Kiedy wróciłam do domu,
zegar w kuchni wskazywał 8 rano. Wspięłam się po schodach na
poddasze, a potem weszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam spojrzeniem
bałagan, jaki się w nim znajdował – wprowadziliśmy się dopiero
przedwczoraj, więc nadal nie zdążyłam wszystkiego wypakować.
Zakupiona dzień wcześniej szafa świeciła pustkami. Korzystając z
sobotniego ranka i tego, że reszta rodziny jeszcze spała, zabrałam
się do roboty.
Otworzyłam pierwsze lepsze
pudełko, aby znaleźć w nim spodnie. Ogólnie kartonów z ciuchami
miałam niewiele – 3 czy 4. Wyprowadzaliśmy się w pośpiechu,
więc wybrałam tylko te ubrania, w których chodziłam, reszty nie
było sensu zabierać. Kiedy zobaczyłam dno pudełka, zabrałam się
za otwieranie kolejnych. Po jakiejś godzinie szafa prezentowała się
lepiej – po znalezieniu wieszaków z kurtkami i bluzami oraz
ułożeniu butów. Puste kartony zabrałam złożone w kąt,
zabierając się za resztę. Kiedy wypakowywałam kilka ulubionych
książek, białe drzwi do pokoju otworzyły się i pojawiła się w
nich głowa mojej mamy.
-Lenka, jadłaś coś? -
powiedziała lekko zachrypniętym głosem, zawinięta w szlafrok.
-Nie, mamo, nie jestem
głodna.
-Wiesz, że musisz coś
zjeść. - powiedziała z wyrzutem.
-Jak skończę to na pewno
coś przekąszę. - odpowiedziałam, odwracając się do niej plecami
i kontynuując pracę. Po chwili usłyszałam cichy dźwięk
zamykanych drzwi. Kiedy książki ładnie prezentowały się w mojej
nadal świecącej pustkami biblioteczce, zabrałam się za
rozpakowywanie innych drobiazgów. Mojego szczęśliwego misia
rzuciłam na łóżko, płyty położyłam na podłodze, nie wiedząc
co z nimi zrobić, ponieważ jeszcze nie miałam wieży, w której
mogłabym je odtwarzać. Znalazłam torbę z laptopem w środku i
ułożyłam ją na biurku. Prawie skończyłam rozpakowywanie, kiedy
drzwi znów się otworzyły i do pokoju weszła mama z kanapką i
sokiem. Postawiła je na biurku, a potem wskazała palcem nic nie
mówiąc.
-Mówiłam, że nie jestem
głodna.
Spojrzała na mnie,
krzyżując ręce.
-Dzięki.
Ta odpowiedź chyba ją
usatysfakcjonowała, bo odwróciła się i wyszła, wcześniej
nieudolnie ukrywając wyraz triumfu na twarzy. Uśmiechnęłam się
mimowolnie i zabrałam za jedzenie. Czy to nie dziwne, że zawsze
kanapki zrobione przez kogoś smakują o niebo lepiej, niż te
zrobione własnoręcznie?
Moje rozmyślanie nad tą
kwestią przerwał brat, który wtargnął do pokoju. Jego ciemne,
lekko kręcące się włosy jak zawsze były rozczochrane, a grzywka
opadała mu na czoło. Zawsze dziwiłam się, że jej nie obcina, ale
w połączeniu z zarostem chyba dawała rezultaty, bo nie mógł
opędzić się od dziewczyn.
-Jedziesz ze mną na zakupy?
-A kupisz mi coś? -
zapytałam, jak za wcześniejszych lat. Był ode mnie 5 lat starszy i
choć nie zawsze się zgadzaliśmy, to z wiekiem zaczęło się to
zmieniać na lepsze.
Michał uśmiechnął się
tylko i machnął ręką w stronę korytarza. Otrzepałam się z
okruszków, które pozostały na mojej bluzie po śniadaniu i
wyszliśmy na chłodne powietrze. Wsiedliśmy do jego rzęcha,
zakupionego za marne pieniądze. Kiedy po drugim razie silnik nie
zaskoczył, mruknęłam:
-Stare, ale jare?
