęła się i ruszyła ze mną, roztaczając wokół nas zapach waniliowej kawy.
-Musisz chyba poczekać. Widzę, że nie ty jedna przyszłaś akurat teraz w odwiedzinach. 
-Dziękuję za pomoc.
-Drobiazg. - uśmiechnęła się, a potem zniknęła w jednej z wind, a ja ściągnęłam płaszcz, czekając na swoją kolej. Im mnie ludzi przede mną było, tym bardziej się denerwowałam.
-Dzień dobry, szukam Tomka Zielińskiego. -powiedziałam cicho, kiedy kobieta za ladą popatrzyła na mnie wyczekująco. Kiwnęła głową i zaczęła stukać coś na klawiaturze. Chwilę potem podała mi, na który oddział mam się skierować. Widząc moją niewyraźną minę, zapytała:
-Wszystko w porządku?
-Tak, tak.- odpowiedziałam machinalnie. - Dziękuję. 
A potem na nogach jak z waty dotarłam do jednej z wind, czując, że robi mi się niedobrze. Tomek faktycznie trafił do szpitala i to kilka dni temu, a ja nawet nic o tym nie wiedziałam. Bałam się, bo nie wiedziałam co mu się stało i w jakim jest stanie. 
Drzwi windy otworzyły się, a ja nabrałam w płuca powietrza.
Czułam się, jakbym miała zaraz zemdleć.
*
Ktoś się tego spodziewał? ;)

Przyznam się, że w tym fragmencie jak i kolejnym może być trochę wątków autobiograficznych, ale tylko dotyczących wyglądu szpitala, bo nie raz przydarzyło mi się widzieć jego wnętrze, kiedy odwiedzałam siostrę. :)

Co do naszych wszystkich bohaterów, a w szczególności trójcy Lena-Tomek-Adrian mam od dawna ustalone plany. Które bardzo szybko zostaną wykonane w stu procentach. Ten post, to już rozdział siedemnasty. Do epilogu jeszcze jakieś dwa, trzy rozdziały. Zależy, czy rozwiąże mi się język podczas ich pisania. ;)

Przy okazji zapraszam na wakacyjną. :)

Szkoda tych naszych Skrzatów. Pierwszy set mecza z Zaksą był świetny, a potem... nagle jakby czegoś brakło. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe. Kiedy już wiedziałam, że tego nie wygramy, miałam tylko nadzieję, że MVP zgarnie Bociek i na szczęście się tak stało. ;) Bardzo go lubię, grał świetnie i zasłużył na to wyróżnienie. :)


niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział szesnasty

Zawiązałam tenisówki i ruszyłam szybko, przechodząc do truchtu. Skupiłam się na oddychaniu, całkowicie wyłączając się z tego, co mnie otaczało. Jedną z niewielu rzeczy, które do mnie docierały, był kołyszący się na boki przy każdym kroku kucyk, ocierający się o moje plecy. 
Poczułam lekkie pociągnięcie za włosy. Odwracałam się, kiedy tuż obok mnie pojawiła się Majka.
-Prawie mnie tym wzroku pozbawiłaś.- powiedziała z udawanym wyrzutem.
-Dobrze, że ,,prawie''. Nie chcę pójść siedzieć. - mrugnęłam do niej, a potem zgodnie zaliczyłyśmy kolejne kółko. 
-Nienawidzę go.- wysapała moja przyjaciółka, kiedy przebiegłyśmy obok naszego nauczyciela, który krzyczał, żebyśmy przyspieszyły, bo wpisze nam mierne. 
-I jego też.- dodała, gdy przemknął obok nas kolega z klasy. Spojrzałam na jej zaróżowioną twarz i czoło mokre od potu.
-Widzę, że koleżanka nie potrafiła poradzić sobie z babcią w te minione święta. - rzuciłam, czekając na jej reakcję. 
-Czyżby jakaś aluzja do mojej tuszy?- zapytała, śmiejąc się. 
-Niee, skądże. - odpowiedziałam niewinnie.
-Dobra, przejrzałaś mnie. Zbyt dużo makowca, ciasteczek i czekoladowych cukierków, które wisiały na jej choince. Ale mamy teraz nowy rok, nowy start. Przechodzę na dietę. - spojrzałam na nią z niedowierzaniem, szczególnie, gdy podniosła do góry dwa palce, przysięgając.
-A ty masz jakieś postanowienia noworoczne?- zapytała pomiędzy kolejnymi krótkimi oddechami.
Zastanawiałam się przez chwilę, nim odpowiedziałam.
-Chcę po prostu być szczęśliwa. Tego chyba nie da się wykonać tak łatwo jak posprzątanie pokoju czy pójście do sklepu po odtłuszczone produkty.- wzruszyłam ramionami. 
Będąc na ostatniej prostej, przyspieszyłam i zawołałam do przyjaciółki:
-Majka, szybciej! Wyobraź sobie, że czeka tam na ciebie czekolada z orzechami!
-Lena!- warknęła, próbując dotrzymać mi kroku.
-To zamiast czekolady Ryan Gosling!
Dziewczyna spięła się w sobie i dobiegła na metę chwilę po mnie. Zwaliłyśmy się na jeden z materacy leżący pod ścianą, próbując uspokoić swoje oddechy i ignorując nauczyciela, który narzekał na sprawność fizyczną pozostałych, umierających jak my uczniów z naszej klasy.
-Ryan Gosling.- jęknęła Majka. - Ty to wiesz, jak mnie zmotywować.
-A co, nie podziałało?- uśmiechnęłam się do niej mrużąc oczy, za co dostałam lekkiego kuksańca w bok. Lekkiego, bo leżąca obok mnie dziewczyna na szczęście wyczerpała już swoje pokłady energii.

Wpatrywałam się w wiszący wysoko nad nami sufit. Nauczyciel wfu strasznie się na nas uwziął i stwierdził, że zatroszczy się o nasze zdrowie. Podwójne lekcje tego przedmiotu zamieniały się w katorgę- z nicnierobienia czy gier zespołowych, nagle zaczęliśmy wyczyniać różne wygibasy. Drążek, skok przez kozła, biegi na czas. Nie stroniłam od aktywności fizycznej, ale też nie lubiłam, jak ktoś pokrzykiwał za mną, kiedy wypluwałam sobie płuca, a już szczególnie jeżeli czułam negatywne skutki wysiłku. Mleczan gromadzący się w mięśniach dość umiejętnie przeszkadzał mi i większości ludzi z mojej klasy w normalnym funkcjonowaniu. Nie oszukujmy się- oprócz sportowców, którzy należeli do szkolnej lub innej drużyny, żadne z nas nie było przyzwyczajone do szaleńczych treningów. 

-Wreszcie spokój?- usłyszałam ciche pytanie ze strony Majki. Leżała z rękoma pod głową, a jej twarz powoli powracała do normalnego koloru. - W domu, mam na myśli.
-Aaaa. O dziwo tak. Ojca nadal nie ma, z tego co wiem, z mamą chyba już sobie wszystko wyjaśniłam, chociaż i tak się na mnie boczy. Gdybym nadal z nią mieszkała, na pewno nie wystawiłabym nosa poza drzwi wejściowe przez jakiś miesiąc. Jak nie dłużej. A to i tak byłaby pewnie dość łagodna kara.- westchnęłam. 

