Kilka dni zajęło mi ,,rozgryzienie'' pozostałych dziewczyn. Choć sama nie lubiłam, kiedy przyklejano mi określoną etykietkę, poukładałam sobie w głowie poszczególne koleżanki na konkretnych półkach. Większość upchnęłam na tej dla ,,popularnych'', do których nigdy nie należałam i nie chciałam należeć.
Nim się obejrzałam, minął miesiąc. Popołudnia spędzałam na nauce, a w weekendy plotkowałam z Majką, która czasem nawet u mnie nocowała. Zaczęłam się przed nią otwierać i nasze rozmowy nie przypominały już monologu prowadzonego z jej strony, nie mówiłam jej jednak wszystkiego o swojej przeszłości, bojąc się jej reakcji. Bardzo ją polubiłam, spędzałyśmy ze sobą dużo czasu i nie chciałam tego bezsensownie stracić. Zaczęłam jednak wierzyć, że ty razem jednak spotkałam prawdziwą przyjaciółkę.
Męczona przez Maćka, zgodziłam się na kawę, ale już w momencie wejścia do lokalu czułam już, że to był błąd. Koleś był zupełnie z innej planety i rozmowa z nim nad parującym cappuccino utwierdziła mnie w przekonaniu, że taki wypad już się nie powtórzy. Maciek okazał się taką męską wersją Majki - nie zamilkł nawet na minutę- i choć w niej mi to nie przeszkadzało, to jednak poruszane przez niego tematy w ogóle mnie nie interesowały. Jakoś dotrwałam do końca spotkania, a przy wyjściu wymówiłam się bólem głowy i nieodrobioną matmą, kiedy zaprosił mnie do kina. Czułam, że jego świat deski i rapu to nie mój świat. Tym bardziej, że moją uwagę przykuła inna osoba.
Ciężko było mi to przyznać przed samą sobą, ale polubiłam Tomka. Tak naprawdę do potwierdzenia tego zmusiła mnie Majka, która poczyniła wobec mnie niezłe obserwacje. Bałam się jej pokrętnych planów, bo nie próżnowała. Była do tego stopnia ,,pomocna'', że bez uzgodnienia ze mną, wpakowała mnie we wspólny projekt z Tomkiem. Tak po prostu wyszła, kiedy nauczyciel dobierał nas w pary i mi przyszło pracować z nim, ponieważ jego sąsiad z ławki był chory. Kiedy w drzwiach stanęła Majka, a ja siedziałam już z Tomkiem w jednej ławce, zarysowując ramy projektu, posłałam jej mordercze spojrzenie.
Po kilku popołudniach spędzonych w bibliotece nad projektem, wydawało mi się, że znalazłam z Tomkiem wspólny język.
Była środa, a ja wychodziłam ze szkoły sama, bo Majkę dopadła paskudna grypa. Schodziłam po schodkach na plac przed szkołą, szukając telefonu aby sprawdzić godzinę, gdy tuż obok mnie pojawił się wyprzedzony zapachem perfum Tomek. Mimowolnie odwzajemniłam uśmiech, którym powitał mnie zamiast standardowego ,,cześć''.
-Masz dzisiaj czas? Skończymy kolejną biografię. - powiedział, nawiązując do tematu naszego projektu.
-Nie, dzisiaj idę do Majki z zeszytami, a poza tym jutro mam hiszpański, a nadal nie wkułam ostatnich słówek. - westchnęłam, myśląc o górze zwrotów, które już dawno powinny zagościć w mojej głowie.
-Szkoda. To może jutro? - zapytał, patrząc mi w oczy. Zamrugałam, budząc się z otępienia, jakie to spojrzenie we mnie spowodowało.
-Nie wiem jeszcze, napiszę do ciebie. - wymamrotałam. Odprowadził mnie na przystanek, obiecując, że zbierze już trochę materiałów, żebyśmy mogli je razem opracować.