W odpowiedzi popatrzył na
mnie niebieskimi oczami i przekręcił klucz w stacyjce po raz
trzeci. Całym autem wstrząsnęło, a na jego twarzy pojawił się
szeroki uśmiech.
-Coś mówiłaś mała?
Wyjechaliśmy na główną
ulicę, kierując się w stronę centrum, jak wielu mieszkańców
tego dnia. Po jakimś czasie dojechaliśmy do marketu i lawirowaliśmy
po parkingu, szukając jakiegoś skrawka asfaltu do zaparkowania.
Wyszłam z auta i stanęłam
z rękoma w kieszeniach, a chwilę potem i on trzasnął za sobą
drzwiami, które wyglądały, jakby zaraz miały odpaść.
Obserwowałam go, jak wyciąga z kieszeni paczkę papierosów i
odpala jednego. Spojrzał na mnie i znów zaczął szukać po
kieszeniach, a potem mało nie zabił mnie rzuconą monetą.
-Idź po wózek, zaraz
przyjdę.
Odwróciłam się więc na
pięcie, włączając w tłum zakupowiczów, po drodze łapiąc
pierwszy lepszy wózek. Regały były wypełnione kolorowymi
opakowaniami, które jakby przekrzykiwały siebie, kusząc piękną
zawartością. I kaloryczną. Przemknęłam przez dział ze
słodyczami, nawet się nie rozglądając. Musiałam być twarda.
Starałam się je ograniczyć, a oglądanie czekolad i batoników
chyba w tym nie pomagało.
Zwolniłam dopiero w dziale
z pieczywem, rozglądając się za Michałem. I nigdzie go nie
zauważyłam. Zajęłam się przeglądaniem pieczywa, kiedy do wózka
wpadła lawina kolorowych opakowań. Już myślałam, że ktoś
pomylił koszyki, kiedy za plecami dostrzegłam Michała.
Zlustrowałam przyniesione przez niego produkty.
-Czy ty chcesz mnie dobić?
Czekolada?
-I ciastka z ziarnami, Twoje
ulubione. - mrugnął. Popatrzyłam na niego z wyrzutem, ale
stwierdziłam, że nie warto niczego mu tłumaczyć. Taki już był,
robił co chciał, często nie słuchając mojej opinii.
-Dzięki za wsparcie. -
powiedziałam tylko, myśląc o mojej decyzji niejedzenia słodyczy,
która wyparowała wraz z momentem dostrzeżenia tych wszystkich
słodkości.
-Przecież nie musisz się
odchudzać, Lena. - próbował złapać moje spojrzenie, ja jednak
rozglądałam się po regałach.
-To zdrowy tryb życia, nie
odchudzanie.
-Yhm.
-Na serio.
Spojrzał na mnie z miną
,,ja wiem lepiej''. Poczułam, że muszę się wytłumaczyć.
-Nie dopuszczę do takiej
sytuacji jak kiedyś. Nigdy więcej. Mam więcej zmartwień.
-Przecież wiesz, że tamci
ludzie czepiali się nas z innego powodu. To czy miałaś 5 czy 10
kilo więcej nie miało na to wpływu. Było tylko pretekstem, żeby
ci dopiec.
-Nieważne. - mruknęłam. -
Nie chcę do tego wracać, ok?
-Wydaje mi się, że akurat
my nie mamy tu nic do powiedzenia.
Popatrzyłam na jego twarz,
przez którą przebiegł grymas złości.
-Dobra, nie gadajmy o tym.
Nie pozwólmy przeszłości zniszczyć naszej przyszłości.
Ramię w ramię pchając
wózek zrobiliśmy zakupy, a później ledwo co dotaszczyliśmy je do
bagażnika jego ledwo trzymającego się auta. Zapięłam pasy, które
się zacinały i uderzając w odświeżacz powietrza wiszący na
lusterku, w kształcie rękawicy bokserskiej, zapytałam:
-Jak ty na tego rzęcha
wyrywasz dziewczyny? Nie uciekają z krzykiem?
