czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział pierwszy

Kiedy wróciłam do domu, zegar w kuchni wskazywał 8 rano. Wspięłam się po schodach na poddasze, a potem weszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam spojrzeniem bałagan, jaki się w nim znajdował – wprowadziliśmy się dopiero przedwczoraj, więc nadal nie zdążyłam wszystkiego wypakować. Zakupiona dzień wcześniej szafa świeciła pustkami. Korzystając z sobotniego ranka i tego, że reszta rodziny jeszcze spała, zabrałam się do roboty.

Otworzyłam pierwsze lepsze pudełko, aby znaleźć w nim spodnie. Ogólnie kartonów z ciuchami miałam niewiele – 3 czy 4. Wyprowadzaliśmy się w pośpiechu, więc wybrałam tylko te ubrania, w których chodziłam, reszty nie było sensu zabierać. Kiedy zobaczyłam dno pudełka, zabrałam się za otwieranie kolejnych. Po jakiejś godzinie szafa prezentowała się lepiej – po znalezieniu wieszaków z kurtkami i bluzami oraz ułożeniu butów. Puste kartony zabrałam złożone w kąt, zabierając się za resztę. Kiedy wypakowywałam kilka ulubionych książek, białe drzwi do pokoju otworzyły się i pojawiła się w nich głowa mojej mamy.
-Lenka, jadłaś coś? - powiedziała lekko zachrypniętym głosem, zawinięta w szlafrok.
-Nie, mamo, nie jestem głodna.
-Wiesz, że musisz coś zjeść. - powiedziała z wyrzutem.
-Jak skończę to na pewno coś przekąszę. - odpowiedziałam, odwracając się do niej plecami i kontynuując pracę. Po chwili usłyszałam cichy dźwięk zamykanych drzwi. Kiedy książki ładnie prezentowały się w mojej nadal świecącej pustkami biblioteczce, zabrałam się za rozpakowywanie innych drobiazgów. Mojego szczęśliwego misia rzuciłam na łóżko, płyty położyłam na podłodze, nie wiedząc co z nimi zrobić, ponieważ jeszcze nie miałam wieży, w której mogłabym je odtwarzać. Znalazłam torbę z laptopem w środku i ułożyłam ją na biurku. Prawie skończyłam rozpakowywanie, kiedy drzwi znów się otworzyły i do pokoju weszła mama z kanapką i sokiem. Postawiła je na biurku, a potem wskazała palcem nic nie mówiąc.
-Mówiłam, że nie jestem głodna.
Spojrzała na mnie, krzyżując ręce.
-Dzięki.
Ta odpowiedź chyba ją usatysfakcjonowała, bo odwróciła się i wyszła, wcześniej nieudolnie ukrywając wyraz triumfu na twarzy. Uśmiechnęłam się mimowolnie i zabrałam za jedzenie. Czy to nie dziwne, że zawsze kanapki zrobione przez kogoś smakują o niebo lepiej, niż te zrobione własnoręcznie?
Moje rozmyślanie nad tą kwestią przerwał brat, który wtargnął do pokoju. Jego ciemne, lekko kręcące się włosy jak zawsze były rozczochrane, a grzywka opadała mu na czoło. Zawsze dziwiłam się, że jej nie obcina, ale w połączeniu z zarostem chyba dawała rezultaty, bo nie mógł opędzić się od dziewczyn.
-Jedziesz ze mną na zakupy?
-A kupisz mi coś? - zapytałam, jak za wcześniejszych lat. Był ode mnie 5 lat starszy i choć nie zawsze się zgadzaliśmy, to z wiekiem zaczęło się to zmieniać na lepsze.
Michał uśmiechnął się tylko i machnął ręką w stronę korytarza. Otrzepałam się z okruszków, które pozostały na mojej bluzie po śniadaniu i wyszliśmy na chłodne powietrze. Wsiedliśmy do jego rzęcha, zakupionego za marne pieniądze. Kiedy po drugim razie silnik nie zaskoczył, mruknęłam:
-Stare, ale jare?
W odpowiedzi popatrzył na mnie niebieskimi oczami i przekręcił klucz w stacyjce po raz trzeci. Całym autem wstrząsnęło, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Coś mówiłaś mała?
Wyjechaliśmy na główną ulicę, kierując się w stronę centrum, jak wielu mieszkańców tego dnia. Po jakimś czasie dojechaliśmy do marketu i lawirowaliśmy po parkingu, szukając jakiegoś skrawka asfaltu do zaparkowania.

