Podeszłam do jednej z kobiet, która sądząc po wyglądzie również była pielęgniarką. Podniosła na mnie wzrok znad papierów na biurku, które przeglądała.
-Szukam Tomka Zielińskiego. Mogłaby mi pani powiedzieć, gdzie go znajdę?
-Leży w sali numer 7. - odpowiedziała mi, lekko się uśmiechając. W jej uśmiechu było coś pokrzepiającego, dzięki czemu moje zdenerwowanie nie sięgnęło jeszcze zenitu.
-Dziękuję. - odwróciłam się i rozejrzałam, a potem ruszyłam w stronę sali z siódemką na drzwiach.
Wędrówka ciągnęła się nieskończenie. Choć pokonanie tej odległości zajęło mi z pewnością jakieś dwie minuty, czułam się, jakbym szła jakieś pół godziny. Nie wiedziałam, co ujrzę, kiedy tam wejdę i jak się zachowam. Oraz jak zachowa się Tomek, który pewnie nadal nie chciał się ze mną widzieć.
Powoli weszłam do środka, już z progu widząc, że w pomieszczeniu znajdują się trzy łóżka. Na tym najbliżej drzwi leżał jakiś może 30. letni mężczyzna i drzemał. Łóżko drugie było puste, najwidoczniej osoba, która je zajmowała gdzieś wyszła, bo półka obok niego była po brzegi zastawiona jedzeniem i książkami. Na nogach jak z waty podeszłam do trzeciego łóżka i poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w brzuch.
Na początku go nie poznałam. Znikła niesforna blond grzywa, która zawsze praktycznie zasłaniała mu oczy i w czym tak bardzo przypominał mi Michała. Od czoła do jakichś kilku centymetrów od momentu, w którym zaczynała się linia włosów, aż raził mnie po oczach biały plaster. Siedział z podkulonymi nogami z laptopem na kolanach i właśnie wtedy mnie zobaczył. Momentalnie brakło mi słów, w głowie miałam pustkę. Zanim zdążyłam coś powiedzieć uśmiechnął się krzywo:
-Zastanawiałem się właśnie, czy tu dotrzesz. Maciek był pewien, że mu nie uwierzysz.
-Nie wydaje mi się, że ktokolwiek kłamałby w takich sprawach. - odpowiedziałam cicho, stojąc przy jego łóżku z rękoma w kieszeniach, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Z pomocą przyszedł mi Tomek. Odkłądając laptopa na półkę, powiedział:
-Ściągnij kurtkę i siadaj. - poklepał pościel na łóżku. Podążyłam za jego radą i usiadłam, czując się bardzo niezręcznie.
-Jak... jak to się stało? - zapytałam, jednocześnie wiedząc, że nie jestem pewna, czy chcę usłyszeć odpowiedź. Kiedy jechałam do szpitala w mojej głowie pewne elementy zaczęły układać się w jedną całość i wydawało mi się, że moje podejrzenia niestety mogą być słuszne.
-Upadłem i przydzwoniłem głową o krawężnik. - nadal krzywo się uśmiechając, wzruszył ramionami. - Sama wiesz, jakie te oblodzone chodniki mogą być niebezpieczne.
-Wydaje mi się, że nawet taka sierota jak ja nie byłaby w stanie czegoś takiego dokonać, po prostu wpadając w poślizg. - mruknęłam, patrząc w jego szare oczy. Faktycznie, kiedyś przywitałam się z podłożem i to na jego oczach, ale w jego wyglądzie wyczuwałam czyjąś ingerencję. - Wyglądasz jakbyś skakał na główkę z jakiejś przychodnikowej barierki.
Rysy jego twarzy wyostrzyły się, nic nie odpowiedział.
-Kiedy wychodzisz? - zapytałam, chcąc przerwać niezręczną, duszącą wręcz ciszę.
-Mieli mnie wypisać już dzisiaj, ale zdecydowali przetrzymać jeszcze dzień. Normalnie wyszedłbym już wcześniej, ale bali się, że może mi wariować głowa. Na szczęście tylko lekki wstrząs, nic więcej.
-Kiedy tu szłam, bałam się, że jesteś w dużo gorszym stanie. Maciek nie powiedział mi, co się stało, a nie było cię tak długo... - zaczęłam wyrzucać z siebie swoje ponure przemyślenia poczynione podczas jazdy szpitalną windą.
