środa, 4 września 2013

Rozdział piąty

Po pierwszym tygodniu szkoły wszystko szło jak z górki. Ludzie z klasy przyjęli mnie lepiej, niż się tego spodziewałam. Jako ,,nowa'' chyba wzbudzałam ich ciekawość, co pewnie było powodem tego, że oprócz Majki w moim otoczeniu pojawiły się również dwie inne dziewczyny - Ola i Kamila. Nie czułam jednak, że miałybyśmy być przyjaciółkami, po prostu nasze relacje nie wychodziły poza szkołę, jak to miało miejsce w przypadku Mai. Dowiedziałam się od niej, że tamte dwie przyjaźnią się ze sobą już od podstawówki, a ona sama zadawała się z nimi w szkole, co było raczej zrozumiałe - jako tak gadatliwa osoba nie mogłaby nagle stać się samotniczką.

Kilka dni zajęło mi ,,rozgryzienie'' pozostałych dziewczyn. Choć sama nie lubiłam, kiedy przyklejano mi określoną etykietkę, poukładałam sobie w głowie poszczególne koleżanki na konkretnych półkach. Większość upchnęłam na tej dla ,,popularnych'', do których nigdy nie należałam i nie chciałam należeć.
Nim się obejrzałam, minął miesiąc. Popołudnia spędzałam na nauce, a w weekendy plotkowałam z Majką, która czasem nawet u mnie nocowała. Zaczęłam się przed nią otwierać i nasze rozmowy nie przypominały już monologu prowadzonego z jej strony, nie mówiłam jej jednak wszystkiego o swojej przeszłości, bojąc się jej reakcji. Bardzo ją polubiłam, spędzałyśmy ze sobą dużo czasu i nie chciałam tego bezsensownie stracić. Zaczęłam jednak wierzyć, że ty razem jednak spotkałam prawdziwą przyjaciółkę.

Męczona przez Maćka, zgodziłam się na kawę, ale już w momencie wejścia do lokalu czułam już, że to był błąd. Koleś był zupełnie z innej planety i rozmowa z nim nad parującym cappuccino utwierdziła mnie w przekonaniu, że taki wypad już się nie powtórzy. Maciek okazał się taką męską wersją Majki - nie zamilkł nawet na minutę- i choć w niej mi to nie przeszkadzało, to jednak poruszane przez niego tematy w ogóle mnie nie interesowały. Jakoś dotrwałam do końca spotkania, a przy wyjściu wymówiłam się bólem głowy i nieodrobioną matmą, kiedy zaprosił mnie do kina. Czułam, że jego świat deski i rapu to nie mój świat. Tym bardziej, że moją uwagę przykuła inna osoba.

Ciężko było mi to przyznać przed samą sobą, ale polubiłam Tomka. Tak naprawdę do potwierdzenia tego zmusiła mnie Majka, która poczyniła wobec mnie niezłe obserwacje. Bałam się jej pokrętnych planów, bo nie próżnowała. Była do tego stopnia ,,pomocna'', że bez uzgodnienia ze mną, wpakowała mnie we wspólny projekt  z Tomkiem. Tak po prostu wyszła, kiedy nauczyciel dobierał nas w pary i mi przyszło pracować z nim, ponieważ jego sąsiad z ławki był chory. Kiedy w drzwiach stanęła Majka, a ja siedziałam już z Tomkiem w jednej ławce, zarysowując ramy projektu, posłałam jej mordercze spojrzenie.
Po kilku popołudniach spędzonych w bibliotece nad projektem, wydawało mi się, że znalazłam z Tomkiem wspólny język.

Była środa, a ja wychodziłam ze szkoły sama, bo Majkę dopadła paskudna grypa. Schodziłam po schodkach na plac przed szkołą, szukając telefonu aby sprawdzić godzinę, gdy tuż obok mnie pojawił się wyprzedzony zapachem perfum Tomek. Mimowolnie odwzajemniłam uśmiech, którym powitał mnie zamiast standardowego ,,cześć''.
-Masz dzisiaj czas? Skończymy kolejną biografię. - powiedział, nawiązując do tematu naszego projektu.
-Nie, dzisiaj idę do Majki z zeszytami, a poza tym jutro mam hiszpański, a nadal nie wkułam ostatnich słówek. - westchnęłam, myśląc o górze zwrotów, które już dawno powinny zagościć w mojej głowie.
-Szkoda. To może jutro? - zapytał, patrząc mi w oczy. Zamrugałam, budząc się z otępienia, jakie to spojrzenie we mnie spowodowało.
-Nie wiem jeszcze, napiszę do ciebie. - wymamrotałam. Odprowadził mnie na przystanek, obiecując, że zbierze już trochę materiałów, żebyśmy mogli je razem opracować.

