niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział drugi

Po małym rozeznaniu się w okolicy skierowałam swoje kroki do dość wyróżniającej się wśród pozostałych budynków galerii handlowej. Nie wiedząc, gdzie iść, odnalazłam jej plan i chwilę później powolutku zbliżałam się do piętra II, stojąc na zatłoczonych ruchomych schodach. Na górze jakiś chłopak wcisnął mi kupon na porcelanową miskę przy zakupie dwóch chińskich dań, zgięłam go w ręce i wyrzuciłam do kosza napotkanego w pobliżu KFC. Spoglądałam zdziwiona na ceny niektórych ubrań na wystawach. Że też ludzie wydają na jakiś gładki sweter kilka stówek? Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć. Dzięki Bogu moim oczom ukazał się sklep papierniczy. Powiedziałabym raj na ziemi. Kolory znajdujących się tam zeszytów, kalendarzy, notesów i nie wiadomo czego jeszcze aż zaklinały, aby wejść i wyjść obładowanym w te cuda. Nie dałam się im długo prosić.

W środku panował tłok. Najwidoczniej wszyscy zostawili sobie zakupy szkolne na koniec wakacji. Oglądając organizery, segregatory doszłam do wniosku, że to chyba najlepsza część szkoły. Skoro rok szkolny ma być udręką, to przynajmniej otoczę się ładnymi rzeczami.

Podliczyłam w myślach ilość zeszytów, jakie muszę kupić i zabrałam się do roboty. Wybór był tak wielki, że ciężko było mi się zdecydować. Doszłam jednak do wniosku, że i tak nie mam co robić, więc mogę równie dobrze spędzić w tej galerii cały dzień. Uzbrojona w trochę więcej pieniędzy, niż otrzymałam od rodzicielki, mogłam zaszaleć. Zapewne i tak później oddadzą mi tę część kieszonkowego, którą wydam, więc pozbyłam się jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Po chwili ilość zeszytów trzymanych na lewej ręce zaczęła mi ciążyć. Położyłam je sobie więc tuż obok różnego rodzaju organizerów i kalendarzy, w których szukałam jakiegoś, który od razu wpadłby mi w oko. Kiedy znalazłam jeden w małe kwiatuszki, stwierdziłam, że padnie ofiarą mojego zakupowego szaleństwa i wylądował na stercie rzeczy. Po drodze zgarnęłam parę długopisów, paczkę cienkopisów, okładki na zeszyty i zakreślacze. Wygięta do tyłu pod ciężarem rzeczy niesionych oburącz, zaczęłam dreptać do kasy, rozglądając się, czy o czymś nie zapomniałam. Chwilę potem na stercie wylądował również piórnik we wzór podobny do wybranego przeze mnie kalendarza. Stanęłam w kolejce do kasy, która liczyła kilka osób i uzbroiłam się w cierpliwość. Z nudów zaczęłam rozglądać się po sklepie i obecnych w nim ludziach. Moją uwagę przykuli jednak wchodzący dopiero do środka chłopacy. Było ich trzech i wszyscy wyglądali mi na jakichś skejtów. No bo jak wyjaśnić fakt, że dwóch z nich miało na głowach wełniane czapki, kiedy na zewnątrz temperatura oscylowała w granicach ok. 25 stopni? Ubrani w bluzy i jeansy ( dzięki Bogu nie te z krokiem w kolanach), śmiali się z czegoś i rozdzielili, idąc w różne działy sklepu i równocześnie znikając mi z oczu. Zaczęłam przyglądać się ludziom w kolejce i westchnęłam, kiedy kasjerka otworzyła kasę, bo skończył się papier na paragony. Ręce mdlały mi od nadmiaru wybranych rzeczy i modliłam się, aby zrobiła to jak najszybciej. Na szczęście kolejka zaczęła szybko się przesuwać i przede mną były jeszcze dwie osoby, gdy usłyszałam, że ktoś za mną stanął. Nie byłam nawet w stanie się obrócić, aby nie zachwiać tej ogromnej sterty rzeczy trzymanej w rękach. Już teraz zaczynałam się zastawiać, jakim cudem doniosę to wszystko do domu. Z głosów, które słyszałam za plecami zrozumiałam, że stoi za mnie grupka chłopaków, których obserwowałam. Rozmawiali o jakimś meczu, ale nie przysłuchiwałam się dokładnie ich rozmowie. Zamyśliłam się, a ocknęłam dopiero, kiedy kolejka znów się przesunęła, a ja mogłam wyswobodzić ręce, kładąc zakupy na ladzie. Kasjerka zajęła się ich podliczaniem, a ja zaczęłam szukać pieniędzy w kieszeniach. Nagle podnosząc zeszyt spowodowała lawinę ołówków i długopisów, które w nieopanowanym tempie zaczęły spadać z blatu tuż pod moje nogi.
-Przepraszam bardzo. - powiedziała i najwidoczniej miała zamiar wybiec zza lady i pomóc je podnosić.
-Nie, dam sobie radę. - uśmiechnęłam się do niej ciepło, a potem kucnęłam.
-Ja pomogę.
Miałam już w ręce dwa ołówki, kiedy przede mną ukazały się najpierw kolana, bluza i głowa pozbawiona wełnianej czapki. Właściciel rozczochranych włosów ( mógłby przybić sobie piątkę z moim bratem) w kolorze ciemnego blondu uśmiechnął się do mnie i spojrzał na mnie szarymi oczami. Razem zebraliśmy rzeczy w szybkim tempie, a kasjerka skasowała je, obdzierając mnie również z połowy pieniędzy. Wzięłam resztę i reklamówkę, która ważyła chyba z tonę i odwróciłam się w stronę tego, który mi pomógł. Zdziwił mnie jego wysoki wzrost, myślałam, że jest niższy, a przewyższał mnie o trochę ponad głowę.
-Dzięki. - powiedziałam tylko, a on w odpowiedzi uśmiechnął się.
-Nie ma sprawy.
Jego koledzy w wełnianych czapkach patrzyli na mnie, kiedy odwróciłam się i wyszłam.

