-Wczoraj wieczorem rozbito wreszcie wielką szajkę przestępczą, zajmującą się głównie handlem narkotykami...
Głos kobiety został dość brutalnie przerwany przez Michała, który szybkim ruchem przekręcił pokrętło radia na OFF.
-A oni znowu to samo. - westchnął, zaglądając do lodówki. Jego włosy sterczące we wszystkie strony wyraźnie wskazywały na to, że dopiero wstał.
-Dziwisz im się? W końcu osiągnęli coś wielkiego, będą się tym teraz chwalić. Szkoda, że nie podają jeszcze nazwisk, bylibyśmy sławni. - uśmiechnęłam się krzywko, mieszając łyżką w misce i przyglądając się, jak czekoladowe kuleczki znikają w białym wirze, aby zaraz pojawić się z powrotem.
Dzień wcześniej pojawił się w naszym domu policjant, który uprzejmie poinformował nas, że złapano naszego ojca z jego ,,kumplami'' na drugim krańcu kraju. Z jego słów wywnioskowaliśmy, że tym razem już się nie wywinie. Ktoś wyraźnie postarał się zebrać dowody, aby zamknąć go na dobre.
Może brzmi to dość okrutnie, ale byłam mu za to wdzięczna. Już dawno czułam do niego tylko i wyłącznie obrzydzenie i nienawiść. Michał podzielał moje uczucia. Nie powiem, żebyśmy skakali z radości z powodu tej informacji, ale przynajmniej nam ulżyło. Światełko w tunelu na lepszą przyszłość rozbłysło jeszcze wyraźniej i na pewno nie był to zbliżający się pociąg. Po prostu pierwszy raz poczułam, że coś może się udać. Że moje życie nie musi wyglądać tak jak do tej pory, wypełnione obawą, że to całe zło, które się nam przytrafiło, powróci.
Nawet mama jakoś poukładała sobie życie. Śmieszne, że od świąt, kiedy się pokłóciłyśmy, była na mnie obrażona praktycznie do kwietnia, aż do samego zakończenia roku szkolnego. Chociaż nie zdążyłam się w ciągu tego roku jakoś bardzo związać z klasą, to jednak kiedy wyszłam z auli ubrana w białą koszulę i czarną spódnicę, ze świadectwem ukończenia liceum, ciężko było mi pogodzić się z faktem, że to koniec. Majka zalała się łzami już kiedy zajmowaliśmy miejsca na początku uroczystości i długo nie mogła się uspokoić. Mówiłam jej, że nigdzie się nie wybieram i studiować będę we Wrocławiu, więc nadal będziemy się przyjaźnić. Majka towarzyszyła mi od samego początku klasy maturalnej i miałam nadzieję, że będę mogła do niej zadzwonić o każdej porze dnia i nocy również podczas kolejnych lat. Bez niej, moje życie byłoby nudne i puste.
Nadszedł czas matur, z którego teraz nie wiele pamiętam. W bardzo krótkim czasie chciałam nauczyć się i powtórzyć jak najwięcej, nadrabiając braki. Siedziałam nad książkami późno w noc, modląc się, żeby nie było tego, co słabo ogarniałam. Kiedy po ostatniej maturze zamknęły się za mną drzwi autobusu, czułam, że pewien etap w moim życiu się skończył. Przez kilka następnych dni czułam się mega dziwnie, kiedy nie musiałam zrywać się z rana i maszerować wraz z innymi na przystanek i edukować się do 14. Czasu nagle zrobiło się tak dużo, że nie miałam co z nim zrobić i po jakimś tygodniu leniuchowania wróciłam do swojej kawiarni, w której pracowałam już wcześniej, aby zarobić na studia. Wyniki matur uświadomiły mi, że nie jest ze mną tak źle i gdzieś mnie przyjmą. Zaczął się wrzesień, a ja odliczałam dni do rozpoczęcia roku akademickiego na kierunku filologii angielskiej.
Kalendarz, na który teraz spojrzałam, uświadomił mi, że jeszcze dwa tygodnie i zostanę studentką. W sumie nie mogłam się tego doczekać, chociaż wiedziałam, że studia to niekoniecznie ciągłe imprezowanie, a raczej ostry zapierdziel.
-A ty nie idziesz do pracy? - zapytał Michał, ubierając w pośpiechu buty. Zerknęłam na zegarek, a potem zerwałam się z krzesła i dołączyłam do niego, łapiąc po drodze tenisówki.
-Zamyśliłam się. - odpowiedziałam mu na pytanie i szybko zawiązałam sznurówki.
-Będę dzisiaj później. - powiedział, stojąc już w drzwiach.
-Eeee, randka. - skomentowałam jego słowa, na co zrobił się lekko czerwony na twarzy. Nawet nie próbował zaprzeczać, tylko odwrócił się i uciekł, a ja zaśmiałam się cicho.
Wyszłam na ulicę ubrana w ciemne, krótkie spodenki i białą bluzkę z krótkim rękawem. Słońce prażyło niemiłosiernie, jakby nadal był sierpień i nie zapowiadało się na radykalne ochłodzenie, dlatego z torebki wyciągnęłam okulary przeciwsłoneczne i natychmiast je założyłam. Szybkim krokiem dotarłam na przystanek, a potem przyglądałam się przez szybę wrocławskim ulicom aż do momentu, kiedy wyskoczyłam na chodnik i pchnęłam drzwi kawiarni. Zostawiłam swoje rzeczy w szafce a potem przeciągnęłam przez szyję czarny fartuszek i zawiązałam go na plecach. Przywitałam się z dziewczyną, która pracowała razem ze mną i rozpoczęłam nudny dzień pracy.