Całą drogę do domu spędziłam na uśmiechaniu się do swojego odbicia w autobusowej szybie. Jak na skrzydłach wbiegłam do domu, zdziwiona, że drzwi na dole nie były zamknięte. Przeważnie mama i Michał wracali jakąś godzinę lub dwie później. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy w przedpokoju obok szafki nocnej dostrzegłam dużą, czarną walizkę. Czując narastający niepokój, weszłam do kuchni, z której usłyszałam jakieś odgłosy i dostrzegłam mamą, która zalewała właśnie herbatę. Postawiła na stole dwa kubki i dopiero wtedy mnie zobaczyła. Na jej twarzy pojawiło się zmieszanie. Przygładziła nerwowo grzywkę, a potem odwracając się w do mnie plecami zapytała:
-Nie widziałaś cukru?
-W górnej szafce przy oknie. - odpowiedziałam machinalnie, patrząc jak dziwnie się zachowuje, ale nie mają odwagi o nic zapytać.
-Nie miałaś iść do Majki po szkole? - jej głos zadrżał, kiedy starała się nadać temu zdaniu normalny, swobodny ton.
-Mówiłam, że pojadę do niej po obiedzie. - powiedziałam , zerkając na kuchenkę, na której nic się nie odgrzewało. Jedzenie zapewne było w lodówce, ja jednak z nerwów miałam żołądek zawiązany w supeł i nie byłabym w stanie przełknąć ani łyżki zupy.
Stałam w progu w mojej ciemnozielonej parce, w tenisówkach ubrudzonych błotem, wciąż trzymając plecak na prawym ramieniu. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale atmosfera w domu zgęstniała, a serce biło mi jak po kilkunastominutowym biegu.
-Mamo, co jest grane?
Spojrzałam na jej wciąż odwróconą do mnie plecami sylwetkę. Nie poruszyła się.
-Mamo, czyja to walizka?
Zaczęłam wsłuchiwać się w panującą w domu ciszę. Brak odpowiedzi ze strony mojej mamy uświadomił mi, że starała się coś przede mną ukryć. Od dawna nie miałyśmy już przed sobą wielu tajemnic, ponieważ wyznawałyśmy zasadę, że problemami trzeba dzielić się z najbliższymi, bo wtedy jest większa szansa na ich rozwiązanie. A to, że nad naszym domem znów zawisły czarne chmury wywnioskowałam z jej zachowania. Albo zawisną, bo nadal nie wiedziałam, dlaczego nie chce nic mi powiedzieć.
-Nie pójdę stąd, dopóki nie odpowiesz.
Długo zbierała się w sobie, aż mogła spojrzeć mi w oczy. Widziałam, jak przełyka nerwowo ślinę i dotarła do mnie ironia tej sytuacji - czułam się, jakbyśmy zamieniły się rolami. To ja byłam tutaj surową, w miarę opanowaną matką, a ona nastolatką, która coś zbroiła i obawia się gorzkich słów rodzicielki. Otworzyła usta, żeby mi odpowiedzieć, ale żadne słowo nie zdążyło się z nich wydobyć. Do przedpokoju wtargnął jesienny, chłodny wiatr, a chwilę potem usłyszałam kroki i głębokie westchnięcie.
-Ok, jeszcze jedna walizka i po sprawie.
Poczułam, jak cała sztywnieję, nagle ciało przestało należeć do mnie. Ten znajomy głos mnie sparaliżował, nie mogłam uwierzyć w to, że się nie przesłyszałam. Jak za sprawą czyjejś dłoni, pociągającej za sznurki, odwróciłam się powoli, stając twarzą w twarz z moim koszmarem.
Mężczyzna spojrzał na mnie tymi samymi, brązowymi oczami, oczami, których tak w sobie nienawidziłam, bo przypominały mi jego. Ubrany w garnitur, w dłoni nadal trzymał rączkę dużej walizki, stojąc z nią w progu i jak ja, nie wiedząc, jak zareagować na zaistniałą sytuację.
