Po małym rozeznaniu się w
okolicy skierowałam swoje kroki do dość wyróżniającej się
wśród pozostałych budynków galerii handlowej. Nie wiedząc, gdzie
iść, odnalazłam jej plan i chwilę później powolutku zbliżałam
się do piętra II, stojąc na zatłoczonych ruchomych schodach. Na
górze jakiś chłopak wcisnął mi kupon na porcelanową miskę przy
zakupie dwóch chińskich dań, zgięłam go w ręce i wyrzuciłam do
kosza napotkanego w pobliżu KFC. Spoglądałam zdziwiona na ceny
niektórych ubrań na wystawach. Że też ludzie wydają na jakiś
gładki sweter kilka stówek? Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć.
Dzięki Bogu moim oczom ukazał się sklep papierniczy.
Powiedziałabym raj na ziemi. Kolory znajdujących się tam zeszytów,
kalendarzy, notesów i nie wiadomo czego jeszcze aż zaklinały, aby
wejść i wyjść obładowanym w te cuda. Nie dałam się im długo
prosić.
W środku panował tłok.
Najwidoczniej wszyscy zostawili sobie zakupy szkolne na koniec
wakacji. Oglądając organizery, segregatory doszłam do wniosku, że
to chyba najlepsza część szkoły. Skoro rok szkolny ma być
udręką, to przynajmniej otoczę się ładnymi rzeczami.
Podliczyłam w myślach
ilość zeszytów, jakie muszę kupić i zabrałam się do roboty.
Wybór był tak wielki, że ciężko było mi się zdecydować.
Doszłam jednak do wniosku, że i tak nie mam co robić, więc mogę
równie dobrze spędzić w tej galerii cały dzień. Uzbrojona w
trochę więcej pieniędzy, niż otrzymałam od rodzicielki, mogłam
zaszaleć. Zapewne i tak później oddadzą mi tę część
kieszonkowego, którą wydam, więc pozbyłam się jakichkolwiek
wyrzutów sumienia. Po chwili ilość zeszytów trzymanych na lewej
ręce zaczęła mi ciążyć. Położyłam je sobie więc tuż obok
różnego rodzaju organizerów i kalendarzy, w których szukałam
jakiegoś, który od razu wpadłby mi w oko. Kiedy znalazłam jeden w
małe kwiatuszki, stwierdziłam, że padnie ofiarą mojego zakupowego
szaleństwa i wylądował na stercie rzeczy. Po drodze zgarnęłam
parę długopisów, paczkę cienkopisów, okładki na zeszyty i
zakreślacze. Wygięta do tyłu pod ciężarem rzeczy niesionych
oburącz, zaczęłam dreptać do kasy, rozglądając się, czy o
czymś nie zapomniałam. Chwilę potem na stercie wylądował również
piórnik we wzór podobny do wybranego przeze mnie kalendarza.
Stanęłam w kolejce do kasy, która liczyła kilka osób i uzbroiłam
się w cierpliwość. Z nudów zaczęłam rozglądać się po sklepie
i obecnych w nim ludziach. Moją uwagę przykuli jednak wchodzący
dopiero do środka chłopacy. Było ich trzech i wszyscy wyglądali
mi na jakichś skejtów. No bo jak wyjaśnić fakt, że dwóch z nich
miało na głowach wełniane czapki, kiedy na zewnątrz temperatura
oscylowała w granicach ok. 25 stopni? Ubrani w bluzy i jeansy (
dzięki Bogu nie te z krokiem w kolanach), śmiali się z czegoś i
rozdzielili, idąc w różne działy sklepu i równocześnie znikając
mi z oczu. Zaczęłam przyglądać się ludziom w kolejce i
westchnęłam, kiedy kasjerka otworzyła kasę, bo skończył się
papier na paragony. Ręce mdlały mi od nadmiaru wybranych rzeczy i
modliłam się, aby zrobiła to jak najszybciej. Na szczęście
kolejka zaczęła szybko się przesuwać i przede mną były jeszcze
dwie osoby, gdy usłyszałam, że ktoś za mną stanął. Nie byłam
nawet w stanie się obrócić, aby nie zachwiać tej ogromnej sterty
rzeczy trzymanej w rękach. Już teraz zaczynałam się zastawiać,
jakim cudem doniosę to wszystko do domu. Z głosów, które
słyszałam za plecami zrozumiałam, że stoi za mnie grupka
chłopaków, których obserwowałam. Rozmawiali o jakimś meczu, ale
nie przysłuchiwałam się dokładnie ich rozmowie. Zamyśliłam
się, a ocknęłam dopiero, kiedy kolejka znów się przesunęła, a
ja mogłam wyswobodzić ręce, kładąc zakupy na ladzie. Kasjerka
zajęła się ich podliczaniem, a ja zaczęłam szukać pieniędzy w
kieszeniach. Nagle podnosząc zeszyt spowodowała lawinę ołówków
i długopisów, które w nieopanowanym tempie zaczęły spadać z
blatu tuż pod moje nogi.
-Przepraszam bardzo. -
powiedziała i najwidoczniej miała zamiar wybiec zza lady i pomóc
je podnosić.
-Nie, dam sobie radę. -
uśmiechnęłam się do niej ciepło, a potem kucnęłam.
-Ja pomogę.
Miałam już w ręce dwa
ołówki, kiedy przede mną ukazały się najpierw kolana, bluza i
głowa pozbawiona wełnianej czapki. Właściciel rozczochranych
włosów ( mógłby przybić sobie piątkę z moim bratem) w kolorze
ciemnego blondu uśmiechnął się do mnie i spojrzał na mnie
szarymi oczami. Razem zebraliśmy rzeczy w szybkim tempie, a kasjerka
skasowała je, obdzierając mnie również z połowy pieniędzy.