-Wiem, dziwnie się złożyło, ale po prostu cały tydzień przeleżałem w łóżku, bo dopadła mnie grypa. A potem ledwo wyszedłem z domu... I musiałem przedłużyć swój urlop wypoczynkowy. - na jego twarzy znów zagościł ten krzywy, na wpół smutny uśmiech. -Powinienem był coś ci powiedzieć, albo chociaż Majce. Zachowałem się jak dupek. Dzwoniłaś, pisałaś, a ja cię olewałem. Znowu. Historia zatacza koło, czyż nie?
-Mam nadzieję, że w tym przypadku nie sprawdzi się zasada ,,do trzech razy sztuka''. - skwitowałam krótko.
-Martwiłam się o ciebie i nadal się martwię. Niezależnie od tego, co się między nami wydarzyło, jesteś moim przyjacielem. Przepraszam, że byłam taka okropna, kiedy ostatnio rozmawialiśmy. Wiem, że ty i Michał chcecie mnie chronić. - powiedziałam do Tomka, który uciekł spojrzeniem w bok. - Powinnam była wiedzieć, że nie robisz tego, bo po prostu twierdzisz, że Adrian do mnie nie pasuje. Nie jesteś typem człowieka, który oczerniałby kogoś, bo tak mu się podoba.
Podniosłam się z łóżka i ubrałam kurtkę.
-Idziesz już? - zapytał, świdrując mnie spojrzeniem swoich szarych oczów.
-Muszę coś jeszcze załatwić. - odpowiedziałam. - Gdybyś czegoś potrzebował, pisz.
-Do zobaczenia w szkole. - pożegnał się, posyłając mi normalny, ciepły uśmiech.
Wyszłam z pokoju i będąc już na korytarzu przyspieszyłam. Czułam, że krew szybciej krąży w moich żyłach, pchana do przodu złością, która nagle zaczęła mnie rozsadzać. Nie chciałam pokazać tego przy Tomku, teraz jednak nie musiałam już się z niczym kryć. Przeszłam przez ulicę przed szpitalem i stanęłam na przystanku, w oczekiwaniu na najbliższy autobus, próbując opanować myśli.
Wreszcie autobus nadjechał, już z daleka widziałam jego charakterystyczną sylwetkę. Stanęłam przy oknie i spoglądałam na mijane przez nas dzielnice, aż zobaczyłam tę, do której zmierzałam. Wyskoczyłam na chłodne powietrze i na skróty zaczęłam brnąć od przystanku do budynku przez nieubity śnieg.
Moja furia nie miała granic. Byłam tak zła, że nie myślałam racjonalnie. Nim się obejrzałam, stałam już pod blokiem Adriana i co chwilę wciskałam przycisk domofonu. Nie miałam zamiaru odejść bez rozmowy. Tomek cały czas nie przyznawał się, że ktoś zrobił mu krzywdę, ale wyczytałam to w jego oczach, szczególnie, kiedy unikał mojego spojrzenia. Nie byłam głupia, wiedziałam też, że jest osobą, która raczej nie ma wrogów, dlatego też w mojej głowie paliła się ostrzegawcza lampka.
Nieustający dźwięk musiał być naprawdę dokuczający, bo nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk podnoszenia słuchawki:
-Słucham?
-Adrian, to ja. Otwórz.
Odpowiedzią była cisza.
-Ja nie żartuję, otwieraj. Będę tu stać, dopóki mnie nie wpuścisz.
Usłyszałam głośne westchnienie, a potem klatka schodowa stanęła dla mnie otworem. Nerwowo dreptałam w miejscu, w oczekiwaniu aż winda, którą jechałam zatrzyma się na odpowiednim piętrze. Drzwi nie zdążyły otworzyć się do końca, a ja już byłam pod jego drzwiami. Zapukałam nerwowo.
Przez chwilę miałam wrażenie, że sobie ze mnie kpi. Wydawało mi się, że mnie nie wpuści, ale wreszcie usłyszałam, że przekręca klucz w zamku. Ciemne drzwi tak dobrze znanego mi mieszkania, które przez pewien czas stanowiło dla mnie i Michała dom zastępczy, otworzyły się powoli, a ja stanęłam oko w oko ze swoim chłopakiem.
-No ładnie. - skwitowałam, widząc w jakim jest stanie. - To Tomek cię tak załatwił, czy może wyręczył go w tym jego brat, Paweł?
-Czyli już wiesz. - westchnął. - Wejdź, nie będziemy rozmawiać na korytarzu.
Nie spuszczałam wzroku z jego twarzy. Siniak wokół jego prawego oka od razu upewnił mnie, że moje podejrzenia były słuszne. Co prawda mógłby dostać od kogoś innego, ale nie wierzyłam w aż taki zbieg okoliczności.
