niedziela, 27 października 2013

Rozdział czternasty

Następnego dnia po śniadaniu poszłam do kawiarni, żeby zastać szefową. Kiedy powiedziałam jej, że rzucam pracę nie skomentowała tego faktu, jedynie obiecała przesłać mi pieniądze za przepracowane ostatnio dni na konto. Opuszczając budynek nie czułam żalu, że coś się kończy. Wiszące na niebie słońce świeciło tak ostro na leżący na chodnikach biały śnieg, że musiałam mrużyć oczy, praktycznie nic nie widząc. Moje samopoczucie uległo zmianie, czułam się, jakbym wyszła właśnie z jakiegoś mega doła. Wreszcie czułam, że nie będę musiała dawać z siebie dwustu procent, jak do tej pory i miałam nadzieję, że zmęczenie, które towarzyszyło mi ostatnio, wreszcie minie. Nie wiem, czasami otwierając rano oczy czułam się tak okropnie, że marzyłam już o momencie, kiedy wrócę do łóżka. Brak ruchu, szybko nadchodzący zmierzch chyba na wszystkich tak działały. Zima nie była złą porą roku, ale zdecydowanie wolałam lato, kiedy byłam lżejsza o kilka warstw ubrań. Wydawało mi się wtedy, że mogę zrobić więcej, czułam w sobie więcej siły i pewności siebie.

Dobry humor, który od dawna mnie nie odwiedzał, sprawił, że wracając do domu weszłam do jednej z wrocławskich galerii handlowych. Michał poprzedniego wieczoru dał mi trochę pieniędzy na kupienie sobie czegoś pod choinkę. Patrząc na kwotę, którą mi ofiarował, odkryłam jego zamiary- nie chodziło mu o to, że z powodu pieniędzy, które dał nam ojciec możemy teraz wyrzucać je w błoto i żyć jak magnaci, ale o to, bym kupiła też prezenty dla innych. Co prawda z wypłaty udało mi się odłożyć trochę i dlatego kupiłam już kilka drobiazgów dla najbliższych mi osób.

Idąc powoli rozświetlonym jasno korytarzem galerii, ściągnęłam kurtkę i rozglądałam się po witrynach. Ludzi w każdym ze sklepów było mnóstwo, nawet w tych mega drogich, które przeważnie świeciły pustkami. Weszłam do Empika, czując potrzebę obejrzenia pięknych książek i może kupienia sobie jakiejś. Zawsze lubiłam czytać i kolekcjonować tytuły, więc chęć była silniejsza ode mnie. Czytałam opis na jednej z książek Sparksa, gdy usłyszałam dzwonek telefon. Zaczęłam poklepywać się po kieszeniach, szukając go dość długo. Kiedy w końcu odbierałam, piosenkarz zaczął już śpiewać refren.

-Słucham? - zapytałam, spodziewając się, czyj głos usłyszę, choć byłam tym faktem zaskoczona.
-Hej Lenka. To nie ty przypadkiem mignęłaś mi koło Victoria's Secret?
-Bardzo możliwe, że to byłam ja.- powiedziałam, podnosząc z podłogi moją kurtkę, która wyślizgnęła mi się z rąk, bo dwie ręce totalnie mi w tej chwili nie wystarczały.
-To na pewno byłaś ty. Właśnie cię widzę.
Podniosłam głowę rozglądając się, aż zobaczyłam idącego między regałami, uśmiechniętego Adriana. Na jego szyi luźno wisiał szalik, który dałam mu ostatnio z okazji świąt. Zauważył, że się mu przyglądam.
-Punkt dla ciebie. - zaśmiałam się, wskazując na niego.
-Widziałaś jak mi w nim do twarzy? - owinął głowę szalikiem w celu zademonstrowania.
-Wyśmienicie wyglądasz. Kto ci kupił takie cacko?- zaśmiałam się. - Co ty tu w ogóle robisz?
-Na zakupy przyszedłem. Muszę zanotować sobie, żeby za rok wybrać się na tę eskapadę wcześniej, bo ludzi tu jak mrówek. Powariowali, czy co? To samo w supermarketach, wózki wypchane po brzegi, jakby jakaś wojna szła. Czasami zastanawiam się, czy ja czegoś przypadkiem nie wiem. - spojrzał na trzymaną przeze mnie książkę. - Książka. Ambitnie. Komu kupujesz?
-Sobie samej. - zaśmiałam się z jego wcześniejszego komentarza dotyczącego świąt, z którym kompletnie się zgadzałam. Czuło się ten ból szczególnie, gdy zapomniało się kupić jednej bardzo ważnej rzeczy, a potem stało się w kilometrowej kolejce, która zdawała się nie posuwać, tylko z jednym produktem w ręku. Tak wiele razy to przerabiałam i tak bardzo tego nienawidziłam. Wróciłam do tematu. - Nie wiem tylko którą, bo jest ich tak dużo. Wszystkie chciałabym przeczytać.
-To już wiesz czym zajmiesz się na emeryturze. - mrugnął do mnie. - Czytałaś już któreś?
-Kilka. - pokazałam okładki. Po chwili podjęłam decyzję. - Dobra, chodź do kasy, kupię tę. Na inne przyjdzie czas kiedy indziej.

Zapłaciłam za wybraną powieść i schowałam ją do torebki. Adrian wyraził chęć towarzyszenia mi w zakupach, odzywając się przy wyjściu z Empika:
-Wykorzystam cię.- wyszczerzył się.
-W takim razie ja nie pozostanę ci dłużna.- odpowiedziałam, czując o co mu chodzi.

Jakieś pół godziny później krążyliśmy po sklepach z damską i męską odzieżą. Adrian szukał coś dla swojej siostry i mamy, a ja dla Michała. Kiedy oboje po dość długim namyśle wybraliśmy coś dla naszego rodzeństwa, weszliśmy do Apartu, gdzie w oko wpadła mi piękna zawieszka. Kupiłam ją z myślą o mamie i tak, gdy Adrian wybrał dla swojej mamy parę kolczyków, zalegliśmy w jednym z niewielu wolnych stolików w Macu.

-Jezu, ale maraton. Mam już dość, na cały rok mi wystarczy wrażeń. - westchnął, rozsiadając się na krześle. Sięgnął po hamburgera, a ja złapałam za cheeseburgera.
-Spokojnie, ja też nie lubię zakupów. Nie rozumiem osób, które przychodzą do takich miejsc co tydzień, żeby choćby pooglądać rzeczy. Albo mam pieniądze i idę tu w jakimś celu, albo nie przychodzę. To tak jakbyś machał kiełbasą przed głodnym psem. Bez sensu. - łyknęłam trochę lodowatej coca-coli.
-Nie wierzę. Jesteś pierwszą dziewczyną, której nie bawią zakupy.- spojrzał na mnie zdziwiony. -Gdzie ty się chowałaś całe moje życie?
-Tu i tam. - zaśmiałam się.
Usłyszałam dzwonek jego telefonu. Przez chwilę rozmawiał z kimś, a ja w tym czasie poszłam wyrzucić resztki z naszych tac. Kiedy wróciłam do stolika, Adrian podał mi moją reklamówkę, zbierając wszystkie swoje.
-Muszę lecieć, mój kolega Paweł na mnie czeka.
Odprowadził mnie pod same drzwi galerii, po czym cmoknął mnie w policzek, trochę wybijając mnie tym z równowagi i zawołał:
-Dzięki wielkie Lenka. Trzymaj się i wesołych świąt. Odpoczywaj.
-Dzięki i nawzajem. - zawołałam, gdy był już kawałek ode mnie. Otrząsnęłam się ze zdziwienia i ruszyłam do domu.

