niedziela, 8 września 2013

Rozdział szósty

Zaczęłam ocierać łzy rękawem bluzy, powodując nieprzyjemne swędzenie skóry na policzkach. Po chwili udało mi się doprowadzić twarz do umiarkowanego porządku, choć wiedziałam, że płacz na pewno pozostawił po sobie widoczne ślady. Mimowolnie zerknęłam w szybę jednego z zaparkowanych przy chodniku aut i zobaczyłam zaróżowiony nos i podpuchnięte oczy. Próbując się jakoś zamaskować zarzuciłam na rozpuszczone włosy kaptur i wpatrywałam się w chodnik, podczas mijania przechodniów. Nie chciałam ich współczucia, wolałam, żeby zostawili mnie w spokoju.

Po kolejnych minutach włóczenia się po mieście zaczęłam zastanawiać się, dokąd się kieruję. Do Majki czy innych osób z klasy iść nie mogłam, nie miałam zamiaru tłumaczyć się im z mojego stanu. Wszystkie furtki jak zwykle się za mną zamknęły - po przetrząśnięciu kieszeni znalazłam tylko kilka wsuwek do włosów i jakieś 3 złote. Przerwałam myśli, kiełkującą w mojej głowie, uśmiechając się krzywo. Kiedyś myślałam o uciecze, marzyłam, żeby wsiąść w byle jaki autobus i po prostu jechać przed siebie godzinami, wiedząc, że nie będę musiała powrócić do tego całego popieprzonego życia. Marzyłam o nowym starcie, gdzieś daleko, gdzie nikt nie znałby mnie i nie oceniał. Kiedy byłam w totalnym dołku miałam wrażenie, że moja rodzina, a szczególnie ojciec to jakiś kamień, który ściąga mnie na dno i nie pozwala zaczerpnąć powietrza. Oczywiście jakiś czas później żałowałam tego myślenia, bo ich kochałam. Mogłam marzyć, wieczorami leżąc pod ciepłą kołdrą, wiedząc, że czeka mnie kilka spokojnych godzin. Godzin bez krzyków, kłótni, trzaskania drzwiami. Bez gorzkich słów, rzucanych bez zastanowienia, bez wiecznych pretensji. Moje marzenia kończyły się jednak w chwili, kiedy do głosu dochodziło logiczne myślenie. Bez pieniędzy, sama w wielkim mieście, kilkaset kilometrów od domu, nie dałabym sobie rady. Życie nie jest bajką, w której nagle na dworcu podchodzi do ciebie przystojny chłopak i proponuje pracę w sklepie ojca albo nocleg, bez nieciekawych zamiarów.

Poczułam na twarzy pierwsze krople deszczu. Zmęczona i zrezygnowana usiadłam na ławce jednego z zadaszonych przystanków, obawiając się nadchodzącej ulewy - chmury nad dzielnicą, w której się znalazłam, były gęste i ciemne. Po kilku minutach przystanek zapełnił się stłoczonymi ludźmi, chcącymi jak najszybciej wrócić do domu i do tego nie przemokną do suchej nitki. Podjechał autobus, a gdy drzwi zasunęły się za pewną kobietą niosącą zakupy, zostałam sama. Miałam wrażenie, że zaczyna się robić ciemno, to zapewne z powodu ulewy.  Wiedziałam, że nie mogę siedzieć w tym miejscu w nieskończoność, poza tym przypomniałam sobie o chorej Majce, której obiecałam przynieść zeszyty. Powinnam była do niej pójść, zdawałam sobie jednak sprawę, że chociaż znamy się od niedawna, to mogłaby zauważyć, że coś jest ze mną nie tak, a ja naprawdę nie miałam ochoty na zwierzenia, ani kłótnie z nią. Jedną z niewielu osób, z którymi mogłam teraz pogadać o normalnych sprawach.