Nie byłabym oczywiście sobą nie wstępując do Empika. Przeszłam się działami z literaturą dla kobiet i wyszłam z jedną z książek, o której ostatnio dużo słyszałam. Obładowana jak wielbłąd postanowiłam jeszcze napić się czegoś, bo w gardle miałam sucho jak na pustyni ( czy tak nie czuje się to pustynne zwierzę?). Licząc drobne w pozostałe po zakupach doszłam do wniosku, że będzie mnie stać na shake. Stanęłam w kolejce która jak na McDonalda była dość mała i czekałam na zamówienie. Kiedy otrzymałam swój kubek doszłam do wniosku, że nie dam rady pić, iść i nieść zakupów. Usiadłam na jednej z ławek przed jakimś sklepem z ubraniami i piłam powoli zimny napój. Pozostałe ławki były w większości zajęte przez facetów czekających zapewne na swoje żony lub dziewczyny – wyglądali na śmiertelnie znudzonych. Uśmiechnęłam się na ich widok, bo zawsze wydawało mi się to zabawne, wyglądali, jakby byli tu za karę. Sama dobrze pamiętam każde zakupy z ojcem, które się już raczej nie powtarzają, ale zawsze na jego twarzy gościł wyraz znudzenia i rozpaczy.

Jakieś 10 minut i shake później wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia z galerii, po drodze kątem oka spoglądając na wystawy. Niektóre ubrania wręcz mnie wołały, ale nie miałam już pieniędzy,a mierzenie ich i oglądanie bez możliwości zakupu... jest jak machanie psu przed nosem kiełbasą, której i tak nie zje.
Potrząsnęłam głową, kiedy nagle z myśli wyrwało mnie szarpnięcie w lewej ręce.
-Hej, może byś tak uważał? - mruknęłam, jednak nie na tyle cicho, żeby chłopak, który mnie potrącił, tego nie dosłyszał. Spojrzałam na trójkę, która próbowała mnie wyminąć i najwyraźniej nie planowała zrobić tego niezauważenie.
-Przepraszam panią najmocniej. - odpowiedział jeden, któremu grzywka, przyklepana przez wełnianą czapkę praktycznie zakrywała oczy.
-Nie dziwię się, że mnie nie zauważyłeś. - mruknęłam spoglądając na jego włosy, co spowodowało śmiech pozostałych. Ruszyłam przed siebie, słysząc za sobą kroki
-W ramach przeprosin może jakaś kawka? - zapytał, idąc tuż za mną.
-Właśnie pochłonęłam shake, może innym razem. - odpowiedziałam, próbując się wyrwać.
-Ok, ale następnym razem się nie wymigasz. - mrugnął i dołączył do reszty kolegów.

Wyszłam z galerii, myśląc, że następnego razu nie będzie. Wrocław to duże miasto, nie ma szans, żebyśmy ot tak na siebie wpadli.

Mimo to, humor trochę mi się poprawił. Sytuacja, która mnie spotkała była miła, a ostatnim razem, kiedy ktoś obcy tak uprzejmie się do mnie od nosił... nawet nie pamiętam, kiedy tak było. Cóż, takie było moje życie, już się chyba z tym pogodziłam, ale każde odrzucenie bolało. Jak na zawołanie przypomniały mi się moje przyjaźnie, które bardzo szybko się kończyły. Wystarczyło, że rodzice znajomych stwierdzali, że nie jestem odpowiednią osobą i ich dzieci nie mogą ze mną spędzać czasu. Przykre było to, że ci, których nazwałam przyjaciółmi tak po prostu się ode mnie odwracali. Myślałam, że znają mnie na tyle, żeby wiedzieć, że jestem inna.

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego wszyscy tak źle oceniali mnie, Michała i moją mamę. Dlaczego musieli stosować wobec nas jedną miarkę? Każdy sam pracuje na swoje życie i nie powinien być potępiany za błędy kogoś z nim spokrewnionego. Ale tak niestety było i nie dało rady tego zmienić. Wystarczyło, że mój ojciec ,,zaszalał'', narobił kłopotów, nie myśląc, że skutki jego czynów wpłyną także na nas. Jeżeli ktoś dobrze nas znał, powinien wiedzieć, że nigdy nie zrobilibyśmy czegoś takiego, jak on. Szkoda tylko, że strach i złość blokowała ludziom racjonalne myślenie.