Po drodze cały czas odtwarzałam w myślach nasze pożegnanie, zastanawiając się, jak mam je odebrać. Nie miałam zielonego pojęcia jak zachowuje się Adrian w obecności innych dziewczyn. Do tej pory byłam pewna, że jesteśmy przyjaciółmi, teraz zaczynałam mieć pewne wątpliwości. Nie wiedziałam, co zrobiłabym, gdyby nagle okazało się, że Adrian chciał, żebyśmy byli kimś więcej. Mimowolnie w głowie zaczęła przewijać się rozmowa z Tomkiem i słowa na jego temat. Mam mu ufać, czy faktycznie jest coś z nim nie tak, tylko do tej pory nie zauważyłam? Miałam taki mętlik w głowie, że nie byłam w stanie zdecydować, jak mam dalej postępować w otoczeniu Adriana. Może Tomek wie więcej z opowieści brata, a może jego gadanie to czyste wymysły?

Te rozważania zajęły mi całą drogę i nim się obejrzałam, byłam już pod blokiem. Zamyślona weszłam do domu, uprzednio ledwo upychając w torebce sweter dla Michała, ponieważ nie chciałam, aby zobaczył go po moim wejściu do domu. Po wejściu do przedpokoju stanęłam jak wryta, nie mogąc wypowiedzieć choćby słowa. Rozważałam nawet możliwość pomylenia pięter i gdyby nie znajome meble, byłabym pewna, że wparowałam do mieszkania sąsiadów. W rogu pokoju stała duża, pachnąca lasem choinka. Urzeczona jej pięknem zrzuciłam byle jak buty i kurtkę, a potem podeszłam do jej, wdychając jej piękny zapach. Zawsze chciałam mieć w domu żywą choinkę, ale mama preferowała te z plastiku, bo nie trzeba było później po niej sprzątać i za rok po odkurzeniu idealnie nadawała się na kolejne święta.
Dotykałam gałęzi drzewka, kiedy do pokoju wszedł Michał. Na mój widok uśmiechnął się szeroko:
-Podoba się niespodzianka?
-Jest świetna.- odwzajemniłam uśmiech. W przypływie radości podeszłam do brata i wtuliłam się w niego.
-Jezu, chyba ci te zakupy zaszkodziły. - zdziwił się, ale objął mnie.
-Myślałam, że nie będziemy obchodzić świąt.
-Chyba żartujesz? Byłem dzisiaj na zakupach, jeżeli chcesz mieć co jeść w Wigilię to chyba musimy już zacząć przygotowania.
Moje zaskoczenie sięgnęło zenitu, kiedy dorzucił:
-Mama do nas przyjdzie. Spędzimy ten dzień wspólnie. Jak zawsze.
-A ojciec?
-Nie wiem jak ma zamiar przeżyć te Wigilię, ale nie mam ochoty siedzieć z nim przy jednym stole.- powiedział, po czym zniknął w pokoju i wrócił z tekturowym pudełkiem. Kiedy postawił je na stole, zajrzałam do środka i zobaczyłam znajome mi ozdoby, które co roku wisiały na naszej choince.- Na co czekasz, ubieraj choinkę.
-Chyba żartujesz. Masz mi pomóc.- dźgnęłam go w bok.
Spędziliśmy popołudnie dekorując choinkę, a potem piekąc ciasto i gotując część potraw na Wigilię. Michał nie miał o tym zielonego pojęcia i gdyby nie ja, nasz piernik poszedłby z dymem, ale mimo to, ten dzień zaliczałam do jednego z najbardziej udanych. Wreszcie czułam atmosferę świąt i gdyby nie sprawa z Adrianem, czułabym się zupełnie szczęśliwa. W pewnej chwili chciałam nawet zapytać Michała, co sądzi o zarzutach Tomka wobec tego drugiego, ale kiedy otworzyłam usta, stwierdziłam, że sama rozwiążę tę zagadkę. Przynajmniej na razie skłoniłam się do tej wersji.

*
Blogspot mi zaszalał i nie chciał mi dodać postu o 11, musiałam go wspomóc :D
Łatwo, szybko i przyjemnie, tak właśnie pisało mi się ten rozdział. 
Czuję ten zapach świeżej choinki. ;)

Moje życie nadal krąży wokół szkoły, może nie będę Was zanudzać szczegółami, bo i tak upust swojemu rozgoryczeniu, czy jak to inaczej nazwać, dałam w poście na wakacyjnej. Zapraszam na kolejny rozdział, to tak przy okazji. ;)

Ponieważ w tym tygodniu zaczynam rehabilitacje, będę musiała pracować na pełnych obrotach, żeby wyrobić się z nauką, jazdami, blogami i przyjemnościami. Zapowiadają się ciężkie dwa tygodnie.

Ale przynajmniej mecz Skry dzisiaj obejrzę. Idealny na odstresowanie przed nadchodzącym tygodniem. :)


niedziela, 20 października 2013

Rozdział trzynasty

Nie mogłam powiedzieć, że powrót do domu w towarzystwie Tomka nie był miły. Może nie poruszałam się z zawrotną szybkością, wciąż czując skutki upadku na śliskim chodniku, ale świat dziwnie wydawał mi się jakiś taki...lepszy. Nawet tłok w autobusie, który przejeżdżał przez dzielnicę, w której mieszkałam nie przeszkadzał mi tak, jak zawsze. Co prawda z powodu jakiegoś mężczyzny, który stanął między nami nie mogłam wymienić z Tomkiem ani słowa, ale przynajmniej miałam czas do namysłu.

Nie żałowałam tego, że postanowiłam z nim pogadać. Cieszyłam się, że w końcu sobie wszystko wyjaśniliśmy. Poza tym, chociaż moja decyzja o zaproszeniu go do domu była trochę pochopna, czułam, że nie będzie tak źle. W tej chwili nawet myśl o tym, że przez dwa następne dni będę mieć dużo roboty w kawiarni, a potem w domu, żeby spędzić Wigilię w jako takim porządku, jedząc coś więcej niż kupne pierogi, w towarzystwie milczącego brata. Chociaż na to ostatnie nie miałam wpływu.

