piątek, 1 listopada 2013

Rozdział piętnasty

Siedzieliśmy w trójkę przy stole, ciepłe światło lampy i stojącej niedaleko choinki wprawiło mnie w świetny nastrój. Była Wigilia, a my spędzaliśmy ją razem z mamą. Miło było zobaczyć ją po pewnym czasie. Wyglądała lepiej, niż gdy ostatnio spotkałam ją w mieście. Choć nadal uśmiechała się dość rzadko, a zmarszczka, która wytworzyła się między jej brwiami świadczyły o tym, że zmartwienia jej nie opuszczały, znikły sińce pod oczami, więc miałam nadzieję, że jakoś pogodziła się z naszą wyprowadzką.

Rozmowa na początku się nie kleiła. Co prawda Michał odpowiadał na zadawane przez naszą rodzicielkę pytania, sam zadawał jej własne i dzielili się informacjami na temat tego, jak wiedzie się im w pracy, to tak naprawdę czułam się trochę nieswojo. Przywykłam do siedzenia z samym Michałem, kiedy żadne z nas praktycznie nic nie mówiło, a w otoczeniu mamy, do której gdzieś w głębi żywiłam pretensje, byłam skrępowana. Odpowiadałam krótko, bez rozgadywania się na jakieś bezsensowne tematy, a oni musieli to zauważyć. Cały czas nękała mnie jedna myśl, ale nie miałam odwagi wypowiedzieć jej na głos.

Kiedy rozpakowaliśmy prezenty i siedliśmy przed telewizorem, który odtwarzał jakiś świąteczny film, zaczęłam obracać w dłoniach książkę, którą dostałam od mamy i mięciutki sweter, czując, że jeżeli nie teraz, to nigdy nie nadejdzie odpowiednia chwila.
-Gdzie jest tato?
Na moje słowa Michał i mama przerwali rozmowę i oderwali wzrok od telewizora, przenosząc go na mnie.
-Zniknął.- odpowiedziała, zaciskając usta w cienką linię i marszcząc brwi, co tylko uwydatniło zmarszczkę na czole.
-Ale w sensie, że... - nie dokończyłam, mając nadzieję, że oboje rozumieją, iż chodzi mi... No cóż, o więzienie.
-Tak naprawdę sama nie wiem. Po prostu spakował się pewnego dnia i wyjechał.
-Acha. - mruknęłam, czując rosnącą złość. Mimowolnie moja pięść zacisnęła się na trzymanym na kolanach swetrze. - Jakie to dla niego typowe.
-Wróci? - zapytał Michał. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, poza tym wyraźnie unikał z nami kontaktu wzrokowego.
-Nie wiem. Może tak, może nie. - odpowiedziała mama, wzruszając ramionami.

Nagle jej zachowanie sprawiło, że coś we mnie pękło.
Przypomniałam sobie jak za każdym razem próbowała zatrzymać ojca, aby został. Każdą pojedynczą kłótnię, kiedy starała się uświadomić mu, żeby rzucił wszystkie szemrane interesy na rzecz naszej rodziny. Jak zawsze milczała na temat postępków ojca, nie wtajemniczając nas w nic, a potem pozwalając mu po powrocie ustanawiać jego własne prawa. Ten sam obojętny wyraz twarzy, kiedy on tak po prostu znikał. I wreszcie w mojej głowie zaczęło odtwarzać się ostatnie, najświeższe wspomnienie. Kolejny powrót ojca i to, że stanęła po jego stronie.
Nagle uderzyło mnie to, że zawsze tak było. Zawsze była mu uległa i zgadzała się na wszystko, przytakiwała każdemu wypowiedzianemu przez niego słowu, nawet jeżeli było czymś całkowicie sprzecznym do jej postępowania i poglądów.