-Wyobraź sobie, że tak
zwane ,,blachary'' mnie nie interesują. Mają kochać mnie, a nie
moje auto.
-Ok, ok. - uśmiechnęłam
się na jego odpowiedź.
Wyjechaliśmy z parkingu i w
żółwim tempie zbliżaliśmy się do drogi głównej.
-Jakieś plany na dzisiejszy
dzień?
-Raczej nie.
-Tydzień?
-Nie sądzę.
-A na życie jakieś plany
masz?- spojrzał na mnie, kiedy czekaliśmy na naszą kolej na
rondzie.
-Przeżyć maturalną. -
uniosłam kącik ust w odpowiedzi, spoglądając przez boczną szybę.
-Ambitne. - zaśmiał się.
- Takie trochę nie w Twoim stylu.
-Może jak poznam jakichś
ludzi, to trochę zmienię swoje plany, na razie nawet nie wiem,
gdzie tutaj co jest.
-Zaklimatyzujemy się,
zobaczysz. Już dwa razy nam się udało, to uda i trzeci, nie?
-Yhm.
Resztę drogi domu
przebyliśmy w towarzystwie muzyki sączącej się z radia. Po
rozpakowaniu zakupów nie miałam już nic do roboty. Ruszyłam więc
schodami na poddasze, nie przyzwyczajona jeszcze do tego domu.
Otworzyłam białe drzwi i położyłam się na kremowej pościeli
przykrywającej moje łóżko. Zawsze chciałam mieć ogromne łóżko
i pokój jak ten, jednak tym razem jakoś nie poprawiał mi nastroju.
Wiedziałam, że rodzice chcieli mi wynagrodzić fakt, że znowu się
przeprowadzamy i specjalnie wybrali taki dom, aby moje marzenie mogło
się spełnić. Czułam jednak, że była to pewna forma przekupstwa.
Chyba tylko ja nie byłam zadowolona ze zmiany zamieszkania. Choć
poprzednie mieszkanie miało wiele minusów, to jednak brakowało mi
go. A może nie chodziło nawet o samo mieszkanie, ale miasto i
ludzi, którzy w nim żyli. Miałam tam dobrych znajomych,
przyjaciół, których musiałam skreślić wraz z zamknięciem na
klucz drzwi od naszej klitki w kamienicy. Kilkaset kilometrów jazdy
dobrze uświadomiło mi, że tamci ludzie są już dla mnie
przeszłością, jak ja dla nich. Więzi nas łączące nie były aż
tak mocne, aby to wszystko przetrwało. Nie wiedziałam nawet, czy
będzie im mnie brakować. Leżąc na łóżku i spoglądając w
wyświetlacz telefonu, pomyślałam, że raczej tak nie będzie. Nikt
nie zapytał mnie, jak minęła podróż i czy podoba mi się mój
dom. O adres też nikt nie pytał.
Pamiętam, kiedy to wszystko
się zaczęło i ludzie zaczęli spoglądać na mnie inaczej. Nie
byłam niczemu winna, bo w końcu rodziny się nie wybiera, jednak
skandal miał wpływ i na moje życie. Ogromny wpływ. Kiedy
powiedziałam znajomym, że się wyprowadzam, widziałam smutek na
ich twarzach, ale i pewnego rodzaju ulgę. Może i moja obecność im
ciążyła? Nigdy nie poznałam na to pytanie odpowiedzi. Miałam
tylko podejrzenia i może dobrze, że nie dowiedziałam się, czy
były słuszne.
Ciekawe, co teraz robią.
Czy myślą o mnie, tak jak ja myślę teraz o nich? Może jakoś
załatali dziurę , którą po sobie pozostawiłam? Zawsze wydawało
mi się dziwne, że otaczający mnie ludzie tak szybko godzili się z
rzeczywistością i bardzo łatwo było im przywyknąć do nawet
najbardziej dziwnej sytuacji. Ja nigdy takiej umiejętności nie
posiadłam. Nie wiem, może to pewnego rodzaju cecha charakteru?