Jakieś dwie godziny później przecierałam szmatką blat jednego ze stołów przy oknie. Poprawiłam stojący na jego powierzchni pojemnik z chusteczkami i obejrzałam się przez ramię. Wydawało mi się, że w tłumie ludzi, którzy mijają kawiarnię dostrzegłam blond czuprynę i na wspomnienie jej właściciela westchnęłam.
Tomek był moim przyjacielem, tego byłam pewna. Po tej całej akcji z Adrianem spędzałam z nim więcej czasu i wydawało mi się, że gdyby nagle zniknął z mojego życia, nie potrafiłabym się odnaleźć. Był dla mnie jak Majka- kiedy miałam tę dwójkę obok siebie, byłam pewna, że mogę stawić czoło wszystkiemu.
Życie ma jednak swoje własne plany i tak się zdarzyło, że nasze drogi się rozeszły. Po maturze Tomek wyjechał do ciotki za granicę, żeby zarobić na studia. Wyniki jego matury były na tyle dobre, że dostał się na swój wymarzony Uniwersytet Jagielloński. Chcąc nie chcąc, mimo, że ze sobą rozmawialiśmy przez Skype'a, nasze więzi rozluźniły się i chyba każde z nas wiedziało, że nic już nie będzie tak jak wcześniej. Mój towarzysz spacerów, człowiek, który w ciągu roku szkolnego dawał mi nieraz spisać zadanie z matmy czy fizyki, nagle oddalił się i pozostała po nim pustka, która po pewnym czasie przestała mi jednak tak bardzo doskwierać. Brakowało mi go, jego śmiechu i głupich żartów czy mądrych rad, ale pogodziłam się z tą sytuacją.
Zachodzące słońce towarzyszyło mi po dość leniwym dniu pracy w powrocie do domu. Zrobiło się trochę chłodniej i byłam zła na siebie za to, że nie wzięłam choćby bluzy. W autobusie nie było jednak zimno, a drogę z przystanku do domu pokonałam wręcz w ekspresowym tempie. Włożyłam klucz w drzwi naszego mieszkania, ale okazało się, że Michał zostawił swój klucz z drugiej strony. Poczekałam chwilę, aż drzwi otworzyły się.
-Wresz...- zaczęłam, kiedy zauważyłam, że osoba stojąca w progu to nie Michał. Otrząsnęłam się z pierwszego szoku i przywitałam się z gościem. - Cześć.
-Cześć Lena. - odpowiedział uprzejmie właściciel ciemnej grzywy. Nim któreś z nas zdążyło coś powiedzieć, w przedpokoju pojawił się Michał.
-A ty nie miałeś wrócić później?- zapytałam, nie dodając pytania, które cisnęło mi się na usta, a które dotyczyło Adriana stojącego tuż przede mną w maleńkim pomieszczeniu. Michał przecież nie odzywał się ze swoim ,,byłym'' przyjacielem odkąd zaczęłam z nim chodzić, nie mogłam więc zrozumieć dlaczego teraz są tu obaj, jakby między nimi nie było wcześniej żadnych sporów.
-Miałem, ale randka nie wypaliła, więc idę pograć w kosza. Już wychodzimy.- powiedział, zaklinając mnie spojrzeniem, żebym nie powiedziała nic więcej. Pokiwałam tylko głową i przepuściłam ich.
-Będę pewnie koło 20. - zawołał już korytarza.
-Miło było cię znowu widzieć. - powiedział na pożegnanie Adrian, a potem obaj zniknęli w windzie.
Mi również miło było go zobaczyć, mimo, że kiedy z nim zerwałam, byłam strasznie zła. Od tamtej pory go nie widziałam i chyba jakoś mu wybaczyłam. Nadal go lubiłam, ale więź, która między nami była, została nieodwracalnie zerwana.
Zalałam wrzątkiem truskawkową herbatę i przyniosłam z pokoju jedną z ostatnio kupionych książek. Kiedy napój już się zaparzył, usiadłam z kubkiem na kanapie i spojrzałam na pierwszą stronę powieści. Słowa jednak nie układały się w całość.
Zaczęłam zastanawiać się, co zdarzyło się w ciągu ostatniego roku. Czułam, że coś się zmieniło. Nie byłam już tą wystraszoną dziewczyną, nie potrafiącą poradzić sobie z problemami, dla której nie było wyjścia z trudnej sytuacji. Nie byłam w stanie powiedzieć, gdzie jest mój dom, bo cztery ściany, które kochałam zamieniały się w więzienie, kiedy tylko pojawiał się nasz ,,ojciec marnotrawny''. Jakie to dziwne, że jeden krok, czyli wyprowadzka, spowodowała lawinę w moim życiu. Gdyby nie to, że razem z Michałem chcieliśmy wreszcie zerwać ze strachem, zapakowaliśmy swoje rzeczy i opuściliśmy dom, nie poznałabym Adriana, który w trudnej chwili wyciągnął do nas pomocną dłoń. Nie zyskałabym takich wspaniałych przyjaciół, gdybyśmy nie musieli po raz kolejny zmieniać miejsca zamieszkania na Wrocław, z powodu ojca. Gdyby nie przeprowadzka do Adriana, nie bylibyśmy parą. Z drugiej strony, gdyby nie ten fakt, Tomek nie trafiłby do szpitala z powodu bójki, w jaką się z nim wdał.