-Przestań, przestań tak robić.- warknęłam, spoglądając w jej stronę i próbując jakoś się kontrolować. Na twarzach mamy i Michała pojawiło się zdziwienie.
-Lena, o co ci... - zapytała, ale jej przerwałam.
-Przestań go bronić, udawać, że nic się nie dzieje. Mam już tego po dziurki w nosie. Wiesz, jaka ja byłam głupia? Cały czas wydawało mi się, że ci na nas zależy, na mnie i Michale, ale teraz doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie jest. - wstałam z kanapy, targana emocjami.
-Lena, nie opowiadaj głupot.
-Słuchaj, czy ty tego nie widzisz? Nie widzisz tego, że ten człowiek rozwala Twoje życie? Nie pomyślałaś nigdy o tym, że pewnego dnia może cię w coś wrobić? Dlaczego zawsze, jeżeli ma problemy, biegniesz do niego z pomocą? Nie widzisz, że jeżeli ty upadniesz, jego nigdy nie ma w pobliżu? To pasożyt, który po prostu cię perfidnie wykorzystuje.- podniosłam głos, rzucając sweter na krzesło.
-Lena! - na twarzy mojej matki pojawiła się złość. - Nie mów tak o swoim ojcu!
-Nie mam zamiaru milczeć na temat czegoś, co jest prawdą. - odpowiedziałam gorzko. - My już się od niego odcięliśmy i najlepiej zrobisz, jeżeli postąpisz tak samo.
-Słuchaj, wydaje mi się, że to ja jestem tutaj starszą osobą i nie będziesz mówić mi, co mam robić.
-Zrobisz jak chcesz. Chcę tylko ci uświadomić, że wiek wcale nie jest tak istotny i wcale nie musisz mieć 40 lat, żeby zauważyć pewne rzeczy. - powiedziałam, ubierając buty. Złapałam kurtkę z wieszaka i otworzyłam drzwi.
-Gdzie ty się wybierasz? - krzyknęła za mną.
-Muszę stąd wyjść, bo się duszę. - trzasnęłam drzwiami i nie czekając na windę, zbiegłam na dół schodami, zapinając po drodze kurtkę.

Wyleciałam jak burza z budynku, czując, że ucisk, który miałam w żołądku przez cały wieczór, zniknął. Wreszcie powiedziałam wszystko, co myślałam, nie pozostawiając niedomówień. Miałam nadzieję, że za moim przykładem to samo zrobi Michał, który został sam na sam z mamą w dość niezręcznej sytuacji. Szłam przed siebie mijając nielicznych przechodniów, którzy albo spieszyli się do domu, albo spacerowali z rodziną po obfitej wigilijnej kolacji. Błądziłam bez celu, a chłodne powietrze, które wdychałam, sprawiało, że z każdym kolejnym krokiem czułam się lepiej. Złość przeszła mi tak szybko, jak się pojawiła i równie nagle pojawiły się wyrzuty sumienia. Miałam jednak nadzieję, że moje słowa dadzą mamie do myślenia. Zawsze dusiłam swoje myśli i emocje w środku, tym razem postanowiłam jednak pokazać jej, że też mam pewną opinię na ten temat. Bunt prawie zawsze uległej córki musiał być dla niej zaskoczeniem.
Chyba musiałam się komuś wygadać.
Po kilkunastu minutach drogi znalazłam się w dzielnicy, w której mieszkał Tomek. Napisałam do niego smsa, z zapytaniem, czy mógłby pogadać i w oczekiwaniu na odpowiedź zgarnęłam śnieg z oparcia ławki stojącej w alejce nieopodal jego domu, po czym usiadłam na niej. Nie chciałam do niego dzwonić, bo pewnie siedział przy stole z rodziną i dobrze się bawił.
Dźwięk smsa usłyszałam bardzo szybko po wysłaniu wiadomości. Uśmiechnęłam się do siebie krzywo po odczytaniu wiadomości.
,,Jestem u babci. Coś się stało?
,,Nic, pogadamy jak wrócisz. ''
Westchnęłam, wysyłając ten sms, w którym mocno naginałam rzeczywistość, ale naprawdę nie chciałam go martwić. To, że ja mam problemy nie znaczy, że on też musi od razu o nich wiedzieć. Moje święta były jakie były nie zezwalały mi na niszczenie tego magicznego czasu komuś innemu.
Wstałam z ławki, otrzepując śnieg z płaszcza i ruszyłam w drogę powrotną. Telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni, ale widząc, kto dzwoni, odrzuciłam połączenie. Na usprawiedliwienie napisałam smsa.
,,Nie martw się Michał, żyję i  niedługo wrócę. Nie uciekłam. ;)''
Otrzymałam potwierdzenie dostarczenia i zaczęłam bez przekonania bawić się urządzeniem. W pewnym momencie grzebiąc w telefonie znalazłam numer Adriana.
Po chwili zastanowienia nacisnęłam zieloną słuchawkę.
*
-Boże, zachowałam się jak histeryczka. Siedzimy sobie w trójkę, wszyscy zadowoleni. Mama pyta, czy nie dolać mi kompotu, cieszy się, że wreszcie spędzamy razem dzień, a chwilę później po otworzeniu prezentów po prostu na nią naskoczyłam. - jęknęłam, kręcąc głową.
-Kurcze, Lena, może tak miało być. Już kiedyś powiedziałem ci, co myślę na temat zachowania Twojej mamy. Nie możemy robić z niej ofiary, skoro ma prawo decydować o swoim życiu. To, że wygląda ono, jak teraz wygląda, jest tylko i wyłącznie jej zasługą. - odezwał się cicho Adrian po chwili myślenia.
-Cały czas wydaje mi się, że źle zrobiłam. Boże, histeryczka ze mnie i mazgaj.