Szkoda, życie byłoby łatwiejsze. Zazdrościłam tym, którzy nie
przejmowali się na zapas, ponieważ sama nie mogłam tak o sobie
powiedzieć. Ludzie mówili mi, że z pewnymi rzeczami trzeba się
pogodzić, ale ja zawsze starałam się coś zmienić. Według mnie,
żadna sytuacja nie jest do końca przesądzona. Po prostu nie można
się poddawać. ,, Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą'' było moim
mottem, choć sama nigdy nie określiłabym siebie jako osoby, która
cokolwiek zwyciężyła.
-Lena?
Z zamyślenia wyrwał mnie
głos mojej mamy. Uniosłam się na poduszkach, próbując ją
dostrzec. Usiadła na skraju łóżka i podała mi pięćdziesiąt
złotych.
-Nie siedź w domu, poszukaj
jakiegoś sklepu i kup sobie to, co ci potrzebne do szkoły.
Przełknęłam ślinę,
czując ścisk w żołądku na myśl o 2 września.
-Ok. -wstałam i miałam
wyjść z pokoju, ale potem przypomniałam sobie o jednym. Odwróciłam
się i nie zważając na to, że miałam już praktycznie 18 lat,
przytuliłam się do mamy. Wzdrygnęła się zdziwiona, ale potem
objęła mnie i zaczęła kołysać.
-A to za co? - zapytała,
puszczając mnie.
-Po prostu dziękuję.
Uśmiechnęła się, a ja
zbiegłam po schodach i w biegu ubierając tenisówki wyszłam z
domu.
-Pora skompletować rzeczy
do tej piekielnej szkoły. - mruknęłam do siebie, idąc w stronę
centrum.
*
Jest i rozdział I, dużo dłuższy niż prolog. Mam nadzieję, że się spodobał. ;)
Powolutku odkrywamy postać głównej bohaterki i tych drugoplanowych.
Tło się jeszcze nie zgrało, ale nie mam do niego cierpliwości. Poprawię w wolnej chwili.
A tak w ramach komentarza odautorskiego powiem, że i ja powoli przygotowuję się do szkoły. Zeszyty mam, część innych ważnych rzecz też mam... tylko nastawienie psychiczne jeszcze nie pojawiło się na pokładzie. ;)
Pozdrawiam znad mrożonej kawy, która prawie pozbawiła życia mojego laptopa ilecę grać w Simsy, bo siostra sobie kupiła i kazała mi zainstalować ;)
Oraz oczywiście pokazać się na zewnątrz, żeby ludzie wiedzieli, że żyję ;)
Kolejny post prawdopodobnie w niedzielę. A nawet na pewno, bo już dodany do kolejki. Możecie spodziewać się go po 11. :)
Jakieś pytania? Zapraszam na mojego aska :)
A co wy na to, gdybym wakacyjną-historię, czyli mój trzeci, zawieszony blog, zakończyła... w duecie ze znajomą? ;)
Jest i rozdział I, dużo dłuższy niż prolog. Mam nadzieję, że się spodobał. ;)
Powolutku odkrywamy postać głównej bohaterki i tych drugoplanowych.
Tło się jeszcze nie zgrało, ale nie mam do niego cierpliwości. Poprawię w wolnej chwili.