Michał zamknął się w sobie. Widziałam, że jest mu ciężko, może miał wyrzuty sumienia, że postąpił, jak postąpił i przez to ja również cierpię. Normalnie człowiek w moim wieku zajmuje się nauką, aby zadbać o swoją przyszłość, a nie biega w jasnym fartuszku obsługując klientów. Dlatego starałam się przed nim ukryć to, jak bardzo czasem źle się czuję, rozerwana między szkołą a pracą.

Moje myśli przerwało zatrzymanie się autobusu na moim przystanku. Jakimś cudem udało mi się dać Tomkowi znak, że wysiadamy i chwilę potem ostrożnie szliśmy ośnieżonym chodnikiem. Idący obok mnie chłopak milczał, zapewne nie chcąc na mnie naciskać. Kiedy otwierałam drzwi od klatki schodowej, pomyślałam, że warto byłoby go o czymś uprzedzić.
-Słuchaj... nie zdziw się, jak będzie okropny bałagan, ok? - powiedziałam, naciskając guzik w windzie. Chwilę później poczułam lekkie szarpnięcie i zaczęliśmy wznosić się do góry. - Po prostu mój brat nie ma czasami czasu posprzątać, a mi często brakuje już na to siły.
W odpowiedzi Tomek posłał mi tylko spokojne spojrzenie szarych oczu.
Drzwi windy rozsunęły się powoli, a my wyszliśmy na korytarz, mijając jedną z moich sąsiadek. Kobieta uśmiechnęła się do mnie, taksując Tomka wzrokiem.
-Wreszcie wolne, co dzieciaki? - powiedziała, a ja mimowolnie odwzajemniłam jej uśmiech i skinęłam głową. Bardzo ją lubiłam, bo jako jedna z nielicznych zachowywała się wobec nas uprzejmie. Jak to bywa w wielkim bloku, ludzie raczej ograniczają swoje kontakty z sąsiadami do powiedzenia ,,dzień dobry'', ale ona taka nie była. Mieszkała na naszym piętrze i często spotykałam ją, wracając z zakupów, pomagałam też, jeżeli o coś mnie poprosiła. Pod względem zachowania przypominała mi naszą wychowawczynię- ciepła i życzliwa kobieta. Sądząc po spojrzeniu, jakie mi przesłała, była ciekawa kim jest mój towarzysz i ucieszyłam się, że nie zapytała o to w jego obecności.

Przekręciłam klucz w zamku i otworzyłam drzwi. Za oknami robiło się już szaro, dlatego zapaliłam światło w przedpokoju, przy okazji łapiąc się za głowę.
-Jezu, ale syf.- jęknęłam. Odwróciłam się do Tomka, który przypatrywał się mi z zabawną miną. - Poczekaj tutaj, ogarnę to trochę. Żeby cię coś nie wciągnęło.
-Spokojnie, przytulnie tutaj.
Popatrzyłam, nie rozumiejąc. Chłopak zaśmiał się i dodał:
-Zupełnie jak w moim pokoju.
Napięcie, które poczułam chwilę wcześniej w mięśniach, ustąpiło.
-Ok, ale wchodzisz na własne ryzyko. Nie podawaj mnie później do sądu, jak doznasz jakiegoś uszczerbku na zdrowiu.- zażartowałam, wchodząc do dużego pokoju, który robił dla nas za dzienny pokój, a w nocy zamieniał się w sypialnię Michała. Pierwszy rzut oka na tę niewielką przestrzeń mógł dać na to dowody. Zgarnęłam z kanapy leżące na niej ciuchy brata, a potem wraz z kilkoma innymi, leżącymi na krześle typu barowego, stojącego obok wysokiej lady, powędrowałam z nimi do łazienki, wciskając je do kosza na pranie. Będąc w tym pomieszczeniu poprawiłam szybko poprzewracane butelki z szamponami i żelami pod prysznic, a potem wróciłam do pokoju, widząc z ulgą, że Tomek już jakby się rozgościł. Chłopak podniósł książkę, która spadła ze stołu i ułożył ją na kupce innych, leżących na parapecie przy oknie.
-Czego się napijesz? Mam zwykłą herbatę, owocową i chyba cynamonową. - powiedziałam, otwierając jedną z szafek.
-Chyba zdecyduję się na tę w podstawowej wersji. - zaśmiał się, wchodząc za mną do kuchni. Zaczęłam rozglądać się po ciasnej powierzchni, próbując ogarnąć jakoś wzrokiem ten bałagan. W zlewie zalegały naczynia z dnia wczorajszego, a i na szafkach nie było zbyt czysto. Za cholerę nie mogłam znaleźć w tym syfie zapałek i czułam już, że po powrocie Michała ostro się o ten całokształt mieszkania pokłócimy. Kiedy złość we mnie zaczęła narastać, Tomek zaczął zbierać brudne kubki i wstawiać je do zlewu. Zdziwiona nie byłam się nawet w stanie odezwać. W milczeniu złapałam szmatkę i starłam kurz i okruszki z blatów, a gdy to wszystko było już jakoś ogarnięte, postawiłam wodę na gazówce, bo pod jednym z talerzy znaleźliśmy zapalniczkę, którą musiał zostawić mój brat. Z jednej z szafek wyciągnęłam paczkę owsianych ciastek i położyłam je na barku, a sama po zaparzeniu herbaty przyłączyłam się do siedzącego na stołku barowym Tomka. W milczeniu piliśmy gorący napój.
-Dlaczego ostrzegasz mnie przed Adrianem?- zapytałam, bo ta kwestia ciągle nie dawała mi spokoju. Tomek westchnął i zaczął pocierać kark, jakby zastanawiając się nad dobrą odpowiedzią.
-Po prostu trochę go znam. Nie chcę, żebyś wiązała z nim jakieś nadzieje, a potem się rozczarowała.
Powoli przetrawiałam sens jego słów, ale nadal byłam trochę skołowana. Zamiast powiedzieć mi wprost, Tomek wyraźnie nie chciał poruszać tego tematu, bo nasza rozmowa chwilę później zeszła na inne tory.
Na początku opowiadał o swoich przyjaciołach, rodzinie i o tym, jak ma zamiar spędzić święta. Słuchałam jego głosu z uśmiechem na twarzy. Nim się obejrzałam, zaczęłam opowiadać mu o tym, jak trudno jest mi teraz mieszkać tylko z bratem, o tym, że często się kłócimy i czasami mam ochotę po prostu wszystko rzucić. W pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że odsłaniam przed nim swoją tajemnicę, przed czym tak bardzo się wzbraniałam. Tomek cały czas słuchał, nic nie mówiąc, a ja poczułam się strasznie głupio na myśl, że opory przed podzieleniem się z nim moją historią spowodowały naszą kłótnię.
Nagle na moich policzkach pojawiły się łzy, więc urwałam w połowie zdania i schowałam twarz w dłoniach. Usłyszałam, jak Tomek zeskakuje z krzesła i chwilę później objął mnie lekko, kołysząc.
-Mam już dość...- wypowiedziałam ledwo, zanosząc się od płaczu.
-Wiem.- szepnął, cały czas mnie obejmując.
Objęłam ramionami jego szyję, a łzy wsiąkały w jego szary sweter. Czułam się tak okropnie, nie mogłam jednak zaprzeczyć temu, że jego obecność i zachowanie koiły moje nerwy. Gdy przestałam płakać, odsunął się ode mnie, ścierając mi ostatnią łzę z policzka i uśmiechnął się lekko.
-Ale się rozmazałaś...- powiedział, a ja zaśmiałam się na te słowa.W odpowiedzi udawał oburzonego. - Nie wiem, czy to takie zabawne, jesteś pewna, że to się spierze?
Spojrzałam na jego ramię, w które wtulałam twarz i zobaczyłam ślady od czarnego tuszu.
-Ups. Przepraszam. Następnym razem jak będziesz chciał mnie pocieszyć, to dam ci jakiś ręcznik czy fartuch, żebyś nie był stratny.- odpowiedziałam, uśmiechając się lekko.
Gdy w łazience myłam twarz, usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Kiedy ślady płaczu były już mniej widoczne i nie wyglądałam jak dziewczyna z horroru, wyszłam do pokoju, widząc Michała witającego się z Tomkiem. Mój brat strząsnął z butów resztki śniegu i zanim zdążył coś powiedzieć, stojący obok blondyn odezwał się:
-Ja już będę lecieć.- patrzyłam, jak ubiera się, a potem odprowadziłam go do windy, mijając w przedpokoju zaskoczonego brata.
W oczekiwaniu, aż winda zatrzyma się na moim piętrze, Tomek odezwał się jeszcze:
-Trzymaj się Lena. I porozmawiaj z bratem, powinien wiedzieć, jak się czujesz. Jestem pewien, że coś wymyśli.
Uśmiechał się do mnie lekko, aż drzwi zasunęły się i straciłam go z oczu. Powoli wróciłam do domu, gdzie od razu przywitało mnie pytanie:
-Skąd ty znasz brata Pawła? - zapytał, a ja domyśliłam się, że chodzi mu Tomka.
-Chodzimy razem do klasy.- wzruszyłam ramionami.
Zaczęłam zbierać puste kubki po herbacie, kiedy Michał zapytał:
-Wszystko w porządku?
Wiedziałam, że opuchnięte oczy muszą być świadectwem tego, że tak nie jest, nie miałam więc ochoty kłamać. Siadłam obok niego na kanapie, opierając głowę o jego ramię i wreszcie zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Powiedziałam mu o swoim złym samopoczuciu, o tym, że bardzo ciężko mi pogodzić szkołę z pracą i do tego obowiązkami w szkole. Kiedy zaczęłam temat Wigilii, Michał odezwał się:
-Wydaje mi się, że od teraz będzie nam trochę łatwiej. Nie musisz pracować.
Spojrzałam na niego zdziwiona, nie rozumiejąc.
-Wróciłem dzisiaj później, bo byłem w domu. - powiedział, a moje zdziwienie sięgnęło zenitu.
-Jak to w domu?
-Mama prosiła mnie, żeby do niej przyszedł.- po tych słowach podniósł się i zniknął w przedpokoju, a chwilę potem wrócił z białą kopertą. -Dała nam to.
Wzięłam ją do rąk i zobaczyłam napis na jej przodzie. ,,Wesołych świąt''. Nie wiedząc, czego się spodziewać, zajrzałam do środka i aż mnie zatkało.
-O Boże...- nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej. Pierwszy rzut oka utwierdził mnie w przekonaniu, że w środku jest kilka tysięcy. - Ale jak...
-Ojciec chyba chciał nam się odpłacić. Powiedziałem mamie, że nie wrócimy do domu, dlatego nalegała, żebym to wziął. Szczerze mówiąc, gdyby nie ty, nawet bym nie tknął tej koperty. Mam swój honor.