Całą drogę do domu spędziłam na uśmiechaniu się do swojego odbicia w autobusowej szybie. Jak na skrzydłach wbiegłam do domu, zdziwiona, że drzwi na dole nie były zamknięte. Przeważnie mama i Michał wracali jakąś godzinę lub dwie później. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy w przedpokoju obok szafki nocnej dostrzegłam dużą, czarną walizkę. Czując narastający niepokój, weszłam do kuchni, z której usłyszałam jakieś odgłosy i dostrzegłam mamą, która zalewała właśnie herbatę. Postawiła na stole dwa kubki i dopiero wtedy mnie zobaczyła. Na jej twarzy pojawiło się zmieszanie. Przygładziła nerwowo grzywkę, a potem odwracając się w do mnie plecami zapytała:
-Nie widziałaś cukru?
-W górnej szafce przy oknie. - odpowiedziałam machinalnie, patrząc jak dziwnie się zachowuje, ale nie mają odwagi o nic zapytać.
-Nie miałaś iść do Majki po szkole? - jej głos zadrżał, kiedy starała się nadać temu zdaniu normalny, swobodny ton.
-Mówiłam, że pojadę do niej po obiedzie. - powiedziałam , zerkając na kuchenkę, na której nic się nie odgrzewało. Jedzenie zapewne było w lodówce, ja jednak z nerwów miałam żołądek zawiązany w supeł i nie byłabym w stanie przełknąć ani łyżki zupy.
Stałam w progu w mojej ciemnozielonej parce, w tenisówkach ubrudzonych błotem, wciąż trzymając plecak na prawym ramieniu. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale atmosfera w domu zgęstniała, a serce biło mi jak po kilkunastominutowym biegu.
-Mamo, co jest grane?
Spojrzałam na jej wciąż odwróconą do mnie plecami sylwetkę. Nie poruszyła się.
-Mamo, czyja to walizka?
Zaczęłam wsłuchiwać się w panującą w domu ciszę. Brak odpowiedzi ze strony mojej mamy uświadomił mi, że starała się coś przede mną ukryć. Od dawna nie miałyśmy już przed sobą wielu tajemnic, ponieważ wyznawałyśmy zasadę, że problemami trzeba dzielić się z najbliższymi, bo wtedy jest większa szansa na ich rozwiązanie. A to, że nad naszym domem znów zawisły czarne chmury wywnioskowałam z jej zachowania. Albo zawisną, bo nadal nie wiedziałam, dlaczego nie chce nic mi powiedzieć.
-Nie pójdę stąd, dopóki nie odpowiesz.
Długo zbierała się w sobie, aż mogła spojrzeć mi w oczy. Widziałam, jak przełyka nerwowo ślinę i dotarła do mnie ironia tej sytuacji - czułam się, jakbyśmy zamieniły się rolami. To ja byłam tutaj surową, w miarę opanowaną matką, a ona nastolatką, która coś zbroiła i obawia się gorzkich słów rodzicielki. Otworzyła usta, żeby mi odpowiedzieć, ale żadne słowo nie zdążyło się z nich wydobyć. Do przedpokoju wtargnął jesienny, chłodny wiatr, a chwilę potem usłyszałam kroki i głębokie westchnięcie.
-Ok, jeszcze jedna walizka i po sprawie.
Poczułam, jak cała sztywnieję, nagle ciało przestało należeć do mnie. Ten znajomy głos mnie sparaliżował, nie mogłam uwierzyć w to, że się nie przesłyszałam. Jak za sprawą czyjejś dłoni, pociągającej za sznurki, odwróciłam się powoli, stając twarzą w twarz z moim koszmarem.
Mężczyzna spojrzał na mnie tymi samymi, brązowymi oczami, oczami, których tak w sobie nienawidziłam, bo przypominały mi jego. Ubrany w garnitur, w dłoni nadal trzymał rączkę dużej walizki, stojąc z nią w progu i jak ja, nie wiedząc, jak zareagować na zaistniałą sytuację.
-Och. Lena. Nie wiedziałem, że tak szybko cię zobaczę. - powiedział po chwili mierzenia się spojrzeniami. Jeżeli jednak w jego oczach widziałam coś w rodzaju zaskoczenia i ciepła, to moje na pewno były pozbawione tego drugiego. Zrobiło mi się zimno, czułam, jakby ktoś wrzucił mi za koszulkę kostki lodu, a moje spojrzenie na pewno nie było cieplejsze. Poczułam, że zaczynam odzyskiwać kontrolę nad swoimi kończynami. Zacisnęłam rękę, którą wciąż trzymałam na ramieniu plecaka.
-Co on tu robi?- zapytałam bezbarwnie, opanowanym głosem, patrząc na przybysza, jednak kierując słowa w stronę mamy.
-Lena, Twój ojciec przyjechał, bo nie ma gdzie się podziać. Zaproponowałam...
-Po pierwsze, nie mam ojca. Nie chcę mieć.- powiedziałam, podnosząc ton głosu i odwracając się w jej stronę. Czułam, jak złość zaczyna rosnąć we mnie wraz z każdym uderzeniem mojego serca i jak dociera do każdej mojej części ciała. - A po drugie, jak mogłaś tak po prostu go tu sprowadzić, nie pytając mnie o zdanie?
-Lena...
-Michałowi w ogóle powiedziałaś? - zapytałam, nadal ignorując ojca, który z niezdecydowaniem stał wciąż w progu. Pomyślałam chwilę nad zadanym przeze mnie pytaniem i prychnęłam. - Nie, na pewno nie, bo inaczej nie dopuściłby do tego.
-Lena, posłuchaj...- powiedziała mama ostrzejszym tonem, spoglądając na mnie zrozpaczonymi oczami.
-Nie, to ty posłuchaj. - przerwałam jej po raz kolejny. Byłam tak wzburzona, że kompletnie nie panowałam nad swoimi słowami. - Nie będę przechodzić tego po raz kolejny. Nie będę.
-Lenka, porozmawiajmy. - powiedział ojciec, którego uparcie zignorowałam.
-Albo ja, albo on. Jestem pewna, że Michał poprze moje zdanie. - ucięłam, patrząc na mamę. Nie wypowiedziała żadnego słowa, ale jej zaszklone oczy mówiły mi wszystko. Nadal nie wiedziała, jak postąpić, aby jej decyzja była słuszna. Odwróciłam się na pięcie, minęłam ojca, który nadal stał w wejściu do kuchni, zrzuciłam plecak w przedpokoju i wybiegłam z domu, trzaskając drzwiami.