Wzięłam resztę i reklamówkę, która ważyła chyba z tonę i
odwróciłam się w stronę tego, który mi pomógł. Zdziwił mnie
jego wysoki wzrost, myślałam, że jest niższy, a przewyższał
mnie o trochę ponad głowę.
-Dzięki. - powiedziałam
tylko, a on w odpowiedzi uśmiechnął się.
-Nie ma sprawy.
Jego koledzy w wełnianych
czapkach patrzyli na mnie, kiedy odwróciłam się i wyszłam.
Nie byłabym oczywiście
sobą nie wstępując do Empika. Przeszłam się działami z
literaturą dla kobiet i wyszłam z jedną z książek, o której
ostatnio dużo słyszałam. Obładowana jak wielbłąd postanowiłam
jeszcze napić się czegoś, bo w gardle miałam sucho jak na pustyni
( czy tak nie czuje się to pustynne zwierzę?). Licząc drobne w
pozostałe po zakupach doszłam do wniosku, że będzie mnie stać na
shake. Stanęłam w kolejce która jak na McDonalda była dość mała
i czekałam na zamówienie. Kiedy otrzymałam swój kubek doszłam do
wniosku, że nie dam rady pić, iść i nieść zakupów. Usiadłam
na jednej z ławek przed jakimś sklepem z ubraniami i piłam powoli
zimny napój. Pozostałe ławki były w większości zajęte przez
facetów czekających zapewne na swoje żony lub dziewczyny –
wyglądali na śmiertelnie znudzonych. Uśmiechnęłam się na ich
widok, bo zawsze wydawało mi się to zabawne, wyglądali, jakby byli
tu za karę. Sama dobrze pamiętam każde zakupy z ojcem, które się
już raczej nie powtarzają, ale zawsze na jego twarzy gościł wyraz
znudzenia i rozpaczy.
Jakieś 10 minut i shake
później wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia z galerii, po
drodze kątem oka spoglądając na wystawy. Niektóre ubrania wręcz
mnie wołały, ale nie miałam już pieniędzy,a mierzenie ich i
oglądanie bez możliwości zakupu... jest jak machanie psu przed
nosem kiełbasą, której i tak nie zje.
Potrząsnęłam głową,
kiedy nagle z myśli wyrwało mnie szarpnięcie w lewej ręce.
-Hej, może byś tak uważał?
- mruknęłam, jednak nie na tyle cicho, żeby chłopak, który mnie
potrącił, tego nie dosłyszał. Spojrzałam na trójkę, która
próbowała mnie wyminąć i najwyraźniej nie planowała zrobić
tego niezauważenie.
-Przepraszam panią
najmocniej. - odpowiedział jeden, któremu grzywka, przyklepana
przez wełnianą czapkę praktycznie zakrywała oczy.
-Nie dziwię się, że mnie
nie zauważyłeś. - mruknęłam spoglądając na jego włosy, co
spowodowało śmiech pozostałych. Ruszyłam przed siebie, słysząc
za sobą kroki
-W ramach przeprosin może
jakaś kawka? - zapytał, idąc tuż za mną.
-Właśnie pochłonęłam
shake, może innym razem. - odpowiedziałam, próbując się wyrwać.
-Ok, ale następnym razem
się nie wymigasz. - mrugnął i dołączył do reszty kolegów.
Wyszłam z galerii, myśląc,
że następnego razu nie będzie. Wrocław to duże miasto, nie ma
szans, żebyśmy ot tak na siebie wpadli.
Mimo to, humor trochę mi
się poprawił. Sytuacja, która mnie spotkała była miła, a
ostatnim razem, kiedy ktoś obcy tak uprzejmie się do mnie od
nosił... nawet nie pamiętam, kiedy tak było. Cóż, takie było
moje życie, już się chyba z tym pogodziłam, ale każde odrzucenie
bolało. Jak na zawołanie przypomniały mi się moje przyjaźnie,
które bardzo szybko się kończyły. Wystarczyło, że rodzice
znajomych stwierdzali, że nie jestem odpowiednią osobą i ich
dzieci nie mogą ze mną spędzać czasu. Przykre było to, że ci,
których nazwałam przyjaciółmi tak po prostu się ode mnie
odwracali. Myślałam, że znają mnie na tyle, żeby wiedzieć, że
jestem inna.
Nigdy nie rozumiałam,
dlaczego wszyscy tak źle oceniali mnie, Michała i moją mamę.
Dlaczego musieli stosować wobec nas jedną miarkę? Każdy sam
pracuje na swoje życie i nie powinien być potępiany za błędy
kogoś z nim spokrewnionego. Ale tak niestety było i nie dało rady
tego zmienić. Wystarczyło, że mój ojciec ,,zaszalał'', narobił
kłopotów, nie myśląc, że skutki jego czynów wpłyną także na
nas. Jeżeli ktoś dobrze nas znał, powinien wiedzieć, że nigdy
nie zrobilibyśmy czegoś takiego, jak on. Szkoda tylko, że strach i
złość blokowała ludziom racjonalne myślenie.
Otworzyłam drzwi do domu,
ściągnęłam buty w przedpokoju i weszłam do kuchni, w której
przy kawie siedziała moja mama. Ubrana, umalowana wyglądała o
niebo lepiej, niż w ciągu ostatnich kilku tygodni, kiedy była po
prostu cieniem człowieka.
-Widzę, że zakupy się
udały. - skomentowała moją wypchaną po brzegi reklamówkę.
Zauważyłam, że część zeszytów w twardej oprawie próbowała
swoimi rogami przebić się na wolność. Ona chyba też to
zauważyła.- To cud, że to wszystko doniosłaś.
-Też jestem w szoku.
Chcesz zobaczyć? - uśmiechnęłam się do niej, a ona przytaknęła.
Na stole wylądowały
wszystkie artykuły szkolne, wraz z książką i kalendarzem. Kiedy
już obejrzała wszystko, zaczęła pytać mnie o wrażenia dotyczące
miasta, sklepów i ogólnie okolicy.
