-Wiesz, chciałabym powiedzieć, że uciekliśmy, bo... rodzice nie dawali nam kieszonkowego, czy coś w tym rodzaju. Niestety tak łatwo nie jest... - westchnęłam, by po chwili ciągnąć dalej. Bariera, która nie pozwalała mi o tym mówić, zaczęła się walić, kiedy Majka po prostu siedziała naprzeciwko i chłonęła każde słowo jak gąbka.
-Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Najpierw ojciec przychodził coraz później z pracy, ale myślałam, że ma po prostu dużo roboty. Prowadził firmę ze swoim przyjacielem, więc... wydawało się, że wszystko jest ok. Potem nagle rodzice zaczęli się kłócić, ale każdy związek przechodzi pewnego rodzaju kryzys, nie? Życie jakoś się toczyło swoim rytmem, przeważnie każde z nas zamykało się w swoim pokoju i w sobie. Kiedy nagle wszyscy zaczęli gadać na nasz temat niestworzone rzeczy, próbując bronić rodziny, kłóciłam się z nimi, a potem czułam, że nie mogę znaleźć odpowiedniego argumentu, bo tak naprawdę ich nie znam. Doszłam do wniosku, że nic nie wiem o członkach swojej rodziny, bo żyliśmy w swoich klatkach, odizolowani i egoistycznie skupieni na sobie.
Wspomnienia były tak bolesne, że musiałam przerwać. Nie chciałam mówić dalej, ale poczułam, że jeśli to dokończę, to poczuję się lepiej.
-I nagle pojawiła się ta głupia plotka na temat mojego ojca. Nie wierzyłam w wymysły dzieciaków, bo jak to, mój ojciec chodzący do pracy w garniturze i starannie zawiązanym krawacie może być kompletnie bezmyślnym człowiekiem?
Zaczęłam szybko mrugać oczami, próbując przegonić łzy, które się w nich pojawiły.
-Wiem, że pewnie trudno będzie ci w to uwierzyć, ale... Rozumiesz, że mój ojciec bawił się w wielkiego ,,szefa mafii'' i handlował narkotykami? Znaczy nic nie wiem o jakiejś mafii, ale nie siedział w tym sam. Zawsze kiedy myślisz o dilerach masz na myśli jakichś dzieciaków, którzy próbują sobie dorobić, nie mężczyzn, którzy mają rodzinę na głowie, poważny interes jakim jest firma, niczego im nie brakuje i powinni być odpowiedzialni. Nie wiedziałam w co się bawi, dopóki do naszych drzwi nie zapukała policja. Zwinęła go, potem miał sprawę i siedział jakichś czas.
Pociągnęłam łyk z kubka. Cappuccino zdążyło już wystygnąć, ale teraz naprawdę niewiele mnie to obchodziło. Spojrzałam na twarz Majki, która wyrażała niedowierzanie. Cieszyłam się, że do tej pory nie wybuchła śmiechem, bo samo wyobrażenie mojego ojca z aktówką pod pachą popalającego skręty za rogiem ulicy było... czymś niezwykłym.
-Nie wiem z kim on się w to bawił, wiem tylko, że nieraz go ktoś z tego bagna wyciągał i nie była to moja matka. Nagle okazywało się, że to jakieś pomówienia, że jest niewinny, ale sąsiedzi wiedzieli swoje. Wiedziałam i ja. Nie dawali nam żyć, więc próbowaliśmy w innym miejscu, gdzie ojciec znowu mieszał, znikał, uciekając przed policją i pojawiał się w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam dość, Michał też. Kiedy znów udawaliśmy przykładną rodzinkę przed nowymi znajomymi, czułam, że się duszę i marzyłam o nowym początku. Z rozmów z nim wnioskowałam, że on też. Tak naprawdę dziwiłam się, czemu skoro jest od dawna pełnoletni, nadal z nami mieszka i odgrywa tę całą szopkę.