Przez dźwięk uderzającego o chodnik deszczu zaczął przedzierać się inny, znajomy. Po chwili dotarło do mnie, że to mój telefon. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni, zastanawiając się, czy dzwoni mama, bo ani od niej, ani od ,,niespodziewanego gościa'' nie miałam zamiaru odbierać. Imię, które wyświetliło mi się na ekranie już samym widokiem podniosło mnie na duchu. 
-Michał...
-Lena...No k*rwa, wiedziałaś o tym wszystkim? Gdzie jesteś? - usłyszałam w głosie brata zdenerwowanie. 
Rozejrzałam się wokół siebie i podałam mu nazwę ulicy, na której siedziałam od dobrych kilkudziesięciu minut. 
-Dobra, poczekaj, przyjadę po ciebie. - powiedział już spokojniejszym tonem, wiedziałam jednak, że również nie jest zadowolony z osoby, którą zapewne zastał w domu. Bo nie chciało mi się wierzyć, że mama mogła powiedzieć mu przez telefon, że wybiegłam z domu, nie podając powodu mojej ucieczki. Michał po prostu znał mnie dość dobrze, żeby wiedzieć, że nigdy nie robię czegoś głupiego i nieprzemyślanego, jeżeli wszystko jest w porządku.

Oczekiwanie na jego przyjazd umiliło mi spoglądanie na brudne trampki, które miałam na nogach. Patrząc na ich stan, najwidoczniej stopy niosły mnie nie tylko przez wypielęgnowane i czyste dzielnice, bo buty wyglądały jakbym przebiegła przez jakieś pole uprawne. Zaczęłam zastanawiać się, jak to możliwe, że wyłączyłam swoją czujność na tyle, iż nawet nie pamiętałam, którędy i jakim cudem trafiłam w miejsce, w jakim się znajdowałam.

Moją uwagę rozproszył dźwięk silnika, który powiadomił mnie o zbliżającym się samochodzie. Uniosłam wzrok, patrząc na rzęcha mojego brata, który podjechał pod przystanek, rozchlapując przy okazji wodę w kałuży. Podniosłam się, prostując zesztywniałe długim siedzeniem ciało, a potem siadłam obok brata na siedzeniu pasażera. Zdążył tylko popatrzeć na mnie przelotnie, spojrzeniem swoich niebieskich, złych i zarazem smutnych oczy, a potem skupił się na drodze.

Z każdą minutą jazdy czułam rosnącą w żołądku gulę. Przypomniałam sobie to okropne uczucie, kiedy nie masz ochoty wracać do swojego domu, bo wiesz, że czeka cię w nim koszmar. Ku mojemu zdziwieniu, Michał skręcił w jedną z uliczek i skierował auto pod McDrive'a. 
-Zamówić ci coś? 
Żołądek, który teraz miałam zaciśnięty z nerwów zbuntował się. 
-Weź mi kawę.
Po złożeniu zamówienia i odebraniu naszej paczki, zaparkował obok McDonalda i zgasił auto. Wyciągnął z papierowej torebki moją kawę i podał mi ją, a potem rozwinął apetycznie pachnącego hamburgera. W ciszy zajmowaliśmy się swoim posiłkiem. Kiedy z hamburgera został tylko kartonik, Michał spojrzał na mnie, pocierając nerwowo brodę.
-Widziałaś go? 
-Yhm. A ty...?
Ciszę w aucie zaburzyło moje siorbnięcie. Ten dźwięk zawsze rozśmieszał Michała, ale oboje byliśmy chyba zbyt źli i zaskoczeni, że tym razem nie zrobiło to na żadnym z nas wrażenia. 
-Zwyzywałem go.
-Och. Musiał się przejąć.- mruknęłam do siebie.
-Bardzo. Zaczął się śmiać. Gdyby nie był moim ojcem, rozkwasiłbym mu twarz. - powiedział wściekły, uderzając rękoma o kierownicę. Patrząc na Michała, który przeważnie był oazą spokoju, a teraz wręcz kipił gniewem, ciężko byłoby zrozumieć, co mogło wytrącić go z równowagi, gdybym akurat nie znała powodu jego złości. Ten człowiek miał w sobie takie pokłady cierpliwości, strasznie mu ich zazdrościłam. W niektórych sytuacjach jednak nawet anioł potrafi pokazać rogi.