Wcześniej wyznawałam zasadę ,,przymknij oczy, kiedy je otworzysz, całe zło minie''. Ale ta zasada nie miała nic wspólnego z rzeczywistością- zło pozostawało, to życie mijało mi przed oczami, a ja biernie się temu przyglądałam. Nie byłam niczego pewna, czułam się jak dziecko we mgle, które nie wie jak wrócić do domu. Karmiłam się marzeniami o lepszą przyszłość, nie robiąc nic z teraźniejszością.
To krótkie podsumowanie całego roku uświadomiło mi jedno - nic nie dzieje się w życiu przez przypadek, wszystko ma swój cel. Po tym, co przeżyłam, byłam pewna, że dam sobie rady z niejedną trudną sytuacją. Po prostu czułam się silniejsza.
Przez cały ten czas szukałem siebie
I nie wiedziałem, że się zgubiłem
Avicci- Wake me up
*
To już koniec.
Pora otrzeć ukradkiem z twarzy łzę, jeżeli się taka pojawiła. ;) Mi samej zawsze na epilogu jest jakoś żal, że nie będę już pisać o bohaterach, do których się tak przywiązałam i tylko to czasami sprawia, że robi mi się smutno.
Wątpię, żeby ktokolwiek spodziewał się takiego zakończenia, mam nadzieję, że nie uważacie, iż jest beznadziejne. Po prostu ta historia miała być trochę inna niż te, które pisałam wcześniej- nie była aż tak bardzo oparta na miłości, dlatego i epilog znacząco się różni.
Dziękuję wam za te 11 tysięcy wyświetleń i choć z poprzednimi blogami miałam o wiele więcej, to wiem, że sam fakt, iż jest to opowiadanie całkowicie fikcyjne, zawęził mi grono czytelników. ;) Dziękuję więc za to, że tu byliście i było was tak dużo, że komentowałyście ( bo przecież czytają mnie same dziewczyny, a przynajmniej ktoś przeciwnej płci się nie ujawnił) i dzięki wam wiedziałam, że pisanie tego opowiadania ma sens. Szczególnie miło było mi, kiedy w godzinę czy dwie po publikacji pojawiały się już wasze komentarze. Po prostu czułam, że przywiązałyście się do tego opowiadania tak jak ja.
Nie znikam jednak z blogosfery, zapraszam was tutaj. Co prawda na razie mieszka tam wszechobecne echo i nawet nie ma szablonu, ale nadrobię to w wolnym czasie. Nie jestem pewna kiedy konkretnie, bo 5 grudnia kończę 18 lat i dwie nadchodzące soboty upłyną mi pod znakiem imprezy urodzinowej dla znajomych i rodziny. :) Jak mówiłam, początek mam już spisany, więc z tym nie powinno być problemów, ale z powodu szkoły będę nowe opowiadanie dozować Wam powoli, żeby nie zostać z niczym.
Myślę, że tak do dwóch tygodni powinien pojawić się szablon, a jeżeli pojawi się on, to na pewno w krótkim czasie opublikuję też prolog. :)
Wiecie co? W sumie wolałam te matury- napisałam i wróciłam do domu, a tak to teraz znowu ostry zapierdziel. ;/ Przynajmniej wyniki są nawet takie, jakie chciałam, choć mogło być lepiej. Mam nadzieję, że odbiję to sobie na prawdziwej maturze. ;)
Człowiek chciałby jakoś sensownie się pożegnać, ale pustka w głowie i kartkówka z fizyki skutecznie mi to uniemożliwiają.
Mam nadzieję, że będziecie towarzyszyć mi dalej i podzielicie się ze mną opinią na temat tego, właśnie zakończonego opowiadania. :)
To już koniec.
Pora otrzeć ukradkiem z twarzy łzę, jeżeli się taka pojawiła. ;) Mi samej zawsze na epilogu jest jakoś żal, że nie będę już pisać o bohaterach, do których się tak przywiązałam i tylko to czasami sprawia, że robi mi się smutno.
Wątpię, żeby ktokolwiek spodziewał się takiego zakończenia, mam nadzieję, że nie uważacie, iż jest beznadziejne. Po prostu ta historia miała być trochę inna niż te, które pisałam wcześniej- nie była aż tak bardzo oparta na miłości, dlatego i epilog znacząco się różni.
Dziękuję wam za te 11 tysięcy wyświetleń i choć z poprzednimi blogami miałam o wiele więcej, to wiem, że sam fakt, iż jest to opowiadanie całkowicie fikcyjne, zawęził mi grono czytelników. ;) Dziękuję więc za to, że tu byliście i było was tak dużo, że komentowałyście ( bo przecież czytają mnie same dziewczyny, a przynajmniej ktoś przeciwnej płci się nie ujawnił) i dzięki wam wiedziałam, że pisanie tego opowiadania ma sens. Szczególnie miło było mi, kiedy w godzinę czy dwie po publikacji pojawiały się już wasze komentarze. Po prostu czułam, że przywiązałyście się do tego opowiadania tak jak ja.
