-Wczoraj wieczorem rozbito wreszcie wielką szajkę przestępczą, zajmującą się głównie handlem narkotykami...
Głos kobiety został dość brutalnie przerwany przez Michała, który szybkim ruchem przekręcił pokrętło radia na OFF.
-A oni znowu to samo. - westchnął, zaglądając do lodówki. Jego włosy sterczące we wszystkie strony wyraźnie wskazywały na to, że dopiero wstał.
-Dziwisz im się? W końcu osiągnęli coś wielkiego, będą się tym teraz chwalić. Szkoda, że nie podają jeszcze nazwisk, bylibyśmy sławni. - uśmiechnęłam się krzywko, mieszając łyżką w misce i przyglądając się, jak czekoladowe kuleczki znikają w białym wirze, aby zaraz pojawić się z powrotem.
Dzień wcześniej pojawił się w naszym domu policjant, który uprzejmie poinformował nas, że złapano naszego ojca z jego ,,kumplami'' na drugim krańcu kraju. Z jego słów wywnioskowaliśmy, że tym razem już się nie wywinie. Ktoś wyraźnie postarał się zebrać dowody, aby zamknąć go na dobre.
Może brzmi to dość okrutnie, ale byłam mu za to wdzięczna. Już dawno czułam do niego tylko i wyłącznie obrzydzenie i nienawiść. Michał podzielał moje uczucia. Nie powiem, żebyśmy skakali z radości z powodu tej informacji, ale przynajmniej nam ulżyło. Światełko w tunelu na lepszą przyszłość rozbłysło jeszcze wyraźniej i na pewno nie był to zbliżający się pociąg. Po prostu pierwszy raz poczułam, że coś może się udać. Że moje życie nie musi wyglądać tak jak do tej pory, wypełnione obawą, że to całe zło, które się nam przytrafiło, powróci.
Nawet mama jakoś poukładała sobie życie. Śmieszne, że od świąt, kiedy się pokłóciłyśmy, była na mnie obrażona praktycznie do kwietnia, aż do samego zakończenia roku szkolnego. Chociaż nie zdążyłam się w ciągu tego roku jakoś bardzo związać z klasą, to jednak kiedy wyszłam z auli ubrana w białą koszulę i czarną spódnicę, ze świadectwem ukończenia liceum, ciężko było mi pogodzić się z faktem, że to koniec. Majka zalała się łzami już kiedy zajmowaliśmy miejsca na początku uroczystości i długo nie mogła się uspokoić. Mówiłam jej, że nigdzie się nie wybieram i studiować będę we Wrocławiu, więc nadal będziemy się przyjaźnić. Majka towarzyszyła mi od samego początku klasy maturalnej i miałam nadzieję, że będę mogła do niej zadzwonić o każdej porze dnia i nocy również podczas kolejnych lat. Bez niej, moje życie byłoby nudne i puste.
Nadszedł czas matur, z którego teraz nie wiele pamiętam. W bardzo krótkim czasie chciałam nauczyć się i powtórzyć jak najwięcej, nadrabiając braki. Siedziałam nad książkami późno w noc, modląc się, żeby nie było tego, co słabo ogarniałam. Kiedy po ostatniej maturze zamknęły się za mną drzwi autobusu, czułam, że pewien etap w moim życiu się skończył. Przez kilka następnych dni czułam się mega dziwnie, kiedy nie musiałam zrywać się z rana i maszerować wraz z innymi na przystanek i edukować się do 14. Czasu nagle zrobiło się tak dużo, że nie miałam co z nim zrobić i po jakimś tygodniu leniuchowania wróciłam do swojej kawiarni, w której pracowałam już wcześniej, aby zarobić na studia. Wyniki matur uświadomiły mi, że nie jest ze mną tak źle i gdzieś mnie przyjmą. Zaczął się wrzesień, a ja odliczałam dni do rozpoczęcia roku akademickiego na kierunku filologii angielskiej.
Kalendarz, na który teraz spojrzałam, uświadomił mi, że jeszcze dwa tygodnie i zostanę studentką. W sumie nie mogłam się tego doczekać, chociaż wiedziałam, że studia to niekoniecznie ciągłe imprezowanie, a raczej ostry zapierdziel.
-A ty nie idziesz do pracy? - zapytał Michał, ubierając w pośpiechu buty. Zerknęłam na zegarek, a potem zerwałam się z krzesła i dołączyłam do niego, łapiąc po drodze tenisówki.