-Nie chcę tam wracać. - powiedziałam, czując, że łzy zbierają się w moich oczach. Deszcz nadal zacinał, woda spływała po szybach, a świat kompletnie mi się rozmazał. Starałam się powstrzymać łzy, ale kiedy już po policzku popłynęła jedna, dołączyły do niej kolejne, a ja nie miałam w tym nic do gadania. Po chwili poczułam ramię Michała, które przyciągnęło mnie do siebie. Zaczął mnie lekko kołysać, a całe to objęcie było utrudnione przez ręczny hamulec i drążek zmiany biegów, z których ten pierwszy wbijał mi się w bok. Czując jednak perfumy mojego brata, tak znany mi zapach, zmieszany z delikatną już wonią dymu papierosowego, czułam się bezpieczna. Może było z nami różnie, ale dobrze spełniał rolę starszego brata powierzoną mu przez los i miałam wrażenie, że coś wymyśli, jak zawsze. Wyciągnie nas z tego bagna.
-Lena, ja też nie chcę. Po prostu... nie wiem co robić. - westchnął, opierając głowę na mojej.
Po kilku minutach ciszy zabrał rękę i wyprostował się na siedzeniu kierowcy. 
-Zapnij pasy.
Wykonałam polecenie i chwilę potem, bez wyjaśnień, ruszyliśmy w drogę. Nie pytałam dokąd, czekając na jakieś wyjaśnienia z jego strony, on jednak milczał. Kiedy dostrzegłam znajome domy, wiedziałam już, że wracamy do domu.

Zajechał pod bramę domu i wysiadł z auta. Spojrzałam na niego przez przednią szybę, kiedy obchodził auto, żeby podejść do moich drzwi. Złapał za ich klamkę, a do środka wdarło się zimne, wilgotne powietrze.
-Chodź. 
Wiedząc, że nie mam wyboru, ruszyłam za nim, zła i zawiedziona. Wiem, może zbyt dużo od niego oczekiwałam, ale miałam nadzieję, że coś wymyśli, a nie będzie kazał mi wracać do domu i udawać, że nic się nie stało. Grać przykładną rodzinkę przed nowymi sąsiadami. Z nogami jak z waty przekroczyłam próg naszego domu. Automatycznie przypomniałam sobie swoje myśli - po przeprowadzce miałam nadzieję, że w końcu ten budynek będzie mi się kojarzył z ciepłem i z chęcią będę do niego powracać, niestety tak się nie stało. Weszłam za Michałem do pokoju, z którego dochodziły dźwięki - na kanapie przed telewizorem zobaczyłam ojca i mamę. Ta druga od razu zerwała się z siedzenia na nasz widok. Po minach obojga zauważyłam jednak, że pogawędka, którą ta dwójka prowadziła między sobą przed naszym powrotem na pewno nie była zbyt miła - ojciec nadal wykrzywiał usta w grymasie złości. Nastała niezręczna cisza, podczas wszyscy mierzyliśmy się spojrzeniami.
-Zrobiłam kolację. - powiedziała cicho mama, starając się załagodzić panujące w pokoju napięcie.
-Zostajesz tutaj? - zapytał Michał, ignorując jej słowa, kierując swoją wypowiedź w stronę ojca nadal siedzącego na kanapie.
-Kupiliście ten dom za moje pieniądze, chyba mam do tego prawo? - zapytał, uśmiechając się ironicznie.
-Ok. - wzruszył ramionami, a potem odwrócił się w moją stronę. Zdziwiła mnie obojętność w reakcji na słowa ojca, co kompletnie nie pasowało do złości Michała sprzed jakichś kilkudziesięciu minut. - Lena, weź co najbardziej ci potrzebne, zbieramy się.
Stałam jak wmurowana w dębowy parkiet, na którym pozostawiłam ślady z błota. Zamrugałam oczami, nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Michał zawsze się wściekał, ale nigdy nie posunął się do tego, żeby wyjść z domu i już do niego nie wrócić.
-Ty tak na serio? - zapytałam, nie dowierzając. Najwidoczniej jego słowa dotarły szybciej do mojej matki, która teraz zalała się łzami. Ignorując ją, Michał wypchnął mnie do przedpokoju.
-No idź. Weź rzeczy do szkoły, jakieś ubrania. Najważniejsze rzeczy.
Na automacie ruszyłam po schodach na górę i przekroczyłam białe drzwi prowadzące do mojego pokoju, do którego już zdążyłam się przywiązać. Pakując to, co wpadło mi w ręce, zaczęłam zastanawiać się, gdzie się teraz podziejemy, jak ułoży się nasze życie. Jaki plan ma Michał, bo najwidoczniej nie miał zamiaru się nim ze mną dzielić, a tylko wydawać rozkazy. Ufałam mu jednak i miałam nadzieję, że dobrze zastanowił się, co robi. Z korytarza niosły się krzyki mojej matki, która teraz próbowała jakoś zmusić nas do zostania. Wszystkie szkolne rzeczy wrzuciłam do plecaka, ledwo go dopinając i czując ścisk w gardle. Nie chciałam płakać, ale ciężko było mi pozostać obojętną na jej prośby. Nim zdążyłam zastanowić się, co robić, Michał wziął jedną z moich toreb i pociągnął mnie do wyjścia. W ostatniej chwili zabrałam jeszcze laptopa i zamknęłam drzwi do pokoju, do którego raczej nie miałam już wrócić. Świadomość, która uderzyła mnie, kiedy już siedziałam w aucie i spoglądałam przez zaparowaną szybę na Michała, kłócącego się z rodzicami w naszym ogródku, była przytłaczająca. Co jeśli nigdy już tu nie wrócę? Mama nie była niczego winna i najbardziej bolało mnie to, że pewnie obwiniała się teraz tą całą zaistniałą sytuacją.

