Dobry humor, który od dawna mnie nie odwiedzał, sprawił, że wracając do domu weszłam do jednej z wrocławskich galerii handlowych. Michał poprzedniego wieczoru dał mi trochę pieniędzy na kupienie sobie czegoś pod choinkę. Patrząc na kwotę, którą mi ofiarował, odkryłam jego zamiary- nie chodziło mu o to, że z powodu pieniędzy, które dał nam ojciec możemy teraz wyrzucać je w błoto i żyć jak magnaci, ale o to, bym kupiła też prezenty dla innych. Co prawda z wypłaty udało mi się odłożyć trochę i dlatego kupiłam już kilka drobiazgów dla najbliższych mi osób.
Idąc powoli rozświetlonym jasno korytarzem galerii, ściągnęłam kurtkę i rozglądałam się po witrynach. Ludzi w każdym ze sklepów było mnóstwo, nawet w tych mega drogich, które przeważnie świeciły pustkami. Weszłam do Empika, czując potrzebę obejrzenia pięknych książek i może kupienia sobie jakiejś. Zawsze lubiłam czytać i kolekcjonować tytuły, więc chęć była silniejsza ode mnie. Czytałam opis na jednej z książek Sparksa, gdy usłyszałam dzwonek telefon. Zaczęłam poklepywać się po kieszeniach, szukając go dość długo. Kiedy w końcu odbierałam, piosenkarz zaczął już śpiewać refren.
-Słucham? - zapytałam, spodziewając się, czyj głos usłyszę, choć byłam tym faktem zaskoczona.
-Hej Lenka. To nie ty przypadkiem mignęłaś mi koło Victoria's Secret?
-Bardzo możliwe, że to byłam ja.- powiedziałam, podnosząc z podłogi moją kurtkę, która wyślizgnęła mi się z rąk, bo dwie ręce totalnie mi w tej chwili nie wystarczały.
-To na pewno byłaś ty. Właśnie cię widzę.
Podniosłam głowę rozglądając się, aż zobaczyłam idącego między regałami, uśmiechniętego Adriana. Na jego szyi luźno wisiał szalik, który dałam mu ostatnio z okazji świąt. Zauważył, że się mu przyglądam.
-Punkt dla ciebie. - zaśmiałam się, wskazując na niego.
-Widziałaś jak mi w nim do twarzy? - owinął głowę szalikiem w celu zademonstrowania.
-Wyśmienicie wyglądasz. Kto ci kupił takie cacko?- zaśmiałam się. - Co ty tu w ogóle robisz?
-Na zakupy przyszedłem. Muszę zanotować sobie, żeby za rok wybrać się na tę eskapadę wcześniej, bo ludzi tu jak mrówek. Powariowali, czy co? To samo w supermarketach, wózki wypchane po brzegi, jakby jakaś wojna szła. Czasami zastanawiam się, czy ja czegoś przypadkiem nie wiem. - spojrzał na trzymaną przeze mnie książkę. - Książka. Ambitnie. Komu kupujesz?
-Sobie samej. - zaśmiałam się z jego wcześniejszego komentarza dotyczącego świąt, z którym kompletnie się zgadzałam. Czuło się ten ból szczególnie, gdy zapomniało się kupić jednej bardzo ważnej rzeczy, a potem stało się w kilometrowej kolejce, która zdawała się nie posuwać, tylko z jednym produktem w ręku. Tak wiele razy to przerabiałam i tak bardzo tego nienawidziłam. Wróciłam do tematu. - Nie wiem tylko którą, bo jest ich tak dużo. Wszystkie chciałabym przeczytać.
-To już wiesz czym zajmiesz się na emeryturze. - mrugnął do mnie. - Czytałaś już któreś?
-Kilka. - pokazałam okładki. Po chwili podjęłam decyzję. - Dobra, chodź do kasy, kupię tę. Na inne przyjdzie czas kiedy indziej.
Zapłaciłam za wybraną powieść i schowałam ją do torebki. Adrian wyraził chęć towarzyszenia mi w zakupach, odzywając się przy wyjściu z Empika:
-Wykorzystam cię.- wyszczerzył się.
-W takim razie ja nie pozostanę ci dłużna.- odpowiedziałam, czując o co mu chodzi.
Jakieś pół godziny później krążyliśmy po sklepach z damską i męską odzieżą. Adrian szukał coś dla swojej siostry i mamy, a ja dla Michała. Kiedy oboje po dość długim namyśle wybraliśmy coś dla naszego rodzeństwa, weszliśmy do Apartu, gdzie w oko wpadła mi piękna zawieszka. Kupiłam ją z myślą o mamie i tak, gdy Adrian wybrał dla swojej mamy parę kolczyków, zalegliśmy w jednym z niewielu wolnych stolików w Macu.
-Jezu, ale maraton. Mam już dość, na cały rok mi wystarczy wrażeń. - westchnął, rozsiadając się na krześle. Sięgnął po hamburgera, a ja złapałam za cheeseburgera.
-Spokojnie, ja też nie lubię zakupów. Nie rozumiem osób, które przychodzą do takich miejsc co tydzień, żeby choćby pooglądać rzeczy. Albo mam pieniądze i idę tu w jakimś celu, albo nie przychodzę. To tak jakbyś machał kiełbasą przed głodnym psem. Bez sensu. - łyknęłam trochę lodowatej coca-coli.
-Nie wierzę. Jesteś pierwszą dziewczyną, której nie bawią zakupy.- spojrzał na mnie zdziwiony. -Gdzie ty się chowałaś całe moje życie?
-Tu i tam. - zaśmiałam się.