-Zamyśliłam się. - odpowiedziałam mu na pytanie i szybko zawiązałam sznurówki.
-Będę dzisiaj później. - powiedział, stojąc już w drzwiach.
-Eeee, randka. - skomentowałam jego słowa, na co zrobił się lekko czerwony na twarzy. Nawet nie próbował zaprzeczać, tylko odwrócił się i uciekł, a ja zaśmiałam się cicho.
Wyszłam na ulicę ubrana w ciemne, krótkie spodenki i białą bluzkę z krótkim rękawem. Słońce prażyło niemiłosiernie, jakby nadal był sierpień i nie zapowiadało się na radykalne ochłodzenie, dlatego z torebki wyciągnęłam okulary przeciwsłoneczne i natychmiast je założyłam. Szybkim krokiem dotarłam na przystanek, a potem przyglądałam się przez szybę wrocławskim ulicom aż do momentu, kiedy wyskoczyłam na chodnik i pchnęłam drzwi kawiarni. Zostawiłam swoje rzeczy w szafce a potem przeciągnęłam przez szyję czarny fartuszek i zawiązałam go na plecach. Przywitałam się z dziewczyną, która pracowała razem ze mną i rozpoczęłam nudny dzień pracy.
Jakieś dwie godziny później przecierałam szmatką blat jednego ze stołów przy oknie. Poprawiłam stojący na jego powierzchni pojemnik z chusteczkami i obejrzałam się przez ramię. Wydawało mi się, że w tłumie ludzi, którzy mijają kawiarnię dostrzegłam blond czuprynę i na wspomnienie jej właściciela westchnęłam.
Tomek był moim przyjacielem, tego byłam pewna. Po tej całej akcji z Adrianem spędzałam z nim więcej czasu i wydawało mi się, że gdyby nagle zniknął z mojego życia, nie potrafiłabym się odnaleźć. Był dla mnie jak Majka- kiedy miałam tę dwójkę obok siebie, byłam pewna, że mogę stawić czoło wszystkiemu.
Życie ma jednak swoje własne plany i tak się zdarzyło, że nasze drogi się rozeszły. Po maturze Tomek wyjechał do ciotki za granicę, żeby zarobić na studia. Wyniki jego matury były na tyle dobre, że dostał się na swój wymarzony Uniwersytet Jagielloński. Chcąc nie chcąc, mimo, że ze sobą rozmawialiśmy przez Skype'a, nasze więzi rozluźniły się i chyba każde z nas wiedziało, że nic już nie będzie tak jak wcześniej. Mój towarzysz spacerów, człowiek, który w ciągu roku szkolnego dawał mi nieraz spisać zadanie z matmy czy fizyki, nagle oddalił się i pozostała po nim pustka, która po pewnym czasie przestała mi jednak tak bardzo doskwierać. Brakowało mi go, jego śmiechu i głupich żartów czy mądrych rad, ale pogodziłam się z tą sytuacją.
Zachodzące słońce towarzyszyło mi po dość leniwym dniu pracy w powrocie do domu. Zrobiło się trochę chłodniej i byłam zła na siebie za to, że nie wzięłam choćby bluzy. W autobusie nie było jednak zimno, a drogę z przystanku do domu pokonałam wręcz w ekspresowym tempie. Włożyłam klucz w drzwi naszego mieszkania, ale okazało się, że Michał zostawił swój klucz z drugiej strony. Poczekałam chwilę, aż drzwi otworzyły się.
-Wresz...- zaczęłam, kiedy zauważyłam, że osoba stojąca w progu to nie Michał. Otrząsnęłam się z pierwszego szoku i przywitałam się z gościem. - Cześć.
-Cześć Lena. - odpowiedział uprzejmie właściciel ciemnej grzywy. Nim któreś z nas zdążyło coś powiedzieć, w przedpokoju pojawił się Michał.
-A ty nie miałeś wrócić później?- zapytałam, nie dodając pytania, które cisnęło mi się na usta, a które dotyczyło Adriana stojącego tuż przede mną w maleńkim pomieszczeniu. Michał przecież nie odzywał się ze swoim ,,byłym'' przyjacielem odkąd zaczęłam z nim chodzić, nie mogłam więc zrozumieć dlaczego teraz są tu obaj, jakby między nimi nie było wcześniej żadnych sporów.