Po świętach i sylwestrze miałam co opowiadać Majce. Tym bardziej, że jej rodzice postanowili spędzić to drugie inaczej niż zwykle i zabrali ją i jej rodzeństwo w góry. Tak naprawdę dopiero w szkole, na dłuższej przerwie zasiadłyśmy w kącie korytarza i to wtedy mogłam porządnie się jej wygadać. 
Kiedy tamtego wigilijnego dnia wróciłam do domu, nie miałam zbyt wiele czasu na przemyślenie całej sytuacji z Adrianem. Za zamkniętymi drzwiami zobaczyłam Michała i mamę tak, jak ich zostawiłam. Jedną z niewielu różnic było to, że w telewizji leciał już inny film. Spojrzeli na mnie krótko, a potem wrócili do oglądania telewizji. Poczułam się, jakby ktoś zdzielił mnie w tył głowy patelnią. Jakbym uciekła z wariatkowa. Przez dobrą chwilę miałam wrażenie, że ta cała kłótnia była tylko moim czystym wymysłem. Albo snem, jednak uszczypnięcie się w rękę utwierdziło mnie w przekonaniu, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ale czy ktoś na serio udowodnił to, że szczypanie się w śnie nie powoduje bólu? 
Zdezorientowana po jakimś czasie wskoczyłam pod prysznic, a kiedy później wyszłam ze swojego pokoju w cieplutkiej piżamie i mokrych włosach, na jednej z rozłożonych kanap spała mama. Telewizor był wyłączony, a jednym źródłem światła były kolorowe lampki zawieszone na choince. Złapałam mijającego mnie w drodze do łazienki Michała i wciągnęłam do pokoju, zamykając drzwi.
-Co jest?- zapytałam. - Wyjaśnisz mi to wszystko? Czemu mama zachowuje się, jakby nic się nie stało?
-Lena...- westchnął, pocierając kark.- Wpakowałaś mnie w niezłe tarapaty. Ładnie to tak zostawiać mnie na pastwę wkurzonej mamy? Przecież jak wyszłaś, para jej z uszu szła, przysięgam. 
-Jak widzę, nieźle sobie poradziłeś. Nawet lepiej niż nieźle.
-Ma się ten talent.- mrugnął, siadając na moim łóżku, tuż obok mnie. Skrzyżowałam nogi i odwróciłam się w jego stronę.
-Długo jeszcze będę ciągnąć cię za język?- zapytałam, popędzając go. 
-Ok, ok. Już się nad Tobą nie znęcam.- powiedział, patrząc na mnie z ukosa. - Mama strasznie się wściekła. Nie tylko z powodu tego, co powiedziałaś, ale tego, że wyszłaś bez jej pozwolenia, skoro nie skończyła z Tobą rozmawiać. Miotała się po pokoju i myślała, że również potępię Twoje zachowanie. Kiedy zobaczyła, że tak się nie stanie, bo cały czas milczałem, jakby odebrało jej mowę. Doszła do wniosku, że oboje się zbuntowaliśmy, że to wszystko przez to, że już z nią nie mieszkamy. Próbowała nawet wmówić mi, że stałaś się taka nieposłuszna, bo to ja się Tobą opiekuję. Wiesz, że ściągnąłem cię na ciemną stronę mocy.
-I?
-I wtedy stwierdziłem, że ja też powiem jej dokładnie to co myślę. Nie krzyczałem na nią w przeciwieństwie do ciebie, ale jasno wyłożyłem swoje argumenty, które były przecież podobne do Twoich. Popłakała się, mówiąc, że nie wie co robić. Powiedziałem jej, że powinna odejść od ojca. Tak skończyła się nasza rozmowa. Chwilę później zachowywała się, jakby tego problemu nie było. Cała historia.
Wpatrywałam się w swojego brata.
-Jak myślisz, co zrobi?- zapytałam, chcąc poznać jego opinię.
-Normalnie powiedziałbym, że nic, ale może da jej to do myślenia.- westchnął, a potem z ociąganiem podniósł się z łóżka i wyszedł z pokoju.
Cały ten wolny czas od świąt do nowego roku spędziliśmy w trójkę. Powoli przyzwyczailiśmy się do obcowania ze sobą, ale do tematu ojca już nie wracaliśmy, żadne z nas tego nie chciało. Łatwiej było udawać, że nie istnieje, poza tym chyba nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia w tej sprawie.