A tak w ramach komentarza odautorskiego powiem, że i ja powoli przygotowuję się do szkoły. Zeszyty mam, część innych ważnych rzecz też mam... tylko nastawienie psychiczne jeszcze nie pojawiło się na pokładzie. ;)
Pozdrawiam znad mrożonej kawy, która prawie pozbawiła życia mojego laptopa i
Oraz oczywiście pokazać się na zewnątrz, żeby ludzie wiedzieli, że żyję ;)
Kolejny post prawdopodobnie w niedzielę. A nawet na pewno, bo już dodany do kolejki. Możecie spodziewać się go po 11. :)
Jakieś pytania? Zapraszam na mojego aska :)
A co wy na to, gdybym wakacyjną-historię, czyli mój trzeci, zawieszony blog, zakończyła... w duecie ze znajomą? ;)
Rezerwejszyn.. ;33
OdpowiedzUsuńW takim razie czekam, cwana bestio :D
UsuńHaha ;D
UsuńNo to zaczynamy. No i teraz wiem o co chodzi. Gnębiona w szkole... To jest okropne! Nie rozumiem ludzi, którzy wykorzystują to, że ktoś inaczej wygląda. Każdy jest inny. Przecież gdyby wszystko było takie samo to świat byłby nudny.
Aż trzy razy razy się przeprowadzali? Łał... Oby teraz, za tym trzecim razem wszystko się poukładało.;)
Lena - imię bohaterki. Podoba mi się. Ma u mnie plusa. ;>
Brat Leny - Michał. Jaki on przystojny musi być. ;D Rozwichrzona grzywa na czole, zarost i niebieskie oczy... *v* Umieram... :D Ale to nie o nim historia ;P
Szablon jest fajny, co ty chcesz?. W ogóle podobają mi się wszystkie tła, które "tworzysz". Moją w sobie to coś co przykuwa moją uwagę. Oczywiście najbardziej ją przykuwa to co piszesz, ale wygląd jest zaraz na drugim miejscu. ;)
Jak Ci już wcześniej pisałam jestem zwarta i gotowa, by iść do szkoły. Jednak nastawienie psychiczne też nie chce za bardzo współpracować. Ale już mi tęskno za przyjaciółmi z klasy... ;>
Aaaa.! Simsy! Jak ja dawno w nie nie grałam. ;p I nie, wcale nie przeczytałam tego przekreślonego napisu. ;D
Będę punktualnie, obiecuję. ;3
Jeszcze się głupio pytasz! Pewnie, że możesz go zakończyć. W duecie ze znajomą, zapomniałam dodać. ;**
Pozdrawiam, Natka ;>
Ale długaśny komentarz... Nie wiedziałam, że na podstawie jednego rozdziału i to akurat początkowego, uda ci się tyle wystukać na klawiaturze. ;)
UsuńAch tak... takie Michały to przystojne chłopaki :D
Fajnie, że szablon też ci się podoba, bo zawsze idę na prostotę. Nie mam do niego cierpliwości, a lepiej, żeby treść waszą uwagę przykuwała. Reszta ma być tylko schludną obramówką. ;) Ale tło już się zgrało, więc jest ok.
Nie, wcale nie przeczytałaś tamtego napisu. ;)
Pozdrawiam :)
Oj tam przesadzasz. Po prostu było dużo wątków do poruszenia. ;) Zresztą nie masz się czemu dziwić. Piszesz, tak świetnie, że to aż grzech nie napisać jakiegokolwiek komentarza. A jako, że mi zawsze chce się komentować to wyszło takie 'cuś' jak u góry. ;>
Usuń♥
UsuńLubię to Twoje ,,cosie'' :D
Oj tam, przesadzasz. ;>
Usuń♥
Wiem co mówię ;)
Usuń♥
Bardzo ciekawie sie zaczyna ten blog i zastanawiam co ci rodzice robią, że muszą się przeprowadzać przez skandale;) I jestem za dokańczeniem tego tego trzeciego bloga bo był bardzo fajny;D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam;*
:)
UsuńPozdrawiam!
Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńBrat Leny ambitny, ze nie pociągają go "blachary". Chłopacy zawsze tak mówią a inaczej robią :)
Lena i ja mamy jedna wspólną cechę zamartwiamy się na zapas :) Jestem ciekawa jej przeszłości i to strasznie.
Co do kontynuacji poprzedniego bloga jestem za i już czekam :)
Pozdrawiam Via.