Otworzyłam drzwi do domu, ściągnęłam buty w przedpokoju i weszłam do kuchni, w której przy kawie siedziała moja mama. Ubrana, umalowana wyglądała o niebo lepiej, niż w ciągu ostatnich kilku tygodni, kiedy była po prostu cieniem człowieka.
-Widzę, że zakupy się udały. - skomentowała moją wypchaną po brzegi reklamówkę. Zauważyłam, że część zeszytów w twardej oprawie próbowała swoimi rogami przebić się na wolność. Ona chyba też to zauważyła.- To cud, że to wszystko doniosłaś.
-Też jestem w szoku. Chcesz zobaczyć? - uśmiechnęłam się do niej, a ona przytaknęła.
Na stole wylądowały wszystkie artykuły szkolne, wraz z książką i kalendarzem. Kiedy już obejrzała wszystko, zaczęła pytać mnie o wrażenia dotyczące miasta, sklepów i ogólnie okolicy.
-W porządku. A ty jak, przygotowana na rozmowę o pracę? - zapytałam, upijając łyk z jej kawy. - Błe, ale to słodkie. Syp mniej cukru.
-Zrób sobie swoją cwaniaku. - odpowiedziała, zabierając mi kubek. - Gotowa. Boję się trochę, ale chyba będzie ok. Zaraz wychodzę.
-Dostaniesz tę robotę, jesteś najlepszą księgową na świecie. Ja trzymam kciuki. - mrugnęłam. Zabrałam rzeczy i zgięta pod ich ciężarem weszłam po schodach do pokoju. Rzuciłam je byle jak na łóżko i zmęczona tym wyczynem położyłam się na nim, czując jak długopisy gniotą mnie w plecy.

Musiałam przyznać, że zaczynało mi się w tym miejscu podobać. Może dużo zależy od nastawienia, leżeli człowiek myśli pozytywnie, to chyba lepiej mu się układa. Przypomniałam sobie, jak jeszcze jakiś czas temu cały czas kłóciłam się z mamą o każdy drobiazg, jakby winiąc ją w pewnym sensie za to, co działo się z naszą rodziną. Z perspektywy czasu wiedziałam, że byłam niesprawiedliwa. Zdecydowałam, że przeprowadzka jest dobrą okazją do zmiany nastawienia. Jeżeli było jej ciężko, bo każdy z nas przeżywał to na swój sposób, to przecież nie było sensu, żeby jeszcze dokładać jej zmartwień. W trudnych chwilach każdemu potrzebne jest wsparcie, a rodzina chyba powinna tę potrzebę zaspokajać.

Mimo to nie mogłam czasami nie być zła na ojca. Gdyby nie on, nadal mieszkalibyśmy w jednej z dzielnic Warszawy, chodziłabym z przyjaciółkami do kina, a w wolnym czasie jeździłybyśmy po mieście, ot tak bez celu. Miałabym z kim się pośmiać i nie musiałabym się bać o opinię innych ludzi, bo dziewczyny by mnie wspierały. Zawsze tak było. Ale kiedy wszystko wyszło na jaw i zaczęły się nasze problemy, zaczęły znikać. Wymawiać się jakimiś pilnymi do zrobienia rzeczami. Na początku nie chciałam wierzyć, że moje przyjaciółki, z którymi stawiałam czoła szkolnej rzeczywistości od jakichś 9 lat, nagle przestaną ze mną przebywać. Wierzyłam im, bo miałam do nich nieograniczone zaufanie, które jednak zawiodły, nie chcąc w twarz powiedzieć mi, dlaczego mnie unikają. Przejrzałam na oczy dopiero pewnego dnia, kiedy jak zwykle musiały pomagać rodzicom, czy coś w tym rodzaju. Z nudów postanowiłam wybrać się w miejsce, gdzie przeważnie chodziłyśmy, do naszej ulubionej kawiarni. Przechodziłam koło jej ogromnego okna, aby w środku dostrzec... moje przyjaciółki. Pamiętam, że w oczach zakręciły mi się łzy, nie chciałam jednak robić scen. Po prostu otarłam je rękawem mojej bluzy, a potem wsiadłam w odpowiedni autobus, który dowiózł mnie do domu. I tak kontakt się urwał. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, a one już dawno nie miały na to czasu i chęci. Z przyjaciółek, które nie potrafiły spędzić bez siebie dnia, stałyśmy się całkiem obcymi ludźmi. W szkole jedna z nich, Sara, już ze mną nie siedziała. Cała klasa spoglądała na mnie jak na trędowatą. Miałam dość takiego życia i praktycznie każdego dnia, po powrocie, płakałam w poduszkę. Podobna sytuacja spotkała mnie już w liceum, tyle że zaczęło się o wiele lepiej, bo poszłam do pierwszej klasy razem z ludźmi, którzy nie znali siebie nawzajem, nie musiałam się więc bać, że rozbiję jakąś paczkę i stworzyłam swoją. Szkoda tylko, że była tak nie trwała jak ta z czasów podstawówki i gimnazjum.

Nigdy nie pytałam Michała, jak on czuł się, kiedy na jaw wyszła cała ta afera, a naszą rodzinę zaczęto traktować z pogardą. Akurat kiedy przeprowadzaliśmy się po raz pierwszy, zaczął studia ale chyba nie było zbyt kolorowo, bo postanowił wyprowadzić się razem z nami, choć już wynajmował mieszkanie z przyjacielem. On nie wracał do tego tematu, ja też nie chciałam. I miałam nadzieję, że nie będę musiała przechodzić tego wszystkiego od początku.

Miałam jednak głupie wrażenie, że w naszym przypadku potwierdzi się powiedzenie ,, do trzech razy sztuka''.
*
Kolejny rozdział w... środę. Też o 11.