Podniosłyśmy się z materaca, zagonione z resztą dziewczyn do drabinek. Zaczepiłam nogi o dolne szczebelki i zaczęłam robić brzuszki.
-A jak tam Adrian?- zapytała Majka, pomiędzy jednym brzuszkiem a drugim.
-W porządku.- uśmiechnęłam się na myśl o swoim chłopaku. Bo tak mogłam już go nazwać.
Michał był zdziwiony, kiedy dowiedział się o tym, że chodzę z jego przyjacielem. Który na dodatek jest w jego wieku. Bałam się jego reakcji, ale jedyne, co powiedział na ten temat to:
-Lena, nie sądzisz, że on jest dla ciebie... Trochę za stary? 
-Nie ma osiemdziesięciu lat.- skwitowałam. Wracaliśmy z zakupów i ciężkie torby, które niosłam, niepozostały bez wpływu na moje samopoczucie.
-Wiesz o co mi chodzi. Ludzie w moim wieku mogą szukać czegoś innego, niż twoi rówieśnicy.
-Boże, proszę, nie rób tego. Nie wchodź na ten śliski grunt, bo oboje będziemy czuć się niezręcznie. - odpowiedziałam, nie wierząc w to, co słyszę. - Wiem o co ci chodzi. Nie jestem głupia, tak? Nie pozwolę nikomu mieć nade mną kontroli i na pewno nie będę robić czegoś, czego zrobić nie chcę.
-Ok.- powiedział i resztę drogi szliśmy, milcząc.
Już więcej nie rozmawiał ze mną na ten temat, ale widziałam, że zaczął chłodniej odnosić się do Adriana. Pomyślałam, że dla nas wszystkich przyzwyczajenie się do tej sytuacji zajmie trochę czasu.

-Czyli wszystko ok?- zapytała Majka, kiedy z brzuszków przeszliśmy do rozciągania nóg.
-Patrząc na to, jak wcześniej było beznadziejnie, chyba mogę tak stwierdzić.- odpowiedziałam. Naprawdę, tak dobrze nie układało mi się od dawna. W szkole moja średnia ze śmiesznie niskiej zaczynała szybować do góry i dzięki temu nie wstydziłam się już zaglądać do dziennika, żeby zobaczyć, co dostałam z poszczególnych przedmiotów. Nie musiałam pracować i dlatego wszechobecny bałagan w naszym mieszkaniu musiał wyprowadzić się z niego, miałam nadzieję, że na dobre. I co najważniejsze- otaczały mnie bliskie mi osoby, którym ufałam, z którymi świetnie się bawiłam i wiedziałam, że nigdy mnie nie zawiodą. 

Kiedy wyszłam po lekcjach ze szkoły sama, bo Majka została na dodatkowej matmie, brnąc w śnieg przez szkolne podwórko dostrzegłam znajomą mi twarz. Chłopak podszedł do mnie powoli.
-Chciałem z Tobą pogadać.
Nie wiedziałam dlaczego, ale na te słowa zaschło mi w gardle. Włożyłam ręce do kieszeni i czekałam, aż coś powie, jednocześnie modląc się, żeby moje złe przeczucia się nie sprawdziły.
*
Zadowolona po meczu Skry z Resovią siedzę tutaj w sobotni wieczór, wiedząc, że muszę odautorski skleić już dzisiaj. Wkurza mnie fakt, że literkę ,,u'' muszę naciskać kilka razy, bo klawiatura mi szwankuje. Także jeżeli gdzieś brakuje właśnie tego nieszczęsnego ,,u'', to mi wybaczcie. Nie lubię jak klawiatura mnie spowalnia, bo uciekają mi pomysły. Ten weekend wyjątkowo owocny jeżeli chodzi o pisanie, bo na kartkach, jak nigdy spisałam kolejną fragment na wakacyjną, poza tym nowe opowiadanie, które zacznę po napisaniu tego, również wyrywa się z mojej głowy i każe przelać się choćby na papier. ;)

W czasie publikacji tego postu zapewne zanurzam się w wodzie pachnącej chlorem, bo tato zabrał nas na basen. Dawno nie pływałam. ;)

A teraz, siedząc tu w sobotni wieczór zastanawiam się, jak zaplanować sobie czas, żeby zdążyć z dziełem na polski, które muszę przerobić na ten czwartek, oraz masa zadań z wszystkiego.