Chłodny wiatr rozwiewał moje włosy, kiedy z szybkiego truchtu przeszłam w bieg. Biegłam na oślep, jak przestraszone zwierzę, nie myśląc racjonalnie o tym, co robię. Moje myśli były kłębkiem zagmatwanych słów, tych, których nie wypowiedziałam. Wiedziałam jedno - nie żałowałam ani jednego zdania, które wydobyło się z moich ust w naszej kuchni i nie interesowało mnie to, czy skrzywdziłam przy tym ich uczucia. Oni nigdy nie interesowali się tym, czy ja czuję się dobrze z ich decyzjami, nie miałam zamiaru zachowywać się inaczej. Nie dam się zniszczyć od środka, ani tym razem, ani następnym. Rozumiałam ból w oczach mojej mamy - postawiłam ją pod ścianą, każąc wybierać między dziećmi, a mężczyzną, z którym związała się kilkanaście lat wcześniej i którego kochała. Któremu wybaczała każdą głupią rzecz, przymykając na nią oko. Nie mogłam jednak rozumieć, jak mogła godzić się na to, aby ten horror znowu powrócił. Dlaczego uwierzyła, że tym razem do tego nie dojdzie, skoro już kilka razy nasze życie wywróciło się do góry nogami?
Ulica, którą biegłam powoli zaczęła się rozmywać. Zaczęłam szybko mrugać, aby nie pozwolić łzom na uwolnienie. Kiedyś obiecałam sobie, że z powodu tego głupka nie wyleję już ani jednej łzy, bo nie jest tego wart. Dlaczego jednak teraz czułam, że słone krople spływają mi po podbródku?

*

Hej, hej, hej. A więc jestem. :) 

Mały komentarz co do tego tam u góry. Sielanka nie trwa wiecznie, aż mnie korciło i ten rozdział powstał w rekordowym wręcz tempie.Zawsze takie rozdziały pisze mi się z wielką przyjemnością. Nie pytajcie dlaczego, nie wiem.

Jak wrażenia po rozpoczęciu roku i dwóch pierwszych dniach? Ja sama się trzymam, plan mam w porządku, a patrząc na to, że wf-y mam na pierwszych lekcjach,a nie ćwiczę, może załatwię sobie późniejsze przychodzenie na lekcje. I nie będę musiała się męczyć patrzeniem na ludzi z klasy dobrze bawiących się podczas gry w siatkę, kiedy ja bym chętnie pograła, a nie mogę. Tym bardziej, że naszą nauczycielkę zastąpił jej mąż i zapowiada się ostra jazda. Już zapowiedział mojej klasie zaliczenia z lekkoatletyki w ten piątek.:<

Siatkarza... chyba tutaj nie będzie, a na pewno nie prawdziwego. Na opowiadanie z takowym mam pomysł, ale to może kiedyś. Po prostu... skoro czytacie, bez kogoś realnego, to chyba doskonale oznacza to, że taka osoba nie jest tu potrzebna? :)