Odłożyłam kopertę na stół, zastanawiając się, jak teraz będzie wyglądać nasze życie. Czułam obrzydzenie do wszystkiego, co było choć trochę związane z ojcem, dlatego też dobrze rozumiałam brata. Wydawało mi się jednak, że jesteśmy w takim momencie życia, kiedy trzeba schować dumę do kieszeni i wykorzystać podstawioną nam pomocną dłoń.
Bo czy fakt, że ten człowiek zrobił nam wiele złego, a teraz nagle nam pomaga, nie świadczy o tym, że choć trochę czuje się winny?
*
Wydaje mi się, że do 20 rozdziałów spokojnie skończę tę historię. Zależy też od tempa pisania, bo jeżeli los będzie mi sprzyjał i będę miała na to czas, to będę dodawać dłuższe posty i wtedy będzie ich mniej. 
Ktoś na asku zapytał mnie, czy po tym opowiadaniu będę dalej pisać. Oczywiście! Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie :D Nawet powiem, że adres już mam, ale zostanie tajemnicą prawdopodobnie do epilogu. ;)

Moje życie teraz wygląda następująco- szkoła, nauka w domu, jazdy i powtórz od początku przynajmniej z 5 razy. Pff, czasami mam ochotę rzucić tymi książkami. Ale nie robię tego, bo jako mol książkowy obchodzę się z nimi delikatnie. ;)


Aż nie mam siły na myślenie.

Ewentualnie czekam na jakąś transmisję meczu Skry Bełchatów, a z tego co się orientuję w od środy do czwartku Polsat Sport transmituje mecze, więc już wiecie, gdzie się będę wtedy znajdować.
Zapewne z ćwiczeniami matmy czy słówkami z angielskiego będę ćwiczyć swoją podzielność uwagi przed telewizorem. ;)

Oczywiście zapraszam na nowy post na wakacyjnej! :)

niedziela, 13 października 2013

Rozdział dwunasty

Ostatni dzień w szkole przed przerwą świąteczną upłynął nam na klasowej wigilii. Złączyliśmy ławki na kształt podkowy i porozkładaliśmy prowizoryczne potrawy typu paluszki czy ciastka z czekoladą. Z zewnątrz przez okna do sali wdzierała się przeraźliwa jasność, którą emanowała świeżo spadła warstwa śniegu. Przy kolędach cicho odtwarzanych z klasowego komputera rozmawialiśmy,a gdy wszyscy już dotarli, zaczęliśmy dzielić się opłatkiem.

Znajomi życzyli mi zdrowia, szczęścia, lepszych ocen i obowiązkowo dobrze zdanej matury. Nie wiedziałam jednak, że najtrudniejsze będzie spotkanie twarzą w twarz z Tomkiem. Aż wstyd przyznać, ale chyba celowo się unikaliśmy. Kiedy część zasiadała już do stołów, na środku klasy została już zaledwie garstka i chcąc nie chcąc, musiało do tego dojść. Postanowiłam szybko odbębnić życzenia i siąść obok Majki, nie chcąc przedłużać niezręcznej chwili.