-Miałem, ale randka nie wypaliła, więc idę pograć w kosza. Już wychodzimy.- powiedział, zaklinając mnie spojrzeniem, żebym nie powiedziała nic więcej. Pokiwałam tylko głową i przepuściłam ich.
-Będę pewnie koło 20. - zawołał już korytarza.
-Miło było cię znowu widzieć. - powiedział na pożegnanie Adrian, a potem obaj zniknęli w windzie.
Mi również miło było go zobaczyć, mimo, że kiedy z nim zerwałam, byłam strasznie zła. Od tamtej pory go nie widziałam i chyba jakoś mu wybaczyłam. Nadal go lubiłam, ale więź, która między nami była, została nieodwracalnie zerwana.
Zalałam wrzątkiem truskawkową herbatę i przyniosłam z pokoju jedną z ostatnio kupionych książek. Kiedy napój już się zaparzył, usiadłam z kubkiem na kanapie i spojrzałam na pierwszą stronę powieści. Słowa jednak nie układały się w całość.
Zaczęłam zastanawiać się, co zdarzyło się w ciągu ostatniego roku. Czułam, że coś się zmieniło. Nie byłam już tą wystraszoną dziewczyną, nie potrafiącą poradzić sobie z problemami, dla której nie było wyjścia z trudnej sytuacji. Nie byłam w stanie powiedzieć, gdzie jest mój dom, bo cztery ściany, które kochałam zamieniały się w więzienie, kiedy tylko pojawiał się nasz ,,ojciec marnotrawny''. Jakie to dziwne, że jeden krok, czyli wyprowadzka, spowodowała lawinę w moim życiu. Gdyby nie to, że razem z Michałem chcieliśmy wreszcie zerwać ze strachem, zapakowaliśmy swoje rzeczy i opuściliśmy dom, nie poznałabym Adriana, który w trudnej chwili wyciągnął do nas pomocną dłoń. Nie zyskałabym takich wspaniałych przyjaciół, gdybyśmy nie musieli po raz kolejny zmieniać miejsca zamieszkania na Wrocław, z powodu ojca. Gdyby nie przeprowadzka do Adriana, nie bylibyśmy parą. Z drugiej strony, gdyby nie ten fakt, Tomek nie trafiłby do szpitala z powodu bójki, w jaką się z nim wdał.
Wcześniej wyznawałam zasadę ,,przymknij oczy, kiedy je otworzysz, całe zło minie''. Ale ta zasada nie miała nic wspólnego z rzeczywistością- zło pozostawało, to życie mijało mi przed oczami, a ja biernie się temu przyglądałam. Nie byłam niczego pewna, czułam się jak dziecko we mgle, które nie wie jak wrócić do domu. Karmiłam się marzeniami o lepszą przyszłość, nie robiąc nic z teraźniejszością.
To krótkie podsumowanie całego roku uświadomiło mi jedno - nic nie dzieje się w życiu przez przypadek, wszystko ma swój cel. Po tym, co przeżyłam, byłam pewna, że dam sobie rady z niejedną trudną sytuacją. Po prostu czułam się silniejsza.
Przez cały ten czas szukałem siebie
I nie wiedziałem, że się zgubiłem
Avicci- Wake me up
*
To już koniec.
Pora otrzeć ukradkiem z twarzy łzę, jeżeli się taka pojawiła. ;) Mi samej zawsze na epilogu jest jakoś żal, że nie będę już pisać o bohaterach, do których się tak przywiązałam i tylko to czasami sprawia, że robi mi się smutno.
Wątpię, żeby ktokolwiek spodziewał się takiego zakończenia, mam nadzieję, że nie uważacie, iż jest beznadziejne. Po prostu ta historia miała być trochę inna niż te, które pisałam wcześniej- nie była aż tak bardzo oparta na miłości, dlatego i epilog znacząco się różni.
Dziękuję wam za te 11 tysięcy wyświetleń i choć z poprzednimi blogami miałam o wiele więcej, to wiem, że sam fakt, iż jest to opowiadanie całkowicie fikcyjne, zawęził mi grono czytelników. ;) Dziękuję więc za to, że tu byliście i było was tak dużo, że komentowałyście ( bo przecież czytają mnie same dziewczyny, a przynajmniej ktoś przeciwnej płci się nie ujawnił) i dzięki wam wiedziałam, że pisanie tego opowiadania ma sens. Szczególnie miło było mi, kiedy w godzinę czy dwie po publikacji pojawiały się już wasze komentarze. Po prostu czułam, że przywiązałyście się do tego opowiadania tak jak ja.