Pierwsze spotkanie na prawko zaliczone, wykład odbębniony, wrażenie na instruktorze wywarte. Podejrzanie zerkał w moją stronę, mówiąc, że tych co są zieloni będzie bardziej cisnął, żeby się czegoś nauczyli i nie będzie maślanych oczek. :D Nie wiem jeszcze jak to załatwię z oświadczeniem od lekarza, bo przyjmuje wtedy, kiedy ja mam czas zajęty... ale coś się wymyśli. Najwyżej będę biegła przez pół miasta ledwo oddychając, żeby wyrobić się czasowo.
A sorry, ja nie mogę biegać. To nie wiem, chyba przefrunę. ;)

Kiedy myślicie, że jest źle, przypomnijcie sobie o justberrry, która na ten piątek ma już maturę podstawową z matmy zrobić, a poza tym masę innych zadań.
A i wybrać temat prezentacji maturalnej oraz dzieła do niej do przyszłego czwartku. Nie wcisnę byle czego, bo za to ocena jest. -.-

The Versatile Blogger na pewno się tu pojawi, ale pewnie w weekend. Nie dam rady teraz.

Trzymajcie się. Kolejny... za cztery dni, bo po tym jednym popołudniu widzę, że cudem będzie zgromadzenie jakichś zapasów. Więc rozdziału szóstego spodziewajcie się w niedzielę.  

Miłego tygodnia :)





33 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Nawet jak i żadnego znanego siatkarza to i tak to jest bardzo dobre opowiadanie. Takie życiowe i przyziemne, ale bardzo fajne. :) Mi się będzie podobało nawet jeśli bohaterowie będą ufoludkami/nimfami/faunami/bogami, abyś TYLKO PISAŁA. :)
      Cóż, te dwa dni w szkole były ciężkie bo nie mogę się przestawić na tryb "wstawaj o 6 i idź do szkoły". Oczywiście nie obyło się bez standard tekstu nauczycieli "Zacznijcie powtarzać, w maju matura" lub "Tylko patrzeć aż matura nadejdzie". *rzyg* :))) I nastawiali mojej klasie pierdyliard zajęć z "godziny karcianej" i z projektu u mnie w szkole, więc czuję że będę mieć te zajęcia też w weekendy :'( Do tego załamałam się doborem tematów prezentacji maturalnych gdyż są strasznie beznadziejne.
      Pozdrawiam Cię!:))