Przełknęłam nerwowo ślinę, kiedy Tomek stanął przede mną, wpatrując się w trzymany opłatek. Kącik ust drgał mi ze zdenerwowania, bo żadne z nas nie wiedziało jak zacząć. Nabierałam powietrza, kiedy on odezwał się:
-Zdrowia, szczęścia i przyjaciół, którym będziesz mogła zaufać.
Kiedy dotarł do mnie sens tego zdania, spojrzałam w jego jasne oczy i nim zdążyłam pomyśleć, wymamrotałam jakieś nieskładne życzenia i po ułamaniu opłatka siadłam przy stole. Majka musiała zauważyć moją niewyraźną minę, bo spytała:
-Wszystko w porządku?
Kiwnęłam głową i zaczęłam podgryzać stojące przede mną w plastikowym kubku paluszki. Robiłam to jednak machinalnie, bo czułam się okropnie. Brzuch aż bolał mnie z nerwów, bo to co usłyszałam od Tomka było wyraźnym zarzutem, aluzją, że jego nie potraktowałam jako przyjaciela i nie obdarzyłam zaufaniem. Może wchodziłam w zbyt głębokie interpretacje jego słów, ale od chwili, gdy nie chciałam się przed nim otworzyć, nasze relacje... praktycznie nie istniały. Widziałam jak żartuje z innymi dziewczynami, czasami stał i gadał z Majką, a gdy ja pojawiałam się na horyzoncie automatycznie się ulatniał. Czułam się podle, bo widziałam, że nie dzieje się tak przypadkiem. Mimo, że Majka mówiła mi o tym, iż odmówiła mu kilka razy wyjawieniem mojej tajemnicy, do niej nie miał pretensji.
Dobra, sama sobie jestem winna.

Gdy wybrzmiał ostatni dzwonek, ociągając się ruszyłam do szatni ulokowanej w podziemnej części budynku. Na korytarzu rozbrzmiewały głosy szczęśliwych uczniów, którzy wreszcie uwolnią się od masy zadań domowych i sprawdzianów, oraz widoku nielubianych nauczycieli. Prawie wszyscy nieśli różnokolorowe torebki z prezentami - u nas w klasie również kupowaliśmy sobie coś fajnego, wcześniej losując kto komu coś daje. Ku mojej małej radości w przydziale przypadła mi jedna z koleżanek, a ja sama usłyszałam, że prezent kupuje mi również jedna z dziewczyn. Niby fakt kto kogo wylosował miał być utrzymywany w tajemnicy, ale naprawdę nigdy tak nie było, więc każdy wiedział do kogo kierować ewentualne życzenia lub kogo nakierować na dobrą drogę, żeby później nie być rozczarowanym z powodu jakiegoś badziewia. Karolina, z którą raczej niewiele miałam wspólnego, kupiła mi parę drobiazgów i mini-poradnik o śmiesznym tytule : ,,Jak przetrwać maturę''. Ja sama ufundowałam koleżance książkę jej ulubionego autora i czekoladę z orzechami, co trochę uszczupliło moje i tak małe fundusze. Nie miałam zamiaru jednak na niej oszczędzać i zrobić tym sposobem przykrość, a poza tym mieć wyrzuty sumienia z powodu swojego skąpstwa. Po prostu każde zarobione pieniądze były dla mnie tak ważne, bo tak trudno było mi je zdobyć, jakoś godząc szkołę z pracą, że kilka razy zastanawiałam się, zanim skłoniłam się do sięgnięcia po portfel.

Zapięłam ciepłą kurtkę, zarzucając sobie czarną szkolną torbę na ramię i zaczęłam zawijać wokół szyi biały szalik w czarne renifery. Wychodząc slalomem między ubierającymi się przed szatniami ludźmi, które przypominały raczej klatki niż pomieszczenia, wciągnęłam na dłonie rękawiczki z tym samym wzorem co szalik, a na uszy założyłam białe nauszniki. Pchnęłam drzwi i momentalnie poczułam uderzenie chłodnego powietrza, było troszkę na minusie. Ślizgając się na świeżym, nieposypanym śniegu ruszyłam w stronę przystanku, gdy kawałek dalej wśród innych uczniów wracających nieśpiesznie do domu zobaczyłam znajomą kurtkę. Przez chwilę w piersiach zabrakło mi tchu, jakby ktoś porządnie uderzył mnie w plecy.
,,Weź się w garść Lena''.
Gdy odzyskałam już zdolność oddychania, ruszyłam szybciej między grupami uczniów, a gdy przeszłam do truchtu, zaczęłam się modlić, żebym nie skręciła sobie zaraz kostki. Nie spuszczałam jednak wzroku z postaci, a z każdą minutą odległość między nami zmniejszała się.

Minęłam przystanek, na który zaraz miał przyjechać mój autobus. Na kolejny musiałabym czekać jakieś 15 minut, ale nie bardzo mnie to interesowało. Po prostu czułam, że nie mogę nadal tkwić w tej dziwnej sytuacji, nie zniosę tego. Kiedyś musiałabym stawić czoła swojemu problemowi, a w mojej głowie nagle pojawił się impuls, który mnie do tego zmotywował.

Postać była już jakieś pięć metrów ode mnie, przechodziła przez skrzyżowanie. Widząc, że zielone światło zaraz zamieni się w czerwień, co sprawi, że już go nie dogonię, przyspieszyłam. Torba obijała mi się o biodro, kiedy biegłam już jak najszybciej mogłam, a trzymana w lewej ręce torebka z prezentem, który dostałam do Karoliny z ledwością wciąż stanowiła całość. Nie byłam pewna, czy energicznie nią machając nie pogubiłam kilku rzeczy, miałam nadzieję, że tak nie było, bo już bym ich nie zobaczyła. Ludzik na sygnalizatorze zaczął migać, a w chwili, kiedy pojawił się na nim po raz ostatni, byłam już na pasach. Przebiegłam przez nie na świeżo zapalonym czerwonym, będąc już jakieś dwa metry od osoby, za którą biegłam.