Dziękuję :)
UsuńZ czasem pewnie zobaczymy, czy Michał też tylko tak mówi, czy faktycznie tak uważa. Chociaż to chyba tak jak z tym, że interesuje cię nie wygląd, a to ,,co jest w środku''. ;)
Ja też mogę sobie tutaj z Wami piątkę przybić, niestety. Nienawidzę tej swojej cechy charakteru.
Bardzo mnie cieszy, że wzbudziłam ciekawość. Prawda będzie się ukazywać stopniowo. ;)
Co do poprzedniego bloga, to jeszcze nie jestem go do końca pewna, ale jak będę już wiedzieć na stówę, to na pewno tutaj o tym napiszę. :)
Pozdrawiam :)
Hm.. dwa razy im się udało, więc i trzeci raz się uda... czyżby jakiś skandal ze strony rodziców?
OdpowiedzUsuńHm..."Przecież wiesz, że tamci ludzie czepiali się nas z innego powodu." ale jakiego? :OO
Powiem Ci, że mnie mocno zaciekawiłaś!
Pozdrawiam i do następnego!
I oto mi właśnie chodziło! :)
UsuńPozdrawiam i do następnego. ;)
Nowy rozdział prezentem na urodziny^^ choć większym był Twój powrót. :)
OdpowiedzUsuńCzy to nie dziwne, że już lubię tego bloga? Nie wiem jak to robisz, ale twoje opowiadania uwielbiam praktycznie od początku. :)
Przechodząc do treści: fajnie, że bohaterka ma na imię Lena. Lubię je, mimo że z moim nie ma nic wspólnego. :p Zaciekawiasz mnie tą historią i to bardzo. Dodając odpowiednie sformułowania tworzysz tajemniczość, co sprawia, że chcę tu wpadać, by dowiadywać się więcej. A to będę robić bardzo chętnie. :)
Co do szkoły - mam tę przyjemność co bohaterka- przede mną klasa maturalna, później matura i egzamin zawodowy. Umysł jednak nie chce się nastawić i unika tych faktów. :p
Co do wakacyjnej historii - jestem za. Za, a nawet przeciw. :p A tak serio, bardzo chętnie przeczytam dalszy ciąg, jeśli tylko powstanie. :)
Pozdrawiam!
VE.
Wszystkiego najlepszego! ;*
UsuńCieszę się, że mogłam ci sprawić taki prezent. Nieświadomie. ;)
Według mnie jest to ciut dziwne, ale przywykłam po drugim opowiadaniu, kiedy ludzie w ciemno mnie obserwowali już przed prologiem. ;) Nie wiem, jak to robię, ale cieszę się, że wam się podoba.
Mi to imię również się podoba, z tego co wiem, to jest chyba jednym z najbardziej popularnych. A z moim ma wspólne jedynie zakończenie - JustyNA . Także wiem o czym mówisz. ;)
Te zdania mają pobudzać waszą ciekawość, oj mają. ;) Dobrze, że skutkują, to mnie nie zostawicie tak szybko. ;)
Też będę w maturalnej i troszkę się boję, ale jak na razie jeszcze masa czasu. Chociaż ja lubię martwić się na zapas.
Zobaczę, jak się ułoży i jak się zdecyduję i odwieszę wakacyjną, to dam znać. ;)
Pozdrawiam i jeszcze raz najlepszego! :)
Ojej, dziękuję bardzo :*
UsuńVE.
Nie ma za co, moja droga, szkoda, że nie wiedziałam wcześniej, to bym coś więcej dla ciebie wymyśliła, w końcu w moich blogach siedzisz po uszy :D
Usuń;*
"Im dalej w las, tym więcej drzew", czyli coraz więcej pytań, a coraz mniej odpowiedzi, ale mam nadzieję, że wkrótce dowiemy się czegoś więcej.
OdpowiedzUsuńNie zazdroszczę Lenie tych wszystkich życiowych rewolucji. Nowa szkoła, nowe miasto, nowi ludzie-jako osoba nie lubiąca zmian pewnie byłabym kłębkiem nerwów.