Wyszłam z auta i stanęłam z rękoma w kieszeniach, a chwilę potem i on trzasnął za sobą drzwiami, które wyglądały, jakby zaraz miały odpaść. Obserwowałam go, jak wyciąga z kieszeni paczkę papierosów i odpala jednego. Spojrzał na mnie i znów zaczął szukać po kieszeniach, a potem mało nie zabił mnie rzuconą monetą.
-Idź po wózek, zaraz przyjdę.
Odwróciłam się więc na pięcie, włączając w tłum zakupowiczów, po drodze łapiąc pierwszy lepszy wózek. Regały były wypełnione kolorowymi opakowaniami, które jakby przekrzykiwały siebie, kusząc piękną zawartością. I kaloryczną. Przemknęłam przez dział ze słodyczami, nawet się nie rozglądając. Musiałam być twarda. Starałam się je ograniczyć, a oglądanie czekolad i batoników chyba w tym nie pomagało.
Zwolniłam dopiero w dziale z pieczywem, rozglądając się za Michałem. I nigdzie go nie zauważyłam. Zajęłam się przeglądaniem pieczywa, kiedy do wózka wpadła lawina kolorowych opakowań. Już myślałam, że ktoś pomylił koszyki, kiedy za plecami dostrzegłam Michała. Zlustrowałam przyniesione przez niego produkty.
-Czy ty chcesz mnie dobić? Czekolada?
-I ciastka z ziarnami, Twoje ulubione. - mrugnął. Popatrzyłam na niego z wyrzutem, ale stwierdziłam, że nie warto niczego mu tłumaczyć. Taki już był, robił co chciał, często nie słuchając mojej opinii.
-Dzięki za wsparcie. - powiedziałam tylko, myśląc o mojej decyzji niejedzenia słodyczy, która wyparowała wraz z momentem dostrzeżenia tych wszystkich słodkości.
-Przecież nie musisz się odchudzać, Lena. - próbował złapać moje spojrzenie, ja jednak rozglądałam się po regałach.
-To zdrowy tryb życia, nie odchudzanie.
-Yhm.
-Na serio.
Spojrzał na mnie z miną ,,ja wiem lepiej''. Poczułam, że muszę się wytłumaczyć.
-Nie dopuszczę do takiej sytuacji jak kiedyś. Nigdy więcej. Mam więcej zmartwień.
-Przecież wiesz, że tamci ludzie czepiali się nas z innego powodu. To czy miałaś 5 czy 10 kilo więcej nie miało na to wpływu. Było tylko pretekstem, żeby ci dopiec.
-Nieważne. - mruknęłam. - Nie chcę do tego wracać, ok?
-Wydaje mi się, że akurat my nie mamy tu nic do powiedzenia.
Popatrzyłam na jego twarz, przez którą przebiegł grymas złości.
-Dobra, nie gadajmy o tym. Nie pozwólmy przeszłości zniszczyć naszej przyszłości.