Nie wiem jak sobie wyobrażałam moment, kiedy zauważy, że jestem obok, ale na pewno nie, że odbędzie się to tak, jak się odbyło. Kiedy zwalniałam pośliznęłam się kolejny raz na lodzie ukrytym pod warstwą śniegu, ale nie złapałam równowagi. Zamachałam energicznie rękoma i krzyknęłam coś, nawet nie wiem co, a potem przygrzmociłam tyłkiem o twarde podłoże. Bolało.
Siedząc na śniegu miałam nadzieję, że osobnik w znajomej kurtce nie obróci się, bo gdyby zrobił to i tylko spojrzał, nie pomagając, oprócz czterech liter bolałoby mnie i serce. Niestety mój okrzyk musiał być... dość głośny. Ewentualnie sam upadek. Nim się obejrzałam, zobaczyłam przód znajomej kurtki i twarz jej właściciela.
Tomek spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co ty tu robisz?
-Siedzę. - odpowiedziałam mało inteligentnie.
-Nie sądzisz, że środek chodnika to raczej nie odpowiednie miejsce na odpoczynek? - zapytał, z rękoma w kieszeniach.
-Następnym razem pomyślę o Twojej sugestii.- mruknęłam, po czym kucnęłam i zaczęłam zbierać rozsypane cukierki, które wypadły mi z torebki z prezentem. Czułam, że policzki mi płoną, a on, zamiast oddalić się, nadal przy mnie stał i nic nie robił. Kiedy jakiś koleś nadepnął na leżący na śniegu batonik, warknęłam:
-Dzięki wielkie.
Wściekła podniosłam się lekko, czując jak boli mnie tylna część ciała i kolano, którym uderzyłam w krawężnik. Poprawiłam kurtkę, która trochę mi się przekrzywiła i spojrzałam na Tomka. Nadal stał milczący i tylko na mnie patrzył. Kiedy zirytowana nadal dokuczającym mi bólem, miałam się odezwać, wyciągnął ręce z kieszeni i skierował je ku mojej głowie, a ja zaskoczona poczułam chwilę później, że poprawił mi nauszniki.
-Boli cię coś?
-Urażona duma. - odpowiedziałam, bo mój upadek widziało wielu.
-A coś oprócz niej? - drążył. - Nieźle huknęłaś.
-Czuję to właśnie. - skrzywiłam się, prostując i zginając bolące kolano.
-Czekaj, może coś sobie złamałaś. - powiedział, pokazując mi, żebym przestała.
-Sądzę, że ten szaleńczy bieg zakończy się lekkim zabarwieniem skóry na fioletowo, niczym więcej. - odpowiedziałam mu, patrząc na niego chwilę,a potem wbijając wzrok we własne stopy.
Milczeliśmy, a ja doszłam do wniosku, że jak tak dalej pójdzie, zanim wrócę powolutku obolała na przystanek ucieknie mi i trzeci autobus. Zebrałam się w sobie, bojąc się, że stojący przede mną chłopak zaraz odejdzie, a ja już go nie dogonię.
-Słuchaj... przepraszam. Przepraszam cię za wszystko. Za to, że cię zraniłam, bo nie chciałam z tobą szczerze pogadać, ale... To nie jest łatwe. Nie chciałam, żebyś się obrażał, bo bardzo cię lubię i nic się w tej sferze nie zmieniło.
Kiedy zrobił krok do tyłu, złapałam go za ramię.
-Nie po to leciałam tu jak głupia i się poobijałam, żeby teraz z Tobą nie porozmawiać.
Poczułam, jak rozluźnia mięśnie.
-Ok, możesz puścić.- powiedział, a ja schowałam rękę w kieszeni.
-Zależy mi na Tobie i Twojej przyjaźni. Za bardzo, żeby dzielić się z Tobą moimi problemami, bo naprawdę nie muszę cię nimi obarczać. Kiedy powiedziałam o wszystkim Majce, miałam wyrzuty sumienia, bo tylko narobiłam jej kłopotów. - powiedziałam.- Może moje argumenty są głupie, ale proszę, nie zachowuj się tak. Nie udawaj, że nic między nami nie ma.
-A jest coś?- zapytał, przyglądając mi się przenikliwie. Zebrałam całą siłę, jaką miałam, aby nie spuszczać z niego wzroku.
-Wydawało mi się...- umilkłam, a po chwili dodałam. - Chciałabym, żeby było.
Kiedy nic się nie odezwał, w oczach zakręciły mi się łzy.
-Proszę, nie rób tego znowu. Kiedyś pewnie będę w stanie ci o tym opowiedzieć, ale po prostu nie jestem jeszcze gotowa. Wszystko wali mi się na głowę. W szkole idzie mi kiepsko, bo w weekendy pracuję, żeby pomóc bratu w opłaceniu czynszu. Jestem zmęczona i zła, nic mi nie wychodzi. Idą święta, a ja spędzę je pewnie jak inny, normalny, beznadziejny dzień. Jakby to nie było nic szczególnego. Nie chcę wzbudzić w Tobie litości czy wyrzutów sumienia. Po prostu... nigdy nie chciałam, żeby nasze relacje wyglądały tak.- machnęłam ręką, wciąż z trudem powstrzymując łzy. - Żebyś mnie unikał, w ogóle się nie odzywał... Tak jakby w ogóle mnie nie było.
-Więc czego ode mnie teraz chcesz? - zapytał, nadal głosem wypranym z emocji. Przełknęłam ślinę i odpowiedziałam:
-Wyjdę na idiotkę, ale... czy mógłbyś mnie przytulić?
Nim się zorientowałam, jego ramiona objęły mnie. Czułam jego spokojny, ciepły oddech nad prawym uchem.
-Lenka, trzymaj się z dala od Adriana. - usłyszałam. Zdziwiona odsunęłam się od niego.
-O co ci chodzi? Skąd wiesz...
-Mój brat gra z nim w kosza. Zwyczajnie uważaj na tego kolesia. Może wydawać się słodki, ale to tylko pozory.
Zmarszczyłam brwi.
-Pomógł nam, gdy nie mieliśmy gdzie się podziać.- wzięłam Adriana w obronę.
-Nie mówię, że nie ma pozytywnych cech, ale lepiej się do niego nie przywiązuj. Zapytaj brata, on powie ci to samo.
Przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę, gdy poczułam w niej lekki ból. Musiało być to widoczne na mojej twarzy, bo Tomek porzucił temat. Poczułam, jak kładzie ręce na moich ramionach.
-Wszystko w porządku?
-Troszkę mnie boli, tyle.
-Jeżeli spuchnie, musisz pójść z tym do lekarza.
Musiałam wyglądać jak kupka nieszczęścia, bo zabrał mi z ręki prezent i powiedział:
-Odprowadzę cię na przystanek. Albo do domu nawet, jeśli chcesz.
Spojrzał na mnie czekając na słowa odmowy.
-Ok. Może... wpadniesz na herbatę?
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
*
Ok,wiem, że jestem autorką tego opowiadania, to ja wymyśliłam ten rozdział i w ogóle... Ale nie mogę teraz pozostać obiektywna i o to, jaka jest moja reakcja na ten rozdział <klik>.
To by było tyle subiektywnych odczuć z mojej strony. ;)

W Oleśnicy było super, nawet lepiej niż super. Wszędzie blisko, siatkarze na wyciągnięcie ręki... I fajne zdjęcia, zostało mi jeszcze trochę do obróbki. Jeżeli ktoś nie czyta wakacyjnej, to wrzucę wam tutaj próbkę tego, co widziałam na żywo.
Wronka raz, Wronka dwa, Wojtek, trenujące Skrzaty: odsłona pierwsza i druga. Więcej na moim tumblrze lub w odautorskim na wakacyjnej, bo tam chyba coś jeszcze zalinkowałam. Tak w ogóle zapraszam na post X. ;)

Ewentualnie jak chcecie zobaczyć Skrzatów czekających na swój mecz na trybunach, to zapraszam tutaj. Jak klikniecie na te zdjęcia, to niektóre będą bardziej wyraźne, inne mniej, ale i tak mi się podobają. :)

A wczoraj oficjalnie zaczęła się dla mnie Plus Liga. Trochę ubolewałam nad faktem, że nie będzie transmisji w tv, ale tyle meczów było, że jakoś mnie to nie dziwi.