      Usuń
    2. Gratulacje za stanięcie na podium w komentarzach z tego posta. ;)
      Mogę cię zapewnić, że żadnych fantastycznych postaci ze skrzydłami czy innymi dziwacznymi wytworami skóry nie zamierzam wprowadzić. ;)
      Ja jak na razie cały czas budzę się pół godziny przed budzikiem, przysypiam i wtedy włącza się alarm. Efekt: jestem jeszcze bardziej nie wyspana. ;) U nas o dziwo aż tyle o tej maturze nie mówią, tylko na polskim i matmie na razie. A dodatkowych zajęć nadal nie mamy ustalonych, cieszę się wolnością. :) Są beznadziejne, są, ale to już obgadałyśmy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Druga ;)
    Widzę, że akcja powoli zaczyna nabierać rozpędu, a powrót tatusia nie wróży zapewne nic dobrego. Przyznam szczerze, że jak czytałam o walizkach i dziwnym zachowaniu mamy Leny to myślałam, że to Michał coś wykombinował. Nie wiem skąd to przekonanie, być może zmylił mnie poprzedni rozdział i odmienne zachowanie brata Zawadzkiej.
    Cieszy mnie niezmiernie, że znajomość głównej bohaterki i Tomka zaczyna się rozwijać. Co prawda, na razie tylko na szkolnym gruncie, ale przecież nie wiadomo co tam zamierzasz wykombinować, droga justberrry ;).
    Jeśli chodzi o szkołę, to obowiązków zaczyna przybywać, a wyraz "matura" jest odmieniany przez wszystkie przypadki, mimo że to dopiero trzeci dzień. Plan lekcji mam dość lajtowy, przynajmniej będzie więcej czasu na popołudniową naukę w domu.
    Też mi się wydaje, że łatwiej jest pisać rozdziały w których coś się dzieje, ale w sensie negatywnym. Chwile nieskończonego szczęścia bywają czasem mało realistyczne i uciążliwe do opisywania.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Michał zachowuje się inaczej, ale walizki nie mają z nim nic wspólnego. ;)
      Droga Selene, co wykombinuję, czasami nie wiem nawet ja sama, więc zdarzyć się może wszystko. ;)
      U mnie też stopniowo zaczyna być więcej zadań, ale im dalej w rok szkolny, tym łatwiej będzie mi się je wykonywać i znajdować czas wolny. ;)
      Nie lubię słodzić przez długi okres czasu, strasznie męczące. I dla mnie i dla was czytających. ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Opis dziewczyn z mojej już byłej klasy, bo dziś się przeniosłam idealnie pasuje do opisu koleżanek z klasy Leny.
    Jestem ciekawa i to strasznie co ojciec naszej bohaterki zrobił :)
    Pierwsze dni a ja przeniosłam się już z humanistyczno-prawnego LO do TH ekonomistycznego i czuje się lepiej, bo polski i historia to nie mój świat miałam 3 godziny polskiego i się załamałam, to nie moja bajka wole już matematykę, wiem jestem dziwna :)
    Zapomniałabym jeszcze motyw Tomka, wydaje się być miły dla Lenki, bardzo, bardzo miły, ale fajnie.
    Cieszę się, że nie wprowadzasz siatkarza do tego opowiadania, nie pasowałbym mi tu żaden.
    Pozdrawiam Via.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdej klasie znajdzie się grupka ,,fajniejszych''. Tak przynajmniej sądzę, koleje życia. Niestety. ;)
      :)
      Szalona. Ja sama nienawidzę historii, przez licealną nauczycielkę, więc wiem o co chodzi ci z tym ,, to nie Twój świat''. Polski jakoś przetrawię, bo lubię czytać, ale czasami analizowane teksty są takie nudne...
      Musiałabym się trochę nagimnastykować, żeby wprowadzić siatkarza, ale to chyba nie ma sensu. ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Ale z tego Maćka to głąb. Gorszy niż baba. Gada jak nawiedzony. Dobrze, że nietrafił na mój charakter bo mnie napewno nie bolałaby głowa, ani niezrobione zadanie z matmy. Jakbym mu coś powiedziała to by mnie omijał szerokim łukiem do końca życia. Z Tomkiem może coś będzie tylko, że niepotrzebnie Maja się wtrąca. Czy coś będzie tym razem nic mi moja intuicja nie podpowiada. Koledzy nawet dobrze, że ją tak przyjęli. Matka dobra jest, ja bym w życiu bym go nie przygarnęła. Nawet nie wiedząc o co chodzi. Nie ma takiej możliwości.
    Pozdrawiam
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. Dobrze, że Lena zachowuje się inaczej, bo inaczej Maciek byłby biedny. ;)

      Usuń
    2. Oj tam oj tam. Zaraz tam biedny. Najwyżej zabiłabym go wzrokiem.

      Usuń
    3. Dobrze, że Bazyliszek istnieje tylko w bajce :D

      Usuń
    4. Ja poprostu nie lubię takich chłopaków :D

      Usuń
    5. Ja też nie. Sama dużo gadam, a jak jeszcze się taki znajdzie, to w ogóle to przyszłości nie ma. ;)

      Usuń
    6. Jeszcze jakby o siatkówce gadał to bym mu wybaczyła :)

      Usuń
    7. Faktycznie, pewne tematy jeszcze bym pochwaliła, siatkówkę jak najbardziej. :D

      Usuń
  5. Wiem! Miałam być pierwsza ze swoim rezerwejszyn, ale nie uwierzysz! Zapomniałam, tzn. Zapomniałam, że dzisiaj jest środa! Jestem strasznie zabiegana, teraz w tym roku mam masę nauki przed sobą i już to odczuwam. Także ja tutaj rezerwuję sobie miejsce, a Ty oczekuj mnie. Z pewnością tu wrócę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem tak zabiegana, że aż szok. Wejdę na chwilę na kompa, a tu nagle już się robi późno, po tym jak zrobię kilka rzeczy i nie wiem w co ręce włożyć, żeby zdążyć.
      Czekam. :)