Ramię w ramię pchając wózek zrobiliśmy zakupy, a później ledwo co dotaszczyliśmy je do bagażnika jego ledwo trzymającego się auta. Zapięłam pasy, które się zacinały i uderzając w odświeżacz powietrza wiszący na lusterku, w kształcie rękawicy bokserskiej, zapytałam:
-Jak ty na tego rzęcha wyrywasz dziewczyny? Nie uciekają z krzykiem?
-Wyobraź sobie, że tak zwane ,,blachary'' mnie nie interesują. Mają kochać mnie, a nie moje auto.
-Ok, ok. - uśmiechnęłam się na jego odpowiedź.
Wyjechaliśmy z parkingu i w żółwim tempie zbliżaliśmy się do drogi głównej.
-Jakieś plany na dzisiejszy dzień?
-Raczej nie.
-Tydzień?
-Nie sądzę.
-A na życie jakieś plany masz?- spojrzał na mnie, kiedy czekaliśmy na naszą kolej na rondzie.
-Przeżyć maturalną. - uniosłam kącik ust w odpowiedzi, spoglądając przez boczną szybę.
-Ambitne. - zaśmiał się. - Takie trochę nie w Twoim stylu.
-Może jak poznam jakichś ludzi, to trochę zmienię swoje plany, na razie nawet nie wiem, gdzie tutaj co jest.
-Zaklimatyzujemy się, zobaczysz. Już dwa razy nam się udało, to uda i trzeci, nie?
-Yhm.
Resztę drogi domu przebyliśmy w towarzystwie muzyki sączącej się z radia. Po rozpakowaniu zakupów nie miałam już nic do roboty. Ruszyłam więc schodami na poddasze, nie przyzwyczajona jeszcze do tego domu. Otworzyłam białe drzwi i położyłam się na kremowej pościeli przykrywającej moje łóżko. Zawsze chciałam mieć ogromne łóżko i pokój jak ten, jednak tym razem jakoś nie poprawiał mi nastroju. Wiedziałam, że rodzice chcieli mi wynagrodzić fakt, że znowu się przeprowadzamy i specjalnie wybrali taki dom, aby moje marzenie mogło się spełnić. Czułam jednak, że była to pewna forma przekupstwa. Chyba tylko ja nie byłam zadowolona ze zmiany zamieszkania. Choć poprzednie mieszkanie miało wiele minusów, to jednak brakowało mi go. A może nie chodziło nawet o samo mieszkanie, ale miasto i ludzi, którzy w nim żyli. Miałam tam dobrych znajomych, przyjaciół, których musiałam skreślić wraz z zamknięciem na klucz drzwi od naszej klitki w kamienicy. Kilkaset kilometrów jazdy dobrze uświadomiło mi, że tamci ludzie są już dla mnie przeszłością, jak ja dla nich. Więzi nas łączące nie były aż tak mocne, aby to wszystko przetrwało. Nie wiedziałam nawet, czy będzie im mnie brakować. Leżąc na łóżku i spoglądając w wyświetlacz telefonu, pomyślałam, że raczej tak nie będzie. Nikt nie zapytał mnie, jak minęła podróż i czy podoba mi się mój dom. O adres też nikt nie pytał.

Pamiętam, kiedy to wszystko się zaczęło i ludzie zaczęli spoglądać na mnie inaczej. Nie byłam niczemu winna, bo w końcu rodziny się nie wybiera, jednak skandal miał wpływ i na moje życie. Ogromny wpływ. Kiedy powiedziałam znajomym, że się wyprowadzam, widziałam smutek na ich twarzach, ale i pewnego rodzaju ulgę. Może i moja obecność im ciążyła? Nigdy nie poznałam na to pytanie odpowiedzi. Miałam tylko podejrzenia i może dobrze, że nie dowiedziałam się, czy były słuszne.

Ciekawe, co teraz robią. Czy myślą o mnie, tak jak ja myślę teraz o nich? Może jakoś załatali dziurę , którą po sobie pozostawiłam? Zawsze wydawało mi się dziwne, że otaczający mnie ludzie tak szybko godzili się z rzeczywistością i bardzo łatwo było im przywyknąć do nawet najbardziej dziwnej sytuacji. Ja nigdy takiej umiejętności nie posiadłam. Nie wiem, może to pewnego rodzaju cecha charakteru? Szkoda, życie byłoby łatwiejsze. Zazdrościłam tym, którzy nie przejmowali się na zapas, ponieważ sama nie mogłam tak o sobie powiedzieć. Ludzie mówili mi, że z pewnymi rzeczami trzeba się pogodzić, ale ja zawsze starałam się coś zmienić. Według mnie, żadna sytuacja nie jest do końca przesądzona. Po prostu nie można się poddawać. ,, Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą'' było moim mottem, choć sama nigdy nie określiłabym siebie jako osoby, która cokolwiek zwyciężyła.
-Lena?
Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej mamy. Uniosłam się na poduszkach, próbując ją dostrzec. Usiadła na skraju łóżka i podała mi pięćdziesiąt złotych.
-Nie siedź w domu, poszukaj jakiegoś sklepu i kup sobie to, co ci potrzebne do szkoły.
Przełknęłam ślinę, czując ścisk w żołądku na myśl o 2 września.
-Ok. -wstałam i miałam wyjść z pokoju, ale potem przypomniałam sobie o jednym. Odwróciłam się i nie zważając na to, że miałam już praktycznie 18 lat, przytuliłam się do mamy. Wzdrygnęła się zdziwiona, ale potem objęła mnie i zaczęła kołysać.
-A to za co? - zapytała, puszczając mnie.
-Po prostu dziękuję.
Uśmiechnęła się, a ja zbiegłam po schodach i w biegu ubierając tenisówki wyszłam z domu.