-W porządku. A ty jak,
przygotowana na rozmowę o pracę? - zapytałam, upijając łyk z jej
kawy. - Błe, ale to słodkie. Syp mniej cukru.
-Zrób sobie swoją
cwaniaku. - odpowiedziała, zabierając mi kubek. - Gotowa. Boję się
trochę, ale chyba będzie ok. Zaraz wychodzę.
-Dostaniesz tę robotę,
jesteś najlepszą księgową na świecie. Ja trzymam kciuki. -
mrugnęłam. Zabrałam rzeczy i zgięta pod ich ciężarem weszłam
po schodach do pokoju. Rzuciłam je byle jak na łóżko i zmęczona
tym wyczynem położyłam się na nim, czując jak długopisy gniotą
mnie w plecy.
Musiałam przyznać, że
zaczynało mi się w tym miejscu podobać. Może dużo zależy od
nastawienia, leżeli człowiek myśli pozytywnie, to chyba lepiej mu
się układa. Przypomniałam sobie, jak jeszcze jakiś czas temu cały
czas kłóciłam się z mamą o każdy drobiazg, jakby winiąc ją w
pewnym sensie za to, co działo się z naszą rodziną. Z perspektywy
czasu wiedziałam, że byłam niesprawiedliwa. Zdecydowałam, że
przeprowadzka jest dobrą okazją do zmiany nastawienia. Jeżeli było
jej ciężko, bo każdy z nas przeżywał to na swój sposób, to
przecież nie było sensu, żeby jeszcze dokładać jej zmartwień. W
trudnych chwilach każdemu potrzebne jest wsparcie, a rodzina chyba
powinna tę potrzebę zaspokajać.
Mimo to nie mogłam czasami
nie być zła na ojca. Gdyby nie on, nadal mieszkalibyśmy w jednej z
dzielnic Warszawy, chodziłabym z przyjaciółkami do kina, a w
wolnym czasie jeździłybyśmy po mieście, ot tak bez celu. Miałabym
z kim się pośmiać i nie musiałabym się bać o opinię innych
ludzi, bo dziewczyny by mnie wspierały. Zawsze tak było. Ale kiedy
wszystko wyszło na jaw i zaczęły się nasze problemy, zaczęły
znikać. Wymawiać się jakimiś pilnymi do zrobienia rzeczami. Na
początku nie chciałam wierzyć, że moje przyjaciółki, z którymi
stawiałam czoła szkolnej rzeczywistości od jakichś 9 lat, nagle
przestaną ze mną przebywać. Wierzyłam im, bo miałam do nich
nieograniczone zaufanie, które jednak zawiodły, nie chcąc w twarz
powiedzieć mi, dlaczego mnie unikają. Przejrzałam na oczy dopiero
pewnego dnia, kiedy jak zwykle musiały pomagać rodzicom, czy coś w
tym rodzaju. Z nudów postanowiłam wybrać się w miejsce, gdzie
przeważnie chodziłyśmy, do naszej ulubionej kawiarni.
Przechodziłam koło jej ogromnego okna, aby w środku dostrzec...
moje przyjaciółki. Pamiętam, że w oczach zakręciły mi się łzy,
nie chciałam jednak robić scen. Po prostu otarłam je rękawem
mojej bluzy, a potem wsiadłam w odpowiedni autobus, który dowiózł
mnie do domu. I tak kontakt się urwał. Nie miałam ochoty z nimi
rozmawiać, a one już dawno nie miały na to czasu i chęci. Z
przyjaciółek, które nie potrafiły spędzić bez siebie dnia,
stałyśmy się całkiem obcymi ludźmi. W szkole jedna z nich, Sara,
już ze mną nie siedziała. Cała klasa spoglądała na mnie jak na
trędowatą. Miałam dość takiego życia i praktycznie każdego
dnia, po powrocie, płakałam w poduszkę. Podobna sytuacja spotkała mnie już w liceum, tyle że zaczęło się o wiele lepiej, bo poszłam do pierwszej klasy razem z ludźmi, którzy nie znali siebie nawzajem, nie musiałam się więc bać, że rozbiję jakąś paczkę i stworzyłam swoją. Szkoda tylko, że była tak nie trwała jak ta z czasów podstawówki i gimnazjum.
Nigdy nie pytałam Michała,
jak on czuł się, kiedy na jaw wyszła cała ta afera, a naszą
rodzinę zaczęto traktować z pogardą. Akurat kiedy przeprowadzaliśmy się po raz pierwszy, zaczął studia
ale chyba nie było zbyt kolorowo, bo postanowił wyprowadzić się
razem z nami, choć już wynajmował mieszkanie z
przyjacielem. On nie wracał do tego tematu, ja też nie chciałam. I miałam nadzieję, że nie będę musiała przechodzić tego wszystkiego od początku.
Miałam jednak głupie wrażenie, że w naszym przypadku potwierdzi się powiedzenie ,, do trzech razy sztuka''.
Miałam jednak głupie wrażenie, że w naszym przypadku potwierdzi się powiedzenie ,, do trzech razy sztuka''.
*
Kolejny rozdział w... środę. Też o 11.
Komentarz nikły, przepraszam, ale to z powodu braku czasu. ;) Po prostu przecieka mi między palcami, poza tym za chwilę muszę zabrać się do roboty, bo mnie mama popędza, a jej lepiej nie podpadać. ;)
A kolejny tydzień wakacji zleciał, jeszcze jeden i zaczyna się nasza (szara?) szkolna rzeczywistość. Albo studia. ;) Uświadomicie mnie, do jakiej klasy się wybieracie, czy na którym roku studiów jesteście? Chcę mieć wszystko poukładane. ;)
Przy okazji pozdrowię wszystkich, których teraz jak mnie czeka maturalna. :)
Kolejny rozdział w... środę. Też o 11.