      Usuń
    2. Późno, bo późno, ale jestem! ;) Zaczynam od początku.
      Powiem tak, że ja też nigdy nie byłam w centrum wydarzeń (pomijając pewien incydent z zeszytami pod koniec roku ;D), ani nie jestem popularna. Ja taka szara myszka, błąkająca się z kumpelą po korytarzach szkoły z książkami, bądź zeszytami w ręku. ;)
      Prawdziwa przyjaciółka... Mogę się mylić, ale nadal coś mi tu nie gra! Albo po prostu jest coś ze mną nie tak. Ale cieszę się, że Lena może zaufać Majce i powiedzieć jej o wszystkim. Chociaż, ja na jej miejscu (Leny) powstrzymałabym się z powiedzeniem o ojcu, którego zbyt miło nie wspomina.
      Maciek - męska wersja Majki, tak się zapisze w mojej głowie ten oto człek. ;P Skoro nie idzie im rozmowa to nie ma sensu tego ciągnąć. Deska - jechałam raz i nigdy więcej! Nie pytaj... Rap. Mój kolega nie może żyć bez rapu! Osobiście nie przepadam za takimi kawałkami, ale są wyjątki, nie powiem. Jedyne co mi się podoba w tym stylu to teksty, które mają sens. Takie mi się podobają. ;)
      Tra la la la! Lena się zakochała! Tra la la la! :D W ostateczności bardzo, ale to bardzo, bardzo go polubiła... ;)
      Droga Majeczko! Dziękuję Ci za ten projekt! Coś wyczuwam, że ich znajomość nie zakończy się wraz z zakończeniem pracy nad projektem.
      Biedna Lena! Za żadne skarby świata nie chciałabym być w jej sytuacji. Koszmar, którego nie chciała doświadczyć stał się faktem. Nie wiem o co chodzi z ojcem, ale jestem na niego bardzo zła!
      Powiem Ci szczerze, że z wielką łatwością mi się czytało ten rozdział mimo, że nie należał do najmilszych. Dlaczego tak łatwo Ci się pisze takie rozdziały?... :D Żartuje, nie musisz odpowiadać. ;)
      Hym... Powiem tyle. Masakra! x,x Przez cały tydzień, od poniedziałku do piątku mamy lekcje od 7:45 do 14:05. Czyli po 7 lekcji. Nie wiem, jak ja wytrzymam... ;< Mam nadzieję, że pamiętasz o wspieraniu mentalnym... Bo ja o Tobie pamiętam! :D A po za tym. Zostałam przewodniczącą klasy. ;o I szkoły, gimnazjum... o.O ;o Nie wiem, jak to się stało, ale spoko. Wolę żyć w błogiej niewiedzy. :D I jak tam po lekkoatletyce? :D Pocieszę Cię tym, że my też mamy sobie zrobić kilka lekcji na "świeżym powietrzu", jak to powiedziała nasza Pani dyrektor.
      No dobra może zabraknąć tego siatkarza... ;)
      Niech zgadnę. Robiłaś maślane oczka do instruktora?.. :D To teraz tylko czekam, na to kiedy powiesz, że masz prawo jazdy.
      No wiesz ja umiem latać! :D Zwłaszcza gdy widzę żabę... :D
      Ty masz próbną maturę, a ja sesję... ;c Taką gimnazjalną.
      Ymm... W niedzielę mam festyn i wybieram się na koncert, nie wiem kogo, ale jakiegoś zespołu rock'owego. Mam nadzieję, że będzie fajnie. Obyś wyrobiła się do 15. ;) Wtedy,złożę swoje rezerwejszyn. ;3 Reasumując, jako przewodniczący samorządu muszę być tam obowiązkowo, co za tym idzie nie zobaczę na żywo meczu z Ruskami... ;c Szkoda! by wygrali! Będę trzymać kciuki!
      Pozdrawiam, znad robótki na drutach, którą zleciła nam zrobić nasz kochana pani z techniki.. -,- i oglądania meczu ;>

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o status w szkole, to ja również jestem taką szarą myszką/ prymuską. W sumie ludzie często ze mną rozmawiają, ale trzymam się swojej grupki,a reszta przychodzi przeważnie po zadania domowe czy coś w tym stylu. Bo jak ma najwyższą średnią w klasie i drugą w szkole, to musi wiedzieć co do kiedy trzeba oddać i jakie zadania z matmy mamy na kolejny tydzień :D
      Zobaczymy, czy Lena w tej kwestii będzie wylewna. ;)
      Rapu jak ty nie przekreślam, jeżeli ma sens, a nie jest zbitkiem przekleństw. Chłopacy z mojej klasy słuchają chyba wszystkiego,a przegląd ich playlist mieliśmy przez ostatnie dwa lata na godzinie wychowawczej. Od rapu do disco polo, nawet się Taylor Swift - I Knew You Were A Trouble przewinęła, a ostatnio ,,Cisza'' Bednarka. ;)
      Haha :D Widzę, że ty najbardziej z tego faktu zadowolona :D
      Majeczka może i się wtrąca, ale może ten projekt w czymś pomoże. ;)
      Na pytanie odpowiedziałabym, gdybym sama znała odpowiedź. Jedne rozdziały przychodzą łatwo, drugie niekoniecznie, nie wiem od czego to zależy.
      Wysyłam dawkę maksymalną wsparcia mentalnego! Ja mam raz w tygodniu siedem lekcji :D
      Ja przewodniczącą byłam raz w gimnazjum, ale klasy, a w podstawówce zastępcą przewodniczącego. Do pięt ci nie urastam, ale nie nadaję się na głowę klasy i szkoły tym bardziej. ;) Gratuluje!
      Lekkoatletyka przeniesiona została na poniedziałek. :D
      Jeśli dojdzie do reaktywacji ,,wakacyjnej- historii'', to nasycisz swój głód na siatkarza, a że powoli zbieram materiały, to ma to przyszłość. ;)
      W piątek instruktor stwierdził, że mam przerażone oczka. Powiedziałam, że nie :D. Po prostu mam duże oczy, a jak pomalowałam je eyelinerem, to się jeszcze powiększyły, może dlatego miał takie wrażenie. :D
      Będzie dobrze!
      Jak na razie poprzednie dwa mecze wygrane, mam nadzieję, że i z Rosją wywiąże się fajna walka. ;)
      Zrób mi szalik!