-Pora skompletować rzeczy do tej piekielnej szkoły. - mruknęłam do siebie, idąc w stronę centrum.
*
Jest i rozdział I, dużo dłuższy niż prolog. Mam nadzieję, że się spodobał. ;)
Powolutku odkrywamy postać głównej bohaterki i tych drugoplanowych.

Tło się jeszcze nie zgrało, ale nie mam do niego cierpliwości. Poprawię w wolnej chwili.

A tak w ramach komentarza odautorskiego powiem, że i ja powoli przygotowuję się do szkoły. Zeszyty mam, część innych ważnych rzecz też mam... tylko nastawienie psychiczne jeszcze nie pojawiło się na pokładzie. ;)
Pozdrawiam znad mrożonej kawy, która prawie pozbawiła życia mojego laptopa i lecę grać w Simsy, bo siostra sobie kupiła i kazała mi zainstalować ;)
Oraz oczywiście pokazać się na zewnątrz, żeby ludzie wiedzieli, że żyję ;)

Kolejny post prawdopodobnie w niedzielę. A nawet na pewno, bo już dodany do kolejki. Możecie spodziewać się go po 11. :)

Jakieś pytania? Zapraszam na mojego aska :)

A co wy na to, gdybym wakacyjną-historię, czyli mój trzeci, zawieszony blog, zakończyła... w duecie ze znajomą? ;)




36 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam, cwana bestio :D

      Usuń
    2. Haha ;D
      No to zaczynamy. No i teraz wiem o co chodzi. Gnębiona w szkole... To jest okropne! Nie rozumiem ludzi, którzy wykorzystują to, że ktoś inaczej wygląda. Każdy jest inny. Przecież gdyby wszystko było takie samo to świat byłby nudny.
      Aż trzy razy razy się przeprowadzali? Łał... Oby teraz, za tym trzecim razem wszystko się poukładało.;)
      Lena - imię bohaterki. Podoba mi się. Ma u mnie plusa. ;>
      Brat Leny - Michał. Jaki on przystojny musi być. ;D Rozwichrzona grzywa na czole, zarost i niebieskie oczy... *v* Umieram... :D Ale to nie o nim historia ;P
      Szablon jest fajny, co ty chcesz?. W ogóle podobają mi się wszystkie tła, które "tworzysz". Moją w sobie to coś co przykuwa moją uwagę. Oczywiście najbardziej ją przykuwa to co piszesz, ale wygląd jest zaraz na drugim miejscu. ;)
      Jak Ci już wcześniej pisałam jestem zwarta i gotowa, by iść do szkoły. Jednak nastawienie psychiczne też nie chce za bardzo współpracować. Ale już mi tęskno za przyjaciółmi z klasy... ;>
      Aaaa.! Simsy! Jak ja dawno w nie nie grałam. ;p I nie, wcale nie przeczytałam tego przekreślonego napisu. ;D
      Będę punktualnie, obiecuję. ;3
      Jeszcze się głupio pytasz! Pewnie, że możesz go zakończyć. W duecie ze znajomą, zapomniałam dodać. ;**
      Pozdrawiam, Natka ;>

      Usuń
    3. Ale długaśny komentarz... Nie wiedziałam, że na podstawie jednego rozdziału i to akurat początkowego, uda ci się tyle wystukać na klawiaturze. ;)
      Ach tak... takie Michały to przystojne chłopaki :D
      Fajnie, że szablon też ci się podoba, bo zawsze idę na prostotę. Nie mam do niego cierpliwości, a lepiej, żeby treść waszą uwagę przykuwała. Reszta ma być tylko schludną obramówką. ;) Ale tło już się zgrało, więc jest ok.
      Nie, wcale nie przeczytałaś tamtego napisu. ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Oj tam przesadzasz. Po prostu było dużo wątków do poruszenia. ;) Zresztą nie masz się czemu dziwić. Piszesz, tak świetnie, że to aż grzech nie napisać jakiegokolwiek komentarza. A jako, że mi zawsze chce się komentować to wyszło takie 'cuś' jak u góry. ;>