-Och. Lena. Nie wiedziałem, że tak szybko cię zobaczę. - powiedział po chwili mierzenia się spojrzeniami. Jeżeli jednak w jego oczach widziałam coś w rodzaju zaskoczenia i ciepła, to moje na pewno były pozbawione tego drugiego. Zrobiło mi się zimno, czułam, jakby ktoś wrzucił mi za koszulkę kostki lodu, a moje spojrzenie na pewno nie było cieplejsze. Poczułam, że zaczynam odzyskiwać kontrolę nad swoimi kończynami. Zacisnęłam rękę, którą wciąż trzymałam na ramieniu plecaka.
-Co on tu robi?- zapytałam bezbarwnie, opanowanym głosem, patrząc na przybysza, jednak kierując słowa w stronę mamy.
-Lena, Twój ojciec przyjechał, bo nie ma gdzie się podziać. Zaproponowałam...
-Po pierwsze, nie mam ojca. Nie chcę mieć.- powiedziałam, podnosząc ton głosu i odwracając się w jej stronę. Czułam, jak złość zaczyna rosnąć we mnie wraz z każdym uderzeniem mojego serca i jak dociera do każdej mojej części ciała. - A po drugie, jak mogłaś tak po prostu go tu sprowadzić, nie pytając mnie o zdanie?
-Lena...
-Michałowi w ogóle powiedziałaś? - zapytałam, nadal ignorując ojca, który z niezdecydowaniem stał wciąż w progu. Pomyślałam chwilę nad zadanym przeze mnie pytaniem i prychnęłam. - Nie, na pewno nie, bo inaczej nie dopuściłby do tego.
-Lena, posłuchaj...- powiedziała mama ostrzejszym tonem, spoglądając na mnie zrozpaczonymi oczami.
-Nie, to ty posłuchaj. - przerwałam jej po raz kolejny. Byłam tak wzburzona, że kompletnie nie panowałam nad swoimi słowami. - Nie będę przechodzić tego po raz kolejny. Nie będę.
-Lenka, porozmawiajmy. - powiedział ojciec, którego uparcie zignorowałam.
-Albo ja, albo on. Jestem pewna, że Michał poprze moje zdanie. - ucięłam, patrząc na mamę. Nie wypowiedziała żadnego słowa, ale jej zaszklone oczy mówiły mi wszystko. Nadal nie wiedziała, jak postąpić, aby jej decyzja była słuszna. Odwróciłam się na pięcie, minęłam ojca, który nadal stał w wejściu do kuchni, zrzuciłam plecak w przedpokoju i wybiegłam z domu, trzaskając drzwiami.
Chłodny wiatr rozwiewał moje włosy, kiedy z szybkiego truchtu przeszłam w bieg. Biegłam na oślep, jak przestraszone zwierzę, nie myśląc racjonalnie o tym, co robię. Moje myśli były kłębkiem zagmatwanych słów, tych, których nie wypowiedziałam. Wiedziałam jedno - nie żałowałam ani jednego zdania, które wydobyło się z moich ust w naszej kuchni i nie interesowało mnie to, czy skrzywdziłam przy tym ich uczucia. Oni nigdy nie interesowali się tym, czy ja czuję się dobrze z ich decyzjami, nie miałam zamiaru zachowywać się inaczej. Nie dam się zniszczyć od środka, ani tym razem, ani następnym. Rozumiałam ból w oczach mojej mamy - postawiłam ją pod ścianą, każąc wybierać między dziećmi, a mężczyzną, z którym związała się kilkanaście lat wcześniej i którego kochała. Któremu wybaczała każdą głupią rzecz, przymykając na nią oko. Nie mogłam jednak rozumieć, jak mogła godzić się na to, aby ten horror znowu powrócił. Dlaczego uwierzyła, że tym razem do tego nie dojdzie, skoro już kilka razy nasze życie wywróciło się do góry nogami?
Ulica, którą biegłam powoli zaczęła się rozmywać. Zaczęłam szybko mrugać, aby nie pozwolić łzom na uwolnienie. Kiedyś obiecałam sobie, że z powodu tego głupka nie wyleję już ani jednej łzy, bo nie jest tego wart. Dlaczego jednak teraz czułam, że słone krople spływają mi po podbródku?