Komentarz nikły, przepraszam, ale to z powodu braku czasu. ;) Po prostu przecieka mi między palcami, poza tym za chwilę muszę zabrać się do roboty, bo mnie mama popędza, a jej lepiej nie podpadać. ;)
A kolejny tydzień wakacji zleciał, jeszcze jeden i zaczyna się nasza (szara?) szkolna rzeczywistość. Albo studia. ;) Uświadomicie mnie, do jakiej klasy się wybieracie, czy na którym roku studiów jesteście? Chcę mieć wszystko poukładane. ;)
Przy okazji pozdrowię wszystkich, których teraz jak mnie czeka maturalna. :)
Rezerwejszyn...;33
OdpowiedzUsuńNie wierzę, że to robisz :D
UsuńJuż jestem! Miałam parę spraw do załatwienia i w internet weszłam tylko specjalnie dla Ciebie. ;) A jednak musisz, bo to rzeczywistość. ;>
UsuńNo to od początku. Szczerze ja też nie rozumiem kobiet/dziewczyn, kupujących gładki sweterek za kilka stówek o.O Już bym wolała na przykład... Hym... Pojechać na mecz?! ;D Tak to byłoby to. ;> Albo odłożyć te kilka sweterków i pojechać na wymarzone wakacje. *v* Oj tak. Ja bym tak zrobiła. ;) Ale jeżeli ludzie nie mają co robić z pieniędzmi, to spoko ich sprawa co robią. Ja się wtrącać do tego nie będę.
Ja wprost uwielbiam robić zakupy do szkoły!. Ale podkreślam, tylko robić zakupy. Te wszystkie zeszyty, długopisy, podkreślacze, teczki, zakładki... Raj. *_*
Hym... Wełniana czapka na głowie, gdy na dworze jest 25 stopni Celsjusza?.. Jakoś to niezbyt rozsądne, ale jak skejty to skejty. ;) O właśnie dobrze, że nie w dżinsach z krokiem w kolanach.Tacy chłopcy mnie przerażają...Ale pomińmy ten fakt i przejdźmy do następnego. Mmm.... Kolejny chłopak z rozwichrzoną grzywą i szarymi tęczówkami... Lubię go. ;> Z wyglądu, a na dodatek wysoki. ;> Podziwiam Lenę. Podziwiam ją za to, że nawet po tym co zrobił im ojciec (choć nie wiem co, ale na pewno coś strasznego)potrafi powiedzieć o nim w żartobliwy sposób. Ja bym tak nie potrafiła.Przypuszczam,że ojciec Leny zrobił bardzo wiele błędów w życiu. Ludzie, jak to ludzie... Osądzają z góry. No cóż taka natura. Każdy widzi wszystko spod innej perspektywy. Jednak mam nadzieję, że Lena odnajdzie się w nowym środowisku i najważniejsze. Rówieśnicy nie będą patrzeć na to, jaka była jej przeszłość, bo to nie jest istotne. ;) W tym roku np. wpadłam na pomysł oprawienia zeszytów w grubej okładce materiałem. ;) Z jednej strony rozumiem Lenę. Nie raz doświadczyłam tzw. "przyjaźni na jeden dzień". I to nawet dosłownie. Pamiętam, to była kolonia i jechaliśmy nad może pociągiem z Rzeszowa. "Zaprzyjaźniłam" się z taką dziewczyną, która, później okazało się, jest wnuczką mojej sąsiadki. W pociągu tematy nam się nie urywały. Myślałam, że mimo tego,że mieszka daleko ode mnie będziemy mieć ze sobą kontakt. Niestety, dojechaliśmy na miejsce, a ona jak gdyby nigdy nic poszła do jakiś innych dziewczyn, mieszkać z nimi w domku, a ja zostałam sama jak palec. No, ale wspominam te wakacje jako jedne z tych najlepszy. ;) Mama Leny z pewnością dostanie tą pracę. ;) W końcu jest najlepszą księgową na świecie! ;D
No i oczywiście jestem ciekawa, czy spotka tych chłopaków z galerii handlowej. A może się okaże, że ten z rozwichrzoną grzywą będzie w tej samej klasie? Ba, a może będą siedzieć w jednej ławce ;DD Moja wyobraźnia chyba nie zna granic. ;D
Oj tak, żeby spełniło się to powiedzenie... "do trzech razy sztuka".
W środę? O jedenastej? Będę, ale trochę później. Nie będzie rezerwejszyn... ;c
Oj, mamie lepiej nie podpaść, bo jak poprosisz o kilka złotych na autobus to może nie dać. ;)
Skoro chcesz mieć wszystko poukładane... Idę do drugiej gimnazjum. I właśnie wyszło na jaw, że pewnie jestem najmłodsza ze wszystkich Twoich czytelniczek... O jeny... To prawda... Jestem najmłodsza. ;o Trudno...
Pozdrawiam.! ;>
Ps. A widzisz. Jednak są tutaj osoby starsze od Ciebie! ;)
O Jezu!. ;oo O.o
UsuńŻyczę miłego czytania! ;DD
Chyba powoli przesadzam z tymi komentarzami... Ale mam nadzieję, że opłaca się czekanie, aż napiszę kilka słów pod "rezerwejszyn".;)
No i wychodzi takie "cuś"!
Czytanie było bardzo miłe, a ja nie mam nic przeciwko w kwestii przesadzania z komentarzami. Rób tak dalej, bo opłaca się czekać na te ,,cuś'' ;)
UsuńFaktycznie, są tutaj starsi ode mnie, a czy najmłodsza jesteś... może się jeszcze ktoś zagubiony odezwie, to porównasz. Pocieszę się, że później będziesz miała zmarszczki, niż my, staruchy. ;) Tak sobie zdałam sprawę, że jesteś tylko rok starsza od mojej siostry. o.O
Mamę trzeba szanować, bo jej zemsta... jest okropna. ;)
W internet wchodzisz specjalnie dla mnie? ♥
Może jak kiedyś nie będę miała co zrobić z pieniędzmi, to może zacznę kupować takie sweterki, póki co wolałabym odłożyć je na inny cel, choćby mecz, czy kilka tańszych rzeczy.