Siedzieliśmy w aucie Adriana pod moim blokiem. Jakieś pół godziny wcześniej zadzwoniłam do niego i chyba musiał usłyszeć w moim głosie zagubienie, bo bardzo szybko pojawił się wyznaczonym miejscu, siedząc za kierownicą swojego Renault Clio. Otworzyłam drzwi i kiedy zapinałam pasy na siedzeniu pasażera, rozkleiłam się. Nie powiem, żebym była z tego powodu dumna. Kilka dobrych minut zajęło mi uspokojenie się, a siedzący obok mnie Adrian próbował mnie pocieszyć. Zawsze zazdrościłam innym tego, że potrafią panować nad swoimi emocjami. Ja nie posiadłam takiej umiejętności. Czułam się jak mały stateczek na środku morza podczas sztormu, zalewany przez ogromną falę smutku lub złości.
Kiedy już przestałam wyć na siedzeniu obok, Adrian mógł skupić się na jeździe i tak oto znaleźliśmy się na moim osiedlu. Nie miałam jednak ochoty wracać już do domu, tym bardziej, że odciągnęłam go od wigilijnego stołu, żeby pogadać. 

-Według mnie, taka terapia wstrząsowa wyjdzie twojej mamie tylko na dobre. 
-Ciekawe, co powiedział jej Michał. Trzyma jej stronę, czy moją... - wyraziłam głośno swoje obawy. W półmroku dostrzegałam ledwo sylwetkę Adriana. Na moje słowa, prychnął.
-Proszę cię, Lena. Ja też spędzam z nim dużo czasu i wiem, że nosił się z zamiarem wygarnięcia waszej mamie wszystkiego. Chciał postawić sprawę jasno, zabrakło tylko bodźca. Może właśnie dzisiaj rozwiązałaś mu język.