Trzydniowy weekend to najlepszy weekend. ♥


niedziela, 6 października 2013

Rozdział jedenasty

Jak to zwykle  bywa, kiedy czujesz się tak dobrze, że mogłabyś góry przenosić, coś działa na ciebie jak kotwica, ciągnąca cię z powrotem w ciemne odmęty. Wróciłam do szkoły następnego dnia, udając, że wcześniej poczułam się po prostu źle i dlatego się zwolniłam. Mimo, że Majka była cały czas obok mnie, nie byłam już tak pozytywnie nastawiona do sytuacji. Nie miałam ochoty dzielić się swoją tajemnicą ze wszystkimi, bo nie wszyscy mogli postąpić tak jak moja przyjaciółka. Jedna z osób jednak często rzucała w moją stronę spojrzenia, przed którymi próbowałam uciekać.

Kiedy jednak na angielskim mieliśmy popracować nad projektem, bo nauczyciel gdzieś wyszedł, cisza pomiędzy mną a Tomkiem stała się nieznośna. Wzięłam do rąk ołówek i zaczęłam obracać go między palcami, zastanawiając się, jak przetrwać tę niezręczną sytuację. Pomyślałam, że najlepiej będzie skupić się na projekcie i odsunąć wszystkie sprawy na bok. Gdy nawiązałam do tematu naszej pracy, Tomek popatrzył na mnie swoimi szarymi oczami.

-Ten projekt teraz jakoś niewiele mnie obchodzi. - zamilkłam na te słowa i wbiłam spojrzenie w leżący przede mną zeszyt. - Lena, nie udawaj, że wszystko w porządku. To z ucieczką to prawda, tak?
-Słuchaj, nie chcę o tym gadać.- próbowałam nakłonić go do zmiany tematu, co jednak nie okazało się tak proste, jak sądziłam.
-Ale ja chcę. Myślałem, że się przyjaźnimy. - na te słowa spojrzałam na niego lekko zaskoczona. Lubiłam go, ale traktowałam jak kolegę i zdziwiłam się, jak nazwał naszą relację. Po chwili doszłam do wniosku, że pewnie powiedział to, żeby mnie zmiękczyć i nakłonić do zwierzeń.
-Nie obraź się, ale są pewne rzeczy, które zostawia się dla siebie.

Po moich słowach nastąpiła chwila ciszy. Do moich uszu dotarł śmiech jednej z koleżanek, który sprawił, że poczułam się jeszcze gorzej. Co miałam powiedzieć? Zależało mi na Tomku, ale nie chciałam dowiadywać się, jak potraktuje moją sytuację, ryzykować, że mnie wyśmieje. Majkę znałam trochę lepiej, dlatego jakoś przekonałam się do podzielenia z nią moimi problemami. I choć wiedziałam, że co dwie głowy to nie jedna, nie chciałam, żeby i on poznał moją tajemnicę.

Nasze stosunki ochłodziły się do takiego stopnia, że poza angielskim mówiliśmy sobie tylko ,,cześć''. A i praca nad projektem szła nam jak po grudzie. Po prostu chyba w pewnym sensie się na mnie zawiódł. Po części było mi to na rękę, ale nie mogłam powiedzieć, że takie ignorowanie było czymś miłym. Wiedziałam jednak, że budując wokół siebie bezpieczny pancerz sama skazałam się na takie traktowanie.

Nim się obejrzeliśmy, minęło kilka dni. Wcześniej z pomocą Majki udało nam się znaleźć małe mieszkanko na wynajem. Przesiadywaliśmy w czwórkę, ja, Michał, Adrian i ona, szukając czegoś odpowiedniego. Wyboru zbyt wielkiego nie było, bo ilość pieniędzy bardzo nas ograniczała. Kiedy wyliczyliśmy, ile pieniędzy możemy wydawać na jedzenie, opłaty i życie, doszliśmy do wniosku, że będzie ciężko. Bardzo ciężko. Dlatego sama też zaczęłam rozglądać się nad pracą. Po jakimś czasie udało mi się znaleźć pracę w kawiarni. Przyjmowałam zamówienia, roznosiłam je i sprzątałam po klientach. Może nie było łatwo pogodzić pracy ze szkołą. Co prawda pracowałam tylko w piątkowe wieczory i weekend, ale cały tydzień na pełnych obrotach okropnie mnie męczył. W poniedziałek rano byłam okropnie padnięta i ledwo trafiały do mnie wiadomości przekazywane nam przez nauczycieli.

Nie kontaktowaliśmy się z rodzicami. Z mamą czasami rozmawiałam, wiedziała, gdzie mieszkamy, ale nie pozwoliliśmy jej przyprowadzać do nas ojca. Za każdym razem, kiedy ją widziałam, była strasznie blada i miała ciemne sińce pod oczami. Nie wyglądała na szczęśliwą, ale ja sama spoglądając w lustro odwracałam się od niego bardzo szybko. Nie chciałam spoglądać na tę zmęczoną twarz, która przypominała mi, że mój wyścig szczurów raczej zbyt szybko się nie skończy. Miałam dość tego tempa życia - wszystkie dni wyglądały tak samo, wydawało mi się, że ledwo podniosę głowę z poduszki, kiedy za oknem jest jeszcze ciemno, a już przychodzi mi kłaść się z powrotem, bez ochoty wstawania z łóżka przez jakiś tydzień. Michał wcale nie wyglądał lepiej. Zaczęliśmy kłócić się o jakieś głupoty, jak niepozmywane naczynia, które zostawiał na stole, niewyrzucone śmieci.

I kiedy czułam się samotna, bo Majka nie miała czasu, żeby przyjść i być obok mnie z ciepłym słowem, ubierałam się, zostawiając nieodrobione lekcje na stosie rzuconym byle jak na łóżko, a potem wychodziłam na chłodne, prawie już zimowe powietrze. Parłam przed siebie do najbliższego przystanku autobusowego, a potem wysiadałam przy hali, żeby spędzić trochę czasu obserwując grę w kosza. Przychodziłam tam, bo pozwalało mi zająć myśli czymś innym, niż tylko problemy. Poza tym Adrian zawsze z chęcią słuchał, co mam do powiedzenia, bronił Michała, czy przyznawał mi rację. Był osobą, która jak Majka stojąc z boku miała trochę inny pogląd na sytuację, dzięki czemu wiedziałam, czy postępuję źle, czy dobrze. Po pewnym czasie poczułam, że mogę nazwać go swoim przyjacielem. I tylko czasami, kiedy próbował mnie pocieszyć, dając mi książkę, którą kupił z myślą o mnie, a kiedy ja sama znajdowałam się w dole bez dna, przypominał mi się Tomek. Zaczynałam zastanawiać się, czy nie powinnam mu czegoś powiedzieć, a nie tak od razu odsuwać, ale chyba było już na to za późno.