Zakupy do szkoły to istny raj, który kończy się, kiedy masz już wszystko i musisz do tej szkoły pójść. ;)
Przerażają mnie niektórzy skejci,a już ci z krokiem w kolanach czy majtkami na wierzchu, tym bardziej. Może niektóre na to lecą, ale ja tylko po czymś takim uciekam, gdzie pieprz rośnie. :D Choć na szczęście taka ,,stylówa'' przeważa u gimnazjalistów, z czasem trzymają się jej już tylko kolesie, którzy uważają się za raperów... a nimi nie są. Takie nawiązanie do niektórych ludzi z mojej szkoły. Może rapu nie słucham, ale zauważę, kiedy ktoś nie powinien się do tego zabierać. ;)
Ja w tym roku miałam obłożyć zeszyty różnymi papierami do pakowania prezentów, bo okazyjnie kupiłyśmy tanio i wszystkie są identyczne :D Ale dokupiłam kilka w różnych sklepach i już je rozróżniam, chyba nie będzie jak w tym roku, gdzie na chemii otwierałam zeszyt z religii, bo miały tę samą okładkę. :D
Przyjaźń tego typu znam dobrze, bo dwa razy taką zaliczyłam. Lepiej się dowiedzieć, że nie ma przyszłości wcześniej, niż później, nie? ;)
A co pojawi się w następnych rozdziałach... Zobaczymy, jaki z ciebie jasnowidz. Ja już wiem. :D
Pyk ;D
OdpowiedzUsuńJest rozdział, jestem i ja. ;D
Podoba mi się, mimo że obejmuje tę szarą część życia, której częścią i ja się zaraz stanę, z racji powrotu do szkoły i klasy maturalnej. Ta świadomość mnie przytłacza, tak samo jak fakt, że czeka mnie egzamin zawodowy w czerwcu przyszłego roku. Technikum mi się zachciało...Ale w perspektywie jednak to chyba był dobry wybór. ;) Okej, bo odbiegam od tematu. ;D
Współczuję Lenie. I rozumiem ją, bo wiele moich przyjaźni także się rozpadło, mimo że na początku nigdy bym nie powiedziała, że taka sytuacja może mieć miejsce. Cóż, widocznie dla niektórych ludzi normalne jest przestać odzywać się z dnia na dzień. Jestem ciekawa co takiego zrobił jej ojciec, że nagle ludzie zaczęli się od nich odwracać i traktować ich z pogardą. I to do tego stopnia, że przeprowadzka była najlepszym rozwiązaniem. Ale to powoli zacznie się wyjaśniać. :) Jestem też ciekawa czy znów spotka tych chłopaków i czy jej mama dostanie pracę. Mam nadzieję, że tak. :)
Skoro chcesz mieć wszystko poukładane, odpowiadam. Mnie czeka czwarta, maturalna klasa technikum. Czyli ogólnie jestem od ciebie starsza o rok, o ile się nie mylę. ;P
Za pozdrowienia z końca dziękuję, odpowiadam swoimi. Pozdrawiam więc. :)
VE.
Myślę, że faktycznie chodzisz w parze z rozdziałem. Bardzo mnie to cieszy. ;)
UsuńKażdy z nas chyba kiedyś zaliczył przyjaźń, która rozpadła się z jakiegoś błahego powodu. Sama zauważyłam, że ludzie się zmieniają i z czasem może wychodzi to na dobre. Czasami nawet moment rozerwania się tej cienkiej linii przyjaźni nam umyka i nie dowiadujemy się, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.
Zauważyłam, że jesteś ode mnie rok starsza, ale z maturą i tak będziemy mogły przybić sobie piąteczkę. ;)
W takim razie przybijam wirtualną piątkę. :)
UsuńVE.
Teraz powinnam iść do pierwszej liceum ale idę do drugiej bo poszłam rok wcześniej;) a co;D I jak sobie pomyśle co mnie tam czeka n profilu mat-geo to mi się żyć odechciewa;( ale pocieszam sie, że to ardzo szybko zleci i na studia;)
OdpowiedzUsuńTeraz powrót do opowiadania;) Jeżeli głowna bohaterka s( zapomniałam imienia;)) straciła 'przyjaciół' to znaczy że nie byli oni prawdziwi. Przecież ona nie miała nic wspólnego z przekrętamo ojca a wszyscy się od niej odwrócili. Nie wiem czy ja bym to psychicznie wytrzymała;) Do następnego.
Pozdrawiam;*
Do mojej klasy chodzi chłopak, który poszedł do szkoły rok wcześniej. ;) Mam nadzieję, że twoja teoria się sprawdzi i zleci szybko oraz jak najbardziej pozytywnie, jeśli chodzi o maturę, aby mnie na te studia przyjęli :D
UsuńLena to jej imię. Nie dziwię się, że zapomniałaś, skoro chyba z dwa razy się pojawiło i to w poprzednim rozdziale. ;) Ale z czasem bardziej się utrwali.
Jakbyś musiała, to byś wytrzymała. Trzeba być twardym, nie miętkim. ;)
Pozdrawiam gorąco :)
Ja będę teraz w trzeciej liceum, więc wygląda na to, że jesteśmy rówieśniczkami :).