I wtedy ojciec znów zniknął. Mama stwierdziła, że się przeprowadzamy. Nie wiem, czy uzgodniła to z nim, pewnie tak, nie chciała rozmawiać na jego temat, a ja nie pytałam. Ten człowiek przestał mnie interesować. Nie obchodziło mnie, gdzie jest, co robi, nawet... czy żyje. Kiedyś, kiedy byłam młodsza marzyłam, żeby wyszedł i nie wrócił. Wiem, że to okropne, ale naprawdę miałam go dość. W stosunku do niego czułam czystą nienawiść. Zamieszkaliśmy we Wrocławiu i miałam nadzieję, że teraz będzie inaczej. - uśmiechnęłam się do niej krzywo.
-Ale wtedy wróciłam do domu i w przedpokoju zobaczyłam walizki, które należały do niego. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Miałam nadzieję, że ktoś zaraz wyskoczy zza rogu i krzyknie ,, dałaś się wkręcić''. Ale nie, to nie sen, tylko koszmar, który dzieje się naprawdę. Wrócił i nagle znów chce udawać, że wszystko w porządku. Dlatego zwialiśmy z Michałem, bo... nie chcemy tak żyć. Nigdy więcej zmieniania otoczenia, wytykania palcami. Mam osiemnaście lat i mogę decydować o swoim losie, nie chcę, żeby moje życie wyglądało tak, jak wyglądało do tej pory. Nigdy więcej przeprowadzek, zmiany przyjaciół i tęsknoty za tymi, do których się przyzwyczaiłam.
Myśleliśmy, że ojciec zacznie nas szukać, że doniesie na policję o uprowadzenie mnie. Już nie raz posuwał się do strasznie głupich rzeczy, tylko żeby trzymać nas w ryzach. Ale jestem pełnoletnia, więc to ja podejmuję wszystkie decyzje i mam do tego prawo, on nie ma tu nic do gadania.
Westchnęłam, kończąc swoją spowiedź. Majka przez cały czas, kiedy mówiłam, słuchała mnie z uwagą, podpierając głowę ręką i marszcząc brwi.
-Ok, ale co na to Twoja mama?- zapytała cicho.
-Pewnie chciałaby, żebyśmy wrócili, ale tak się nie stanie. Powiedziałam jej- albo my, albo on. Nie potrafiła się go pozbyć, może nie chciała. Już dawno przestałam ją rozumieć w tej kwestii.-przygryzłam wargę.- Brakuje mi jej, ale nie wrócę tam, dopóki on tam będzie. Nie ma mowy. Już siedząc w tym samym pomieszczeniu duszę się, w tamtym domu czułabym się jak w klatce.
-Będziecie teraz mieszkać tutaj?
-Jeszcze kilka dni, może coś znajdziemy. Znaczy musimy znaleźć, bo potem wraca współlokator Adriana i chyba musielibyśmy spać na podłodze.
-Pogadam z mamą, może będziecie mogli... -zaczęła, ale jej przerwałam.
-Dzięki Majka, ale nie wydaje mi się, żeby w porządku było zwalać ci się na głowę. Nie obraź się, ale i tak musimy coś znaleźć. Jakiś pokój albo dwa, żeby tylko mieć gdzie się podziać, potem zobaczymy. Ale dzięki. - uśmiechnęłam się.
Kiedy godzinę później żegnałam ją w drzwiach, a potem patrzyłam przez okno, jak idzie chodnikiem koło bloku, czułam ciepło na sercu. Majka naprawdę była świetną osobą, której mogłam powiedzieć wszystko. Nie kpiła z mojej sytuacji i poniekąd jej absurdalności, po prostu wysłuchała, próbowała pomóc i jeszcze ochrzaniła za to, że nie powiedziałam jej nic wcześniej. Wyrwałam się z zamyślenia, kiedy usłyszałam jakiś szelest. Odwróciłam się szybko, żeby w drzwiach pokoju zobaczyć Adriana. Stał, opierając się framugę i lekko się uśmiechając.
-I jak osąd? - zapytałam, nawiązując do naszej rozmowy.
-Nie wiem o czym mówisz. - powiedział z miną niewiniątka. Potrząsnęłam głową z uśmiechem. Kiedy go minęłam, idąc do kuchni, dodał:
-Ok, ładna była.
Myśleliśmy, że ojciec zacznie nas szukać, że doniesie na policję o uprowadzenie mnie. Już nie raz posuwał się do strasznie głupich rzeczy, tylko żeby trzymać nas w ryzach. Ale jestem pełnoletnia, więc to ja podejmuję wszystkie decyzje i mam do tego prawo, on nie ma tu nic do gadania.