Komentarz nikły, przepraszam, ale to z powodu braku czasu. ;) Po prostu przecieka mi między palcami, poza tym za chwilę muszę zabrać się do roboty, bo mnie mama popędza, a jej lepiej nie podpadać. ;)

A kolejny tydzień wakacji zleciał, jeszcze jeden i zaczyna się nasza (szara?) szkolna rzeczywistość. Albo studia. ;)  Uświadomicie mnie, do jakiej klasy się wybieracie, czy na którym roku studiów jesteście? Chcę mieć wszystko poukładane. ;)
Przy okazji pozdrowię wszystkich, których teraz jak mnie czeka maturalna. :)


37 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie wierzę, że to robisz :D

      Usuń
    2. Już jestem! Miałam parę spraw do załatwienia i w internet weszłam tylko specjalnie dla Ciebie. ;) A jednak musisz, bo to rzeczywistość. ;>
      No to od początku. Szczerze ja też nie rozumiem kobiet/dziewczyn, kupujących gładki sweterek za kilka stówek o.O Już bym wolała na przykład... Hym... Pojechać na mecz?! ;D Tak to byłoby to. ;> Albo odłożyć te kilka sweterków i pojechać na wymarzone wakacje. *v* Oj tak. Ja bym tak zrobiła. ;) Ale jeżeli ludzie nie mają co robić z pieniędzmi, to spoko ich sprawa co robią. Ja się wtrącać do tego nie będę.
      Ja wprost uwielbiam robić zakupy do szkoły!. Ale podkreślam, tylko robić zakupy. Te wszystkie zeszyty, długopisy, podkreślacze, teczki, zakładki... Raj. *_*
      Hym... Wełniana czapka na głowie, gdy na dworze jest 25 stopni Celsjusza?.. Jakoś to niezbyt rozsądne, ale jak skejty to skejty. ;) O właśnie dobrze, że nie w dżinsach z krokiem w kolanach.Tacy chłopcy mnie przerażają...Ale pomińmy ten fakt i przejdźmy do następnego. Mmm.... Kolejny chłopak z rozwichrzoną grzywą i szarymi tęczówkami... Lubię go. ;> Z wyglądu, a na dodatek wysoki. ;> Podziwiam Lenę. Podziwiam ją za to, że nawet po tym co zrobił im ojciec (choć nie wiem co, ale na pewno coś strasznego)potrafi powiedzieć o nim w żartobliwy sposób. Ja bym tak nie potrafiła.Przypuszczam,że ojciec Leny zrobił bardzo wiele błędów w życiu. Ludzie, jak to ludzie... Osądzają z góry. No cóż taka natura. Każdy widzi wszystko spod innej perspektywy. Jednak mam nadzieję, że Lena odnajdzie się w nowym środowisku i najważniejsze. Rówieśnicy nie będą patrzeć na to, jaka była jej przeszłość, bo to nie jest istotne. ;) W tym roku np. wpadłam na pomysł oprawienia zeszytów w grubej okładce materiałem. ;) Z jednej strony rozumiem Lenę. Nie raz doświadczyłam tzw. "przyjaźni na jeden dzień". I to nawet dosłownie. Pamiętam, to była kolonia i jechaliśmy nad może pociągiem z Rzeszowa. "Zaprzyjaźniłam" się z taką dziewczyną, która, później okazało się, jest wnuczką mojej sąsiadki. W pociągu tematy nam się nie urywały. Myślałam, że mimo tego,że mieszka daleko ode mnie będziemy mieć ze sobą kontakt. Niestety, dojechaliśmy na miejsce, a ona jak gdyby nigdy nic poszła do jakiś innych dziewczyn, mieszkać z nimi w domku, a ja zostałam sama jak palec. No, ale wspominam te wakacje jako jedne z tych najlepszy. ;) Mama Leny z pewnością dostanie tą pracę. ;) W końcu jest najlepszą księgową na świecie! ;D
      No i oczywiście jestem ciekawa, czy spotka tych chłopaków z galerii handlowej. A może się okaże, że ten z rozwichrzoną grzywą będzie w tej samej klasie? Ba, a może będą siedzieć w jednej ławce ;DD Moja wyobraźnia chyba nie zna granic. ;D
      Oj tak, żeby spełniło się to powiedzenie... "do trzech razy sztuka".
      W środę? O jedenastej? Będę, ale trochę później. Nie będzie rezerwejszyn... ;c
      Oj, mamie lepiej nie podpaść, bo jak poprosisz o kilka złotych na autobus to może nie dać. ;)
      Skoro chcesz mieć wszystko poukładane... Idę do drugiej gimnazjum. I właśnie wyszło na jaw, że pewnie jestem najmłodsza ze wszystkich Twoich czytelniczek... O jeny... To prawda... Jestem najmłodsza. ;o Trudno...
      Pozdrawiam.! ;>
      Ps. A widzisz. Jednak są tutaj osoby starsze od Ciebie! ;)

      Usuń
    3. O Jezu!. ;oo O.o
      Życzę miłego czytania! ;DD
      Chyba powoli przesadzam z tymi komentarzami... Ale mam nadzieję, że opłaca się czekanie, aż napiszę kilka słów pod "rezerwejszyn".;)
      No i wychodzi takie "cuś"!

      Usuń
    4. Czytanie było bardzo miłe, a ja nie mam nic przeciwko w kwestii przesadzania z komentarzami. Rób tak dalej, bo opłaca się czekać na te ,,cuś'' ;)