Nie znikam jednak z blogosfery, zapraszam was tutaj. Co prawda na razie mieszka tam wszechobecne echo i nawet nie ma szablonu, ale nadrobię to w wolnym czasie. Nie jestem pewna kiedy konkretnie, bo 5 grudnia kończę 18 lat i dwie nadchodzące soboty upłyną mi pod znakiem imprezy urodzinowej dla znajomych i rodziny. :) Jak mówiłam, początek mam już spisany, więc z tym nie powinno być problemów, ale z powodu szkoły będę nowe opowiadanie dozować Wam powoli, żeby nie zostać z niczym.
Myślę, że tak do dwóch tygodni powinien pojawić się szablon, a jeżeli pojawi się on, to na pewno w krótkim czasie opublikuję też prolog. :)
Wiecie co? W sumie wolałam te matury- napisałam i wróciłam do domu, a tak to teraz znowu ostry zapierdziel. ;/ Przynajmniej wyniki są nawet takie, jakie chciałam, choć mogło być lepiej. Mam nadzieję, że odbiję to sobie na prawdziwej maturze. ;)
Człowiek chciałby jakoś sensownie się pożegnać, ale pustka w głowie i kartkówka z fizyki skutecznie mi to uniemożliwiają.
Mam nadzieję, że będziecie towarzyszyć mi dalej i podzielicie się ze mną opinią na temat tego, właśnie zakończonego opowiadania. :)
To już koniec.
Pora otrzeć ukradkiem z twarzy łzę, jeżeli się taka pojawiła. ;) Mi samej zawsze na epilogu jest jakoś żal, że nie będę już pisać o bohaterach, do których się tak przywiązałam i tylko to czasami sprawia, że robi mi się smutno.
Wątpię, żeby ktokolwiek spodziewał się takiego zakończenia, mam nadzieję, że nie uważacie, iż jest beznadziejne. Po prostu ta historia miała być trochę inna niż te, które pisałam wcześniej- nie była aż tak bardzo oparta na miłości, dlatego i epilog znacząco się różni.
Dziękuję wam za te 11 tysięcy wyświetleń i choć z poprzednimi blogami miałam o wiele więcej, to wiem, że sam fakt, iż jest to opowiadanie całkowicie fikcyjne, zawęził mi grono czytelników. ;) Dziękuję więc za to, że tu byliście i było was tak dużo, że komentowałyście ( bo przecież czytają mnie same dziewczyny, a przynajmniej ktoś przeciwnej płci się nie ujawnił) i dzięki wam wiedziałam, że pisanie tego opowiadania ma sens. Szczególnie miło było mi, kiedy w godzinę czy dwie po publikacji pojawiały się już wasze komentarze. Po prostu czułam, że przywiązałyście się do tego opowiadania tak jak ja.
Nie znikam jednak z blogosfery, zapraszam was tutaj. Co prawda na razie mieszka tam wszechobecne echo i nawet nie ma szablonu, ale nadrobię to w wolnym czasie. Nie jestem pewna kiedy konkretnie, bo 5 grudnia kończę 18 lat i dwie nadchodzące soboty upłyną mi pod znakiem imprezy urodzinowej dla znajomych i rodziny. :) Jak mówiłam, początek mam już spisany, więc z tym nie powinno być problemów, ale z powodu szkoły będę nowe opowiadanie dozować Wam powoli, żeby nie zostać z niczym.
Myślę, że tak do dwóch tygodni powinien pojawić się szablon, a jeżeli pojawi się on, to na pewno w krótkim czasie opublikuję też prolog. :)
Wiecie co? W sumie wolałam te matury- napisałam i wróciłam do domu, a tak to teraz znowu ostry zapierdziel. ;/ Przynajmniej wyniki są nawet takie, jakie chciałam, choć mogło być lepiej. Mam nadzieję, że odbiję to sobie na prawdziwej maturze. ;)
Człowiek chciałby jakoś sensownie się pożegnać, ale pustka w głowie i kartkówka z fizyki skutecznie mi to uniemożliwiają.
Mam nadzieję, że będziecie towarzyszyć mi dalej i podzielicie się ze mną opinią na temat tego, właśnie zakończonego opowiadania. :)