-Napijesz się herbaty, kawy...? - zapytał, kiedy już oboje staliśmy w przedpokoju.
-Nie, przyszłam tu tylko na chwilę. - odpowiedziałam chłodno. - Mógłbyś już przejść do konkretów. Może opowiesz mi, dlaczego część Twojej twarzy tymczasowo zmieniła kolor?
Posłał mi wściekłe spojrzenie.
-Byłaś u niego, prawda? Pewnie poskarżył się, jaki to byłem wobec niego niegrzeczny, zapominając dodać, że to on rzucał się wokół mnie jak pchła?
-Wyobraź sobie, że ten ON nie powiedział ani jednego słowa, żeby cię wydać. - tym argumentem zatkałam Adrianowi usta.
-W takim razie skąd wiedziałaś? - zapytał po chwili.
-Logika. Unikałeś mnie od kilku dni, słyszałam, że na treningi i do pracy też nie chodziłeś. Zaszyłeś się w domu, odcinając od świata, jakby chcąc coś ukryć. Ludzie nie traktowali by cię normalnie, widząc cię ze śliwą pod okiem, nie?
Nie odezwał się.
-Wiesz, nie interesuje mnie, czy faktycznie to on zaczął. Nawet jeśli, to jesteś starszy i mądrzejszy i chyba powinieneś zachować się wobec niego inaczej, nie? Powiedz mi, gdybym to ja powiedziała coś, co by ci się nie spodobało, też byś mnie uderzył?
-Nie rób ze mnie damskiego boksera Lena, przecież wiesz, że bym tego nie zrobił. - westchnął z nutą złości w głosie.
-Nie, właśnie, że nie wiem. Myślałam, że cię znam. Teraz widzę, jak bardzo się pomyliłam. Powinnam była posłuchać Michała i Tomka, kiedy odradzali mi związek z Tobą.
Przez długi czas mierzyliśmy się spojrzeniami.
-Czyli to koniec?
-Definitywnie. - powiedziałam, a potem odwróciłam się i otworzyłam drzwi. Będąc na korytarzu rzuciłam jeszcze przez ramię - I nie, nie możemy być przyjaciółmi.
Jadąc windą w dół czułam się, jakbym tam na górze zostawiła jakiś ogromny ciężar, który ze sobą dźwigałam. I gdzieś tam w głębi żałowałam, że Paweł był na tyle delikatny, że podbił Adrianowi oko, bo sama na jego miejscu załatwiłabym to o wiele, wiele mniej spokojnie.
Powoli, nie spiesząc się, dotarłam wreszcie do domu. Rzuciłam klucze na ladę w kuchni, budząc tym dźwiękiem Michała, który drzemał na kanapie przy włączonym telewizorze. Spojrzał na mnie nieprzytomnie.
-Która to godzina?
-Spokojnie, mamy dzisiaj czwartek i dopiero dochodzi 17. - odpowiedziałam, uśmiechając się na jego widok.
-Boże, a ciemno, jakby była już noc. - westchnął, przecierając oczy.
Nalałam sobie wody do kubka i ruszyłam do pokoju, zatrzymując się w progu.
-Michał?
-Tak? - mruknął, leżąc na kanapie z zamkniętymi oczami, powoli odpływając.
-Zerwałam z Adrianem.
-Wiedziałem, że jesteś mądrą dziewczyną. - mrugnął do mnie, uśmiechając się. - Nie mogę tylko uwierzyć, że przyjaźniłem się z tym pacanem. Od dzisiaj udawajmy, że taka osoba nie istnieje, ok?
-Z ogromną chęcią.
Adrian był już zamkniętym rozdziałem w moim życiu i byłam tego stuprocentowo pewna.
*
Nie, nie byłabym aż tak okropna, żeby wepchnąć Tomka pod samochód poza tym wypadek samochodowy zaliczył przecież Maciek w moim pierwszym opowiadaniu, nie będę się powtarzać. ;) Wiele z was dobrze czuło, dlaczego znalazł się w szpitalu, chyba dałam wam ku temu wyraźne wskazówki. Albo po prostu wybrałam dość oklepany schemat.
Mogę się założyć, że połowa z Was skacze z radości z powodu rozpadu związku Adrian- Lena. ;)
No cóż, pora się żegnać z Leną i spółką. Kolejny rozdział to już epilog.
Będzie mi ich brakowało, no. ;)