      Faktycznie, są tutaj starsi ode mnie, a czy najmłodsza jesteś... może się jeszcze ktoś zagubiony odezwie, to porównasz. Pocieszę się, że później będziesz miała zmarszczki, niż my, staruchy. ;) Tak sobie zdałam sprawę, że jesteś tylko rok starsza od mojej siostry. o.O
      Mamę trzeba szanować, bo jej zemsta... jest okropna. ;)
      W internet wchodzisz specjalnie dla mnie? ♥
      Może jak kiedyś nie będę miała co zrobić z pieniędzmi, to może zacznę kupować takie sweterki, póki co wolałabym odłożyć je na inny cel, choćby mecz, czy kilka tańszych rzeczy.
      Zakupy do szkoły to istny raj, który kończy się, kiedy masz już wszystko i musisz do tej szkoły pójść. ;)
      Przerażają mnie niektórzy skejci,a już ci z krokiem w kolanach czy majtkami na wierzchu, tym bardziej. Może niektóre na to lecą, ale ja tylko po czymś takim uciekam, gdzie pieprz rośnie. :D Choć na szczęście taka ,,stylówa'' przeważa u gimnazjalistów, z czasem trzymają się jej już tylko kolesie, którzy uważają się za raperów... a nimi nie są. Takie nawiązanie do niektórych ludzi z mojej szkoły. Może rapu nie słucham, ale zauważę, kiedy ktoś nie powinien się do tego zabierać. ;)
      Ja w tym roku miałam obłożyć zeszyty różnymi papierami do pakowania prezentów, bo okazyjnie kupiłyśmy tanio i wszystkie są identyczne :D Ale dokupiłam kilka w różnych sklepach i już je rozróżniam, chyba nie będzie jak w tym roku, gdzie na chemii otwierałam zeszyt z religii, bo miały tę samą okładkę. :D
      Przyjaźń tego typu znam dobrze, bo dwa razy taką zaliczyłam. Lepiej się dowiedzieć, że nie ma przyszłości wcześniej, niż później, nie? ;)
      A co pojawi się w następnych rozdziałach... Zobaczymy, jaki z ciebie jasnowidz. Ja już wiem. :D




      Usuń
  2. Pyk ;D
    Jest rozdział, jestem i ja. ;D
    Podoba mi się, mimo że obejmuje tę szarą część życia, której częścią i ja się zaraz stanę, z racji powrotu do szkoły i klasy maturalnej. Ta świadomość mnie przytłacza, tak samo jak fakt, że czeka mnie egzamin zawodowy w czerwcu przyszłego roku. Technikum mi się zachciało...Ale w perspektywie jednak to chyba był dobry wybór. ;) Okej, bo odbiegam od tematu. ;D
    Współczuję Lenie. I rozumiem ją, bo wiele moich przyjaźni także się rozpadło, mimo że na początku nigdy bym nie powiedziała, że taka sytuacja może mieć miejsce. Cóż, widocznie dla niektórych ludzi normalne jest przestać odzywać się z dnia na dzień. Jestem ciekawa co takiego zrobił jej ojciec, że nagle ludzie zaczęli się od nich odwracać i traktować ich z pogardą. I to do tego stopnia, że przeprowadzka była najlepszym rozwiązaniem. Ale to powoli zacznie się wyjaśniać. :) Jestem też ciekawa czy znów spotka tych chłopaków i czy jej mama dostanie pracę. Mam nadzieję, że tak. :)
    Skoro chcesz mieć wszystko poukładane, odpowiadam. Mnie czeka czwarta, maturalna klasa technikum. Czyli ogólnie jestem od ciebie starsza o rok, o ile się nie mylę. ;P
    Za pozdrowienia z końca dziękuję, odpowiadam swoimi. Pozdrawiam więc. :)
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że faktycznie chodzisz w parze z rozdziałem. Bardzo mnie to cieszy. ;)
      Każdy z nas chyba kiedyś zaliczył przyjaźń, która rozpadła się z jakiegoś błahego powodu. Sama zauważyłam, że ludzie się zmieniają i z czasem może wychodzi to na dobre. Czasami nawet moment rozerwania się tej cienkiej linii przyjaźni nam umyka i nie dowiadujemy się, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.
      Zauważyłam, że jesteś ode mnie rok starsza, ale z maturą i tak będziemy mogły przybić sobie piąteczkę. ;)

      Usuń
    2. W takim razie przybijam wirtualną piątkę. :)
      VE.

      Usuń
  3. Teraz powinnam iść do pierwszej liceum ale idę do drugiej bo poszłam rok wcześniej;) a co;D I jak sobie pomyśle co mnie tam czeka n profilu mat-geo to mi się żyć odechciewa;( ale pocieszam sie, że to ardzo szybko zleci i na studia;)
    Teraz powrót do opowiadania;) Jeżeli głowna bohaterka s( zapomniałam imienia;)) straciła 'przyjaciół' to znaczy że nie byli oni prawdziwi. Przecież ona nie miała nic wspólnego z przekrętamo ojca a wszyscy się od niej odwrócili. Nie wiem czy ja bym to psychicznie wytrzymała;) Do następnego.
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mojej klasy chodzi chłopak, który poszedł do szkoły rok wcześniej. ;) Mam nadzieję, że twoja teoria się sprawdzi i zleci szybko oraz jak najbardziej pozytywnie, jeśli chodzi o maturę, aby mnie na te studia przyjęli :D
      Lena to jej imię. Nie dziwię się, że zapomniałaś, skoro chyba z dwa razy się pojawiło i to w poprzednim rozdziale. ;) Ale z czasem bardziej się utrwali.
      Jakbyś musiała, to byś wytrzymała. Trzeba być twardym, nie miętkim. ;)
      Pozdrawiam gorąco :)