      Usuń
  6. Jestem, strasznie późno, ale jestem. Rozdział jest świetny, co akurat nie dziwi, w końcu ty go pisałaś. :) Cieszę się, że Lena dogaduje się z Majką i że została zaakceptowana przez klasę. Zawsze to lepiej niż gdyby się to nie stało. :) I mimo, że została wrobiona w projekt z Tomkiem, z tego też się cieszę. Współczuję jej tylko, że koszmar, z którego próbowała uciec znów stał się rzeczywistością. Powrót ojca musi być dla niej cholernie trudny, co widać, mimo że nie wiemy o co chodzi.
    Na temat szkoły powiem tylko tyle, że myślałam, że będzie lepiej. Plan znam na razie tylko na 3 dni, gdzie mam lekcje do 15.10, 16 i 15.10. Dodatkową "atrakcją" jest 5 godzin w tygodniu z nauczycielką, której nikt z mojej klasy nie lubi, bo jest niemożliwie wredna. Już wolę moje dwie matematyki pod rząd w czwartki.
    Strasznie szybko u Ciebie trzeba wybrać temat, u mnie do końca września i to dopiero wstępnie. Cóż, co szkoła to inne zwyczaje. :)
    W niedzielę będę. Późno, ale będę. Spełniam wtedy swoje marzenie i wybieram się na Memoriał do Płocka. :)
    Ściskam serdecznie! :)
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :>
      Zacznę od końca : zazdroszczę Memoriału! Mam nadzieję, że w TV będzie transmisja, to trzy dni przed nim przesiedzę. ;)
      Ja tak mam z polskim. Masakra, nie lubię tego przedmiotu. Z angielskiego też mamy masę roboty, ale do tego chyba już przywykłam. Dzięki Bogu jutro już piątek. :)
      Jeśli chodzi o ojca, zagadka jest coraz bliżej rozwiązania. ;)

      Usuń
  7. opowiadanie świetne nawet bez siatkarza, ja osobiście u w szkole co dziennie do 15, jakaś totalna masakra. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz. :) Ja szkołę kończę po 13/ 14, bo plan luźny mamy jak na razie. ;)
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. Czytamy bo Ty piszesz, nie dla realnej osoby. ;D Mała różnica, a jaka istotna. ;)
    Super, że Lenie i Majce dobrze się układa, w sumie nie musi jej opowiadać o swojej przeszłości ale jestem pewna, że Maja by to bez problemu zaakceptowała.
    Odpowiedź na moje pytanie z poprzedniego komentarza jest. Nie Maciek tylko Tomek. :D Wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane. Tomek od początku jakoś bardziej mi pasował. ;D
    Lena strasznie naskoczyła na matkę i ojca, ale co się dziwić, nie wiemy co się dokładnie stało, ale z wcześniejszych rozdziałów można się tylko ciężkich i poważnych rzeczy domyślać. Jeżeli z ust córki padają słowa, że nie ma i nie chce mieć ojca, to nie chcę wiedzieć czego są skutkiem. Może to Lena przesadza z reakcją, a może nie...
    Na początku, kiedy przeczytałam o walizce bałam się, że będą się znów przeprowadzać, a Lena tak dobrze się odnalazła w nowym środowisku. :P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nadzieję, że po kilku opowiadaniach ktoś powie mi, że zależy mu na moim pisaniu a nie osobie, o której piszę, ale nie wierzyłam, że tak na serio będzie. Dziękuję ;*
      Majka wydaje się super osobą, pewnie jeszcze by ją wspierała? ;)
      To przynajmniej się ta zagadka rozwiązała. ;)

      Haha :D. Czy reakcja Leny była słuszna, ocenisz już niedługo. ;)
      Pozdrawiam i lecę do lekcji. :<