      Usuń

    5. Lubię to Twoje ,,cosie'' :D

      Usuń
    6. Oj tam, przesadzasz. ;>

      Usuń
    7. Wiem co mówię ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawie sie zaczyna ten blog i zastanawiam co ci rodzice robią, że muszą się przeprowadzać przez skandale;) I jestem za dokańczeniem tego tego trzeciego bloga bo był bardzo fajny;D
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :)

    Brat Leny ambitny, ze nie pociągają go "blachary". Chłopacy zawsze tak mówią a inaczej robią :)

    Lena i ja mamy jedna wspólną cechę zamartwiamy się na zapas :) Jestem ciekawa jej przeszłości i to strasznie.

    Co do kontynuacji poprzedniego bloga jestem za i już czekam :)

    Pozdrawiam Via.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Z czasem pewnie zobaczymy, czy Michał też tylko tak mówi, czy faktycznie tak uważa. Chociaż to chyba tak jak z tym, że interesuje cię nie wygląd, a to ,,co jest w środku''. ;)

      Ja też mogę sobie tutaj z Wami piątkę przybić, niestety. Nienawidzę tej swojej cechy charakteru.

      Bardzo mnie cieszy, że wzbudziłam ciekawość. Prawda będzie się ukazywać stopniowo. ;)

      Co do poprzedniego bloga, to jeszcze nie jestem go do końca pewna, ale jak będę już wiedzieć na stówę, to na pewno tutaj o tym napiszę. :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Hm.. dwa razy im się udało, więc i trzeci raz się uda... czyżby jakiś skandal ze strony rodziców?
    Hm..."Przecież wiesz, że tamci ludzie czepiali się nas z innego powodu." ale jakiego? :OO
    Powiem Ci, że mnie mocno zaciekawiłaś!
    Pozdrawiam i do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oto mi właśnie chodziło! :)
      Pozdrawiam i do następnego. ;)

      Usuń
  5. Nowy rozdział prezentem na urodziny^^ choć większym był Twój powrót. :)
    Czy to nie dziwne, że już lubię tego bloga? Nie wiem jak to robisz, ale twoje opowiadania uwielbiam praktycznie od początku. :)
    Przechodząc do treści: fajnie, że bohaterka ma na imię Lena. Lubię je, mimo że z moim nie ma nic wspólnego. :p Zaciekawiasz mnie tą historią i to bardzo. Dodając odpowiednie sformułowania tworzysz tajemniczość, co sprawia, że chcę tu wpadać, by dowiadywać się więcej. A to będę robić bardzo chętnie. :)
    Co do szkoły - mam tę przyjemność co bohaterka- przede mną klasa maturalna, później matura i egzamin zawodowy. Umysł jednak nie chce się nastawić i unika tych faktów. :p
    Co do wakacyjnej historii - jestem za. Za, a nawet przeciw. :p A tak serio, bardzo chętnie przeczytam dalszy ciąg, jeśli tylko powstanie. :)
    Pozdrawiam!
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego! ;*
      Cieszę się, że mogłam ci sprawić taki prezent. Nieświadomie. ;)

      Według mnie jest to ciut dziwne, ale przywykłam po drugim opowiadaniu, kiedy ludzie w ciemno mnie obserwowali już przed prologiem. ;) Nie wiem, jak to robię, ale cieszę się, że wam się podoba.

      Mi to imię również się podoba, z tego co wiem, to jest chyba jednym z najbardziej popularnych. A z moim ma wspólne jedynie zakończenie - JustyNA . Także wiem o czym mówisz. ;)

      Te zdania mają pobudzać waszą ciekawość, oj mają. ;) Dobrze, że skutkują, to mnie nie zostawicie tak szybko. ;)

      Też będę w maturalnej i troszkę się boję, ale jak na razie jeszcze masa czasu. Chociaż ja lubię martwić się na zapas.