Całe auto zatrzęsło się, kiedy Michał z furią zamknął drzwi. Nie patrząc na mnie odpalił silnik, przypominając wcześniej o zapięciu pasów. Za oknami przesuwały się znajome dzielnice, aż wyjechaliśmy do centrum.
-Michał, gdzie my jedziemy?- zapytałam, nie wiedząc, co kryje się pod jego rozczochraną czupryną. Kiedy światło na skrzyżowaniu zamieniło się w czerwone, potarł dłonią brodę, a potem westchnął.
-Nie wiem.
-Jak to nie wiesz?- zapytałam zdziwiona.
No ładnie. Myślałam, że mój brat miał jakiś plan, a on najwidoczniej spełnił jedno z tych marzeń, które ja z góry uważałam za nierealne, dlatego nawet się ich nie chwytałam. Schowałam twarz w dłoniach, próbując wymazać z myśli płacz mojej mamy i nie rozkleić się kolejny raz tego dnia.

*
Nie skomentuję tego powyżej, zostawiam to Wam. ;) 

Siedzę i próbuję rozwiązać zadanie z matmy. Tak bardzo brakowało mi tych moich matematycznych problemów przez wakacje... Na lekcji robimy co innego, a potem w domu głowię się godzinami nad zadaniami Bóg wie skąd wytrzaśniętymi. ;)

Pierwszy tydzień już za nami. Jak wrażenia?

Dwa z trzech meczy Memoriału wygraliśmy! Cieszy mnie fakt, że nasi siatkarze więcej niż na LŚ pracują blokiem, bo od razu widać efekty. Mam nadzieję, że z Rosją wywiąże się piękna walka. Trzymam za nich kciuki.

Już oficjalnie mówię, że dodaję co cztery dni. Kolejny post w czwartek, koło 16. Wydaje mi się, że to dobrze zarówno dla mnie jak i dla was, bo macie więcej czasu na przeczytanie i nie będziecie musieli nadrabiać postów. ;)

A siatkarze przecież pojawią się w reaktywacji ,,wakacyjnej-historii'', którą będę prowadzić i odświeżać razem z Kamillą. Bądźcie cierpliwi, bo o ile ta pierwsza już ostro nad tym pracuje, to ja na razie jestem z tym w lesie. Ale na pewno was poinformuję, jeżeli ją zaczniemy. :)





23 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Tym razem udało ci się załapać do czołówki. :D