      Usuń
  9. Mieszający tatuś. Ah, jak to dobrze że moja mama już dawno uznała że temu panu już dziękujemy i bez mojego wytwórcy sobie radzimy. Nie znałam i nie chcę znać. Czytam to bo uwielbiam cię czytać i nie siatka jest tu najważniejsza ;) Lence się nie dziwię też bym się zdenerwowała, na tyle że było to by bez przebierania w słowach. Mam nadzieję zaaklimatyzować się w nowej szkole jak Lena bo póki co jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej Twój ojciec nie nadawał się do wypełniania swojej roli, nie ma co takiego żałować. ;)
      Dziękuję za miłe słowa. ;*
      Będzie dobrze. Nasz nowy też się aklimatyzuje :D

      Usuń
  10. Oj powrót taty zmieni trochę nadchodzące wydarzenia. Coś czuję, że nie będzie ciekawie. Nie dziwię się, że Lena tak wybuchowo zareagowała, w końcu przez niego miała problemy. Naprawdę fajnie, że Lena zaprzyjazniła się z Mają ;)
    To, że w tym opowiadaniu nie pojawi się żaden rzeczywisty siatkarz oczywiście nie zmienia faktu, że opowiadanie i tak, i tak jest świetne. :)
    A jednak mam fajną klasę, wychowawczyni jest żoną dyrektora i chyba z tego tytułu mamy najlepszy plan wśród klas pierwszych liceum. Najpózniej kończymy o 16.45, podczas gdy pozostali siedzą w szkole do 18.30 ;)
    Pozdrawiam serdecznie,
    K. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;*
      A na którą wy chodzicie, że tak późno kończycie? Ja maksymalnie siedzę do 14 i to raz czy dwa w tygodniu, poza tym mam 6 lekcji albo okienka na pierwszych. ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Akurat moja klasa chodzi najczęściej na 9.40 albo 10.30, ale ogólnie klasy pierwsze chodzą na 12.25, 13.10 albo 14.20 :)
      K. :)

      Usuń
    3. Jejku, przynajmniej się wyspać możecie :D Ja już od 6:30 na nogach, jak będę z wfu zwolniona to przez trzy dni będę później do szkoły chodzić, ale to nic w porównaniu z wami :D

      Usuń
  11. Mam pytanie ale nie na miejscu za bardzo. A wiec pisalas cos o kolanach ze masz zabiegi na bie,bo mnie bolaky kiedys co miesiac a od tygodnia codziennie i nie wiem co to moze byc moze mialas tak samo ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, wiesz, chcę iść na medycynę, zapamiętam cię jako mojego pierwszego pacjenta sprzed studiów. ;)
      Tak, mam problem z kolanami. Teraz w sumie i lewym i prawym. Prawe pobolewało mnie od jakiegoś czasu, z rok będzie. Na początku czułam takie kłucie w okolicach rzepki, jak wchodziłam po schodach na przykład. Później doszło do tego takie dziwne uczucie, jakby coś mi się w kolanie ruszało. W sumie teraz boli mnie już w kilku miejscach, ale to też zależy od tego, czy dużo przeszłam w ten dzień, czy raczej odpoczywałam. ;) Teraz muszę kupić zastrzyki i będziemy nimi traktować moją chrząstkę, bo w badaniach wyszła mi ,,chonodromalacja chrząstki'', czyli po prostu mi się rozłazi i przez to rzepka ucieka, a kolano jest niestabilne. Lewe też mnie już boli i coś czuję, że to może być to samo. -.-
      Nie wiem, czy twój ból to ten sam. Czasami bóle kolan są spowodowane szybkim wzrostem, ale pójdź lepiej do lekarza rodzinnego, jak nadal cię będzie bolało, on da ci pewnie skierowanie do ortopedy, a ten już cię dokładniej zbada. :) Mi rodzinny kazał w oczekiwaniu na termin u ortopedy kolano maścią rozgrzewającą smarować, ale nie pomagało, bo to nie jakieś mięśnie mnie bolały. ;) Ortopeda sprawdzał mi stabilność kolan i strasznie miałam rozchwiane prawe, lekko niestabilne też lewe, potem na rezonansie magnetycznym, na który mnie skierował, wszystko wyszło jak na dłoni. Teraz nie mogę ćwiczyć, pewnie po zastrzykach też nie bardzo, bo z tego co wiem, chonodromalacja czasami się odnawia. ;/

      Także mam nadzieję, że cię to u góry nie wystraszyło. ;) Po prostu jak nadal cię boli, to idź do lekarza jak najszybciej, bo kolejki na kasę chorych są strasznie długie, ja na ortopedę czekałam pół roku. A teraz na rehabilitacje... w październiku dopiero mi przepiszą zabiegi, więc ćwiczyć kolano będę pewnie wiosną... -.-

      Trzymam kciuki, żebyś nie miała tego co ja, bo strasznie ogranicza, jeśli jest się aktywną osobą. Zero siatkówki i innych sportów zespołowych, biegania.

      Trzymaj się i daj znać później co tam z Tobą :)

      Usuń