Usłyszałam dzwonek jego telefonu. Przez chwilę rozmawiał z kimś, a ja w tym czasie poszłam wyrzucić resztki z naszych tac. Kiedy wróciłam do stolika, Adrian podał mi moją reklamówkę, zbierając wszystkie swoje.
-Muszę lecieć, mój kolega Paweł na mnie czeka.
Odprowadził mnie pod same drzwi galerii, po czym cmoknął mnie w policzek, trochę wybijając mnie tym z równowagi i zawołał:
-Dzięki wielkie Lenka. Trzymaj się i wesołych świąt. Odpoczywaj.
-Dzięki i nawzajem. - zawołałam, gdy był już kawałek ode mnie. Otrząsnęłam się ze zdziwienia i ruszyłam do domu.
Po drodze cały czas odtwarzałam w myślach nasze pożegnanie, zastanawiając się, jak mam je odebrać. Nie miałam zielonego pojęcia jak zachowuje się Adrian w obecności innych dziewczyn. Do tej pory byłam pewna, że jesteśmy przyjaciółmi, teraz zaczynałam mieć pewne wątpliwości. Nie wiedziałam, co zrobiłabym, gdyby nagle okazało się, że Adrian chciał, żebyśmy byli kimś więcej. Mimowolnie w głowie zaczęła przewijać się rozmowa z Tomkiem i słowa na jego temat. Mam mu ufać, czy faktycznie jest coś z nim nie tak, tylko do tej pory nie zauważyłam? Miałam taki mętlik w głowie, że nie byłam w stanie zdecydować, jak mam dalej postępować w otoczeniu Adriana. Może Tomek wie więcej z opowieści brata, a może jego gadanie to czyste wymysły?
Te rozważania zajęły mi całą drogę i nim się obejrzałam, byłam już pod blokiem. Zamyślona weszłam do domu, uprzednio ledwo upychając w torebce sweter dla Michała, ponieważ nie chciałam, aby zobaczył go po moim wejściu do domu. Po wejściu do przedpokoju stanęłam jak wryta, nie mogąc wypowiedzieć choćby słowa. Rozważałam nawet możliwość pomylenia pięter i gdyby nie znajome meble, byłabym pewna, że wparowałam do mieszkania sąsiadów. W rogu pokoju stała duża, pachnąca lasem choinka. Urzeczona jej pięknem zrzuciłam byle jak buty i kurtkę, a potem podeszłam do jej, wdychając jej piękny zapach. Zawsze chciałam mieć w domu żywą choinkę, ale mama preferowała te z plastiku, bo nie trzeba było później po niej sprzątać i za rok po odkurzeniu idealnie nadawała się na kolejne święta.
Dotykałam gałęzi drzewka, kiedy do pokoju wszedł Michał. Na mój widok uśmiechnął się szeroko:
-Podoba się niespodzianka?
-Jest świetna.- odwzajemniłam uśmiech. W przypływie radości podeszłam do brata i wtuliłam się w niego.
-Jezu, chyba ci te zakupy zaszkodziły. - zdziwił się, ale objął mnie.
-Myślałam, że nie będziemy obchodzić świąt.
-Chyba żartujesz? Byłem dzisiaj na zakupach, jeżeli chcesz mieć co jeść w Wigilię to chyba musimy już zacząć przygotowania.
Moje zaskoczenie sięgnęło zenitu, kiedy dorzucił:
-Mama do nas przyjdzie. Spędzimy ten dzień wspólnie. Jak zawsze.
-A ojciec?
-Nie wiem jak ma zamiar przeżyć te Wigilię, ale nie mam ochoty siedzieć z nim przy jednym stole.- powiedział, po czym zniknął w pokoju i wrócił z tekturowym pudełkiem. Kiedy postawił je na stole, zajrzałam do środka i zobaczyłam znajome mi ozdoby, które co roku wisiały na naszej choince.- Na co czekasz, ubieraj choinkę.
-Chyba żartujesz. Masz mi pomóc.- dźgnęłam go w bok.
Spędziliśmy popołudnie dekorując choinkę, a potem piekąc ciasto i gotując część potraw na Wigilię. Michał nie miał o tym zielonego pojęcia i gdyby nie ja, nasz piernik poszedłby z dymem, ale mimo to, ten dzień zaliczałam do jednego z najbardziej udanych. Wreszcie czułam atmosferę świąt i gdyby nie sprawa z Adrianem, czułabym się zupełnie szczęśliwa. W pewnej chwili chciałam nawet zapytać Michała, co sądzi o zarzutach Tomka wobec tego drugiego, ale kiedy otworzyłam usta, stwierdziłam, że sama rozwiążę tę zagadkę. Przynajmniej na razie skłoniłam się do tej wersji.
*
Blogspot mi zaszalał i nie chciał mi dodać postu o 11, musiałam go wspomóc :D
Blogspot mi zaszalał i nie chciał mi dodać postu o 11, musiałam go wspomóc :D
Łatwo, szybko i przyjemnie, tak właśnie pisało mi się ten rozdział.
Czuję ten zapach świeżej choinki. ;)
Moje życie nadal krąży wokół szkoły, może nie będę Was zanudzać szczegółami, bo i tak upust swojemu rozgoryczeniu, czy jak to inaczej nazwać, dałam w poście na wakacyjnej. Zapraszam na kolejny rozdział, to tak przy okazji. ;)
Ponieważ w tym tygodniu zaczynam rehabilitacje, będę musiała pracować na pełnych obrotach, żeby wyrobić się z nauką, jazdami, blogami i przyjemnościami. Zapowiadają się ciężkie dwa tygodnie.
Ale przynajmniej mecz Skry dzisiaj obejrzę. Idealny na odstresowanie przed nadchodzącym tygodniem. :)