      Usuń
    2. Hurra!.. ;D Nareszcie, można powiedzieć. ;)
      Jestem, już jestem. Wreszcie miałam pretekst, żeby oderwać się od ćwiczeń z chemii.
      Zacznę od tego, że nie ma to, jak mieć starszego brata, który obroni, pocieszy, pomoże... No dobra czasami jest odwrotnie, a wiem to z opowieści swojej przyjaciółki, która takiego posiada. Niestety, ani ja i ani Ty nie możemy tego doświadczyć. Mi powinna wystarczyć tylko starsza siostra, a Tobie młodsza. ;p Czyli, że Ty jesteś tu od robienia za najstarszą. ;>
      Mogę śmiało stwierdzić, że moje trampki wyglądają tak samo, jak Leny. ;) Mi już się nawet nie opłaca czyścić ich codziennie, bo gdy je wyczyszczę wieczorem to następnego dnia po powrocie ze szkoły wyglądają podobnie, a nawet i gorzej. Czasami w trakcie powrotu do domu przydarzają mi się różne niespodziewane historie... ;p
      Nie dziwię Lenie, że bała się powrotu o domu. Po raz kolejny musiała przeżyć spotkanie z ojce, który widocznie sporo nabroił w swoim życiu, że nawet jego własne dzieci nie chcą się do niego przyznawać.
      Najbardziej denerwuje mnie postawa matki Leny! Dlaczego ona nie ma własnego zdania. Przecież dobrze wie, że jej dzieci z wielką chęcią jej dzieci usunęłyby go z pamięci. Skoro Pan ojczulek jakoś nie bardzo interesował się swoją rodziną, to dlaczego nagle wraca i jak gdyby nigdy nic udaje szczęśliwą i kochającą się rodzinę? Na miejscu Michała zareagowałabym tak samo. Wolałabym przenocować kilka nocy u kumpeli niż użerać się z ojcem.
      Och, mi też brakowało tych problemów z zadaniami, ale nie tylko z matematyki.
      No i co, wygraliśmy Memoriał i trzeba się z tego cieszyć, a niemieć do nich pretensje dlaczego z Rosjanami się nie udało. A o wygranej dowiedziałam się o jedenastej w nocy, gdy wróciłam z koncertu, bo na terenie szkoły i boiska nie ma zasięgu, czyli internet poszedł się je...dnać.
      Okej, czyli widzimy się w czwartek kilka minut po szesnastej. Możesz oczekiwać rezerwejszyn... ;3
      No to zaczynajcie, zaczynajcie. Ja już czekam na te siatkarzyny. ;p
      Pozdrawiam! ;>
      Ps. I jak tam idzie Twoje prawo jazdy? ;)

      Usuń
    3. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale nie miałam kompletnie czasu na blogowanie przez ostatnie kilka dni.
      Zacznę od końca - Profil Kandydata na Kierowcę już wyrobiony, na trzech spotkaniach z teorii byłam, czeka nas jeszcze jakieś 6 i zaczynamy jazdy. ;)
      Na razie jestem w tyle z tym opowiadaniem, jak ogarnę siebie i internet to zacznę wakacyjną. Jak na razie moja koleżanka pracuje w pocie czoła nad fragmentami, a ja nie mam nic. ;)
      Ja do naszych pretensji nie mam, bo żeby po takim spadku formy, jaką były IO i LŚ, oczekiwać od nich nagle wygrania wszystkich meczów, w tym tego z pierwszą drużyną świata? Ale to jest Polska, my byśmy chcieli wszystko na raz. Dać takiemu marudzącemu piłkę i niech idzie, gra na przeciwko tamtej drużynie. ;)
      Tak, to ja jestem od robienia za starszą siostrę, ciekawe jak określiłaby mnie moja siostra. :D
      Nieczyszczenie butów to i mój zły nawyk. Po prostu nie mam na to czasu, zapominam, a potem w szkole czy gdzies patrzę na nie i myślę- gdzie ty łaziłaś dziewczyno? :D