Też nie jest mi łatwo wrócić do szkoły, bo jednak człowiek przyzwyczaja się do słodkiego lenistwa :). Poza tym czeka mnie teraz klasa maturalna więc tym bardziej chciałabym odwlec ten moment w nieskończoność.
Co do kontynuacji wakacyjnej historii-jestem jak najbardziej za!:)
Pozdrawiam.
To powiedzenie dobrze odnosi się do tego opowiadania. ;) Z czasem będziecie dowiadywać się więcej, na razie nie chcę was przytłoczyć wszystkimi informacjami. Pobawicie się w ,,małych odkrywców'' ;)
UsuńJa również w maturalnej od września, więc jak widzę, będziemy grupowo przeżywać wzloty i upadki ostatniej klasy. :D
Pozdrawiam. :)
Boże mój kochany, jak ja uwielbiam Twój styl pisania. :) Tak się czyta z zapartym tchem i chce się więcej i więcej. :) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. :3 Pozdrowienia! :)
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że to, tak ci się podoba. :)
UsuńPozdrowienia! ;)
Powrót w wielkim stylu :)
OdpowiedzUsuńLena widać że jeszcze nie może odnaleźć się w nowym miejscu, ale przecież to dopiero początek, to przyjdzie z czasem. A z tego co mówi jest przyzwyczajona do przeprowadzek, więc tym bardziej da sobie radę. Ciekawi mnie tylko dlaczego tak muszą umykać z poprzedniego miasta i jaki to był skandal. Musiał dotyczyć całej rodziny, bo i Michał opowiada o tym dość niemrawo. Swoją drogą, zawsze chciałam mieć takiego zajebistego starszego brata, a los obdarzył młodszą siostrą...
Wiemy niewiele, wiec czekam na więcej :)
Pozdrawiam, S. :*
Pierwsze zdanie mnie rozbawiło. Nie wiem dlaczego :D. Może ja i powrót w ,,wielkim stylu'' się u mnie w głowie nie łączą. ;)
UsuńPowiem ci, że obie jesteśmy rozczarowane kolejami losu, bo w domu to ja jestem tą starszą siostrą, posiadaczką 5 lat młodszej siostry. ;) Zawsze się chciało mieć starszego brata.
Pozdrawiam :)
Jak ja kocham ten mój internet. Miałam tak pięknie napisany post i jak zwykle go nie dodano. No to w skrócie :) UWIELBIAM czytać twoje rozdziały. Bardzo zaciekawiła mnie historia Leny. Boziu taki brat to skarb :) Ile bym za to dała. No niby jestem najmłodsza, ale siostra to nie brat. Nawet nie rozumie zasad siatkówki i nie ma nawet o czym z nią porozmawiać. Dobrze, że nie przyznaje się, że jest ze mną rodziną. A co do wakacyjnej. Zawsze będę czekałą na jakiś post. Każde twoje opowiadanie ma w sobie coś takiego co przyciąga :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
J.
Dziękuję za ten przemiły komentarz ;* Moja młodsza siostra też się nie interesuje siatkówką, więc z nią nie pogadam. Zawsze jest tylko ,,no nie, znowu mecz oglądasz/ a ty znowu o siatkarzach gadasz'' ;)
UsuńPozdrawiam :)
No niestety. Musimy zmienić sobie rodzeństwo :)
UsuńJa już więcej nie chcę, jedna upierdliwa momentami siostra w zupełności mi wystarczy :D
UsuńAle ty bzdury ostatnio bejbe opowiadasz. Pstryczek w nosek czy coś w tym stylu ci się należy bo chrzanisz głupoty :P Serio serio serio.