Fajnie się tak czasami oderwać od nauki. ;)


piątek, 1 listopada 2013

Rozdział piętnasty

Siedzieliśmy w trójkę przy stole, ciepłe światło lampy i stojącej niedaleko choinki wprawiło mnie w świetny nastrój. Była Wigilia, a my spędzaliśmy ją razem z mamą. Miło było zobaczyć ją po pewnym czasie. Wyglądała lepiej, niż gdy ostatnio spotkałam ją w mieście. Choć nadal uśmiechała się dość rzadko, a zmarszczka, która wytworzyła się między jej brwiami świadczyły o tym, że zmartwienia jej nie opuszczały, znikły sińce pod oczami, więc miałam nadzieję, że jakoś pogodziła się z naszą wyprowadzką.

Rozmowa na początku się nie kleiła. Co prawda Michał odpowiadał na zadawane przez naszą rodzicielkę pytania, sam zadawał jej własne i dzielili się informacjami na temat tego, jak wiedzie się im w pracy, to tak naprawdę czułam się trochę nieswojo. Przywykłam do siedzenia z samym Michałem, kiedy żadne z nas praktycznie nic nie mówiło, a w otoczeniu mamy, do której gdzieś w głębi żywiłam pretensje, byłam skrępowana. Odpowiadałam krótko, bez rozgadywania się na jakieś bezsensowne tematy, a oni musieli to zauważyć. Cały czas nękała mnie jedna myśl, ale nie miałam odwagi wypowiedzieć jej na głos.

Kiedy rozpakowaliśmy prezenty i siedliśmy przed telewizorem, który odtwarzał jakiś świąteczny film, zaczęłam obracać w dłoniach książkę, którą dostałam od mamy i mięciutki sweter, czując, że jeżeli nie teraz, to nigdy nie nadejdzie odpowiednia chwila.
-Gdzie jest tato?
Na moje słowa Michał i mama przerwali rozmowę i oderwali wzrok od telewizora, przenosząc go na mnie.
-Zniknął.- odpowiedziała, zaciskając usta w cienką linię i marszcząc brwi, co tylko uwydatniło zmarszczkę na czole.
-Ale w sensie, że... - nie dokończyłam, mając nadzieję, że oboje rozumieją, iż chodzi mi... No cóż, o więzienie.
-Tak naprawdę sama nie wiem. Po prostu spakował się pewnego dnia i wyjechał.
-Acha. - mruknęłam, czując rosnącą złość. Mimowolnie moja pięść zacisnęła się na trzymanym na kolanach swetrze. - Jakie to dla niego typowe.
-Wróci? - zapytał Michał. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, poza tym wyraźnie unikał z nami kontaktu wzrokowego.
-Nie wiem. Może tak, może nie. - odpowiedziała mama, wzruszając ramionami.

Nagle jej zachowanie sprawiło, że coś we mnie pękło.
Przypomniałam sobie jak za każdym razem próbowała zatrzymać ojca, aby został. Każdą pojedynczą kłótnię, kiedy starała się uświadomić mu, żeby rzucił wszystkie szemrane interesy na rzecz naszej rodziny. Jak zawsze milczała na temat postępków ojca, nie wtajemniczając nas w nic, a potem pozwalając mu po powrocie ustanawiać jego własne prawa. Ten sam obojętny wyraz twarzy, kiedy on tak po prostu znikał. I wreszcie w mojej głowie zaczęło odtwarzać się ostatnie, najświeższe wspomnienie. Kolejny powrót ojca i to, że stanęła po jego stronie.
Nagle uderzyło mnie to, że zawsze tak było. Zawsze była mu uległa i zgadzała się na wszystko, przytakiwała każdemu wypowiedzianemu przez niego słowu, nawet jeżeli było czymś całkowicie sprzecznym do jej postępowania i poglądów.