      Usuń
  2. Nie wiem czemu, ale w jakimś stopniu bohaterka jest mi jakoś bliska. Boże, jak ja chciałabym mieć takiego starszego brata. Ale niestety za najstarszą muszę robić ja. :))
    Moje wrażenia z pierwszego tygodnia są takie, że już w pon będę mieć kartkówkę z grup poetyckich XX-lecia międzywojennego. Normalnie super. No i oczywiście straszyli nas maturą, końcem roku, terminami składania podań maturalnych, zajęciami dodatkowymi... Brrrrr. Nie chcę być w klasie maturalnej. ;D
    Pozdrowienia!!! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też jest bliska, ale to zapewne dlatego, że się do niej przywiązałam. ;) Również pełnię rolę najstarszej, nie wiem jak to jest mieć brata, ale jedna siostra chyba mi wystarczy. ;)
      Ja jestem już po jednej kartkówce. Z angielskiego, zrobił nam już w środę. To dopiero super. :D Nas o dziwo maturą nie straszą, tylko babka z biologii przewróciła oczami na wiadomość, że zdaję rozszerzenie. Nigdy jej nie lubiłam, lepsza była ta, co miała za nią zastępstwo w tamtym roku.
      Temat prezentacji maturalnej... BRRR. Wybrałam dwa, awaryjne, jak nie znajdę dzieł do innych, które mi się spodobały, to pozostanę przy którymś z nich. ;/
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Mi też siostra w zupełności wystarczy, a teraz jak poszła do gimnazjum to się dopiero zacznie. :DD
      Ja też mam 2 wybrane awaryjnie, ale podobnież można samemu dać propozycję tematu prezentacji (?) więc to jakaś alternatywa. :) No to was anglista pokarał u mnie chciał anglista pytać za to ale zapomniał (jak zwykle) :))

      Usuń
  3. Taki brat jak Michał to prawdziwy skarb. Dobrze, że Lena chociaż w nim ma oparcie. Swoją drogą, ojciec naprawdę musiał nieźle kiedyś narozrabiać, skoro własne dzieci czują do niego taką odrazę. Mama Leny jest zaś chyba zbyt uległa, bo pozwoliła by ten człowiek kolejny raz wtargnął do ich życia.
    Mnie również cieszy dobra postawa naszych Orzełków podczas Memoriału Wagnera. O ile mecze kontrolne z Serbią budziły niepokój, o tyle teraz na zbliżające się ME można zacząć patrzeć z takim nieśmiałym optymizmem. Mam nadzieję, że tegoroczne mistrzostwa będą dla nas udane. Po nieudanych dwóch turniejach te chłopaki potrzebują zwycięstw jak tlenu.
    Jeśli chodzi o szkołę to obowiązki mnożą się jak grzyby po deszczu, więc jeśli uda mi się obejrzeć choć jeden mecz biało-czerwonych podczas Eurovolley'a to będę naprawdę szczęśliwa ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie rozumiem tej rodziny, a już szczególnie związku matka Leny -> ojciec. Ale tak to już chyba w życiu bywa. Dobrze, że ma przynajmniej brata, który ma jakoś poukładane w głowie. ;)
      Dzisiaj przegraliśmy, ale w dwóch ostatnich setach walka była zadowalająca. Nie oddaliśmy meczu biernie i na ME jest chyba dla nas jakaś nadzieja. :)
      Po tygodniu jakoś ogarnęłam to wszystko, ale coś czuję, że prawdziwa jazda dopiero się zacznie.
      Ja tam mecze będę jak zwykle oglądać przy odrabianiu matmy. Nie mam zamiaru odpuścić żadnego, tak jak Skry, kiedy zacznie się sezon. :)
      Pozdrawiam :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Hm... intrygujące...
    Czekam na kolejny :D
    http://samotnosc-mnie-boli.blogspot.com/ --- zapraszam na nowe dwa rozdizały :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz jest również intrygujący.
      Nadrobię, ale to nie dzisiaj, bo mecz zajął mi masę czasu. :)

      Usuń
  5. Jestem. :)
    Po raz kolejny współczuję Lenie, z resztą nie tylko jej bo Michał też cierpi. Nie rozumiem jak ktoś, kto jest dla człowieka tak bliski, bo to w końcu ojciec może być taki...nawet nie wiem jak go opisać, żeby wyrazić co o nim myślę. Życzę mu, żeby wyniósł się z ich życia jak najszybciej, a Lenie, Michałowi i ich mamie, żeby mieli w końcu święty spokój. Mam też nadzieję, że Lena w końcu odważy się i w pełni zaufa Majce, a co najważniejsze, nie zawiedzie się na niej.
    Czekam na kolejny, choć ponownie będę późno.
    Pozdrawiam :)
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bohaterom bardzo spodobałyby się Twoje życzenia. ;)
      Ja również mam tak mało czasu, że nawet nie miałam okazji regularnie odpowiadać na wasze komentarze :<