Nie znikam jednak z blogosfery, zapraszam was tutaj. Co prawda na razie mieszka tam wszechobecne echo i nawet nie ma szablonu, ale nadrobię to w wolnym czasie. Nie jestem pewna kiedy konkretnie, bo 5 grudnia kończę 18 lat i dwie nadchodzące soboty upłyną mi pod znakiem imprezy urodzinowej dla znajomych i rodziny. :) Jak mówiłam, początek mam już spisany, więc z tym nie powinno być problemów, ale z powodu szkoły będę nowe opowiadanie dozować Wam powoli, żeby nie zostać z niczym.
Myślę, że tak do dwóch tygodni powinien pojawić się szablon, a jeżeli pojawi się on, to na pewno w krótkim czasie opublikuję też prolog. :)
Wiecie co? W sumie wolałam te matury- napisałam i wróciłam do domu, a tak to teraz znowu ostry zapierdziel. ;/ Przynajmniej wyniki są nawet takie, jakie chciałam, choć mogło być lepiej. Mam nadzieję, że odbiję to sobie na prawdziwej maturze. ;)
Człowiek chciałby jakoś sensownie się pożegnać, ale pustka w głowie i kartkówka z fizyki skutecznie mi to uniemożliwiają.
Mam nadzieję, że będziecie towarzyszyć mi dalej i podzielicie się ze mną opinią na temat tego, właśnie zakończonego opowiadania. :)
Zajmuję :D
OdpowiedzUsuńVE.
Komentuję. :)
UsuńPodoba mi się ten epilog, choć w kwestii Tomka mam mały niedosyt, ale trzymam się swojej wersji, że w końcu z Leną kiedyś będą parą. Takie mam wyobrażenie - taka wersja zostaje. :D
Cieszę się, że zarówno Lena, Michał i ich mama mogą w końcu odetchnąć z ulgą i mieć święty spokój od ojca, który regularnie im go niszczył, niszcząc też ich życia. Tym bardziej, że przez niego musieli się przeprowadzać, przez niego tracili kolegów, przyjaciół. Ale jak widać, sprawiedliwość wygrywa. I bardzo dobrze. W końcu Lena, a również i Michał mogą być pewni tego, że nie stracą przyjaciół i znów nie poczują się obco. A biorąc pod uwagę, że zyskali Majkę, Adriana i Tomka, to dla nich ogromny powód do zadowolenia. :)
Nie wierzę, że to już koniec. Z Twoimi opowiadaniami zawsze tal szybko czas leci. :)
Dziękuję za to opowiadanie, na kolejnym oczywiście też się pojawię. :)
Pozdrawiam :*
VE.
A dziś dorzucam jeszcze życzenia: Spełnienia marzeń, dobrze zdanej matury, dostania się na wymarzone studia i obecności na wielu siatkarskich przedsięwzięciach, nie tylko na meczach :)
UsuńVE.
Zacznę od podziękowania za życzenia. :) Jak nigdy dostałam ich wiele i baaardzo mnie cieszy, że moi ,,blogowi'' znajomi również o mnie nie zapomnieli ;p Najśmieszniejsze jest to, że tylko ci, którzy dobrze mnie znają, życzyli mi właśnie tego, co ty, bo wiedzą, na czym bardzo mi zależy. :) Dziękuję ;*
UsuńZ tym opowiadaniem czas zleciał naprawdę szybko, mimo, że ciągnęło się kilka miesięcy. ;) Będzie mi go brakować, ale wydaje mi się, że takie zakończenie jest dobre. Jak to mówią, ,,otwarta kompozycja''. Nie wiemy, co dzieje się dalej z bohaterami i możemy się tego tylko domyślać.
Boże, za dużo polskiego. Przepraszam :D
Nie przepraszaj, kiedy pisałam ten komentarz chciałam użyć tego samego określenia ;D
UsuńI miło mi, że życzenia sprawiły Ci radość. :)
VE.
Uraz zostaje przez tą szkołę :D
UsuńW ogóle nie spodziewałam się takiego zakończenia. Myślałam, że ona będzie z Tomkiem i będą żyli długo i szczęśliwie :D Ale takie zakończenie bardzo mi się podoba :) Jest takie inne.
OdpowiedzUsuńCzekam na następne opowiadanie :D
Eeee, takie zakończenie już zastosowałam kilka razy, musiałam odetchnąć i wymyślić coś świeższego. ;)
UsuńLiczyłam na inne zakończenie, ale te jak najbardziej fajne i przede wszystkim orginalne ;)
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego już na jutro! ;) Spełnienia marzeń, i duuużo miłości! ;)
Czekam na następne opowiadanie, i dziękuje za te ;)
Pozdrawiam, Klaudia
Dziękuję za życzenia :)
UsuńCieszę się, że ci się podobało i że będziesz nadal mi towarzyszyć. ;)
Nie wiem co napisać, oprócz tego, że to opowiadanie było świetne. Dziękuje.
OdpowiedzUsuńFajnie, że będzie kolejne. Już nie mogę się doczekać.
Zakończenie- niespodziewane, ale bardzo fajne.
Jeszcze raz dzięki.