      Zobaczę, jak się ułoży i jak się zdecyduję i odwieszę wakacyjną, to dam znać. ;)

      Pozdrawiam i jeszcze raz najlepszego! :)

      Usuń
    2. Ojej, dziękuję bardzo :*
      VE.

      Usuń
    3. Nie ma za co, moja droga, szkoda, że nie wiedziałam wcześniej, to bym coś więcej dla ciebie wymyśliła, w końcu w moich blogach siedzisz po uszy :D
      ;*

      Usuń
  6. "Im dalej w las, tym więcej drzew", czyli coraz więcej pytań, a coraz mniej odpowiedzi, ale mam nadzieję, że wkrótce dowiemy się czegoś więcej.
    Nie zazdroszczę Lenie tych wszystkich życiowych rewolucji. Nowa szkoła, nowe miasto, nowi ludzie-jako osoba nie lubiąca zmian pewnie byłabym kłębkiem nerwów.
    Też nie jest mi łatwo wrócić do szkoły, bo jednak człowiek przyzwyczaja się do słodkiego lenistwa :). Poza tym czeka mnie teraz klasa maturalna więc tym bardziej chciałabym odwlec ten moment w nieskończoność.
    Co do kontynuacji wakacyjnej historii-jestem jak najbardziej za!:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To powiedzenie dobrze odnosi się do tego opowiadania. ;) Z czasem będziecie dowiadywać się więcej, na razie nie chcę was przytłoczyć wszystkimi informacjami. Pobawicie się w ,,małych odkrywców'' ;)
      Ja również w maturalnej od września, więc jak widzę, będziemy grupowo przeżywać wzloty i upadki ostatniej klasy. :D

      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  7. Boże mój kochany, jak ja uwielbiam Twój styl pisania. :) Tak się czyta z zapartym tchem i chce się więcej i więcej. :) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. :3 Pozdrowienia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że to, tak ci się podoba. :)
      Pozdrowienia! ;)

      Usuń
  8. Powrót w wielkim stylu :)
    Lena widać że jeszcze nie może odnaleźć się w nowym miejscu, ale przecież to dopiero początek, to przyjdzie z czasem. A z tego co mówi jest przyzwyczajona do przeprowadzek, więc tym bardziej da sobie radę. Ciekawi mnie tylko dlaczego tak muszą umykać z poprzedniego miasta i jaki to był skandal. Musiał dotyczyć całej rodziny, bo i Michał opowiada o tym dość niemrawo. Swoją drogą, zawsze chciałam mieć takiego zajebistego starszego brata, a los obdarzył młodszą siostrą...
    Wiemy niewiele, wiec czekam na więcej :)
    Pozdrawiam, S. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze zdanie mnie rozbawiło. Nie wiem dlaczego :D. Może ja i powrót w ,,wielkim stylu'' się u mnie w głowie nie łączą. ;)
      Powiem ci, że obie jesteśmy rozczarowane kolejami losu, bo w domu to ja jestem tą starszą siostrą, posiadaczką 5 lat młodszej siostry. ;) Zawsze się chciało mieć starszego brata.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Jak ja kocham ten mój internet. Miałam tak pięknie napisany post i jak zwykle go nie dodano. No to w skrócie :) UWIELBIAM czytać twoje rozdziały. Bardzo zaciekawiła mnie historia Leny. Boziu taki brat to skarb :) Ile bym za to dała. No niby jestem najmłodsza, ale siostra to nie brat. Nawet nie rozumie zasad siatkówki i nie ma nawet o czym z nią porozmawiać. Dobrze, że nie przyznaje się, że jest ze mną rodziną. A co do wakacyjnej. Zawsze będę czekałą na jakiś post. Każde twoje opowiadanie ma w sobie coś takiego co przyciąga :)
    Pozdrawiam :)
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten przemiły komentarz ;* Moja młodsza siostra też się nie interesuje siatkówką, więc z nią nie pogadam. Zawsze jest tylko ,,no nie, znowu mecz oglądasz/ a ty znowu o siatkarzach gadasz'' ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No niestety. Musimy zmienić sobie rodzeństwo :)

      Usuń
    3. Ja już więcej nie chcę, jedna upierdliwa momentami siostra w zupełności mi wystarczy :D

      Usuń
  10. Ale ty bzdury ostatnio bejbe opowiadasz. Pstryczek w nosek czy coś w tym stylu ci się należy bo chrzanisz głupoty :P Serio serio serio.