Westchnęłam, kończąc swoją spowiedź. Majka przez cały czas, kiedy mówiłam, słuchała mnie z uwagą, podpierając głowę ręką i marszcząc brwi.
-Ok, ale co na to Twoja mama?- zapytała cicho.
-Pewnie chciałaby, żebyśmy wrócili, ale tak się nie stanie. Powiedziałam jej- albo my, albo on. Nie potrafiła się go pozbyć, może nie chciała. Już dawno przestałam ją rozumieć w tej kwestii.-przygryzłam wargę.- Brakuje mi jej, ale nie wrócę tam, dopóki on tam będzie. Nie ma mowy. Już siedząc w tym samym pomieszczeniu duszę się, w tamtym domu czułabym się jak w klatce.
-Będziecie teraz mieszkać tutaj?
-Jeszcze kilka dni, może coś znajdziemy. Znaczy musimy znaleźć, bo potem wraca współlokator Adriana i chyba musielibyśmy spać na podłodze.
-Pogadam z mamą, może będziecie mogli... -zaczęła, ale jej przerwałam.
-Dzięki Majka, ale nie wydaje mi się, żeby w porządku było zwalać ci się na głowę. Nie obraź się, ale i tak musimy coś znaleźć. Jakiś pokój albo dwa, żeby tylko mieć gdzie się podziać, potem zobaczymy. Ale dzięki. - uśmiechnęłam się.
Kiedy godzinę później żegnałam ją w drzwiach, a potem patrzyłam przez okno, jak idzie chodnikiem koło bloku, czułam ciepło na sercu. Majka naprawdę była świetną osobą, której mogłam powiedzieć wszystko. Nie kpiła z mojej sytuacji i poniekąd jej absurdalności, po prostu wysłuchała, próbowała pomóc i jeszcze ochrzaniła za to, że nie powiedziałam jej nic wcześniej. Wyrwałam się z zamyślenia, kiedy usłyszałam jakiś szelest. Odwróciłam się szybko, żeby w drzwiach pokoju zobaczyć Adriana. Stał, opierając się framugę i lekko się uśmiechając.
-I jak osąd? - zapytałam, nawiązując do naszej rozmowy.
-Nie wiem o czym mówisz. - powiedział z miną niewiniątka. Potrząsnęłam głową z uśmiechem. Kiedy go minęłam, idąc do kuchni, dodał:
-Ok, ładna była.
Zaśmiałam się w odpowiedzi. Czułam się tak lekko, jakby ktoś zdjął z moich pleców przygniatający mnie od dawna kamień i nie mogłam opanować radości.
*
Nadeszła niedziela i dzień publikacji. Dowiedziałyście się już o mrocznej tajemnicy i mam nadzieję, że nie spadłyście z krzesła ze śmiechem na wieść występków głowy rodziny Zawadzkich. Nie wiem skąd w mojej głowie biorą się takie pomysły. :D
Zapewne kiedy to czytacie, siedzę w czterech ścianach i uczę się na sprawdzian z romantyzmu. W czwartek dostaliśmy listę 64 notatek, które nas obowiązują, a sprawdzian jest w środę... W tej chwili muszę uczyć się 10 dziennie, żeby jako tako się przygotować.
Okropne.
Coś czuję, że cienko mi pójdzie. ;)
Mam nadzieję, że wy macie lepsze perspektywy na nadchodzący tydzień.
Przypominam, że na wakacyjna-historia pojawił się pierwszy post po reaktywacji. Razem z Kamillą zapraszamy serdecznie. :)
Powiedziałabym coś jeszcze o ME, ale wydaje mi się, że wystarczy to, co umieściłam na wakacyjnej, nie chcę się powtarzać.
Mogę tylko powiedzieć, że nie mogę doczekać się następnej niedzieli. Oleśnico, Turnieju Charytatywny, przybywam ♥ Dopingować Skrzatów i Transfer Bydgoszcz. :)
I polować na siatkarzy. ;)
A w piątek zaliczam pierwszą osiemnastkę. ;)