(Pewnie znowu się odezwę przy następnym epilogu ;p )
Miło, że odezwałaś się przynajmniej przy zakończeniu. :)
UsuńJa też nie mogę się doczekać nowego opowiadania. W weekend zabieram się za szablon, chyba, że poszaleję i wymyślę jakiś oryginalniejszy niż wszystkie mojego autorstwa. ;)
To ja dziękuję, że czytałaś i skomentowałaś. :)
Chciałabym napisać wiele rzeczy, ale zupełnie nie wiem od czego zacząć :) Może więc rozpocznę swoje wywody od krótkiego dziękuję. Kolejna fantastyczna historia w twoim wykonaniu dobiegła końca. Kolejne opowiadanie do którego się przywiązałam i które na pewno będę wspominać z uśmiechem na twarzy i właśnie za to chcę ci podziękować. Śledzenie losów Leny i jej przyjaciół było miłą odskocznią od szarej rzeczywistości. Poza tym naprawdę podziwiam cię, że mimo tylu obowiązków miałaś czas i wenę na pisanie. Sama zaczęłam pisać opowiadanie niemal rok temu, ale nadal nie jest gotowe do publikacji, bo ciągle przeszkadza mi jeśli nie brak czasu to brak weny. Ale do sedna:)
OdpowiedzUsuńEpilog trochę mnie zaskoczył. Sądziłam, że po tylu zawirowaniach Lenka i Tomek w końcu odnajdą wspólne szczęście. Niemniej jednak, podobnie jak VE mam cichą nadzieję, że któregoś pięknego dnia ich drogi znów się skrzyżują;)
Jeśli chodzi o ojca-cóż, dostał to, na co zasłużył. Brudne interesy prędzej czy później wychodzą na jaw.
Kiedy czytałam o maturze to ciarki przeszły mi po plecach :D Aż trudno czasem uwierzyć, że już za kilka miesięcy to my ubrane w białe bluzeczki będziemy siedzieć jak na szpilkach w oczekiwaniu na rozdanie arkuszy. Uśmiechnęłam się natomiast czytając, że Zawadzka wybrała niegdyś mój wymarzony kierunek studiów-filologię angielską.
A tak na podsumowanie-wydaje mi się, że każda z nas poniekąd jest taką Leną-zagubioną w wielkim świecie, żyjącą w krainie marzeń, obawiającą się stawić czoła problemom rzeczywistości. Być może wynika to z tego, że boimy się dorosłego życia, bo zdajemy sobie sprawę, że wtedy ulegnie ono znaczącej zmianie
Skoro masz jutro 18 urodziny to życzę ci wszystkiego najlepszego, wysokich wyników na maturze i dużo weny żeby nadal mogły powstawać takie perełki jak ta:)
OMG, chyba stworzyłam właśnie najdłuższy komentarz w swoim życiu :o
Pozdrawiam i do zobaczenia na następnym blogu:)
♥
OdpowiedzUsuńDziękuję za długi komentarz, za to, że wytrwałaś ze mną i moimi bohaterami i że planujesz ze mną zostać na dłużej. ;)
Dla mnie pisanie było odskocznią od problemów i tej szarej rzeczywistości, dlatego cieszy mnie, że i dla ciebie czytanie miało charakter takiej odskoczni. Fajnie wiedzieć, że to co robisz dla przyjemności sprawia przyjemność też komuś innemu. :)
U mnie z opowiadaniami jest tak, że zawsze powstaje w mojej głowie kilka. Czas weryfikuje, czy mam ochotę je spisywać i czy wymyślę coś ciekawego, żeby fabuła się kleiła. Kiedyś wszystko to zostawało w mojej głowie, ale kiedy zaczęłam publikować to pierwsze, nie jestem już w stanie ich tam zatrzymać. ;) Moja rada byłaby taka - nie czekaj, aż stanie się idealne, bo mi samej często coś nie przeszkadzało w tym, co napisałam. Po prostu każdy z nas chyba złudnie myśli, że nic nie potrafi, a dopiero publikacja to zweryfikuje. Nie mam czasu na czytanie opowiadań, ale za twoje z pewnością bym się zabrała, gdybyś je w końcu dodała. ;)
Okropieństwo. Same pisemne jakoś zniosę, ale ustne... zacznę się jąkać, pustka w głowie. Nie jestem typem osoby, która chętnie odpowiada na środku klasy, a co dopiero na takiej maturze. Gaduła ze mnie wtedy, kiedy nie potrzeba. ;p
Też kiedyś myślałam o filologii, ale jest tylu studentów tego kierunku, że nie miałabym gdzie pracować i skończyłabym na jakimś montażu ramię w ramię z moją mamą. ;/ Dlatego uczę się, żeby dostać się na taki kierunek, po którym znajdę pracę w zawodzie. A przynajmniej taką mam nadzieję. ;)
Czytając Twoją charakterystykę Leny pomyślałam, że jest w tym wiele prawdy. Sama przypisałabym sobie te cechy. ;)
Dziękuję. ;* Z perełkami się nie zgadzam, ale cieszę się, że tak ci się podobają moje opowiadania. :)
Moja odpowiedź pewnie przebiła Twój komentarz, jeżeli chodzi o długość. :D
Pozdrawiam i do zobaczenia. :)
Mam podobne obawy co do matury ustnej. Ustny angielski może jakoś zniosę, ale ustny polski... Nie wyobrażam sobie bezustannego trajkotania przez 15 minut. Do tego dochodzi stres, który może sprawić, że cała zgromadzona w umyśle wiedza zniknie jak kamfora, a niestety, mistrzynią "wielkiej improwizacji" to ja nie jestem:) Dodatkowo nie lubię wypowiadać się na środku klasy, więc widzę, że mamy ze sobą coś wspólnego:)
UsuńJa też zrezygnowałam z filologii z podobnych powodów. Plus dodajmy jeszcze do tego mojego bardzo kiepskiego nauczyciela i o anglistyce mogę zapomnieć na amen:)
Co do opowiadania-dziękuję za rady:) póki co piszę do szuflady, ale sprawia mi to ogromną przyjemność i mam nadzieję, że moje wypociny kiedyś ujrzą światło dzienne:)
Tak jeszcze a propos studiów-gdzieś kiedyś wspominałaś, że wybierasz się na uczelnie medyczną. O jakim konkretnie myślisz kierunku?