    Rodzeństwa nie mam, no dobra mam przyrodnie ale nie mieszkamy razem więc to się nie liczy. Michał jest całkiem fajny ;) Niby się pokłóci między sobą ale jak trzeba będzie to młodszą siostrę obroni :D Intryguje mnie co tym razem wymyśliłaś. Co się stało czemu Lena przeprowadziła się z rodziną. Dzieciaki kiedy chcą potrafią być na prawdę podłe. Coś o tym wiem. Gorzej jak w szkole ciebie gnębią a potem ty gnębisz innych. Szkoła nie koniecznie będzie piekielna. Ja do swojej jeszcze nic kupionego nie mam. Ale lubię zeszyty kupować na przykład :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często głupoty gadam, przywykłam już. ;)

      Zeszyty też lubię kupować, bo okładki mi się zawsze podobają. Tak zaszalałam ostatnio, że kupiłam aż trzy w linię i nie wiem, do czego je wezmę, bo przeważnie tylko do polskiego używam. ;)
      Szkoła nie jest zła, ale niekoniecznie chce mi się do niej wracać. ;)

      Usuń
  11. Ciężkie ma życie bohaterka, nie mogąc znaleźć sobie przyjaciół przez te częste przeprowadzki. Ciekawe, czy to z konieczności, czy chcą coś ukryć bądź przed czymś uciec. Lena w przeszłości nie miała łatwo, ale teraz może już zacząć normalnie żyć, rozpakowała się to teraz może się zaaklimatyzować, może szkoła jej w tym pomoże. Dobrze, że ma brata, chociaż z nim może porozmawiać.
    A co do przemyśleń Leny to mądre słowa, bardzo mądre.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo cieszę się, że ci się podoba :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Super rozdzial ;) Coraz bardziej interesuje mnie historia Leny. Zastanawiam sie, co wydarzylo sie w jej zyciu wczesniej, ale to na pewno sie niedlugo wyjasni. :)
    Lena ma fajnego brata, ktory ja wspiera i moze ona na niego liczyc. Jestem jedynaczka, ale zawsze chcialam miec wlasnie starszego brata :)
    Ja rowniez do szkoly praktycznie wszystko juz mam, zeszyty i podreczniki kupione, a to w sumie najwazniejsze ;p troche sie boje, jak to bedzie w liceum...
    Jezeli bedziesz kontynuowac wakacyjna historie, to na pewno przeczytam jej dalszy ciag ;)
    Pozdrawiam,
    K. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam młodszą siostrę, ale też chciałam brata. Koniecznie starszego. ;)
      Dasz radę, bo ja nim się obejrzałam, już jestem w maturalnej. Liceum to według mnie najlepszy czas mojego życia, do tej pory rzecz jasna, wiele osób tak twierdzi :) Podziel się ze mną później wrażeniami :)

      Usuń
  13. Kurdę wszystko jest takie zagmatwane. Życie jet cholernie zagmatwane. Kiedyś ważyłam o wiele więcej niż ważę teraz i luzie potrafią być uszczypliwi. Cholernie uszczypliwi. Nagle, gdy schudłam te 18 kilo znalazłam wielu 'przyjaciół'. Taka refleksja, bo w rozdziale było o wadzę.

    Ogólnie to stęskniłam się za Twoimi rozdziałami. Za tymi emocjami. Późniejszym rozmyślaniem.

    Na razie nie ma co myśleć nad szkołą, bo przecież wrzesień to czas Mistrzostw i walki o złoto.

    Zapraszam na pierwszy rozdział o zwariowanym Kubiaku i cichej Lilce pod tytułem 'Chce być szczęśliwa'
    ciszamoimswiatem.blogspot.com

    Pozdrawiam Annie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam nadwagi, ale u nas w szkole był koleś, który miał o dużo kilo za dużo. Co chwilę ktoś się z niego śmiał i chyba to do niego dotarło, bo ma nauczanie indywidualne. Szkoda mi go, bo przez wygląd cierpi. Nawet nie jest to wina nadwagi, tylko głupoty ludzkiej.

      Cieszę się, że tęskniłaś za moim pisaniem :)

      Usuń