Był już grudzień, zbliżała się wigilia. Siedząc sama w czterech ścianach, pod nieobecność Michała, który pracował na drugą zmianę, odrabiałam lekcje. Nauczyciele już wystawiali nam oceny, bo w klasie maturalnej semestry są krótsze. Patrząc na moją średnią szczerze wątpiłam, czy się gdzieś dostanę po maturze. Miałam wrażenie, że mój fartuszek, który nosiłam w kawiarni będzie mi towarzyszył jeszcze masę czasu. Przeganiając pesymistyczne myśli zebrałam się i wybrałam na spacer. Po drodze pomyślałam, żeby wstąpić na halę i dać coś Adrianowi. Nie wyobrażałam sobie, że kiedyś się z nim nie przyjaźniłam, nawet go nie znałam, bo teraz potrzebowałam jego i Majki jak powietrza.

Kiedy weszłam do środka budynku, grający akurat zrobili sobie przerwę. Wszyscy znajomi Adriana już przywykli do mojej obecności i chyba mnie polubili. Gdy jeden z nich mnie zobaczył, klepnął pijącego łapczywie wodę. Idąc w moim kierunku odgarnął z czoła mokrą grzywkę i uśmiechnął się.
-A ty znowu tutaj? - zapytał, udając wkurzenie.
-Mówiłam, że łatwo się mnie pozbędziesz. - wyszczerzyłam się, czując jak poprawia mi się humor. W odpowiedzi Adrian wykrzywił usta i brwi, udając płacz, doprowadzając mnie tym do śmiechu. - Dobra, ja tylko na chwilę. Robota czeka.
-Cisną w szkole?
-Jak cholera. Czasami mam ochotę wyrzucić książki przez okno, ale potem zdaję sobie sprawę, że nie stać mnie na nowe.
-Będzie dobrze, zdolna dziewczyna jesteś. - mrugnął do mnie.
Widziałam, że jego znajomi szykują się do gry. On również to zauważył:
-Zaraz dołączę chłopaki. - zawołał w ich stronę, odwracając się. Potem spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem. Zaczęłam grzebać w torebce.
-Niedługo Wigilia... chciałam dać ci prezent. - powiedziałam, wyciągając w jego stronę niespodziankę zawiniętą w czerwony papier z wzorem w choinki. Na jego twarzy pojawił się wyraz najszczerszego zdziwienia.
-Lenka, nie musiałaś.
-Nie gadaj głupot, tylko otwieraj.
Oczy zaświeciły mu się z podniecenia kiedy rozrywał papier. Uśmiechnął się, kiedy zobaczył prezent.
-Szalik? Tak bardzo boisz się o moje zdrowie? - zaczął się ze mną przekomarzać.
-Po protu ten co masz teraz jest strasznie obciachowy. Nie chciałam mówić ci nic wcześniej. - wyszczerzyłam się do niego.
-No dzięki! Może mi się podobają takie obciachowe rzeczy? - zaśmiał się. Spojrzałam na jego bluzkę, która przedstawiała... coś.
-Właśnie widzę...- mruknęłam, za co dostałam kuksańca.
Spojrzał mi prosto w oczy, uśmiechając się ciepło. Potem wyciągnął ręce i przytulił mnie. Lekko zdziwiona odwzajemniłam uścisk.
-Dzięki wielkie Lena. - usłyszałam nad moim uchem.
-Hm... mógłbyś mnie puścić? Strasznie się kleisz. - powiedziałam, wtulona w jego mokrą koszulkę. Przycisnął mnie do siebie mocniej, a po chwili puścił, trzęsąc się ze śmiechu. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
-Już czas na mnie. Wesołych Świąt.
-Wesołych.

Zastanawiałam się, czy święta spędzone w domu tylko z Michałem będą w ogóle różniły się od normalnego dnia.
*
Czas przyspieszyć akcję, bo nigdy nie dojdę do tego, do czego chcę dojść w tym opowiadaniu. Tym bardziej, że nie planowałam więcej niż 20 rozdziałów, zobaczymy jeszcze jak to będzie. Nie może się wszystko ciągnąć jak ser w pizzy, bo mi tu pousypiacie. ;)

Przypominam, że w piątek na wakacyjnej pojawił się kolejny post napisany wspólnie z Kamillą. Serdecznie zapraszamy ;)

Już dzisiaj jadę na Turniej w Oleśnicy. :) Mam nadzieję, że zajmę dobre miejsce i będę mogła później podesłać wam parę zdjęć. I powiedzieć, czy Conte jest tak przystojny, jak się wydaje patrząc na zdjęcia--> pamiętam Natala ;)
Jeżeli nie możecie sobie wyobrazić mnie w tej chwili, to zapewne nie mogę się doczekać i wyglądam tak<wizualizacja>.

Zdawałam w piątek egzamin wewnętrzny w grupie na prawko. Za pierwszym razem brakło mi dwóch punktów. Strasznie się na siebie wkurzyłam, tym bardziej, że za drugim podejściem zdałam na 100% ;) 
W następnym tygodniu zaczynam jazdy. Ciekawe jak mi pójdzie, skoro za kierownicą nigdy nie siedziałam. ;)

A tak kończąc... byłam zaskoczona, bo zawsze planowałam pójść na studniówkę sama, bo inaczej żałowałabym, gdybym nie poszła w ogóle... A tu nagle okazuje się, że mam partnera :D 
Ale mi kolega niespodziankę zrobił, myślałam, że padnę, jak zapytał, czy z nim pójdę. Szczególnie, że wyskoczył w stroju strażaka, bo jest w ochotniczej straży :D 
Moje życie jest czasami pokręcone.
;)

Jak minął Wam ten mega ciężki jak dla mnie tydzień? Wysiadam z pociągu ,,nauka'' i nie wsiadam z powrotem, mam dość.

Ktoś odkurzy mojego aska? ;)

EDIT: W niedzielę na Turnieju było świetnie! Mam zdjęcie z Zatim i Kłosem oraz autograf Wronki :) Poza tym pojawiłam się kilka razy na telebimie :D Operator kamery chyba postawił sobie na celu zawstydzenie mnie, bo nawet jak się zrobiłam czerwona na twarzy to nie odpuszczał :D Dziwne wrażenie zobaczyć swoją twarz na takim ekranie :D