      Usuń
  4. Ja będę teraz w trzeciej liceum, więc wygląda na to, że jesteśmy rówieśniczkami :).
    Ale wróćmy do opowiadania. W dzisiejszych czasach trudno jest znaleźć prawdziwych przyjaciół. Osoby z otoczenia Leny widocznie na takie miano nie zasługiwali, skoro z dnia na dzień odwrócili się od niej nie czekając nawet na żadne wyjaśnienia z jej strony. Pasuje mi tutaj kolejne powiedzenie-"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Niestety, bohaterka tej historii boleśnie przekonała się o prawdziwości tego przysłowia w momencie gdy naprawdę potrzebowała wsparcia ze strony najbliższych.
    Mam nadzieję, że w końcu odzyska spokój i poczucie bezpieczeństwa. No i że znajdzie się ktoś, kto pomoże jej się odnaleźć w nowej rzeczywistości ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak podejrzewałam bodajże po jakimś Twoim komentarzu. :)
      Zgadzam się z Twoją opinią. Czasem ludzie, których darzymy zaufaniem w ogóle na nie nie zasługują, a odkrycie tego bardzo boli. Sama zaliczyłam coś takiego już dwa razy.
      A co czeka Lenę... z czasem zobaczymy. ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. To ja dziękuję za pozdrowienia bo właśnie też się do klasy maturalnej, w tym roku szkolnym, wybieram :)Ciężki będzie nasz żywot w tym roku, oj ciężki. :)
    A rozdział? No kurde, rozdział bomba. :)(Wiem, że pierniczę jak Makłowicz, ale taka prawda:))
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o tym to ja dobrze wiedziałam :> Ciężko będzie, ale jak to mówią, w grupie raźniej, będziemy się wymieniać wrażeniami i uświadamiać sobie nawzajem, że inni mają gorzej. ;)
      ,,Makłowicz by jeszcze zupę gotował...'' :D
      Pozdrowienia!

      Usuń
  6. Ja w tym roku idę jakże dzielnie do 2 technicznej klasy by szkolić się jako hotelarz.
    Kurdę, te przyjaciółki które znała tyle lat to zwykłe aa szkoda słów, najgorsze, żę wiem co ona przeżywała, po sama przeszłam przez ten koszmar, tyle że moja rodzina nie miała nic z tym wspólnego, odwróciły się bo ot tak. Rzeczywistość, która nas otacza jest cholernie niesprawiedliwa. Ludzie osądzają innych bo jest im po prostu tak na rękę, a nie widzą swoich wad. Ja odnalazłam spokój właśnie w technikum i chciałabym, żeby trwał jak najdłużej i życzę tego bohaterce i życzę jej, żeby znalazła tego jedynego (najlepiej siatkarza :))

    Zapraszam na pierwszy rozdział o zwariowanym Kubiaku i cichej Lilce pod tytułem 'Chce być szczęśliwa'

    ciszamoimswiatem.blogspot.com

    Pozdrawiam Annie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam przyjaciółki, które nagle się ode mnie odwróciły. Nadal nie wiem, co było tego powodem. Ale nie przejęłam się tym zbyt bardzo, po prostu było trochę przykro i przeszło. Bo zrozumiałam, że może to dobrze, że się ta przyjaźń skończyła, bo nie miała przyszłości.
      Teraz jest już spokojnie :)

      Usuń
  7. Jestem ciekawa co ojciec Leny wywinął. Przeczucie podpowiada mi romans z nieodpowiednią osobną, za dużo "Trudnych spraw" i "Dlaczego ja" się naoglądałam we wakacje :)

    Chłopak ze sklepu papierniczego może namieszać w życiu Lenki i mi się to podoba. Rzecz jasna wolałabym, żeby to był siatkarz, ale mówiłaś, że już nie będziesz pisać o siatkarzach :)

    W tym roku będę kontynuować moje nauczenie w pierwszej klasie liceum o profilu humanistyczno-prawnym. Trochę się boję, bo nowa szkoła i nowe otoczenie, ale idę z koleżanką z gim, więc nie będzie tak źle :)

    Pozdrawiam Via.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, twoja opcja rodem z tych seriali ( jeśli tak można to nazwać), ale czy się spełni... ;)
      Mówiłam, że postaci będą fikcyjne, ale fikcyjni sportowcy też się mogą przewinąć. ;)
      Dasz radę. Co prawda ja start w liceum miałam ułatwiony, bo trafiłam do klasy, gdzie większość ludzi już znałam, więc czułam się całkiem pewnie. Ale za ciebie i resztę ,,pierwszaków'' trzymam kciuki. :)

      Usuń
  8. Bardzo fajny rozdzial ;) Akurat akcja opowiadania dzieje sie na czasie, bo w koncu nowy rok szkolny zbliza sie wielkimi krokami. Wspolczuje Lenie falszywych przyjaciol, niestety tez mialam takie przyjaciolki w podstawowce. Niestety obecnie czesto zdarza sie ze ludzie najpierw spedzaja ze soba mnostwo czasu, maja wspolne sekrety, a pozniej z dnia na dzien traca wspolne tematy i oddalaja sie od siebie, nawet bez przyczyny ;(
    Jestem ciekawa dalszego rozwoju zdarzen :) zastanawia mnie, czy jakas wieksza role w zyciu Leny odegraja chlopcy ze sklepu i co tak powaznego nawywijal ojciec dziewczyny.
    Ja ide do pierwszej liceum o profilu medycznym. Jak juz mowilam troche sie obawiam, jak to bedzie. Na szczescie ponad polowe klasy juz znam :) liceum i gimnazjum mieszcza sie w jednym budynku, wiec to gdzie znajduja sie sale od poszczegolnych przedmiotow wiem ;)
    Pozdrawiam serdecznie,
    K. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również spotkała taka ,,przyjaźń''. Zastanawiam się, jak to będzie z moimi kumpelami, kiedy przestaniemy się widywać z powodu różnicy wieku, bo jestem od nich o dwa lata starsza i niestety, jak wyjadę na studia, to wszystko może się skończyć... :<
      U mnie liceum i gimnazjum są w jednym budynku, ale obie szkoły są od siebie oddzielone. Może to dobrze, bo przynajmniej dzicz z gimbazy nie lata. ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. U Ciebie nie lata, ale u mnie niestety lata dzicz. Baa!!! To podstawówka jest jeszcze jakby tego było mało. I niektórzy tak klną, że ja nie wiem co rodzicę robią. Ja w takim wieku jak oni połowy przekleństw nie znałam, ale jak to się mówi są ludzie i parapety;D