Powoli przetrawiałam jego słowa. W kieszeni znów zabrzęczał mi telefon, informując mnie, że Michał martwi się o mnie i chce, żebym jak najszybciej wróciła do domu. Po odczytaniu smsa uśmiechnęłam się krzywo, łapiąc za klamkę drzwi. 
-Może nie dostanę szlabanu. 
Adrian zaśmiał się, wysiadając z drugiej strony. 
-Dzięki wielkie. Przepraszam, że wyciągnęłam cię z rodzinnej kolacji. - powiedziałam, wkładając ręce w rękawiczkach w kieszenie, bo mroźny wiatr momentalnie spowodował, że po wyjściu z ogrzewanego auta zaczęły drętwieć mi palce. 
-To ja powinienem dziękować, że mogłem choć raz wywinąć się od oglądania ,,Kevina samego w domu''. - zaśmiał się, zawiązując szalik, który kupiłam mu pod choinkę. 
Odwracałam się, żeby odejść, kiedy zawołał:
-Hej, poczekaj jeszcze chwilę. 
Odwróciłam się zdezorientowana, sprawdzając po kieszeniach, czy aby czegoś nie zostawiłam w środku, wszystko jednak wydawało się być na swoim miejscu. Ciemnowłosy zniknął mi z pola widzenia, kiedy zaczął szukać czegoś w aucie, by po chwili pojawić się tuż obok mnie z kolorową paczuszką. Podał mi ją, z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Myślałaś, że zapomniałem? - zapytał, spoglądając na mnie. Ja nadal jak wryta stałam z pakunkiem w rękach, zastanawiając się, co jest w środku, aż obudziło mnie lekkie szturchnięcie.- No otwórz, chcę zobaczyć Twoją minę.
Wyciągnęłam ręce z rękawiczek i zaczęłam walczyć z papierem. Stwierdziłam, że tak łatwo się nie poddam. Widząc, że jego rozerwanie idzie mi dość opornie, Adrian wyciągnął ręce z kieszeni i jednym ruchem wyswobodził prezent. Spojrzałam na trzymany w rękach przedmiot i zaśmiałam się:
-Czyli o to chodziło z tym Twoim zainteresowaniem dotyczącym książek. Mogłam domyślić się już wcześniej. - przypomniałam sobie sytuację, gdy spotkałam go w galerii, a on ze szczególną uwagą przyglądał się książkom, o których mówiłam. 
-Nie wiedziałem, co ci kupić, żeby trafić w Twój gust, sama podsunęłaś mi idealny pomysł.- wzruszył ramionami, uśmiechając się lekko. 
-Kurcze, w jeden wieczór zgarnęłam aż trzy książki. - pokręciłam głową nie wierząc, że dostałam od niego prezent. - Dziękuję ci bardzo.
Uśmiechaliśmy się do siebie w półmroku panującym na osiedlu, milcząc.
-Lepiej już leć, bo Michał zdąży się zezłościć. - przerwał ciszę Adrian, a ja pokiwałam głową na znak zgody z jego pomysłem. 
Zrobiłam krok do tyłu i odwróciłam się na pięcie, idąc powoli przez skrzypiący pod nogami śnieg w stronę drzwi do klatki. Nim zdążyłam wyciągnąć klucze z kieszeni, usłyszałam szybkie kroki, a potem zaskoczona utonęłam w objęciach Adriana.

Dopiero, gdy w windzie nacisnęłam guzik z numerem mojego piętra, dotarło do mnie, że właśnie mnie pocałował.
*

Cholera, znowu to zrobiłam.
Zastrzelcie mnie za przedwczesną publikację. I to jeszcze jaką :D
Najwidoczniej mama nie nauczyła mnie, jak się posługiwać kalendarzem. Zastanawia mnie tylko dlaczego zawsze muszę choć raz pomylić się w ten sposób z każdym blogiem. To już chyba tradycja. ;)

Wszystko przez ten trzydniowy weekend, przez cały piątek myślałam, że jest sobota :D
Pff. Dobra, ochłonęłam.

Jestem w 100% pewna, że opowiadanie nie będzie mieć więcej niż 20 rozdziałów. Będą jeszcze jakieś trzy, cztery, maksimum pięć, chyba, że to epilog będzie numerem 21. ;) A w międzyczasie ogarnę szablon na nowym blogu, którego adres na razie przed wami ukryłam. ;)

Oczywiście zapraszam na nowy post na wakacyjnej. :)