-Przestań, przestań tak robić.- warknęłam, spoglądając w jej stronę i próbując jakoś się kontrolować. Na twarzach mamy i Michała pojawiło się zdziwienie.
-Lena, o co ci... - zapytała, ale jej przerwałam.
-Przestań go bronić, udawać, że nic się nie dzieje. Mam już tego po dziurki w nosie. Wiesz, jaka ja byłam głupia? Cały czas wydawało mi się, że ci na nas zależy, na mnie i Michale, ale teraz doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie jest. - wstałam z kanapy, targana emocjami.
-Lena, nie opowiadaj głupot.
-Słuchaj, czy ty tego nie widzisz? Nie widzisz tego, że ten człowiek rozwala Twoje życie? Nie pomyślałaś nigdy o tym, że pewnego dnia może cię w coś wrobić? Dlaczego zawsze, jeżeli ma problemy, biegniesz do niego z pomocą? Nie widzisz, że jeżeli ty upadniesz, jego nigdy nie ma w pobliżu? To pasożyt, który po prostu cię perfidnie wykorzystuje.- podniosłam głos, rzucając sweter na krzesło.
-Lena! - na twarzy mojej matki pojawiła się złość. - Nie mów tak o swoim ojcu!
-Nie mam zamiaru milczeć na temat czegoś, co jest prawdą. - odpowiedziałam gorzko. - My już się od niego odcięliśmy i najlepiej zrobisz, jeżeli postąpisz tak samo.
-Słuchaj, wydaje mi się, że to ja jestem tutaj starszą osobą i nie będziesz mówić mi, co mam robić.
-Zrobisz jak chcesz. Chcę tylko ci uświadomić, że wiek wcale nie jest tak istotny i wcale nie musisz mieć 40 lat, żeby zauważyć pewne rzeczy. - powiedziałam, ubierając buty. Złapałam kurtkę z wieszaka i otworzyłam drzwi.
-Gdzie ty się wybierasz? - krzyknęła za mną.
-Muszę stąd wyjść, bo się duszę. - trzasnęłam drzwiami i nie czekając na windę, zbiegłam na dół schodami, zapinając po drodze kurtkę.

Wyleciałam jak burza z budynku, czując, że ucisk, który miałam w żołądku przez cały wieczór, zniknął. Wreszcie powiedziałam wszystko, co myślałam, nie pozostawiając niedomówień. Miałam nadzieję, że za moim przykładem to samo zrobi Michał, który został sam na sam z mamą w dość niezręcznej sytuacji. Szłam przed siebie mijając nielicznych przechodniów, którzy albo spieszyli się do domu, albo spacerowali z rodziną po obfitej wigilijnej kolacji. Błądziłam bez celu, a chłodne powietrze, które wdychałam, sprawiało, że z każdym kolejnym krokiem czułam się lepiej. Złość przeszła mi tak szybko, jak się pojawiła i równie nagle pojawiły się wyrzuty sumienia. Miałam jednak nadzieję, że moje słowa dadzą mamie do myślenia. Zawsze dusiłam swoje myśli i emocje w środku, tym razem postanowiłam jednak pokazać jej, że też mam pewną opinię na ten temat. Bunt prawie zawsze uległej córki musiał być dla niej zaskoczeniem.
Chyba musiałam się komuś wygadać.
Po kilkunastu minutach drogi znalazłam się w dzielnicy, w której mieszkał Tomek. Napisałam do niego smsa, z zapytaniem, czy mógłby pogadać i w oczekiwaniu na odpowiedź zgarnęłam śnieg z oparcia ławki stojącej w alejce nieopodal jego domu, po czym usiadłam na niej. Nie chciałam do niego dzwonić, bo pewnie siedział przy stole z rodziną i dobrze się bawił.
Dźwięk smsa usłyszałam bardzo szybko po wysłaniu wiadomości. Uśmiechnęłam się do siebie krzywo po odczytaniu wiadomości.
,,Jestem u babci. Coś się stało?
,,Nic, pogadamy jak wrócisz. ''
Westchnęłam, wysyłając ten sms, w którym mocno naginałam rzeczywistość, ale naprawdę nie chciałam go martwić. To, że ja mam problemy nie znaczy, że on też musi od razu o nich wiedzieć. Moje święta były jakie były nie zezwalały mi na niszczenie tego magicznego czasu komuś innemu.
Wstałam z ławki, otrzepując śnieg z płaszcza i ruszyłam w drogę powrotną. Telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni, ale widząc, kto dzwoni, odrzuciłam połączenie. Na usprawiedliwienie napisałam smsa.
,,Nie martw się Michał, żyję i  niedługo wrócę. Nie uciekłam. ;)''
Otrzymałam potwierdzenie dostarczenia i zaczęłam bez przekonania bawić się urządzeniem. W pewnym momencie grzebiąc w telefonie znalazłam numer Adriana.
Po chwili zastanowienia nacisnęłam zieloną słuchawkę.
*
-Boże, zachowałam się jak histeryczka. Siedzimy sobie w trójkę, wszyscy zadowoleni. Mama pyta, czy nie dolać mi kompotu, cieszy się, że wreszcie spędzamy razem dzień, a chwilę później po otworzeniu prezentów po prostu na nią naskoczyłam. - jęknęłam, kręcąc głową.
-Kurcze, Lena, może tak miało być. Już kiedyś powiedziałem ci, co myślę na temat zachowania Twojej mamy. Nie możemy robić z niej ofiary, skoro ma prawo decydować o swoim życiu. To, że wygląda ono, jak teraz wygląda, jest tylko i wyłącznie jej zasługą. - odezwał się cicho Adrian po chwili myślenia.
-Cały czas wydaje mi się, że źle zrobiłam. Boże, histeryczka ze mnie i mazgaj.