      Usuń
    3. Dokładnie. Między gimnazjum a liceum jest przepaść, wydaje mi się, że uczniowie tego pierwszego są czasem opóźnieni w rozwoju. ;) Pamiętam, jak poszłam do pierwszej liceum i byłam w szoku, że tutaj ludzie są tacy normalni i na korytarzach tak spokojnie, nikt nie biega, jakby go ktoś podpalał i się przy tym nie drze. ;)

      Usuń
  9. Jest rozdział to jestem i ja :) Współczuję Lenie. Wiem co to jest odwrócenie się koleżnek/przyjaciółek. Jeszcze jak jesteś gruba, nosisz okulary lub niedosłyszysz to cię wytykają palami. Widać, że jak są problemy to każdy ma cię w dupie. Przepraszam za to wyrażenie, ale taka jest prawda. Skąś to znam. Ciekawie się zapowiada. Może coś więcej dowiemy się o chłopaku (skejcie jak dobrze pamiętam). Niech tylko Lena niebędzie miała takich problemów wcześniej.
    Co do nauki w trybie dziennym to skończyłam ją rok temu. Technik ekonomista. Błagam nie pytaj dlaczego. Teraz uczę się w szkole policealnej na kierunku Technik Rachunkowości. W tym roku wreście za trzecim podejściem zdałam maturę. Jakim cudem udało mi się postrzelać odpowiedzi, a od 29 czerwca 2013 r. kocham Angielski :) Za rok marzę o studiach zaocznych na kierunku Marketing i Zarządzanie lub tego typu podobnym :) Ale się rozpisałam :) Chyba jeszcze takiego długiego komentarza nie miałam :)
    Pozdrawiam
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Za wyrażenie nie ma za co przepraszać, bo często go używam, jak jestem wściekła. ;)
      Skoro błagasz, to nie zapytam. ;)
      Dzisiaj wszystkie komentarze jakieś takie długie, że w szoku jestem. :D
      Pozdrawiam cieplutko, bo idzie ochłodzenie ;)

      Usuń
    2. Mam tylko nadzieję, że w weekend będzie ciepełko :)

      Usuń
    3. Z pogody wywnioskowałam, że jednak powinno być cieplej, niż zapowiadali. ;) Tylko w nocy zimno, ale ja tam się w dzień wynurzam z domu. ;)

      Usuń
    4. Ważne żeby nie padało, a w nocy się i tak przeywa w jakimś pomieszczeniu :D

      Usuń
  10. Szkoda mi Mai. Przeprowadzka jest czymś ciężkim, wymaga wielu planowań, wyrzeczeń itp. Sama o tym wiem, bo bardzo możliwe, że będę się przeprowadzać (co prawda 20 km dalej, ale mimo wszystko bardzo się tym przejmuję).
    Cóż, widocznie wpadła w oko owym skejtom, oby dzięki nim znalazła się we Wrocławiu. ;)
    A rozbicie rodziny? Też ciężka sprawa. Nic dziwnego, że dziewczyna nie może się po tym otrząsnąć. ;/
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaliczyłam przeprowadzkę jakieś sześć czy siedem lat temu. Mieszkam na osiedlu, a niewiele się zmieniło, bo moje byłe mieszkanie znajduje się w bloku za moim teraźniejszym. :D Także 20 km to już coś. ;)
      Nie chcę wypowiadać się na temat treści, więc pozostaje mi pozdrowić. ;*

      Usuń
  11. Hmm czyli - że tak powiem - problem leży w ojcu i to co chyba zrobił. Przykre, że jego rodzina została przez jego uczynek odtrącona, to nie tak powinno być! :( Rodziny się nie wybiera i nie powinno się ponosić odpowiedzialności za to, co ktoś inny zrobił. Szczególnie, jak się nie miało z tym nic wspólnego. Teraz widzimy tego efekty - ucieczka, przeprowadzki, strata przyjaciół. Na szczęście teraz wydaje się, że będzie lepiej, może w końcu uda się im mieć normalne życie?

    Pierwsze chwile w nowym mieście i już spotyka świetnych facetów, którzy zapraszają na kawę - to tylko piękny początek, który udowadnia, że we Wrocławiu może być tylko lepiej. Oczywiście jeszcze uda im się spotkać, coś czuję, że blondyn będzie miał swoją rolę w tym opowiadaniu. ;)

    Co do zakupu zeszytów mam zupełnie inne myślenie niż Lena, dla mnie to strata pieniędzy. Płacić za ładną okładkę i kilka kartek, które się szybko zapisze i trzeba będzie znów kupować nowy zeszyt - to nie dla mnie. ;D Teraz, na studiach, wystarczy mi jeden duży do wykładów i kilka na ćwiczenia/laboratoria, staram się ograniczać to do minimum. W szkole to było co innego, na każdy przedmiot zeszyt i nosiło się to w plecaku, studia to tylko zapchana torebka i jeżdżenie po mieście na różne zajęcia, więc duży ciężar nie były przyjemny do dźwigania. ;)
    Ja teraz zaczynam drugi rok studiów (jak ten czas leci...), klasę maturalną mam za sobą, ale jeszcze pamiętam czas przed maturą. Łatwo nie jest, także życzę Ci powodzenia i wytrwałości! :D Będzie dobrze, po to są trzy lata liceum, by spokojnie opanować cały materiał a później tylko powtarzać. ;)
    Pozdrawiam gorąco! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Twoich podejrzeń... z czasem dowiesz się, w ilu procentach miałaś rację. ;)

      Dla mnie kupowanie zeszytów jest ważne, ale pod jednym względem - staram się, aby każdy miał inną okładkę, bo jestem roztrzepanym człowiekiem i mimo, że zawsze je podpisuję, to nieraz zdarzyło mi się zabrać chemię zamiast religii. Ale nie bawi mnie kupowanie zeszytów znanych marek, z jakąś postacią z filmu na okładce. Po prostu wybieram takie z najtańszych, byleby różniły się okładkami. ;) Szkoda byłoby mi dać 6zł za zwykły zeszyt, który zapiszę i powędruje do kosza.