Ja się boję i angielskiego i polskiego. Mam wrażenie, że zaplącze mi się język i zapomnę jak się mówi po angielsku. Stres różne rzeczy robi z ludźmi. ;)
UsuńMój anglista jest świetny, jestem w klasie z rozszerzeniem z angielskiego i to w grupie zaawansowanej. Pisałam próbną rozszerzoną i ponoć poszła mi bardzo dobrze, tak przynajmniej mówił, ale co mi po tym języku. Jak wyjadę zagranicę nawet, to przecież nikt nie będzie mnie pytał w sklepie czy gdzieś, czy mam maturę zrobioną, bo i tak się bardziej cenią kursy językowe. Poza tym dogadam się z ludźmi i bez tej matury. ;)
Cóż... u mnie wielka improwizacja nie istnieje. Co to takiego? :D Nie posiadłam tej zdolności. Zazdroszczę kolegom z klasy, którzy są w tym mistrzami. ;)
Myślałam o kierunku lekarskim, ale boję się, bo tam trzeba mieć mega wyniki, żeby przebić się przez rekrutację. Rozszerzenie z biologii na próbnej napisałam na 80%, więc byłoby ok, ale jeszcze chemia i matma musi mi pójść równie dobrze, a z tym pierwszym jestem w lesie ;/. Jeśli nie lekarski, to farmacja albo analityka medyczna, zobaczę jeszcze.
A ty na jakie studia się wybierasz? :)
Myślę o administracji, ewentualnie o prawie i administracji, to zależy od tego, na jaką uczelnię się dostanę. Może nie jest to jakiś mega przyszłościowy kierunek, ale mimo wszystko chciałabym spróbować.
OdpowiedzUsuńJa miałam rewelacyjną anglistkę w gimnazjum, dzięki niej naprawdę czułam, że dobrze umiem angielski i stąd właśnie wzięły się moje myśli o filologii. Tęsknię za lekcjami z tą panią :(
Skoro już teraz napisałaś rozszerzoną biologię tak dobrze, to na pewno na właściwej maturze pójdzie Ci jeszcze lepiej. A chemia i matma też na pewno są jak najbardziej w zasięgu Twoich możliwości. Jeżeli czujesz "powołanie" do kierunku lekarskiego to myślę, że powinnaś zrobić wszystko żeby to marzenie zrealizować:)
Ciężko jest się tam dostać? Np. na medycynę jest kilka osób na miejsce jak nie kilkanaście, nie mówiąc już o takim prawie, co ostatnio we Wrocku było ponad 20 osób na miejsce chyba. o.o
UsuńPewnie, jak się nie spróbuje, to będziesz żałować. ;) A jak ci się nie spodoba, to zawsze możesz zmienić później przecież.
Angielski nas otacza ze wszystkich stron i dlatego dobrze się z nim czuję, ale niestety nie ma to przyszłości, a praca tłumacza to ciężka praca i nawet nasz anglista, który jest świetny, odradza jej wybór. Czasami mam go dość, bo potrafi zadać nam kilka wypowiedzi ustnych, tekstów z dnia na dzień, ale gdyby nie on, miałabym wielkie braki. Teraz chorował tydzień i żebyśmy się nie nudzili, miał nam wysłać materiały do zrobienia na skrzynkę pocztową. ;p
Wiesz, bałam się, że na tej próbnej nawet nie zdam i moje marzenia legną w gruzach. Kiedyś podjęłam złą decyzję i dlatego jestem na przegranej pozycji, przynajmniej ze strony mojej nauczycielki, która uczy mnie podstawy. Twierdziła, że nie będąc na biochemie nie da rady napisać matury na 50%, a w domu się tego nikt sam nie nauczy. Jak usłyszała, że mam najlepszy wynik, lepszy od biochemu, to zatkałam jej usta. ;p Po lekcji zapytała mnie ,, Ale jak to Justyna robisz? Sama się uczysz?'' . Jej mina i reakcja była bezcenna. Skreśliła mnie kiedyś, a napisałam lepiej niż ci, którzy powinni mieć to w jednym palcu. Gdyby nie inna nauczycielka, która od początku we mnie wierzyła i mi pomaga, zwraca uwagę do czego mam się przyłożyć, tłumaczy trudne rzeczy, to pewnie już dawno bym się poddała. ;)
Dlatego robię co w mojej mocy i mam nadzieję, że po maturze nie będę płakać, bo mi nie pójdzie. ;)
Ogólnie rzecz biorąc nie jest bardzo ciężko, ale słyszałam, że choćby rok temu konkurencja wzrosła, bo było bardzo dużo chętnych na te kierunki, więc selekcja automatycznie była ostrzejsza. Mam nadzieję, że jednak ten kierunek przypadnie mi do gustu, bo nie chciałabym bezsensownie tracić roku i później znów zaczynać od zera,
UsuńTo prawda, angielski jest wszędzie i ludzie, którzy mają wykształcenie w tym kierunku również są wszędzie, co niestety sprawia, że studia związane ściśle z tym językiem nie mają zbyt szerokich perspektyw. Zgadzam się, praca tłumacza jest ciężka, zwłaszcza przysięgłego. Bardzo odpowiedzialne zajęcie. Ja uwielbiam angielski i cieszę się, że nawet kiepski nauczyciel mnie do niego nie zniechęcił:)