Siedzieliśmy w aucie Adriana pod moim blokiem. Jakieś pół godziny wcześniej zadzwoniłam do niego i chyba musiał usłyszeć w moim głosie zagubienie, bo bardzo szybko pojawił się wyznaczonym miejscu, siedząc za kierownicą swojego Renault Clio. Otworzyłam drzwi i kiedy zapinałam pasy na siedzeniu pasażera, rozkleiłam się. Nie powiem, żebym była z tego powodu dumna. Kilka dobrych minut zajęło mi uspokojenie się, a siedzący obok mnie Adrian próbował mnie pocieszyć. Zawsze zazdrościłam innym tego, że potrafią panować nad swoimi emocjami. Ja nie posiadłam takiej umiejętności. Czułam się jak mały stateczek na środku morza podczas sztormu, zalewany przez ogromną falę smutku lub złości.
Kiedy już przestałam wyć na siedzeniu obok, Adrian mógł skupić się na jeździe i tak oto znaleźliśmy się na moim osiedlu. Nie miałam jednak ochoty wracać już do domu, tym bardziej, że odciągnęłam go od wigilijnego stołu, żeby pogadać. 

-Według mnie, taka terapia wstrząsowa wyjdzie twojej mamie tylko na dobre. 
-Ciekawe, co powiedział jej Michał. Trzyma jej stronę, czy moją... - wyraziłam głośno swoje obawy. W półmroku dostrzegałam ledwo sylwetkę Adriana. Na moje słowa, prychnął.
-Proszę cię, Lena. Ja też spędzam z nim dużo czasu i wiem, że nosił się z zamiarem wygarnięcia waszej mamie wszystkiego. Chciał postawić sprawę jasno, zabrakło tylko bodźca. Może właśnie dzisiaj rozwiązałaś mu język.