      Dziękuję, mam nadzieję, że wszystkie wasze życzenia jakoś mi pomogą w tym roku. W końcu głupia nie jestem, uczę się regularnie, zdam na pewno :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  12. Początki nie są łatwe, szczególnie gdy ciągnie się za tobą widmo brojącego ojca. Widać że nigdy nie było im łatwo, szczególnie dzieciom.
    Szkolne zaukpy...kurczę kiedy to było? Zawsze wydawało się jako najważniejsza rzecz na świecie, ten szał szkolny naganiany przez media, podręczniki kosztujące fortunę... Zdecydowanie wolę studenckie obijanie się w tym temacie i zapewnienie sobie tylko stosu kraciastych kartek i dwóch długopisów :)
    Chłopak w galerii wydawał się miły, ciekawe czy zagości tu na dłużej...
    Pozdrawiam, S. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównam to sobie za rok. Nie wiem, jak to jest na studiach, ale zapewne nie potrzebujesz już masy rzeczy, jak w szkole, a już na pewno tych kilkunastu zeszytów do każdego oddzielnego przedmiotu. I piórnika z linijkami, cyrklem, kiedy wybierasz kierunek, który tego nie wymaga. ;)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No takich rzeczy jak cyrkiel czy kalkulator to nie liczę, bo one są długoletnie że tak powiem :D
      #6 Wrona- http://kochaj-mnie-mimo-wszystko.blogspot.com/
      zapraszam :*

      Usuń
    3. Już lecę :>
      Dokładnie. Ja mam jeden kalkulator już... jakieś 6 lat. o.O

      Usuń
  13. Jacie! Zgadzam się zdecydowanie, że zakupy przed rokiem szkolnym to najciekawsza część, a później to już nie jest tak kolorowo. Chociaż ja mam na tyle dobrze, że w przeciwieństwie do bohaterki nie mam może ani jednego szkolnego przyjaciela, ale mam znajomych. Może dzięki temu łatwiej mi jest przetrawić zmianę szkoły czy klasy? Chociaż trochę głupio jest jak ma się w klasie samych imprezowiczow i w miarę możliwości wolę z nimi nie rozmawiać, bo raczej nie znoszę mówienia o tym, jak to fjnie się piło... Bo tak w ogóle to ja idę do drugiej liceum, a mam wrażenie, że moi rówieśnicy starają się na siłę zrobić z siebie nie wiadomo jak dorosłych i upijają się, palą na pokaz - tylko dokąd to prowadzi?

    Lena ma podobną filozofię do mnie - po co kupować gładki sweter za kilka stów? Grrr... Już wolałabym zaoszczędzić, a potem przeznaczyć na cokolwiek co miałoby dla mnie większą wartość niż zwykłe ubranie. Nowy aparat może bym w końcu kupiła ;)

    No tak! Te urocze wełniane czapki... Co prawda kliaty nie moje, ale nie ocenia się książki po okładce, prawda? Oby jeden z tych chłopaków okazał się, źle! Oby ci wszyscy chłopacy okazali się wartościowymi ludźmi dla bohateki, bo już trochę przeżyła.

    A i podziwiam Lenę, bo postanowiła wspierać mamę. Wiem, że starałabym się tak samo postępować, ale w pewnym sensie miałabym jej trochę pewnie za złe aferę, nawet jeżeli wplątany jest w nią tylko ojciec. I jakąkolwiek jest ta sprawa.

    Wplątałam prywatę, no ale spoko. Zanudziłam podczas durnych wywodów - przepraszam!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam kupować szkolne rzeczy - czytaj, wybierać okładki. Ale nie bawi mnie zakup drogich rzeczy dla szpanu, po prostu manewruję w tej najtańszej strefie. Nie ma sensu wydawać pieniędzy w błoto, a moi rodzice też ich na ulicy nie znajdują. ;)
      Wiesz, miałam taką klasę w gimnazjum. Wszyscy imprezowali, klnęli, nie uczyli się. Wyróżniałam się w ich tłumie, co nie do końca niektórym się podobało. Zaczęli się mnie czepiać, ale w efekcie tylko rozesłali ich do innych klas. I problem z nieukami przynoszącymi problemy całej szkole się skończył, bo w bez grupy nie było im do śmiechu. Nie wiem, dlaczego tak robią, może czują się przez to cool - wiem, że to nie ma sensu. Jestem sobą i nie chcę imponować innych, robiąc coś przeciwko sobie. A tym bardziej popadając w nałogi.

      Też marzę o aparacie. Na osiemnastkę może zbiorę kasę i wreszcie spełnię te marzenie. Uwielbiam robić zdjęcia, ale nie mam czym, bo aparat w telefonie, a jakiś lepszy to niezła różnica. :)

      Uwielbiam prywatę w wiadomościach, nie gadaj głupot, że jest nudna, bo ja tak nie uważam. :)

      Pozdrawiam, a z czasem dowiesz się, czy przeczucie dot. opowiadania cię nie myliło. ;)

      Usuń