Znam kilka osób, które zbyt późno zmieniły decyzję dotyczącą swojej przyszłości i musiały nadrabiać rzeczy, których nie uczyły się na swoim profilu. Moim zdaniem nie należy przejmować się głosami tych, którzy skreślają nas na starcie tylko konsekwentnie realizować swoje marzenia, bo tu przecież chodzi o zadowolenie z wybranych studiów i przyszłej pracy. Fajnie, że nie zmieniłaś planów pod wpływem gadaniny nauczycielki tylko udowodniłaś, że jesteś w stanie nadrobić braki. I od razu powiedzenie "chcieć to móc" przestaje być tylko pustym frazesem:)
Ja też nie chciałabym tracić roku. No chyba, że się nie dostanę za pierwszym podejściem, to spróbuję raz jeszcze. Mam nadzieję, że jednak nie będę tracić roku na innym kierunku czy w domu. ;)
UsuńMnie moja babka od podstawowej biologii nie jest w stanie zniechęcić do tego przedmiotu, choćby nie wiem jak próbowała. ;)
Dokładnie. :) Co prawda gór nie przeniesiesz, ale inne rzeczy da się zrobić, jeżeli się w to uwierzy i włoży masę pracy. :)
Ok, nadrobiłam wszystko :)
OdpowiedzUsuńPo raz kolejny mnie zaskakujesz. I bardzo dobrze!
Liczyłam, że Tomek i Lena będą parą, no ale może i to lepiej, że nie są. :D
Cieszę się, że przeczytałam DO KOŃCA to opowiadanie (a zdarzyło mi się raz czy dwa czegoś nie skończyć ;p). Oczywiście kolejne też zamierzam śledzić.
W wolnej chwili zapraszam na moją nowość (http://feel-like-alice.blogspot.com/) :)
Pozdrawiam i dziękuję za tą opowieść,
Misu :*
:)
UsuńI bardzo dobrze! Taki miał być efekt. ;)
W wolnej chwili pewnie zajrzę. Wszystkim to obiecuję, ale naprawdę ta wolna chwila kiedyś nadejdzie! Święta się zbliżają i masa wolnego, może wreszcie mi się uda. ;)
Pozdrawiam i dziękuję za jej czytanie. ;)
Już jest koniec, nie moge w to uwierzyć. Czas tak szybko leci za szybko. Szkoda i sumutno mi, ale czekam na nowe opowiadanie w twoim wydaniu, bo są genialne :)
OdpowiedzUsuńKoniec Leny mnie troszeczkę zaskoczył, myślałam, ze będzie z Tomkiem a tu nici, ale to dobrzeb bo to zakończenie jest idealne :)
Pozdrawiam Wolna.
PS. Zapraszam do siebie :)
Zaskoczyłam wszystkich takim zakończeniem. ;)
UsuńDzięki za komentarz, zajrzę do siebie, jeżeli znajdę chwilę, bo naprawdę robię teraz kilka rzeczy na raz i nie daję rady. :<
Jak ja się cieszę, że wszystko dobrze sie skończyło. Jedyne, co mi nie pasuje, to to, że Michał wybaczył Adrianowi... Boże, do końca życia go już nie polubię :D
OdpowiedzUsuńTo było świetne opowiadanie i będzie mi go brakować. Ale jak zwykle cieszę się, że nie kończysz z pisaniem i do nas wrócisz.
A tak poza tym, to wszystkiego najlepszego! Wiem, spóźnione, ale jak najbardziej szczere! :D
PS. W wolnej chwili zapraszam na nowe szanse - 31 rozdział :)
Pozdrawiam i czekam na nowy projekt *.*
Dzięki za życzenia, nie ważne, że spóźnione. Ważne, że są. ;)
UsuńJa również cieszę się, że się ci podobało i do mnie wrócisz. ;)
Wpadnę, bo widziałam, że dodałaś nowy, ale nie miałam kiedy przeczytać. :<
Dopiero jestem :) Takie mam zaległości, że o matko. A tu następny :) Szkoda, że Lena nie jest z Tomkiem, ale w życiu nie jest kolorowo. Zamknięcie ojca wcale mnie nie zdziwiło. Dobrze mu tak. Co do Adriana nigdy go nie lubiłam, ale dobrze, że się pogodził z Michałem i wszystko zostało wyjaśnione.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
No nie ukrywam, że spodziewałam się trochę innego zakończenia... Faktycznie. O wiele mniej było tutaj wątków miłosnych, skupiłaś się bardziej na sprawie związanej z ojcem Leny i dzięki temu to opowiadanie ma swój urok. :> Tomek sobie pojechał. :< Szkoda, lubiłam go. Nawet bardzo. Na pewno bardziej niż Adriana! ,_, Boże... Ja pisałam, że Adriany są fajne. Ugh.! Chyba byłam wtedy przyćpana. :D O i proszę! Nawet nowego słowa dzięki temu opowiadaniu się nauczyłam. ;P Myślę podobnie jak dziewczyny powyżej, że drogi Leny i Tomka się jeszcze skrzyżują. ;) Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że pan Z. jest tam gdzie jego miejsce (czyt. więzienie). Strasznie