      Usuń
  6. O matko jak ja się cieszę że nie znam swojego ojca. Dobrze że Lena ma wsparcie w Michale. Sa ludzie i parapety a o ile dobrze widze tatus jest bardzo toksyczny

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Michała, genialna postać :D
    Gdyby mój brat był pełen takiej miłości do siostry... Ach, marzenia :D
    Współczuję im, myśleli, że to koniec koszmaru, a on znów wrócił... Ich matka jest bardzo irytująca, a do tego pozwoliła wrócić ojcu... Nie dziwię się temu, co zrobił Michu.
    Oby wszystko się jakoś ułożyło! Przynajmniej taką mam nadzieję :)
    Jak po tygodniu? Okropnie, nie chcę już tam wracać. Ale chociaż już zaczął się sezon szczypiorniaka! <3
    No i coraz bliżej do ME... ;)
    Ach, i wybacz, że ostatniego posta nie skomentowałam, ale brakowało mi czasu i dopiero dzisiaj wszystko nadrobiłam. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz. :)
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :> Ale mówiłam to już tyle razy, że a nuż do niego to dotrze i popadnie w samouwielbienie. :D
      Może gdzieś tam istnieją tacy bracia, jak bywa między rodzeństwem chyba dobrze wiemy. Częściej pod górkę niż z górki. ;)
      Ja czekam na sezon ME i Plus Ligę :> A do szkoły już przywykłam, jak się dobrze rozpisze czas to jakoś przetrwa się do tego piątku. ;)
      Też mam tak mało czasu, że odpisuję dopiero teraz. Mam nadzieję, że wy też się na mnie z tego powodu nie gniewacie ;)

      Usuń
  8. Coraz bardziej mi się podoba to wszystko przez to, że jest owiane nutką tajemnicy. Dalej nie wiem o co chodzi, ale zupełnie mi to już nie przeszkadza i z ciekawością czytam jak się sprawa rozwija z rozdziału na rozdział. ;)
    Odetchnęłam z ulgą kiedy zadzwonił Michał. Raz, że miał dokładnie takie same uczucia w stosunku do ojca jak Lena i dwa, że jej pomógł. Gdyby postanowił wybaczyć Lena została by sama ze swoim osądem, a tak to ma po swojej stronie jeszcze brata.
    Ucieczka z domu, wydaje się być banalną sprawą. Oczywiście tak nie jest. Ciężko mi zrozumieć, by Michał z Leną tak na poważnie uciekli bez zamiaru powrotu, ale jeśli to prawda, to muszą sobie sami ułożyć życie. Mam nadzieję, że coś wymyślą i sobie poradzą.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię tajemnice. Bez nich byłoby nudno. ;)
      Też twierdzę, że to dobrze, iż Lena ma takie oparcie w bracie. Gdyby nie on, zostałaby z tym wszystkim sama, a wiem, jak bardzo ciężko jest wtedy poradzić sobie ze swoją samotnością w takiej sytuacji. Pomocna dłoń potrzebna od zaraz. ;)

      Usuń
  9. Jezu ile bym dała za takiego brata :) Dlaczego ja muszę mieć starszą siostrę :( Ten tatuś mi się wogóle niepodoba. Może ucieczka to jest dobrym sposobem, ale ja też nic bym nie wymyśliła na ich miejscu. Ciekawie się zapowiada :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak musiałabym być zdesperowana, jak musiałoby być źle, żebym posunęła się do ucieczki z domu. Niby nowe życie, ale jak będzie to wszystko się układać? ;)

      Usuń
  10. a mogłabyś przypominać o nowych rozdziałach na tumblrze? Bo tak to często zapominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie :) Myślałam, że mało osób z tumblra mnie czyta, ale jeśli ktoś taki jest, to oczywiście, że będę dodawać posty o nowych rozdziałach :)

      Usuń