OdpowiedzUsuńAle wróćmy do opowiadania. W dzisiejszych czasach trudno jest znaleźć prawdziwych przyjaciół. Osoby z otoczenia Leny widocznie na takie miano nie zasługiwali, skoro z dnia na dzień odwrócili się od niej nie czekając nawet na żadne wyjaśnienia z jej strony. Pasuje mi tutaj kolejne powiedzenie-"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Niestety, bohaterka tej historii boleśnie przekonała się o prawdziwości tego przysłowia w momencie gdy naprawdę potrzebowała wsparcia ze strony najbliższych.
Mam nadzieję, że w końcu odzyska spokój i poczucie bezpieczeństwa. No i że znajdzie się ktoś, kto pomoże jej się odnaleźć w nowej rzeczywistości ;)
Pozdrawiam :)
Tak podejrzewałam bodajże po jakimś Twoim komentarzu. :)
UsuńZgadzam się z Twoją opinią. Czasem ludzie, których darzymy zaufaniem w ogóle na nie nie zasługują, a odkrycie tego bardzo boli. Sama zaliczyłam coś takiego już dwa razy.
A co czeka Lenę... z czasem zobaczymy. ;)
Pozdrawiam :)
To ja dziękuję za pozdrowienia bo właśnie też się do klasy maturalnej, w tym roku szkolnym, wybieram :)Ciężki będzie nasz żywot w tym roku, oj ciężki. :)
OdpowiedzUsuńA rozdział? No kurde, rozdział bomba. :)(Wiem, że pierniczę jak Makłowicz, ale taka prawda:))
Pozdrowienia!
A o tym to ja dobrze wiedziałam :> Ciężko będzie, ale jak to mówią, w grupie raźniej, będziemy się wymieniać wrażeniami i uświadamiać sobie nawzajem, że inni mają gorzej. ;)
Usuń,,Makłowicz by jeszcze zupę gotował...'' :D
Pozdrowienia!
Ja w tym roku idę jakże dzielnie do 2 technicznej klasy by szkolić się jako hotelarz.
OdpowiedzUsuńKurdę, te przyjaciółki które znała tyle lat to zwykłe aa szkoda słów, najgorsze, żę wiem co ona przeżywała, po sama przeszłam przez ten koszmar, tyle że moja rodzina nie miała nic z tym wspólnego, odwróciły się bo ot tak. Rzeczywistość, która nas otacza jest cholernie niesprawiedliwa. Ludzie osądzają innych bo jest im po prostu tak na rękę, a nie widzą swoich wad. Ja odnalazłam spokój właśnie w technikum i chciałabym, żeby trwał jak najdłużej i życzę tego bohaterce i życzę jej, żeby znalazła tego jedynego (najlepiej siatkarza :))
Zapraszam na pierwszy rozdział o zwariowanym Kubiaku i cichej Lilce pod tytułem 'Chce być szczęśliwa'
ciszamoimswiatem.blogspot.com
Pozdrawiam Annie
Też miałam przyjaciółki, które nagle się ode mnie odwróciły. Nadal nie wiem, co było tego powodem. Ale nie przejęłam się tym zbyt bardzo, po prostu było trochę przykro i przeszło. Bo zrozumiałam, że może to dobrze, że się ta przyjaźń skończyła, bo nie miała przyszłości.
UsuńTeraz jest już spokojnie :)
Jestem ciekawa co ojciec Leny wywinął. Przeczucie podpowiada mi romans z nieodpowiednią osobną, za dużo "Trudnych spraw" i "Dlaczego ja" się naoglądałam we wakacje :)
OdpowiedzUsuńChłopak ze sklepu papierniczego może namieszać w życiu Lenki i mi się to podoba. Rzecz jasna wolałabym, żeby to był siatkarz, ale mówiłaś, że już nie będziesz pisać o siatkarzach :)
W tym roku będę kontynuować moje nauczenie w pierwszej klasie liceum o profilu humanistyczno-prawnym. Trochę się boję, bo nowa szkoła i nowe otoczenie, ale idę z koleżanką z gim, więc nie będzie tak źle :)
Pozdrawiam Via.
Faktycznie, twoja opcja rodem z tych seriali ( jeśli tak można to nazwać), ale czy się spełni... ;)
UsuńMówiłam, że postaci będą fikcyjne, ale fikcyjni sportowcy też się mogą przewinąć. ;)
Dasz radę. Co prawda ja start w liceum miałam ułatwiony, bo trafiłam do klasy, gdzie większość ludzi już znałam, więc czułam się całkiem pewnie. Ale za ciebie i resztę ,,pierwszaków'' trzymam kciuki. :)
Bardzo fajny rozdzial ;) Akurat akcja opowiadania dzieje sie na czasie, bo w koncu nowy rok szkolny zbliza sie wielkimi krokami. Wspolczuje Lenie falszywych przyjaciol, niestety tez mialam takie przyjaciolki w podstawowce. Niestety obecnie czesto zdarza sie ze ludzie najpierw spedzaja ze soba mnostwo czasu, maja wspolne sekrety, a pozniej z dnia na dzien traca wspolne tematy i oddalaja sie od siebie, nawet bez przyczyny ;(
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa dalszego rozwoju zdarzen :) zastanawia mnie, czy jakas wieksza role w zyciu Leny odegraja chlopcy ze sklepu i co tak powaznego nawywijal ojciec dziewczyny.
Ja ide do pierwszej liceum o profilu medycznym. Jak juz mowilam troche sie obawiam, jak to bedzie. Na szczescie ponad polowe klasy juz znam :) liceum i gimnazjum mieszcza sie w jednym budynku, wiec to gdzie znajduja sie sale od poszczegolnych przedmiotow wiem ;)
Pozdrawiam serdecznie,
K. :)
Mnie również spotkała taka ,,przyjaźń''. Zastanawiam się, jak to będzie z moimi kumpelami, kiedy przestaniemy się widywać z powodu różnicy wieku, bo jestem od nich o dwa lata starsza i niestety, jak wyjadę na studia, to wszystko może się skończyć... :<
UsuńU mnie liceum i gimnazjum są w jednym budynku, ale obie szkoły są od siebie oddzielone. Może to dobrze, bo przynajmniej dzicz z gimbazy nie lata. ;)
Pozdrawiam.