OdpowiedzUsuńRodzeństwa nie mam, no dobra mam przyrodnie ale nie mieszkamy razem więc to się nie liczy. Michał jest całkiem fajny ;) Niby się pokłóci między sobą ale jak trzeba będzie to młodszą siostrę obroni :D Intryguje mnie co tym razem wymyśliłaś. Co się stało czemu Lena przeprowadziła się z rodziną. Dzieciaki kiedy chcą potrafią być na prawdę podłe. Coś o tym wiem. Gorzej jak w szkole ciebie gnębią a potem ty gnębisz innych. Szkoła nie koniecznie będzie piekielna. Ja do swojej jeszcze nic kupionego nie mam. Ale lubię zeszyty kupować na przykład :D
Często głupoty gadam, przywykłam już. ;)
UsuńZeszyty też lubię kupować, bo okładki mi się zawsze podobają. Tak zaszalałam ostatnio, że kupiłam aż trzy w linię i nie wiem, do czego je wezmę, bo przeważnie tylko do polskiego używam. ;)
Szkoła nie jest zła, ale niekoniecznie chce mi się do niej wracać. ;)
Ciężkie ma życie bohaterka, nie mogąc znaleźć sobie przyjaciół przez te częste przeprowadzki. Ciekawe, czy to z konieczności, czy chcą coś ukryć bądź przed czymś uciec. Lena w przeszłości nie miała łatwo, ale teraz może już zacząć normalnie żyć, rozpakowała się to teraz może się zaaklimatyzować, może szkoła jej w tym pomoże. Dobrze, że ma brata, chociaż z nim może porozmawiać.
OdpowiedzUsuńA co do przemyśleń Leny to mądre słowa, bardzo mądre.
Pozdrawiam!
Bardzo cieszę się, że ci się podoba :)
UsuńPozdrawiam.
Super rozdzial ;) Coraz bardziej interesuje mnie historia Leny. Zastanawiam sie, co wydarzylo sie w jej zyciu wczesniej, ale to na pewno sie niedlugo wyjasni. :)
OdpowiedzUsuńLena ma fajnego brata, ktory ja wspiera i moze ona na niego liczyc. Jestem jedynaczka, ale zawsze chcialam miec wlasnie starszego brata :)
Ja rowniez do szkoly praktycznie wszystko juz mam, zeszyty i podreczniki kupione, a to w sumie najwazniejsze ;p troche sie boje, jak to bedzie w liceum...
Jezeli bedziesz kontynuowac wakacyjna historie, to na pewno przeczytam jej dalszy ciag ;)
Pozdrawiam,
K. :)
Mam młodszą siostrę, ale też chciałam brata. Koniecznie starszego. ;)
UsuńDasz radę, bo ja nim się obejrzałam, już jestem w maturalnej. Liceum to według mnie najlepszy czas mojego życia, do tej pory rzecz jasna, wiele osób tak twierdzi :) Podziel się ze mną później wrażeniami :)
Kurdę wszystko jest takie zagmatwane. Życie jet cholernie zagmatwane. Kiedyś ważyłam o wiele więcej niż ważę teraz i luzie potrafią być uszczypliwi. Cholernie uszczypliwi. Nagle, gdy schudłam te 18 kilo znalazłam wielu 'przyjaciół'. Taka refleksja, bo w rozdziale było o wadzę.
OdpowiedzUsuńOgólnie to stęskniłam się za Twoimi rozdziałami. Za tymi emocjami. Późniejszym rozmyślaniem.
Na razie nie ma co myśleć nad szkołą, bo przecież wrzesień to czas Mistrzostw i walki o złoto.
Zapraszam na pierwszy rozdział o zwariowanym Kubiaku i cichej Lilce pod tytułem 'Chce być szczęśliwa'
ciszamoimswiatem.blogspot.com
Pozdrawiam Annie
Nigdy nie miałam nadwagi, ale u nas w szkole był koleś, który miał o dużo kilo za dużo. Co chwilę ktoś się z niego śmiał i chyba to do niego dotarło, bo ma nauczanie indywidualne. Szkoda mi go, bo przez wygląd cierpi. Nawet nie jest to wina nadwagi, tylko głupoty ludzkiej.
UsuńCieszę się, że tęskniłaś za moim pisaniem :)