*
Hej, hej, hej. A więc jestem. :)
Mały komentarz co do tego tam u góry. Sielanka nie trwa wiecznie, aż mnie korciło i ten rozdział powstał w rekordowym wręcz tempie.Zawsze takie rozdziały pisze mi się z wielką przyjemnością. Nie pytajcie dlaczego, nie wiem.
Jak wrażenia po rozpoczęciu roku i dwóch pierwszych dniach? Ja sama się trzymam, plan mam w porządku, a patrząc na to, że wf-y mam na pierwszych lekcjach,a nie ćwiczę, może załatwię sobie późniejsze przychodzenie na lekcje. I nie będę musiała się męczyć patrzeniem na ludzi z klasy dobrze bawiących się podczas gry w siatkę, kiedy ja bym chętnie pograła, a nie mogę. Tym bardziej, że naszą nauczycielkę zastąpił jej mąż i zapowiada się ostra jazda. Już zapowiedział mojej klasie zaliczenia z lekkoatletyki w ten piątek.:<
Siatkarza... chyba tutaj nie będzie, a na pewno nie prawdziwego. Na opowiadanie z takowym mam pomysł, ale to może kiedyś. Po prostu... skoro czytacie, bez kogoś realnego, to chyba doskonale oznacza to, że taka osoba nie jest tu potrzebna? :)
Pierwsze spotkanie na prawko zaliczone, wykład odbębniony, wrażenie na instruktorze wywarte. Podejrzanie zerkał w moją stronę, mówiąc, że tych co są zieloni będzie bardziej cisnął, żeby się czegoś nauczyli i nie będzie maślanych oczek. :D Nie wiem jeszcze jak to załatwię z oświadczeniem od lekarza, bo przyjmuje wtedy, kiedy ja mam czas zajęty... ale coś się wymyśli. Najwyżej będę biegła przez pół miasta ledwo oddychając, żeby wyrobić się czasowo.
A sorry, ja nie mogę biegać. To nie wiem, chyba przefrunę. ;)
Kiedy myślicie, że jest źle, przypomnijcie sobie o justberrry, która na ten piątek ma już maturę podstawową z matmy zrobić, a poza tym masę innych zadań.
A i wybrać temat prezentacji maturalnej oraz dzieła do niej do przyszłego czwartku. Nie wcisnę byle czego, bo za to ocena jest. -.-
The Versatile Blogger na pewno się tu pojawi, ale pewnie w weekend. Nie dam rady teraz.
Trzymajcie się. Kolejny... za cztery dni, bo po tym jednym popołudniu widzę, że cudem będzie zgromadzenie jakichś zapasów. Więc rozdziału szóstego spodziewajcie się w niedzielę.
Miłego tygodnia :)
Pierwsze spotkanie na prawko zaliczone, wykład odbębniony, wrażenie na instruktorze wywarte. Podejrzanie zerkał w moją stronę, mówiąc, że tych co są zieloni będzie bardziej cisnął, żeby się czegoś nauczyli i nie będzie maślanych oczek. :D Nie wiem jeszcze jak to załatwię z oświadczeniem od lekarza, bo przyjmuje wtedy, kiedy ja mam czas zajęty... ale coś się wymyśli. Najwyżej będę biegła przez pół miasta ledwo oddychając, żeby wyrobić się czasowo.
A sorry, ja nie mogę biegać. To nie wiem, chyba przefrunę. ;)
Kiedy myślicie, że jest źle, przypomnijcie sobie o justberrry, która na ten piątek ma już maturę podstawową z matmy zrobić, a poza tym masę innych zadań.
A i wybrać temat prezentacji maturalnej oraz dzieła do niej do przyszłego czwartku. Nie wcisnę byle czego, bo za to ocena jest. -.-
The Versatile Blogger na pewno się tu pojawi, ale pewnie w weekend. Nie dam rady teraz.
Trzymajcie się. Kolejny... za cztery dni, bo po tym jednym popołudniu widzę, że cudem będzie zgromadzenie jakichś zapasów. Więc rozdziału szóstego spodziewajcie się w niedzielę.
Miłego tygodnia :)