U Ciebie nie lata, ale u mnie niestety lata dzicz. Baa!!! To podstawówka jest jeszcze jakby tego było mało. I niektórzy tak klną, że ja nie wiem co rodzicę robią. Ja w takim wieku jak oni połowy przekleństw nie znałam, ale jak to się mówi są ludzie i parapety;D
UsuńDokładnie. Między gimnazjum a liceum jest przepaść, wydaje mi się, że uczniowie tego pierwszego są czasem opóźnieni w rozwoju. ;) Pamiętam, jak poszłam do pierwszej liceum i byłam w szoku, że tutaj ludzie są tacy normalni i na korytarzach tak spokojnie, nikt nie biega, jakby go ktoś podpalał i się przy tym nie drze. ;)
UsuńJest rozdział to jestem i ja :) Współczuję Lenie. Wiem co to jest odwrócenie się koleżnek/przyjaciółek. Jeszcze jak jesteś gruba, nosisz okulary lub niedosłyszysz to cię wytykają palami. Widać, że jak są problemy to każdy ma cię w dupie. Przepraszam za to wyrażenie, ale taka jest prawda. Skąś to znam. Ciekawie się zapowiada. Może coś więcej dowiemy się o chłopaku (skejcie jak dobrze pamiętam). Niech tylko Lena niebędzie miała takich problemów wcześniej.
OdpowiedzUsuńCo do nauki w trybie dziennym to skończyłam ją rok temu. Technik ekonomista. Błagam nie pytaj dlaczego. Teraz uczę się w szkole policealnej na kierunku Technik Rachunkowości. W tym roku wreście za trzecim podejściem zdałam maturę. Jakim cudem udało mi się postrzelać odpowiedzi, a od 29 czerwca 2013 r. kocham Angielski :) Za rok marzę o studiach zaocznych na kierunku Marketing i Zarządzanie lub tego typu podobnym :) Ale się rozpisałam :) Chyba jeszcze takiego długiego komentarza nie miałam :)
Pozdrawiam
J.
:)
UsuńZa wyrażenie nie ma za co przepraszać, bo często go używam, jak jestem wściekła. ;)
Skoro błagasz, to nie zapytam. ;)
Dzisiaj wszystkie komentarze jakieś takie długie, że w szoku jestem. :D
Pozdrawiam cieplutko, bo idzie ochłodzenie ;)
Mam tylko nadzieję, że w weekend będzie ciepełko :)
UsuńZ pogody wywnioskowałam, że jednak powinno być cieplej, niż zapowiadali. ;) Tylko w nocy zimno, ale ja tam się w dzień wynurzam z domu. ;)
UsuńWażne żeby nie padało, a w nocy się i tak przeywa w jakimś pomieszczeniu :D
UsuńSzkoda mi Mai. Przeprowadzka jest czymś ciężkim, wymaga wielu planowań, wyrzeczeń itp. Sama o tym wiem, bo bardzo możliwe, że będę się przeprowadzać (co prawda 20 km dalej, ale mimo wszystko bardzo się tym przejmuję).
OdpowiedzUsuńCóż, widocznie wpadła w oko owym skejtom, oby dzięki nim znalazła się we Wrocławiu. ;)
A rozbicie rodziny? Też ciężka sprawa. Nic dziwnego, że dziewczyna nie może się po tym otrząsnąć. ;/
Pozdrawiam :*
Ja zaliczyłam przeprowadzkę jakieś sześć czy siedem lat temu. Mieszkam na osiedlu, a niewiele się zmieniło, bo moje byłe mieszkanie znajduje się w bloku za moim teraźniejszym. :D Także 20 km to już coś. ;)
UsuńNie chcę wypowiadać się na temat treści, więc pozostaje mi pozdrowić. ;*
Hmm czyli - że tak powiem - problem leży w ojcu i to co chyba zrobił. Przykre, że jego rodzina została przez jego uczynek odtrącona, to nie tak powinno być! :( Rodziny się nie wybiera i nie powinno się ponosić odpowiedzialności za to, co ktoś inny zrobił. Szczególnie, jak się nie miało z tym nic wspólnego. Teraz widzimy tego efekty - ucieczka, przeprowadzki, strata przyjaciół. Na szczęście teraz wydaje się, że będzie lepiej, może w końcu uda się im mieć normalne życie?
OdpowiedzUsuńPierwsze chwile w nowym mieście i już spotyka świetnych facetów, którzy zapraszają na kawę - to tylko piękny początek, który udowadnia, że we Wrocławiu może być tylko lepiej. Oczywiście jeszcze uda im się spotkać, coś czuję, że blondyn będzie miał swoją rolę w tym opowiadaniu. ;)
Co do zakupu zeszytów mam zupełnie inne myślenie niż Lena, dla mnie to strata pieniędzy. Płacić za ładną okładkę i kilka kartek, które się szybko zapisze i trzeba będzie znów kupować nowy zeszyt - to nie dla mnie. ;D Teraz, na studiach, wystarczy mi jeden duży do wykładów i kilka na ćwiczenia/laboratoria, staram się ograniczać to do minimum. W szkole to było co innego, na każdy przedmiot zeszyt i nosiło się to w plecaku, studia to tylko zapchana torebka i jeżdżenie po mieście na różne zajęcia, więc duży ciężar nie były przyjemny do dźwigania. ;)
Ja teraz zaczynam drugi rok studiów (jak ten czas leci...), klasę maturalną mam za sobą, ale jeszcze pamiętam czas przed maturą. Łatwo nie jest, także życzę Ci powodzenia i wytrwałości! :D Będzie dobrze, po to są trzy lata liceum, by spokojnie opanować cały materiał a później tylko powtarzać. ;)
Pozdrawiam gorąco! :D
Co do Twoich podejrzeń... z czasem dowiesz się, w ilu procentach miałaś rację. ;)
UsuńDla mnie kupowanie zeszytów jest ważne, ale pod jednym względem - staram się, aby każdy miał inną okładkę, bo jestem roztrzepanym człowiekiem i mimo, że zawsze je podpisuję, to nieraz zdarzyło mi się zabrać chemię zamiast religii. Ale nie bawi mnie kupowanie zeszytów znanych marek, z jakąś postacią z filmu na okładce. Po prostu wybieram takie z najtańszych, byleby różniły się okładkami. ;) Szkoda byłoby mi dać 6zł za zwykły zeszyt, który zapiszę i powędruje do kosza.