Powoli przetrawiałam jego słowa. W kieszeni znów zabrzęczał mi telefon, informując mnie, że Michał martwi się o mnie i chce, żebym jak najszybciej wróciła do domu. Po odczytaniu smsa uśmiechnęłam się krzywo, łapiąc za klamkę drzwi. 
-Może nie dostanę szlabanu. 
Adrian zaśmiał się, wysiadając z drugiej strony. 
-Dzięki wielkie. Przepraszam, że wyciągnęłam cię z rodzinnej kolacji. - powiedziałam, wkładając ręce w rękawiczkach w kieszenie, bo mroźny wiatr momentalnie spowodował, że po wyjściu z ogrzewanego auta zaczęły drętwieć mi palce. 
-To ja powinienem dziękować, że mogłem choć raz wywinąć się od oglądania ,,Kevina samego w domu''. - zaśmiał się, zawiązując szalik, który kupiłam mu pod choinkę. 
Odwracałam się, żeby odejść, kiedy zawołał:
-Hej, poczekaj jeszcze chwilę. 
Odwróciłam się zdezorientowana, sprawdzając po kieszeniach, czy aby czegoś nie zostawiłam w środku, wszystko jednak wydawało się być na swoim miejscu. Ciemnowłosy zniknął mi z pola widzenia, kiedy zaczął szukać czegoś w aucie, by po chwili pojawić się tuż obok mnie z kolorową paczuszką. Podał mi ją, z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Myślałaś, że zapomniałem? - zapytał, spoglądając na mnie. Ja nadal jak wryta stałam z pakunkiem w rękach, zastanawiając się, co jest w środku, aż obudziło mnie lekkie szturchnięcie.- No otwórz, chcę zobaczyć Twoją minę.
Wyciągnęłam ręce z rękawiczek i zaczęłam walczyć z papierem. Stwierdziłam, że tak łatwo się nie poddam. Widząc, że jego rozerwanie idzie mi dość opornie, Adrian wyciągnął ręce z kieszeni i jednym ruchem wyswobodził prezent. Spojrzałam na trzymany w rękach przedmiot i zaśmiałam się:
-Czyli o to chodziło z tym Twoim zainteresowaniem dotyczącym książek. Mogłam domyślić się już wcześniej. - przypomniałam sobie sytuację, gdy spotkałam go w galerii, a on ze szczególną uwagą przyglądał się książkom, o których mówiłam. 
-Nie wiedziałem, co ci kupić, żeby trafić w Twój gust, sama podsunęłaś mi idealny pomysł.- wzruszył ramionami, uśmiechając się lekko. 
-Kurcze, w jeden wieczór zgarnęłam aż trzy książki. - pokręciłam głową nie wierząc, że dostałam od niego prezent. - Dziękuję ci bardzo.
Uśmiechaliśmy się do siebie w półmroku panującym na osiedlu, milcząc.
-Lepiej już leć, bo Michał zdąży się zezłościć. - przerwał ciszę Adrian, a ja pokiwałam głową na znak zgody z jego pomysłem. 
Zrobiłam krok do tyłu i odwróciłam się na pięcie, idąc powoli przez skrzypiący pod nogami śnieg w stronę drzwi do klatki. Nim zdążyłam wyciągnąć klucze z kieszeni, usłyszałam szybkie kroki, a potem zaskoczona utonęłam w objęciach Adriana.

Dopiero, gdy w windzie nacisnęłam guzik z numerem mojego piętra, dotarło do mnie, że właśnie mnie pocałował.
*

Cholera, znowu to zrobiłam.
Zastrzelcie mnie za przedwczesną publikację. I to jeszcze jaką :D
Najwidoczniej mama nie nauczyła mnie, jak się posługiwać kalendarzem. Zastanawia mnie tylko dlaczego zawsze muszę choć raz pomylić się w ten sposób z każdym blogiem. To już chyba tradycja. ;)

Wszystko przez ten trzydniowy weekend, przez cały piątek myślałam, że jest sobota :D
Pff. Dobra, ochłonęłam.

Jestem w 100% pewna, że opowiadanie nie będzie mieć więcej niż 20 rozdziałów. Będą jeszcze jakieś trzy, cztery, maksimum pięć, chyba, że to epilog będzie numerem 21. ;) A w międzyczasie ogarnę szablon na nowym blogu, którego adres na razie przed wami ukryłam. ;)

Oczywiście zapraszam na nowy post na wakacyjnej. :)