smutno jest mi się z Tobą żegnać. Rzecz jasna tutaj, bo w kolejnych historiach też będę obecna i mam szczerą nadzieję, że będzie ich jeszcze wiele. ;) A i zapomniałbym, będę pod inną nazwą dodawać komentarze na tym nowiutkim. Na wakacyjnej zostanę przy swoich faktycznych danych (chyba tak się to odmienia, jeżeli nie to mnie popraw, bo ja już powoli przestaję funkcjonować. ;d) osobowych. Możesz zgadywać kim będę. ;> I jeszcze poświęcę troszkę czasu dla Michała, bo to on mi się najbardziej podobał z tych wszystkich bohaterów. Jego rozwichrzona i nieogarnięta grzywa, niebieskie oczy (dobrze pamiętam?), kilkudniowy zarost, postawny, opiekuńczy… Mhm… Mężczyzna idealny. :3 I jeszcze ten słodki rumieniec w epilogu. *v* Dobra już kończę. :P
OdpowiedzUsuńNo patrz. Napisałaś książkę! :> Pamiętam kiedyś pisałyśmy na fejsie, na wakacjach, po tym jak wstrzymałaś publikację na wakacyjnej, o tym że długo nie wytrzymasz bez pisania. Nagle wyskoczyłaś tutaj z historią Zawadzkiej i proszę. Fikcyjne postacie, Twój pomysł i całość jest genialna. ♥ Trochę przywiązałam się do tego opowiadania. Nie zawsze dodawałam komentarzy za co jestem na siebie bardzo zła! A o wakacyjnej już nie wspomnę... ;< Pragnę podkreślić, że jeszcze nawet nie przeczytałam 17 rozdziału. Ta szkoła mnie wykańcza, ale najważniejsze... Pytania zdałam. Dzięki Ci Boże. ^^
Nie wiem co jeszcze... :/ Może takie krótkie, ale mające duże znaczenie dziękuję.
Dziękuję, za to, że poświęcałaś dla nas czas i pisałaś to wszystko.
Dziękuję, za to, że nie zostawiłaś nas tutaj w blogsferze i postanowiłaś wrócić. ;)
Dziękuję, za to, że czasami wspierałaś mnie w trudnych momentach w szkole.
Dziękuję, za to, że podtrzymywałaś mnie na duchu.
Dziękuję, za to, że opowiedziałaś mi dużo o tym, jak było na meczach, bo to dla mnie normalnie bajka. *v* ♥
Dziękuję, za to, że ogólnie jesteś i mam nadzieję, że będziesz.
Jak ja się cieszę, że Cię tutaj spotkałam. Przy każdym kończącym się Twoim opowiadaniu dziękuję sobie, że nie odpuściłam sobie kiedy zgubiłam adres twojej pierwszej historii i zawzięcie szukałam jej. Zawsze się uśmiecham kiedy wspominam Giermka J. Albo później toksyczny związek Bartka i Ali, który już taki miły nie był, ale jednak z happy end’em. ;) Później wakacyjna, przerwanie jej. Zaczęcie nowej, już skończonej, a w trakcie reaktywację. Ojojoj! Teraz tak sobie myślę ile to już czasu minęło! Dosyć sporo! Już niedługo będzie chyba rok albo i dłużej. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię poznałam. Już Ci to kiedyś pisałam, ale się powtórzę. :)
Jedno wielkie DZIĘKUJĘ!
Do zobaczenia!
Pozdrawiam! ; >
♥
UsuńZadaję sobie sprawę że moje wizyty u Ciebie należały ostatnio do rzadkości. Ale tak jak to zwykle bywa, wraz z epilogiem pojawiam się by w końcu skomentować. I wis co Ci powiem? Że mi się podoba takie zakończenie. Bo nie jest oczywiste, bo też nie była to oczywista historia :) Było tu o sporcie, ale inaczej niż w poprzednich blogach. Było zwykłe a może i niezwykłe życie prawdziwej nastolatki, która zmaga się z codziennymi problemami jak każdy z nas. I chyba to właśnie najbardziej mnie urzekło.
OdpowiedzUsuńMuszę też przyznać, że z każdą kolejną historią stajesz się coraz lepsza (o ile to jeszcze możliwe), dlatego jestem bardzo ciekawa kolejnego projektu, zaraz tam zajrzę.
Dziękuję bardzo i do zobaczenia! :*
A, i wesołych <3
♥
UsuńZadaję sobie sprawę że moje wizyty u Ciebie należały ostatnio do rzadkości. Ale tak jak to zwykle bywa, wraz z epilogiem pojawiam się by w końcu skomentować. I wis co Ci powiem? Że mi się podoba takie zakończenie. Bo nie jest oczywiste, bo też nie była to oczywista historia :) Było tu o sporcie, ale inaczej niż w poprzednich blogach. Było zwykłe a może i niezwykłe życie prawdziwej nastolatki, która zmaga się z codziennymi problemami jak każdy z nas. I chyba to właśnie najbardziej mnie urzekło.
OdpowiedzUsuńMuszę też przyznać, że z każdą kolejną historią stajesz się coraz lepsza (o ile to jeszcze możliwe), dlatego jestem bardzo ciekawa kolejnego projektu, zaraz tam zajrzę.
Dziękuję bardzo i do zobaczenia! :*
A, i wesołych <3