Dziękuję, mam nadzieję, że wszystkie wasze życzenia jakoś mi pomogą w tym roku. W końcu głupia nie jestem, uczę się regularnie, zdam na pewno :D
Pozdrawiam! :)
Początki nie są łatwe, szczególnie gdy ciągnie się za tobą widmo brojącego ojca. Widać że nigdy nie było im łatwo, szczególnie dzieciom.
OdpowiedzUsuńSzkolne zaukpy...kurczę kiedy to było? Zawsze wydawało się jako najważniejsza rzecz na świecie, ten szał szkolny naganiany przez media, podręczniki kosztujące fortunę... Zdecydowanie wolę studenckie obijanie się w tym temacie i zapewnienie sobie tylko stosu kraciastych kartek i dwóch długopisów :)
Chłopak w galerii wydawał się miły, ciekawe czy zagości tu na dłużej...
Pozdrawiam, S. :)
Porównam to sobie za rok. Nie wiem, jak to jest na studiach, ale zapewne nie potrzebujesz już masy rzeczy, jak w szkole, a już na pewno tych kilkunastu zeszytów do każdego oddzielnego przedmiotu. I piórnika z linijkami, cyrklem, kiedy wybierasz kierunek, który tego nie wymaga. ;)
UsuńPozdrawiam :)
No takich rzeczy jak cyrkiel czy kalkulator to nie liczę, bo one są długoletnie że tak powiem :D
Usuń#6 Wrona- http://kochaj-mnie-mimo-wszystko.blogspot.com/
zapraszam :*
Już lecę :>
UsuńDokładnie. Ja mam jeden kalkulator już... jakieś 6 lat. o.O
Jacie! Zgadzam się zdecydowanie, że zakupy przed rokiem szkolnym to najciekawsza część, a później to już nie jest tak kolorowo. Chociaż ja mam na tyle dobrze, że w przeciwieństwie do bohaterki nie mam może ani jednego szkolnego przyjaciela, ale mam znajomych. Może dzięki temu łatwiej mi jest przetrawić zmianę szkoły czy klasy? Chociaż trochę głupio jest jak ma się w klasie samych imprezowiczow i w miarę możliwości wolę z nimi nie rozmawiać, bo raczej nie znoszę mówienia o tym, jak to fjnie się piło... Bo tak w ogóle to ja idę do drugiej liceum, a mam wrażenie, że moi rówieśnicy starają się na siłę zrobić z siebie nie wiadomo jak dorosłych i upijają się, palą na pokaz - tylko dokąd to prowadzi?
OdpowiedzUsuńLena ma podobną filozofię do mnie - po co kupować gładki sweter za kilka stów? Grrr... Już wolałabym zaoszczędzić, a potem przeznaczyć na cokolwiek co miałoby dla mnie większą wartość niż zwykłe ubranie. Nowy aparat może bym w końcu kupiła ;)
No tak! Te urocze wełniane czapki... Co prawda kliaty nie moje, ale nie ocenia się książki po okładce, prawda? Oby jeden z tych chłopaków okazał się, źle! Oby ci wszyscy chłopacy okazali się wartościowymi ludźmi dla bohateki, bo już trochę przeżyła.
A i podziwiam Lenę, bo postanowiła wspierać mamę. Wiem, że starałabym się tak samo postępować, ale w pewnym sensie miałabym jej trochę pewnie za złe aferę, nawet jeżeli wplątany jest w nią tylko ojciec. I jakąkolwiek jest ta sprawa.
Wplątałam prywatę, no ale spoko. Zanudziłam podczas durnych wywodów - przepraszam!
Pozdrawiam!
Uwielbiam kupować szkolne rzeczy - czytaj, wybierać okładki. Ale nie bawi mnie zakup drogich rzeczy dla szpanu, po prostu manewruję w tej najtańszej strefie. Nie ma sensu wydawać pieniędzy w błoto, a moi rodzice też ich na ulicy nie znajdują. ;)
UsuńWiesz, miałam taką klasę w gimnazjum. Wszyscy imprezowali, klnęli, nie uczyli się. Wyróżniałam się w ich tłumie, co nie do końca niektórym się podobało. Zaczęli się mnie czepiać, ale w efekcie tylko rozesłali ich do innych klas. I problem z nieukami przynoszącymi problemy całej szkole się skończył, bo w bez grupy nie było im do śmiechu. Nie wiem, dlaczego tak robią, może czują się przez to cool - wiem, że to nie ma sensu. Jestem sobą i nie chcę imponować innych, robiąc coś przeciwko sobie. A tym bardziej popadając w nałogi.
Też marzę o aparacie. Na osiemnastkę może zbiorę kasę i wreszcie spełnię te marzenie. Uwielbiam robić zdjęcia, ale nie mam czym, bo aparat w telefonie, a jakiś lepszy to niezła różnica. :)
Uwielbiam prywatę w wiadomościach, nie gadaj głupot, że jest nudna, bo ja tak nie uważam. :)
Pozdrawiam, a z czasem dowiesz się, czy przeczucie dot. opowiadania cię nie myliło. ;)